Kiepscy aktorzy i fatalne tempo maskowane CGI. Nie rozumiem zachwytów nad Altered Carbon

Recenzja/Seriale 14.02.2018
Nasza ocena:
Kiepscy aktorzy i fatalne tempo maskowane CGI. Nie rozumiem zachwytów nad Altered Carbon

Kiepscy aktorzy i fatalne tempo maskowane CGI. Nie rozumiem zachwytów nad Altered Carbon

Nasz recenzent wydał jasny werdykt – Altered Carbon jest świetne. Według Tomka mamy do czynienia z materiałem na netfliksowy serial roku. Zachęcony taką rekomendacją, obejrzałem połowę pierwszego sezonu.

Uwaga, tekst zawiera spoilery. 

Altered Carbon bez wątpienia jest piękne. Strzeliste futurystyczne miasta, intrygujące projekty wnętrz, niezwykle przystojni mężczyźni i kobiety o powabnych kształtach – wszystko to jest prawdziwą ucztą dla oczu. Pusta to jednak biesiada, ponieważ za piękną fasadą brakuje prawdziwej treści. Nie ma scenariuszowego, aktorskiego oraz narracyjnego rzemiosła, które sprawiałoby, że Modyfikowany węgiel jest czymś więcej niż piękną wydmuszką.

Oglądając Altered Carbon mam wrażenie, że Netflix zbyt wiele wydał na efekty specjalne, a zbyt mało na castingi.

Uosobieniem kiepskiej, kompletnie niepasującej do klimatu serialu postaci jest rola Marthy Higaredy. Serialowa funkcjonariusz policji Kristin Ortega mocno odstaje od futurystycznego klimatu, który sączy się z ekranu. Ma się wrażenie, jak gdyby na planie zdjęciowym Netfliksa pojawiła się nieco przez przypadek, myląc hale produkcyjne. Kobieta gra jak siłą wyjęta z taniego serialu kryminalnego, w którym dzień w dzień łapie złych asesino handlujących prochami.

Doskonale rozumiem, że powiązanie tej postaci z Ameryką Łacińską (lub tym, co z niej pozostało) jest celowe i zamierzone. Nie rozumiem za to, jak tak przeciętna, wyzuta z przekonujących emocji artystka dostała kluczową rolę. Ortega jest zjadana przez bardziej doświadczonego i przekonującego Joela Kinnamana w każdej wspólnej scenie. To jak oglądanie Ala Pacino i Adama Sandlera w jednym filmie. Mieszanka przyjemności i zgrzytania zębami.

Reszta obsady również ledwo nadąża za Kinnamanem. Najlepiej radzi sobie żona potężnego obywatela Protektoratu, który wynajmuje głównego bohatera. Kristin Lehman w roli Miriam Bancroft jest do bólu przewidywalna, lecz mimo tego wciąż przyjemnie się ją ogląda. Jednak wszyscy pozostali główni aktorzy pojawiający się na komisariacie i wystawnych przyjęciach Bancroftów, to w najlepszym przypadku poziom AXN i Kryminalnych Zagadek. Zdaję sobie sprawę, że te mają rzesze zwolenników, ale chyba nie taki poziom miał prezentować Modyfikowany węgiel.

Mój zarzut nie dotyczy wyłącznie gry aktorskiej. Fatalne jest również tempo oraz narracja.

Netflix powiela swój standardowy grzech. Po raz kolejny mniejsza liczba epizodów autorskiego serialu wyszłaby mu tylko na dobre. Między pierwszym i piątym epizodem zionie wielka dziura, której mogłoby nie być. Drugi, trzeci i czwarty odcinek to typowe wypełniacze. Do tego pełne retrospektywnych scen, które budzą skojarzenia z najgorszymi tytułami na SyFy. Trening protagonisty pośród leśnych ostępów wygląda jak kadr z serialu Cleopatra 2525. To oczywiście nie jest komplement.

