„Do rękoczynów nie doszło”. Suren Cormudian opowiada o współpracy z Głuchowskim przy cyklu Metro 2033

Wywiad/Książki 22.02.2018
„Do rękoczynów nie doszło”. Suren Cormudian opowiada o współpracy z Głuchowskim przy cyklu Metro 2033

Co ma wspólnego Teoria wielkiego podrywu z Metro 2033? Czy trudno jest pisać powieść w cudzym uniwersum? Jak wygląda praca z Dmitrijem Głuchowskim? O czym i o kim nie można wspominać? Na te i inne pytania odpowiedzi udzielił nam Suren Cormudian, autor debiutującego właśnie w naszym kraju Wędrowca.

Seria Metro 2033 liczy sobie już blisko 100 powieści. W środowe popołudnie miałem okazję porozmawiać z Surenem Cormudianem, którego Wędrowiec, osadzony w uniwersum wykreowanym przez Głuchowskiego, debiutował kilka dni temu w naszym kraju.

Suren Cormudian też przywędrował do Polski.

Autor nowej powieści z uniwersum Metro 2033, który przebywa w Polsce w ramach promocji swojej książki, na chwilę przed udaniem się na spotkanie z fanami zdradził mi, jak wyglądają kulisy pracy przy tym ogromnym projekcie.

Podczas naszej rozmowy wyjaśnił, dlaczego inspiracją dla niego był sitcom Teoria wielkiego podrywu. Zdradził też, jakich poprawek musiał dokonać w swojej książce, by uzyskać aprobatę ojca uniwersum Metro 2033, Dmitrija Głuchowskiego.

metro 2033 suren cormudian w polsce wedrowiec wywiad

Piotr Grabiec, Spider’s Web: Jak pisze się książkę w cudzym uniwersum?

Suren Cormudian, autor Wędrowca: Pisanie powieści Wędrowiec przyszło mi bardzo łatwo i skończyłem ją w mniej niż pół roku. Byłem świeżo po przeczytaniu książki Głuchowskiego, czyli Metro 2033. Powrócić do metra i opowiedzieć właściwie o tych samych ludziach, nie było trudne.

Oprócz tego, kiedy pisałem Wędrowca, w całej serii uniwersum Metro 2033 było tylko kilka książek. Łatwo było sprostać wymaganiom uniwersum. Obecnie tych książek jest ponad 80. Niektóre wprowadzają coś nowego, trzeba się w tym orientować. Obecnie taką książkę byłoby napisać znacznie trudniej.

Autorzy książek z cyklu Metro 2033 często decydują się opowiadać o innych miastach niż Moskwa. Co jest trudniejsze: poruszać się po znanym terytorium czy zrobić coś swojego od zera?

Myślę, że wymyślić coś swojego jest łatwiej. Jeśli miałbym napisać książkę, której akcja rozgrywałaby się w lokacji wymyślonej przez innego autora, byłoby mi bardzo trudno. Dlatego uważam, że stworzenie czegoś swojego, nawet trzymającego się pewnych reguł, jest łatwiejsze.

Dzisiaj napisać Wędrowca byłoby znacznie trudniej. W tych realiach zostało już napisanych wiele książek. Są postacie, które wykonały określone działania i należy je poznać, żeby nie naruszyć związków między nimi.

Moja ostatnia książka w uniwersum Metro 2033, który nosi tytuł Skraj świata, przedstawia zupełnie nową lokację: półwysep Kamczatka. Jeszcze do tej pory nikt się nią nie zajął. Ja tam mieszkałem i to nie jeden rok. Dlatego opowiadanie o tym miejscu było dla mnie znacznie łatwiejsze.

No właśnie – książek w uniwersum Metro 2033 pojawiło się już wiele. Które z nich pan jeszcze czytał? Czy były wśród nich pozycje polskich autorów?

Na początku starałem się czytać wszystkie książki, ale dynamika ich wydawania jest bardzo wysoka. Właściwie pojawia się nowa książka co miesiąc. Dlatego też bardzo szybko przestałem nadążać i nie mogłem już tego dogonić.

Rok temu w Olsztynie kupiłem kilka książek polskich autorów. Mam nadzieję, że pomogą mi w nauce języka polskiego.

A z tych książek, które udało się przeczytać, która zrobiła największe wrażenie?

