Chris Rock: Tambourine na Netfliksie rozczarowuje

Recenzje/TV 16.02.2018
Nasza ocena:
Chris Rock: Tambourine na Netfliksie rozczarowuje

Chris Rock to prawdziwa instytucja pośród amerykańskich komików. Ten aktor i artysta stand-up prowadził dwie ceremonie rozdania Oscarów (w 2005 oraz 2016 roku), oraz wystąpił w niezliczonej ilości filmów i seriali, również w dubbingu.

Wyprodukowany przez Netflix zapis jego występu Chris Rock: Tambourine to pierwszy pełnometrażowe nagranie nowego materiału Rocka od 2008 roku. Przez ten czas nastąpiło sporo zmian w jego prywatnym życiu: 53-letni komik w 2016 roku rozwiódł się, co było pretekstem do części żartów w Tamburynie.

Styl żartów Chrisa jest specyficzny: w dużym stopniu opiera się na narracji związanej z interakcją między rasami w Stanach Zjednoczonych i zapewne część z odniesień może umknąć polskiemu widzowi. Równie dużo jednak dowcipów i historii opowiadanych ze sceny przez Rocka odnosi się do stosunków damsko-męskich. I te tematy są oczywiście bardziej uniwersalne i zrozumiałe pod każdą szerokością i długością geograficzną.

Po obejrzeniu całego występu, który miał premierę w Walentynki, odnoszę jednak wrażenie, że Chris… mocno zwolnił.

Nie utrzymuje tempa, powtarza zdania po kilka razy, jakby oczekując reakcji ze strony publiczności lub próbując podkręcić atmosferę. Nie czułem wtedy, aby atmosfera była podkręcona – nudziłem się i zaczynałem gubić wątek. Chris kiedyś był inny – trajkotał jak Eddie Murphy, do inspirowania którym zresztą się przyznaje. Nowy, rozwiedziony Chris jest bardziej refleksyjny i bardziej kaznodziejski – nie kupuję tego.

Naprawdę lubię dobry stand-up. Może być świntuszący, może być obrzydliwy, może być absurdalny – każdy komik ma swój własny styl i tematykę, czasami powodującą, że czerwienię się, słuchając. Ale nie może być nudny! Nuda zabija stand-up.

Kolejnym rozczarowaniem była monotonia tematyki gagów.

Chris nie dodał wiele do swoich ostatnich występów, ale sporo nowych żartów było tak słabych, że czułem zażenowanie. W dwóch momentach poczułem powiew talentu starego Chrisa: w momencie, gdy zapalił się do problemu rasistowskich policjantów (ten o zepsutych jabłkach), oraz gdy opowiadał o walce o opiekę nad dziećmi, którą musiał przejść przy rozwodzie.

Dało się poznać, że te tematy, dotyczące go osobiście, powodują, że mówi szczerze, z zaangażowaniem i z jadowitym dowcipem. Były to jednak dwie chwile w trakcie ponad godzinnego występu.

Jeśli oglądasz wszystkie stand-upy na Netfliksie, obejrzyj i ten (wypiwszy wcześniej mocną kawę). Jeśli jednak chcesz oglądać jedynie najlepsze z nich, spokojnie możesz odpuścić sobie oglądanie Chris Rock: Tambourine.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (7)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...