Mam również wrażenie, że nad scenariuszem jednocześnie pracowało przynajmniej kilku pisarzy. Każdy z własnym pomysłem na Kinnamana. Główny bohater potrafi być czułym kochankiem o maślanych oczach, aby zaraz potem paradować z odciętą głową przeciwnika, nosząc ją niczym trofeum, a następnie przerabiając na fragment dekoracji w sypialni. To nie jest sposób na pokazanie złożoności i wielowątkowości charakteru. To brak umiejętności w tworzeniu spójnej, intrygującej postaci.

Do tego główny wątek nie interesuje kompletnie nikogo z obsady. Dlaczego więc ma zainteresować widza?

Bohater Altered Carbon ma za zadanie rozwikłać tajemnicę morderstwa. Po czym ani on, ani otoczenie ofiary nie robi nic konkretnego, by dociec do prawdy. Postaci wałęsają się od jednej sceny do drugiej, miotając się w niespójnej narracji. Zdaję sobie sprawę, że dla części z bogatych domowników prawda jest nie na rękę, ale wycofana, opryskliwa postawa Kinmanna zaprzecza jakiemukolwiek dążeniu do rozwikłania sprawy. Ten wątek jest rozwijany POMIMO głównego bohatera, nie DZIĘKI NIEMU.

W przypadku Altered Carbon mamy do czynienia z ewidentnym przerostem formy nad treścią. Piękne futurystyczne obrazy chłonie się z wielką przyjemnością, ale po czasie nawet one powszednieją. Wtedy widz pozostaje z przeciętnymi aktorami, niepoukładanym scenariuszem realizowanym w nieskładnym tempie, kiepskimi dialogami i wątkiem przewodnim, który każdy ma w poważaniu.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (89)

265 odpowiedzi na “Kiepscy aktorzy i fatalne tempo maskowane CGI. Nie rozumiem zachwytów nad Altered Carbon”

  1. Zgodzę się co do pani policjant i co do tych wstawek z treningu emisariuszy, ale poza tym AC to imo jeden z najlepszych seriali sci-fi ostatnich lat. A Kinnaman i aktor od Poe prześwietni. Czapki z głów dla obu panów.

  2. Zupełnie się nie zgadzam. O ile Higareda mnie denerwowała w pierwszych 2-3 odcinkach, tak potem było już tylko lepiej.
    A retrospekcje miały nam tłumaczyć to wszystko, czego nie wiedzieliśmy o świecie, tłumaczył fabułę itd. W inny sposób moim zdaniem nie dało się tego rozwiązać, bo a) jeśli poświęciliby na to jakiś odcinek, a nie wrzucali tego tak jak jest, to po nim wszystko by bylo wiadomo b) prequela do tego serialu by nie stworzyli, a nawet jesli, to patrzymy na punkt a c) jeśli tego by nie było, to zakończenie wyszloby głęboko z odbytnicy, a my nie wiedzielibyśmy nic na temat świata przedstawionego.
    A Takeshi nie jest zle napisany. Rozumiem, że autor w Narcosie i życiu miał pretensje do tego, że z jednej strony Escobar to kochający ojciec i mąż, a z drugiej skończony psychopata i handlarz prochami? Albo, że Pacho jest kochany dla swojego faceta, a potem torturuje swojego przeciwnika? Bo tak odczytałem narzekania na to, że z jednej strony paraduje z uciętą głową, a z innej jest czułym kochankiem. Jedno i drugie się nie wyklucza.
    I ostatecznie – naprawdę trzeba pisać sensacyjny artykuł po połowie sezonu? To tak, jakbym wydał pozytywną opinię o Flashu po 1 sezonie, albo o całym uniwersum Gwiezdnych Wojen, oglądając jedynie Przebudzeni Mocy. Trochę to mija się z celem

    • To nie jest sensacyjny artykuł. To są subiektywne wrażenia spisane na własnym współ-prpowwadzonym blogu, napisane po opadnięciu premierowego kurzu.