Prawdopodobnie jest to powieść Igora Wardunasa o tytule Lodowa niewola [jeszcze nie została wydana w Polsce]. Może dlatego, że przygotowywałem korektę dla części tej książki. Dzieje się w tej samej lokacji co moja książka Dziedzictwo przodków, czyli w Kalingradzie. Aby pewne aspekty się zgadzały, poproszono mnie o dokonanie redakcji. Niezależnie od tego, tę książkę zapamiętałem lepiej niż pozostałe.

A jak to jest z autorami serii Metro 2033. Pozostajecie w kontakcie, wymieniacie się pomysłami, robicie burze mózgów?

U różnych pisarzy wygląda to inaczej. Są książki, które mają kilku autorów. Ja kontaktuję się z innymi pisarzami w ramach załatwienia konkretnej sprawy, jeśli trzeba uzgodnić kwestię lub dokonać redakcji.

Zwracali się do mnie inni autorzy z pytaniem, czy mogą użyć w swojej książce postaci Sergieja Minialnego. Zadałem od razu pytanie: czy chcecie go zabić?! (śmiech).

Tego zrobić nie można. Jeśli ktoś chciałby zrobić z niego mistrza Shaolin, to też bym się na to nie zgodził. Natomiast jeśli chcieli po prostu, by się pojawił, to dałem oczywiście swoją zgodę.

Niektórzy autorzy spędzają ze sobą więcej czasu. Niedawno w telewizji rosyjskiej był teleturniej, w którym dwie drużyny rywalizowały ze sobą, odpowiadając na pytania. Jedna z tych drużyn składała się właśnie z autorów uniwersum Metro 2033.

Metro 2033 to literatura postapokaliptyczna, fantastyka, ale Metro 2033 to też studium społeczeństwa. Co pana książka mówi o nas, o ludziach?

To próba przemyśleń na tematy poruszone w oryginalnym Metrze. Chodzi o nawiązywanie kontaktu i z przedstawicielem innej kultury. U mnie jest to człowiek… właściwie nie człowiek, ale ktoś, kto wygląda jak człowiek. U mnie poruszane są właśnie te kwestie obcowania z inną kulturą.

Książki książkami, ale czy grał pan w gry z serii Metro 2033?

Mam płytę z pierwszą grą z cyklu Metro, ale nie udało mi się w nią zagrać. Zwykle jest tak, że mój komputer nie nadąża za wymaganiami współczesnych gier.

Przypomniałem sobie jednak właśnie, że w jednym z odcinków sitcomu Teoria wielkiego podrywu na ścianie wisi plakat gry komputerowej Metro 2033, co było bardzo miłe.

Wracając do pana powieści, co było inspiracją dla Wędrowca?

W pierwszej kolejności jest to oczywiście sama książka Metro 2033 i, jakby to dziwnie nie zabrzmiało, ten sitcom, o którym mówiłem, czyli Teoria wielkiego podrywu. Jednego z bohaterów wyobrażałem sobie jako takiego Sheldona Cooper, który ma problemy, by się socjalizować.

Jeśli chodzi o linię fabuły, nie miałem zamiaru kopiować innych dzieł popkultury, książek czy filmów. Natomiast mogłoby wyjść mi coś podobnego – wiele razy dostawałem wiadomości od czytelników, że jakiś fragment przypomina książkę albo film. Główny wpływ miało właśnie Metro 2033.

Pierwszy wariant, który na prośbę Dmitrija Głuchowskiego zmieniłem, jeszcze bardziej przypominał Metro 2033.

Wędrowiec jest osadzony fabularnie przed Metro 2033, a bohaterowie Głuchowskiego nie odnoszą się do tych wydarzeń. Nie było trudno pisać książki, która z założenia nie będzie mieć wielkiego wpływu na świat przedstawiony?

Jak wspominałem, pierwsza wersja Wędrowca różniła się od tej, która została wydana. Metro 2033 zaczyna się w momencie, gdy z tunelu metra wychodzi mały piesek. W pierwszej wersji ten piesek, który zaraził się tym całym czymś, idzie w tunelem, by pojawić się u Głuchowskiego.

Tylko wtedy historia z tym miłym szczeniaczkiem wyglądałaby w tym kontekście zupełnie inaczej, gdybym dodał swoją część. Nawet sam Wędrowiec, z którym spotyka się Sergiej Minimalny, w pierwszym wariancie był przedstawicielem Czarnych, które u Głuchowskiego są zagrożeniem dla metra.

