Mam 30 lat i wróciłem z Hogwartu. Spektakl Harry Potter i Przeklęte Dziecko jest wart każdego galeona

Recenzje/Książki 26.02.2018
Nasza ocena:
Mam 30 lat i wróciłem z Hogwartu. Spektakl Harry Potter i Przeklęte Dziecko jest wart każdego galeona

Nie wierzyłem, że magiczny świat Hogwartu jest możliwy do przeniesienia na deski teatru. Tymczasem wizytę w londyńskim Palace Theatre mogę podsumować słowami – Tomaszu, jesteś człowiekiem małej wiary. Teraz już wiem, jak mogli czuć się Dursleyowie, gdy na własne oczy przekonali się, że magia istnieje.

Gdy krótko po ekranizacji ostatniej części serii książek J.K. Rowling zapowiedziała, że trwają pracę nad kontynuacją przygód Harry’ego Pottera, wiele osób z niecierpliwością zacierało ręce. Oczekiwania były wysokie, a tymczasem autorka zaskoczyła wszystkich tym, że kolejna odsłona serii będzie sztuką teatralną. Świat pełen czarodziejów, magicznych zaklęć i fantastycznych istot naturalnie pasuje do rzeczywistości kina, książek czy gier komputerowych. Gdzie tam miejsce na teatr? Dlatego przyjęto to raczej jako fanaberie bogatej pisarki.

Ostatecznie sztuka miała swoją premierę w 2016 roku i jest odgrywana tylko i wyłącznie w Londynie, na deskach Palace Theatre.

harry potter

Z miejsca została obsypana licznymi nagrodami. Książkowe wydanie scenariusza trafiło do sprzedaży i zebrało mieszane recenzje. Sztuka nie wzbudziła również i mojego entuzjazmu. Owszem, czyta się ją z nieukrywanym sentymentem, lekko i przyjemnie, jednak pozostawia pewien niedosyt. Teraz już wiem, że trudno recenzować Przeklęte Dziecko jedynie w oparciu o sam scenariusz.

Wiedziony ciekawością po seansie Fantastycznych Zwierząt zasięgnąłem informacji o sztuce wystawianej w Londynie. Szybko okazało się, że kupno biletów na przedstawienie nie należy do najłatwiejszych. Bilety zostają wyprzedane w kilka minut po uruchomieniu sprzedaży. Szczęśliwie dotarłem do informacji, że za 2 tygodnie miała ruszać sprzedaż kolejnej partii na spektakle wystawiane od lutego do maja 2018.

Warto w tym miejscu wiedzieć, że był wtedy ostatni kwartał 2016 roku. Sprzedaż ruszyła punktualnie o godzinie 13:00. W link kliknąłem punktualnie o 13:01 (nie ma w tym cienia przesady), a mimo to byłem mniej więcej w połowie kolejki (w tej partii sprzedawano około 9 tys. biletów). O godzinie 13:05 nie było już szansy na ich zakup. Jeszcze tylko kilka godzin oczekiwania w kolejce na to, aby w trakcie 5-minutowej sesji wybrać miejsce i dokonać płatności i… udało się.

Kupiłem bilet na spektakl, który miał się odbyć niemal za półtora roku.

przeklęte dziecko

Do londyńskiego Palace Theatre udawałem się z duszą na ramieniu. Organizatorzy nie wysyłają biletów za granicę i trzeba je odbierać w dzień spektaklu w kasie. Margines błędu praktycznie zerowy, a pole do improwizacji bardzo wąskie. Podświadomie spodziewałem się problemów, w końcu na co dzień opisuję naszą polską rzeczywistość na Bezprawniku. Ku mojemu zaskoczeniu obyło się bez żadnych perturbacji i ani się nie obejrzałem, a stałem w kolejce, która dosłownie okrążała budynek. Już czekając na wejście, okazało się, że nie jestem jedynym obcokrajowcem w tym miejscu. Zamieniłem kilka słów z innymi widzami, którzy tak jak ja, na przedstawienie przyjechali zza wody, a konkretnie ze Szwecji.

Klimatowi sprzyjała też budowa samego teatru.

Scena jest niewielka, a widownia składa się z czterech balkonów, które pną się w górę. Z tego względu w angielskim teatrze prędzej słychać narzekanie, że miejsce jest za wysoko nad sceną niż zbyt daleko od niej. To wszystko zbudowało niezwykle kameralną atmosferę mimo tego, że na widowni mieści się aż 1400 miejsc, które były zajęte co do jednego. Dla porównania – największa scena Teatru Narodowego w Warszawie liczy niecałe 600 miejsc. Imponujące.