      Co do głównego bohatera – nie chodzi o to, że postać ma być jednowymiarowa. Może być skomplikowana, zróżnicowana i budząca pytania. Wręcz powinna być. Chodzi o to, jak kiepsko wyszła realizacja tej wielowątkowości. Chociażby w porównaniu do przytaczanego przez Ciebie serialu Narcos. Tam to było autentyczne. Tutaj nie jest.

      • Miałem wrażenie, że czytałem już podobną recenzję. O! Wait! Ukradłeś moje myśli!
        Niestety nie udało mi się wyjść poza 5 odcinek. Odczucia mam bardzo podobne – największy ból to brak zażyłości z JAKIMKOLWIEK bohaterem w serialu. Całkowicie miałem gdzieć czy komuś coś się stanie. Warto go skończy, czy lepiej się nie męczyć?

    • Zgodzę się w 100%. Książka jest przeciętna. Mistrzowie SF nie muszą stosować rozbieranych scen dla przyciągnięcia lub utrzymania nastolatków przy treści (np. przytoczony w dedykacji Asimov). Według mnie książka ciut lepsza od badziewia pokroju Achaji A. Ziemiańskiego.
      Pzdr. Rysiek.

        • Co najmniej bardzo dobrym, grubo powyżej Guya N. Smitha. Jak dla mnie, powyżej Stephena Kinga, jeśli już trzymać się takich porównań, choć to oczywiście zupełnie inna bajka.

  3. Pytanie Szymonie, z ust mi pan to wyjął, już myślałem, że tylko ja jestem zawiedziony tą produkcją. Tydzień temu utknąłem dwa odcinki przed końcem i jakoś nie ciągnie mnie do dokończenia. Zgadzam się że wszystkim, co pan napisał a od siebie dodam, że strasznie biedne są lokacje a całe ogromne miasto to chyba kilka kontenerów i jedna ulica, dosłownie scenografia jak w teatrze.

    • Zabawne, mam to samo, zatrzymałem się w tym samym miejscu. A lokacje hmmm…. Momentami miałem wrażenie, że oglądam Cube, z jednej kostki do drugiej i tak w kółko.

  4. Nie rozumiesz zachwytów i pewnie nigdy nie zrozumiesz. Ludzie zachwycają się różnymi rzeczami. Nie pomoże Ci w tym jednak absurdalna punktacja wad tego serialu ponieważ nie jest obiektywna w najmniejszym stopniu

      • Chyba nigdy, bo to przecież nieprawda. Całkowicie nieobiektywna recenzja to esej nie recenzja. Recenzja, z definicji musi zawierać obiektywizujące elementy. Oczywiście nie ma też recenzji całkiem obiektywnej

        • Brawo. Nareszcie ktoś mądrze to uzasadnił. Ja oczekiwałby np. Żeby portal spidersweb zajął się tym czym był kiedyś A co ma w nazwie A nie zajmował się wypowiadaniem prywatnych opinii z pogranicza rzeczy które są po pierwsze niemierzalne A po drugie recenzja zawsze musi mieć w sobie jak to napisał kolega elementy obiektywizujace. W innym wypadku jest to po prostu folwark jednej osoby

  5. Obejrzałeś połowę i piszesz recenzję serialu? Skończ całość i wtedy porozmawiamy. Akurat od połowy akcja zaczyna naprawdę gęstnieć. Pierwsza połowa faktycznie się ciągnęła – później była już według mnie jazda bez trzymanki. Polecam obejrzeć do końca a później zaktualizować recenzję.

  6. Wyszło tak sobie. Fabuła miejscami stoi w miejscu, aktorzy trochę papierowi. Nie ma po prostu tego czegoś, by przykuwało od początku do końca i by chciało się od razu obejrzeć następny i następny odcinek. Dla mnie póki co, rozczarowanie roku, biorąc pod uwagę potencjał książki i kampanię reklamową Netflixa.