Głuchowski, który dowiedział się o tym pomyśle, powiedział, że psa trzeba zostawić w spokoju. Czarnych też. Zmuszony byłem do wprowadzenia pewnych zmian w mojej powieści, ale nawet w tej kolejnej wersji było dużo poprawek Głuchowskiego, o które bardzo długo się kłóciliśmy.

Największą trudnością był właśnie ten spór z Głuchowskim. Były momenty, gdy mi usunął jakiś akapit, albo go zupełnie przeredagował, a ja starałem się wytłumaczyć, że w mojej wersji jest lepiej. To było najtrudniejsze.

Ale w rezultacie myślę, że we wszystkich tych spornych momentach udało nam się dojść do kompromisu. Książka ukazała się w tym wariancie, w którym najpierw przeczytali ją czytelnicy rosyjscy, a teraz przeczytają ją czytelnicy z Polski.

A pamięta pan jakieś szczególne momenty sporne?

Na wstępie zauważę, że z tego co wiem, pierwsze książki z serii były czytane przez Głuchowskiego i w żadnej nie udało się uniknąć tych momentów spornych. O tym mówił między innymi Szymun Wroczek, autor książki Piter. Później tę kwestię Głuchowski przekazał redaktorom i sytuacja się uspokoiła. Do rękoczynów nie doszło (śmiech). Oczywiście żartuję.

Spory mogą pojawić się w przypadku tytułu. Dziedzictwo przodków na początku miała nosić tytuł Tod mit uns. To miało być nawiązanie do napisu na sprzączkach pasków żołnierzy Wehrmachtu Gott mit uns. W języku niemieckim Gott znaczy Bóg, a Tod znaczy śmierć. Wydawnictwo dało mi do zrozumienia, że tytuł powinien być po rosyjsku i zaproponowało mi Śmierć jest z nami.

Nie spodobał się ten wariant. W mojej wersji łatwo było wyłapać nawiązanie do żołnierzy Wehrmachtu, ale w wersji zaproponowanej przez wydawnictwo zupełnie to znikało. Przez jakiś czas myślałem, jaki tytuł powinna nosić książka, a w rezultacie zdecydowałem się na Dziedzictwo przodków.

Pamiętam też, że kiedy zaczynałem pisać Skraj świata, przygotowałem streszczenie dla wydawnictwa i redaktora, jak również dla Głuchowskiego. Była w nim zawarta informacja, że w powieści pojawiają się Amerykanie, którzy przeżyli.

Zarówno redaktorzy, jak i Głuchowski poprosili mnie, bym nie ruszał lokacji amerykańskich. Próbowałem ich przekonać, że ci Amerykanie nie mają nic wspólnego z kontynentalną Ameryką, tylko są z Aleutów. Stany Zjednoczone są jednak prawdopodobnie zarezerwowane na poczet innych książek, dla innych pisarzy.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

metro 2033 suren cormudian wedrowiec okladka

Wędrowiec w Polsce

Moskiewskie metro, rok 2033. Po długiej wyprawie na powierzchnię stalker Siergiej Minimalny wraca na Tulską, swoją macierzystą stację. Tam staje się uczestnikiem tajemniczych wydarzeń, które zwiastują śmiertelne zagrożenie dla ocalałych pod ziemią i w ruinach Moskwy. Chcąc ich uratować, Minimalny – wraz z nieoczekiwanym partnerem – podejmuje się karkołomnej misji.

Wędrowiec, którego autorem jest Suren Cormudian, był jedną z pierwszych powieści w uniwersum Metro 2033. 15 lutego powieść została wydana po raz pierwszy w Polsce nakładem wydawnictwa Insignis, które do każdego egzemplarza książki dodaje w postaci osobnej książki postapokaliptyczne opowiadanie Dmitrija Głuchowskiego o tytule Koniec drogi.

Teksty, które musisz przeczytać:

Zadebiutowała aplikacja Lecton od Audioteki. Wygodny dom dla podcastów i audiobooków

Rynek e-booków i audiobooków w Polsce nigdy nie osiągnął wielkości choćby zbliżonej do tej na Zachodzie. Również w naszym kraju można jednak znaleźć wielu fascynatów książki mówionej, którzy nie wyobrażają sobie podróży bez pary dobrych słuchawek i kilku nowych tytułów w bazie. Dla nich oraz wielbicieli podcastów ruszyła właśnie nowa aplikacja Lecton.

News/Mobile 22.05.2018

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...