Wraz z ostatnim dzwonkiem, zupełnie jak gdyby moje siedzenie było świstoklikiem, znalazłem się na peronie 9 i 3/4, gdzie rozpoczyna się akcja sztuki. Dokładnie w momencie, w którym kończy się ostatnia część książkowej serii przygód. Przekęte Dziecko kontynuuje epilog, w którym bohaterowie spotykają się, gdy ich dzieci wsiadają do Hogwart Expressu i ruszają w drogę do Hogwartu.

W jednej chwili jesteśmy na zatłoczonym magicznym peronie, a za chwilę już wraz z głównymi bohaterami, czyli Albusem Potterem i Scorpiusem Malfoyem, zmierzamy do szkoły.

harry potter i przeklęte dziecko

Fenomenalna scenografia za sprawą aktorów zmienia się dosłownie w mgnieniu oka, co całej sztuce nadaje ogromnego dynamizmu. Nie ma opadającej kotary, nie ma żadnych przerw czy dziwnych zabiegów, które miałyby uzasadnić nierealne ruchy na scenie. Wszystko odbywa się błyskawicznie, co tylko potęguje wrażenie, że odbywa się za dzięki magii.

Moje największe obawy przed sztuką dotyczyły tego, w jaki sposób właśnie ta magia zostanie pokazana. Nie spodziewałem się niczego innego niż zwykłych błysków świateł i może laserów. Cała magia miałaby wtedy być raczej wytworem wyobraźni widza, coś jak ketchup w filmach klasy B, który bardzo umownie zastępuje krew. W teatrze nie ma blue boxa, nie ma pracy kamery czy niesamowitych efektów specjalnych. Myliłem się.

Nie brakowało absolutnie niczego.

Z różdżek błyskały kolorowe, zupełnie prawdziwe płomienie i światła (Lumos) Zaklęcie Avada Kedavra było najprawdziwszym zielonym ogniem, którego nie powstydziłby się żaden Targaryen. Bohaterowie podróżowali za pomocą proszka fiuu, a nawet zmieniali postać po wypiciu eliksiru wielosokowego.

Teatralne ograniczenia nie przeszkodziły również w odwzorowaniu sceny, która rozgrywała się pod wodą. Pierwsza część sztuki zakończyła się imponującym przelotem dementorów nad widownią. Zdaję sobie sprawę z tego, że to wszystko jest wynikiem przede wszystkim fenomenalnej gry aktorskiej i mistrzowskiego opanowania kilku sztuczek. Nad efektami specjalnymi czuwał profesjonalny iluzjonista. Umiejętnie wplecione efekty magiczne zbudowały klimat poszczególnych scen, a widz naprawdę czuł się, jak gdyby obserwował zmagania czarodziejów. Nie zabrakło nawet magicznego pojedynku między Harrym a Draco z wykorzystaniem, a jakże, slow motion. To wszystko sprawiło, że widzowie zbierali szczęki z podłogi.

przeklęte dziecko sztuka

Tu naprawdę nie ma udawania, że na scenie się dzieje magia. Widz rzeczywiście jest jej świadkiem.

O samej fabule nie będę się specjalnie wypowiadał. Zakładam, że żaden fan serii nie ominął Przeklętego Dziecka i wie, że opowiada o perypetiach synów Harry’ego i Draco, którzy chcą zmienić bieg historii i nie dopuścić do śmierci Cedrika Diggory’ego podczas trzeciego zadania w Turnieju Trójmagicznym. W tym celu podróżują w czasie i obserwują skutki swoich działań, aby ostatecznie stawić czoła nowemu śmiertelnemu wrogowi. Na scenie pojawia się również sam Voldemort.

Dlatego właśnie uważam, że J.K. Rowling zrobiła wielką krzywdę Przeklętemu Dziecku, gdy zdecydowała się wydać scenariusz sztuki w wersji książkowej.

Siłą rzeczy jest porównywany do wcześniejszych części, podczas gdy to nie jest powieść. To pełnowymiarowa sztuka, której nie wystarczy przeczytać. Odbiera się ją zupełnie inaczej niż jakąkolwiek powieść. Dlatego po cichu liczę na to, że J. K. Rowling zdecyduje się kiedyś na opublikowanie przedstawienia jako DVD. W końcu nie zabija się kury znoszącej złote jajka. Do tego czasu gorąco polecam wycieczkę do Londynu. W końcu można tam dotrzeć szybciej niż z Gdańska do Krakowa.

Sztuka jest warta każdego złotego galeona.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (7)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...