Everything Sucks!, ale czy nowy serial Netfliksa również?

Recenzja/Seriale 19.02.2018
Nasza ocena:
Everything Sucks!, ale czy nowy serial Netfliksa również?

Everything Sucks!, ale czy nowy serial Netfliksa również?

Nie jestem pewna, co sądzić o nowym serialu Netfliksa, Everything Sucks!. Gdybym chciała być złośliwa, napisałabym, że to niezbyt udana próba zbicia kapitału na sentymentalizmie i odcinanie kuponów od sukcesu Stranger Things. Jeśli jednak miałabym ocenić, jak się podczas seansu bawiłam, to powiedziałabym, że ostatecznie całkiem nieźle.

Zacznę od tego, że nowy tytuł Netfliksa Everything Sucks! niekoniecznie powinien być serialem. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że serial z założenia bardziej niż film przywiązuje do siebie widza. Ten musi przecież spędzić z nim więcej czasu, żeby obejrzeć go w całości. A jeśli produkcja mu się spodoba, to pewnie zostanie z serwisem na dłużej, bo prawdopodobnie powstaną kolejne sezony danego tytułu. Najpierw drugi, a potem piąty i dziesiąty. To czysty biznes.

Serial, oprócz posiadania oczywistych zalet dla ludzi, którzy uwielbiają przenikać do różnych cudzych światów, jest jednak jako gatunek narażony na jedno duże niebezpieczeństwo. Zwykle bowiem jego twórcy nie wiedzą, kiedy skończyć. Fakt, że zapewne doczekamy się 2. serii Everything Sucks!, kiedy już pierwsza powinna tak naprawdę być filmem, nie nastraja optymistycznie.

Jako widz mam wrażenie, że powstanie Everything Sucks! to wynik zimnej kalkulacji.

Po pierwsze, nastolatkowie dobrze się sprzedają, więc trzeba zrobić o nich serial. Po drugie, wspomnienia również dobrze się sprzedają, więc trzeba cofnąć się w czasie. Po trzecie, skoro lata 80. w Stranger Things były strzałem w dziesiątkę, to trzeba zrobić teraz coś bardziej na wesoło, ale w latach 90. Po czwarte, dać dużo gadżetów. Duuuużo gadżetów.

Ta nieco kąśliwa wyliczanka pozwoliła mi wymienić właściwie wszystkie elementy, z których składa się Everything Sucks!.

Głównym bohaterem serialu jest Luke, który wraz z dwójką swoich przyjaciół rozpoczyna naukę w liceum w swojej rodzinnej miejscowości Boring. Zarówno Luke jak i jego dwaj kumple, Tyler i McQuaid, to chłopcy, którzy w typowym high school drama mają łatkę frajerów. Są niepopularni, noszą okulary i lubią Gwiezdne wojny. Aby jakoś odnaleźć się w szkolnej rzeczywistości, postanawiają dołączyć do klubu AV, czyli audiowizualnego, w którym będą współtworzyć codzienny program telewizyjny uczniów liceum.

Luke już pierwszego dnia poznaje tam dziewczynę, Kate, córkę dyrektora. Nastolatka zauroczy go od razu, ale wkrótce sprawy się skomplikują. Po pierwsze, Kate jest bardzo zagubiona i sama próbuje dowiedzieć się, co to znaczy być sobą. Po drugie, do akcji wkroczą rodzice dzieciaków. A po trzecie, nowy narybek i Kate będą toczyć wojnę z członkami klubu teatralnego, do którego należą popularni uczniowie. Szybko okaże się, że te dwie grupy będą musiały ze sobą współpracować.

Ta współpraca oraz miłostki bohaterów stanowią główną oś serialu.

I nie ma w tym oczywiście nic złego, ale samą fabułę bez straty, a nawet z zyskiem, można by zmieścić w dwóch godzinach, a nie rozwlekać na dziesięć odcinków serialu. Wiele wątków wydaje się niepotrzebnie przedłużonych lub wrzuconych na siłę, aby zachować jakiś pozorny przyczynowo-skutkowy ciąg wydarzeń. Najgorsze w tym wszystkim jest chyba zakończenie, które jasno sugeruje, że będzie ciąg dalszy i że ten ciąg dalszy wywróci do góry nogami wszystko to, co bohaterom udało się poukładać w 1. sezonie.

Kiedy porównam Everything Sucks do takich teen drama jak Zakochana złośnica, Szesnaście świeczek (tak, wiem, że to lata 80.) czy Wredne dziewczyny z początku lat dwutysięcznych, to serial Netfliksa wypada gorzej. I traci właśnie przez to, że niepotrzebnie – jako serial – rozwija pewne wątki, zamiast je skompresować i stać się pełnometrażowym filmem. Nie jestem też pewna, czy potrzebujemy wspomnianego już 2. sezonu i tym samym kontynuacji pewnych historii. Gdyby wyciąć z tego serialu jeden wątek albo choćby końcową scenę, to moglibyśmy przeczytać napis The End i produkcja mogłaby zostawić całkiem miłe wspomnienie po sobie, nawet będąc dziełem wieloodcinkowym.