  7. Ostatnie 4 odcinki to była męczarnia. Ale w mojej opinii znacznie gorsza od Ortegi była ta ciemnoskóra miłość głównego bohatera.
    P.S. Skoro już roztrząsamy atrybuty aktorek to bardzo śmiesznie wyglądała na golasa jego siostra…

  8. Po części się zgadzam. Obejrzałem cały i nie powiem, żeby było to nieprzyjemne, nie raziła mnie aż tak ta Ortega-policjantka, nawet odniosłem wrażenie, że specjalnie gra jak na AXN.
    Z drugiej strony tempo rzeczywiście jest momentami średnie a kulminacją był ponad godzinny odcinek W CAŁOŚCI poświęcony retrospekcji szkoleń i relacji miedzy glownym bohaterem i jego trenerką-guru-miłością.
    Zarzut dotyczący rozwikłania zakadki POMIMO zachowania wszystkich w serialu jak najbardziej trafiony. Ja nawet nie wiedziałem w czesci odcinkow czy glowny bohater chce rozkminic kto zabil Bankrofta czy nie…
    Ostatecznie wg mnie miły dla oka serial, miły tez do obejrzenia, ale raczej w szczegolnosci dla fanów Sci-Fi/Cyberpunka i takich klimatów. Szczerze odpuscilbym go pewnie po 2-3 odcinku gdybym mega nie lubil takich klimatow.

  9. Zauważyłem jedną prawidłowość co do Netflixa.
    Najpierw w dniach premier MEGA RECKI, ZAPOWIEDZI każdego niemal serialu.
    A po 2 tygodniach jak już wszyscy się napalili to dopiero PRAWDZIWA recenzja.
    90% seriali na Netflixie to badziew. 90% z tego co oglądałem.
    Przestałem abonować bo nie interesuję mnie taka sieczka.

  10. Co do kwestii tempa i narracji: autor po prostu go nie rozumie. To jest CyberPunk, specyfika gatunku powoduje specyficzne przedstawianie rzeczywistości. Ja się cieszę, że tak genialnie to zrobili, miałem wrażenie jakbym po raz kolejny czytał książkę. A dla tych co im się nie podoba jest wiele innych seriali, dzisiaj wybór jest ogromny…

  11. nie rozumiem tego artykułu. nie zgadzam się z tezami i nie przekonują wnioski. Odbieram serial jako dość tanią produkcję z dobrym scenariuszem. Aktorstwo o klasę przebija scenografię. Tandetne, tanie CGI zazwyczaj nie potrafi przykryć dziadowskich lokacji. Pojedyncze komputerowo generowane panoramy nie równoważą ciasnoty większości ujęć, kojarzącej się raczej z teatrem telewizji, czy na pół amatorskim kinem katastroficznym. To co niesie serial, to epicka wizja i trzymający w napięciu, choć nie pozbawiony wad, scenariusz

        • Ja przeważnie oglądam po angielsku w ramach ćwiczenia języka, ale ostatnio mam trochę lenia i włączyłem lektora, chociaż chyba nie na długo :)

    • Co jak co, ale ten serial tani nie był. Budżet każdego odcinka wynosił średnio 7 mln zielonych, co daje najdroższy serial sci-fi od Netfliksa.

      • A widać tylko miejscami. Właściwie to nic dziwnego, przy dziesięciu odcinkach wychodzi 70 ml za całość, wciąż za mało żeby nie widać było oszczędności

  12. “Mam również wrażenie, że nad scenariuszem jednocześnie pracowało
    przynajmniej kilku pisarzy. Każdy z własnym pomysłem na Kinnamana.
    Główny bohater potrafi być czułym kochankiem o maślanych oczach, aby
    zaraz potem paradować z odciętą głową przeciwnika, nosząc ją niczym
    trofeum, a następnie przerabiając na fragment dekoracji w sypialni. To
    nie jest sposób na pokazanie złożoności i wielowątkowości charakteru. To
    brak umiejętności w tworzeniu spójnej, intrygującej postaci.”

    Kto czytał “trylogie”, ten wie, że taki właśnie był Kovacs, a za wszystkim stało warunkowanie emisariuszy przez które przeszedł i neurochomia. Taki miał być. Nie pokazano tego tak dobrze jak w książkach, ale to na co autor narzeka w tym cytacie, to właśnie książka a nie schizofrenia scenarzystów.

    Narzekanie na Ortegę też trochę na wyrost, aktorka miała dość trudną rolę do zagrania, nie wyszło jej, ale walory wizualne miała za to wzorowe i to powinno chyba wystarczyć :P

    Na koniec dnia, najgorzej co w serialu wyszło, to spapranie przez scenarzystów Emisariuszy i przeszłości Kovacs’a. Tu absolutnie nie ma miejsca na wymówkę, że to na potrzeby serialu, bo tą esencję serii, oś fabuły, można było przenieść dość dokładnie. A to spaprano na całej linii. Z elitarnego Korpusu Emisariuszy którego członkowie w byli największymi wyciptakami w galaktyce –obalali rządy i stawiali reżimy– zrobili jakąś leśną guerille

      • I broni się, ale czepianie się głównego bohatera, że jest jaki miał być, nie podnosi walorów “recenzji”. Swoją drogą, co to za recenzja skoro jej autor obejrzał pół sezonu

  13. Mnie Ortega mega przypomina tą policjantkę z Fast n Furious 5 – są niemal identyczne tylko jedna straciła męża, a druga ojca. Poza tym wiadomo, że z pięknej latino nie zrobisz sędziego dredda, żeby badass cop pasował do przyszłościowego świata Altered Carbon ;)

  14. Nareszcie jakiś głos rozsądku. Czytałem książkę. Ja byłem ciekaw owych efektów, tego stechnicyzowanego świata, bo plotka głosi, że to najdroższy serial Netflixa. I co? trochę LEDów, dużo pleksi (przezroczyste ekrany, serio?) i wkładek foliowych do transportu (klon młodego Bancrofta była zapakowany jak mój rzutnik ;) no i samochody z Powrotu do Przyszłości…. Po prostu światełka i plastik. Hotel Poe (w oryginale Hendricks) który był bardzo zaawansowaną SI tu jest bardzo analogowy, ze starymi rupieciami (tak, wygodne stwórzmy klimat oldschoolowy, mniej wydamy na efekty). Virtual… Chyba pierwsze VR tak wyglądało, dziw, że rozdzelczość w TV nie zmienia się wtedy na VGA ;) Nawet do podawania środków używali igieł… No i ta niekonsekwencja. Główny bohater chodzi przez pół serialu z poranioną twarzą, po czym w jednym z odcinków policjantka łata mu klatę super-laserowym-czymś… Ha! Pomijam aktorstwo, pomijam scenariusz, oraz plątanie wątków (te ckliwe sceny z Kovaćem i zrobienie z Reileen Kawahary jego siostry….) To jedno wielkie nieporozumienie. Nie umywa się do efektów z pierwszego lepszego Star Treka. Dla mnie – rozczarowanie roku.

  15. ano musze sie zgodzic, po pierwszym odcinku jeszcze zachwyt, potem tylko gorzej, a po 4 czy 5 to juz zenua…. :/ :(
    szkoda, a zapowiadalo sie tak fajnie….

  16. Ten wpis dowodzi jednej rzeczy – nie warto polegać na opiniach innych co do wyboru seriali / filmów. Bardzo często się zdarza że ktoś w pracy czy na imprezie pyta mnie: co teraz oglądasz na netflix i co byś mi polecił ? Na takie pytanie bardzo trudno jest odpowiedzieć bo ludzie są tak różni i mają zupełnie różne gusta że nawet komuś kogo dobrze znam ciężko jest cokolwiek polecić nie narażając się że ta osoba potem przyjedzie i powie: ale ten film/serial był lipny…
    Jak dla mnie np Altered Carbon i Expanse to dwa seriale które sprawiły że netflix dostał moje bezterminowe wsparcie w postaci abonamentu w nadziei że kiedyś wypuszczą coś podobnego bo są to seriale które spełniają marzenia hard fana scifi… Czy są pozbawione wad… ? A czy cokolwiek jest? Wg mnie to świetne seriale których w tym temacie bardzo brakuje i liczę na więcej…