A tak mam bardzo mieszane uczucia. Owszem, Everything Sucks! podchodzi do niektórych kwestii inaczej niż produkcje tego typu powstałe w latach 80. czy 90., a nawet chwilę później. Jasne, serial potrafi rozbawić, chociaż udało się mu rozśmieszyć mnie dopiero w drugiej połowie… Ale to wszystko chyba trochę za mało jak na nową produkcję Netfliksa. Oczekiwałabym czegoś więcej niż kaset wideo na każdym kroku, discmanów i plakatów na ścianach w towarzystwie znośnej, ale bardzo przewidywalnej fabuły.

Kiedy ogląda się Everything Sucks!, można odnieść wrażenie, że twórcy zrobili listę, na którą złożyły się wszystkie charakterystyczne elementy właściwie dla lat 90., a potem postanowili po kolei, odhaczając ją, każdy punkt wprowadzić do serialu. Tak jakby sam fakt stworzenia produkcji w tych czasach był pretekstem, a co będzie działo się na ekranie, jest już mniej istotne.

Everything Sucks! jest przykładem na to, że co za dużo, to niezdrowo.

Netflix w tym roku ma ambicje stworzyć ok. 600 seriali, filmów i programów. To bardzo dużo. Nie wiem, czy nie za dużo. Być może włodarze serwisu powinni złapać dwa oddechy, cofnąć się o krok i nastawić się na jakość, a nie na ilość. Ostatnio gigant VOD rozczarował mnie dwukrotnie – Altered Carbon nie zrobił na mnie takiego wrażenia, jak oczekiwałam, a Everything Sucks! – jakby porównać doń inne produkcje, choćby i Netfliksa z tego samego obszaru gatunkowego – również zawodzi. Nawet, jeśli nie najgorzej się bawiłam. Tylko co z tego, skoro i tak mam świadomość, że mogę zabić czas o wiele przyjemniej?

Teksty, które musisz przeczytać:

Boisz się, że na Netfliksie pojawią się reklamy? Spokojnie, to kosztowałoby serwis utratę mnóstwa pieniędzy

Netflix i reklamy? To wydaje się nieprawdopodobne. A jednak jakiś czas temu ziarnko niepokoju zostało zasiane. Serwis testował spoty promocyjne własnych produkcji pojawiające się u widzów podczas oglądania. Nowe badania wskazują, że reklam proszków do prania czy leków na prostatę na szczęście prawdopodobnie nigdy się nie doczekamy. To Netfliksa by sporo kosztowało.

Artykuł/VOD 23.01.2019

Dołącz do dyskusji (4)

6 odpowiedzi na “Everything Sucks!, ale czy nowy serial Netfliksa również?”

  1. Mam tak wielkie zaległości na netflixie, że stałem się bardziej wymagający i bardziej cenię swój “czas serialowy”. ES dostało ode mnie łapkę w dół po 15 minutach i na tym zakończyłem przygodę z tym serialem.

  2. Nuda, nuda i jeszcze raz nuda. Widziałem dwa początkowe i pół trzeciego odcinka, nic nie odda mi straconego czasu. Nawet jechanie na sentymencie im nie wychodzi, wstawki z kultowymi przedmiotami czy piosenkami z lat 90 są tak sztuczne i robione na siłę, że oczy bolą.

  3. Jak puściłem 1 odc. tak chyba przy 6-tym netflix zapytał, czy nadal oglądam? :)
    Tak jak niektóre książki, tak jednym tchem ten serial.
    Ale powiem coś pół żartem, ale i serio, że szybko w miarę głównym wątkiem, takim punktem, do którego zmierzała akcja było, czy Kate i Emaline się w końcu pocałują? :)

    UWAGA SPOILER!
    zrobiły to! :))
    PO SPOLIERZE ;)

    Dobry serial. Lekki, przyjemny, oczywiście trudno nie doszukiwać się ducha ST. Ale ja akurat należę do tego grona, które pozytywnie to odbiera. Powiem nawet więcej, że jeśli tęskni się za kolejnym sezonem StrangerThings, to dzięki temu możemy właśnie takimi produkcjach, jak ETS, wypełnić trochę wypełnić ten brak, Tak jak nie jestem (przestałem być) fanem horrorów, to przyjemnie się oglądało “Coś”, właśnie z uwagi na żywcem wzięty ów klimat.
    Myśl mam też taką, że Netflixowi seriale osadzone w latach 80-90 po prostu wychodzą :) i póki się tak dzieje, też bym nie przestawał kręcić w tym duchu. Bo jest to też swoista odpowiedź na obecny świat i rozwój technologiczny z jakim mamy do czynienia. Piękną sceną w Sucks było zobaczyć, jak odpalają bardzo prostą stronę www na niezwykle surowej przeglądarce, a przed tym jeszcze charakterystyczny dźwięk połączenia telefonicznego z siecią.
    Poza tym można też powiedzieć, że z takich seriali wychodzą nowe młode gwiazdy. I choć Peyton Kennedy, to nie Millie Bobby Brown, ale to nazwisko na pewno jeszcze nie raz zobaczymy.

  4. Nie rozumiem jak można porównywać ST do ES. Przecież to 2 różne seriale i 2 różne budżety. Obejrzałem cały sezon w jeden dzień, jak dla mnie spoko. Owszem, są lepsze seriale, ale gorsze również ;-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...