  17. Dokładnie. Po odcinku gdzie ta policjantka instruuje Emisariusza jak ma wyglądać na groźnego, wiedziałem że to będzie kiszka. Ale ogólnie nie robi się filmów/seriali w takim klimacie więc wytrzymałem do końca ;)

  18. Co do aktorstwa Ortegi, pseudo-złożoności charakteru głównego bohatera i niedociągnięć scenariusza – pełna zgoda. Retrospekcje mz. były uzasadnione, a cały serial niezły – jednak daleko mu do arcydziełka małego ekranu, jak go niektórzy przedstawiają. To co najwyżej poziom najgorszego wg mnie odcinka Black Mirror (S3E2).

    • 100% zgoda.
      AC nie dorasta do książki, która i tak wielką literaturą SF nie jest.
      Główny bohater zamiast rocknrollowego luzaka jest jakimś żołdakiem.

  19. Pani główna Emisariuszka gra najgorzej. Generalnie ich wątek jest straszliwie niedopracowany, a treningi są dopiero zapowiedzią nudy (cały odcinek retrospekcji). Przy nich reszta jest super. Temat też jest w miarę ciekawy. Generalnie taka średnia półka SF. Warto dla rozrywki, ale nie ma co się napalać.

  20. W pełni zgadzam się z powyższą recenzją. Miałem wielkie oczekiwania co do tego serialu, ale po czwartym odcinku wymiękłem. Mimo, że jestem wielkim fanem tego gatunku, nie powrócę do oglądania tego serialu.

  21. A mi się podoba ten film, klimaty cyerpunkowe to jest coś co kocham, do gry aktorów nic nie mam, ale jeśli chodzi o kinematografie to jestem laikiem i rozumiem że komuś może się nie podobać.

  22. W końcu dobra recenzja tego serialu. Nie mogłem już czytać tych ciągłych zachwytów na Spiders Web. Ja wytrzymałem aż 2 odcinki, a jestem wielkim fanem sci fi. Serial jest zbyt płytki. Ot jakaś sprawa kryminalna do rozwiązania. Kogo to obchodzi? Kiepski pomysł na serial. Kompletnie nic intrygującego. Kinnaman jest bardziej drewniany niż drewutnia Emila z serialu dla dzieci z lat 80tych. W Hoise of Cards też bardzo mnie irytował. Bardzo się zawiodłem na tym serialu. Tak samo łatwo o nim zapomniałem jak o The End of f***ing world, który był… śmieszny i żenujący, a tak bardzo chwalony tu w SW.

    • Zadziwia mnie wypowiadanie się po dwóch odcinkach to jakby oceniać film po 20 minutach. Dla tęskniących za łopatologicznym tłumaczeniem, to nie jest film o śledztwie, to film o rozpadzie więzi międzyludzkich o sensie (lub bezsensie) człowieczeństwa i zagrożeniach dla
      ludzkości jakie mogą wniknąć ze zmian w życiu wywołanych technologią

  23. Kompletnie, unegatywniona recenzja. Nie zgadzam sie z wiekszościa argumentów. “Przerost formy nad tręscią” – serio kolego – na takich truizmach opierasz opinie? Niespójna narracja wynika z niespójnego oglądania po łebkach serialu. Mnóstwo absurdalnych, skażonych defetystycznym postrzeganiem oskarżeń. Prawdopodobnym jest, że ten serial nie jest po prostu dla Ciebie. Recenzent ma za zadanie analizować a nie ubierac recenzje w erystyczne zabiegi swojego subiektywnego rozczarowania – to co tu napisałeś to nie jest dziennikarstwo opiniotwórcze. Znacząca przesada w próbie zniechęcenia do tytułu z powodu niedopasowania do tematyki lub sposobu narracji. CO do tematu czytałem zarówno trylogie jak i oglądałem serial – 8/10 za ciekawa interpretacje ( aczkolwiek faktycznie dość luźną) i odwzorowanie świata.

  24. Po fragmentach ja też nie rozumiałem. Obejrzałem całość i nie rozumiem już mniej.
    Nadal co prawda nie jest to serial, który (no pewnie drugi raz zobaczę… kiedyś tam) znajdzie się wysoko na mojej liście ulubionych. Ale… zostawiam na boku wszystkie aspekty techniczne, jak gra aktorska, realizacja, efekty, itd itd., gdyż w Altered Carbon trzeba przede wszystkim od tego wszystkiego oddzielić główny pomysł: przenoszenie świadomości, życie wieczne, i to – co najbardziej stanowi o tym, że jesteśmy tym, kim jesteśmy dla innych. Kochamy bardziej ciało, czy umysł?
    Na to pytanie odpowiedziałbym w ten sposób, że bardziej ciało, ale pod warunkiem, że łączy się z ukochaną osobowością. Krótko mówiąc: rozdzielimy to i będzie problem.
    Może też postawić kolejne pytanie: czy prędzej pokochamy nową osobą w ciele, które należało do kogoś, kogo kochaliśmy? czy też prędzej przebijemy się przez nowe ciało “w końcu to ty, tylko inaczej wyglądasz”….. “tylko”
    Pod tym kątem właśnie ten serial daje do myślenia i to stanowi możliwe, że jego jedyną wartość.
    Dobry pomysł, a może nawet rewelacyjny, opakowany niczym, co wyzwalałoby zachwyt od strony wizualnej, fabuły i wszystkiego, co ledwo nadmieniłem wcześniej.
    Ale tak, czy inaczej zobaczyłbym kolejny sezon – tyle, że ujmę to “odchudzony” w lżejszej otoczce.

  25. Miałem ogromne nadzieje, bo brakowało mi dobrego CyberPunku. Ale co chwilę byłem karmiony schematem – “BadGuyFace”, głębokie przemyślenie i strzał z dyni / ręki / nogi.

    Po głębokim i ascetycznym BladeRunnerze, momentami, aż zęby bolały – bo człowiek, oglądając to, od początku sceny wiedział, że będzie patos. Ale to moja opinia, bo mam na niego uczulenie, jak Lewandowski na gluten…

    Scenarzystom Modyfikowanego Węgla powinna raczej się raczej pokazać DARK jako przykład. Tak robi się wielowymiarowe – wręcz dosłownie :) – postaci.

    Tutaj mamy papierowe przykłady rodem z kina klasy B.

    Na plus fajne bawienie się schematem powłok.

  26. Zgadzam się, serial jest po prostu kiepski, fabuła jest dla mnie zupełnie niespójna i to jest ból. W połowie sezonu rzuciłem to do śmietnika ;(

  27. A mi osobiscie serial bardzo sie podobal. Scenariusz faktycznie nie ma super polotu ale….. 40 lat temu Lem pisal o kartach kredytowych o chipach i juz to mamy. Zastanawiam kiedy to sie zisci.

  28. The Expanse to nie jest ale i tak jest co najmniej przyzwoity serial.
    Książka lepsza ale to oczywista oczywistość w 99% przypadków.
    W Netflixie podoba mi się to, że inwestują długoterminowo w aktorów. Często widzimy role 3 planowe, później za rok 2 planowe aż w końcu 1 planowe. Ponadto (już mówię, że wolę jakość nie ilość) gdyby nie Netflix nie mielibyśmy zrealizowanych wielu projektów (więc nie burzę się co do jakości – po prostu nie byłoby czego oceniać).
    Jestem fanem SF i mało jest filmów, szczególnie ostatnio, które są dobre.
    ps: wracając do The Expanse – to jest ten 1% filmów gdzie ciągle się zastanawiam czy lepsza książka czy serial. Może dlatego, że niewiele się różnią a w zasadzie różnią się bardzo ale w sposób nieoczywisty (ot..akcenty w kreowaniu charakteru postaci). Serial perełka. Ale to moje odczucia subiektywne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...