Teraz już wiem, że binge-watching to przekleństwo

Felieton/Seriale 08.02.2018
Teraz już wiem, że binge-watching to przekleństwo

Teraz już wiem, że binge-watching to przekleństwo

Znacie to uczucie, kiedy w bibliotece Netfliksa pojawia się nowy serial albo nowy sezon waszej ulubionej produkcji? Jasne, że znacie i ja też je dobrze znam. Binge-watching to przekleństwo i pewnie sami niejednokrotnie się o tym przekonaliście.

Lata temu, kiedy na odcinek serialu trzeba było czekać tydzień i pozyskiwać go różnymi sposobami, niestety dość dyskusyjnymi, marzyło się o dniu, w którym każdy z nas będzie mógł odpalić serwis i wybierać legalnie pozycje do obejrzenia. A najlepiej, żeby te wszystkie odcinki to były tam od razu, aby można było je obejrzeć bez czekania na kolejny. Kto tam wtedy w Polsce słyszał o Netfliksie albo wierzył, że i nas ten zaszczyt kopnie. Modły zostały wysłuchane i oto pojawił się on. Netflix przyszedł (przyleciał?) do Polski i zawładnął życiem wszystkich, którzy kochają seriale.

Teraz mogę sobie tylko pluć w brodę.

seriale

Od jakiegoś czasu czuję wielki strach przed nadchodzącymi piątkami. Wtedy właśnie zwykle premierę mają nowe seriale i sezony produkcji Netfliksa. Różnie jest z ich przedpremierowym dostępem, więc nie zawsze mogę zobaczyć je przed innymi śmiertelnikami. Czasem na serial czekam do dnia oficjalnej premiery, czasem mogę obejrzeć zaledwie dwa odcinki danego tytułu, a czasem cały sezon produkcji oglądam przedpremierowo. To zależy. Niemniej zawsze dostęp do sporej liczby odcinków naraz budzi we mnie jakiś strach i wywołuje stres. Bo trzeba szybko obejrzeć, bo trzeba znaleźć czas, bo czytelnicy chcą przeczytać o całym tytule i… sami też nie próżnują – oglądają wszystko, że się tak kolokwialnie wyrażę, ciurkiem.

Problemem związanym z binge-watchingiem jest nie tylko czas czy raczej jego brak.

seriale netflix

Jest coś w pewnym sensie przerażającego i dziwnego w zamknięciu się na kilkanaście godzin, dni czy tygodni i życiu… losami naszych ulubionych bohaterów. Nie wiem, czy mieliście takie epizody w swoim życiu, kiedy na przykład oglądaliście jakiś stary, dawno wyemitowany już serial albo wracaliście do oglądania znanego tytułu, liczącego kilka dobrych sezonów. Takie chore maratony oglądania całe dnie z przerwą na jedzenie i wyjścia do toalety (chociaż tu też łatwo się oszukiwać, mrucząc pod nosem: jeszcze odcinek i odgrzeję tę cholerną zupę; tak, czas zaczyna odmierzany być w odcinkach), zaliczyłam przy okazji powrotu Gilmore Girls, Twin Peaks oraz nowych seriali: Atypowego, Ozark czy 3. sezonu Ricka i Morty’ego. Nie pamiętam, który serial był moim pierwszym binge-watchowym odkryciem, ale jestem prawie pewna, że mógł być to debiutancki sezon Twin Peaks z lat 90.

Seryjne oglądanie różnych produkcji to nie tylko walka z czasem, ale i z samym sobą.

netflix

Po takim długim maratonie, kiedy u ciebie nic się właściwie nie dzieje, a jedyną aktywnością jest włączenie komputera i kliknięcie przycisku play, jesteś i tak pełen myśli. Możesz snuć długie opowieści i aż chcesz porozmawiać o tym, co zrobiła Rory albo o co chodziło dziwnemu olbrzymowi, jak spotkał się z Cooperem (bardzo dowcipnie pisze o tym Dorota Masłowska w swoim zbiorze felietonów Jak przejąć kontrolę nad światem, nie wychodząc z domu). Twoje życie staje się – paradoksalnie – bogatsze. Mimo że wokół nic kompletne się nie dzieje, a znajomi zaczynają się na ciebie wkurzać, bo “zawsze nie masz czasu”. A ty przecież masz tyle do roboty.

A kiedy coś się kończy… to jest cholernie trudno zapomnieć. Pamiętam, w jakiej rozpaczy i dołku byłam po którymś z kolei sezonie Skinsów.

Nagle moje rozrywkowe i burzliwe życie się skończyło. W pobliżu nie było nawet kota. W środku tylko pustka i żal, że tych ludzi już nie spotkam. Że oni przecież nie istnieją. A ja zmarnowałam na nich kilkadziesiąt godzin mojego życia. Byłam zaangażowana.

Jeszcze gorsze potrafią być flashbacki, które pojawiają się po rozpoczęciu znajomości z twoimi nowymi-wannabe-najlepszymi-kumplami. Nagle okazuje się, że już nikt cię tak nie rozbawi jak Barney i nikt nie będzie tak zły i dobry jednocześnie jak Chuck. Tęsknisz, choć wiesz, że to głupie. Nie potrafisz początkowo przekonać się do nowych twarzy, z tyłu głowy wciąż majaczą znane postaci. Ale próbujesz. I wciągasz się na nowo. Teraz masz nową ekipę, za którą znowu zatęsknisz. Tak samo jak za tą poprzednią.

najlepsze seriale netflix

Obiecujesz sobie, że to już się nie powtórzy, że nie dasz się tak oszukać. A potem dzieje się to samo. I tak bez końca. Leżysz do 3 nad ranem, budzisz się o 10:00 i wszystko zaczyna się od początku. Zaczynasz prowadzić niehigieniczny tryb życia, brzydzisz się sobą, ale przecież… “samo się nie obejrzy”.

Bywa ci też smutno, że twoje życie nie wygląda tak jak ich. Bo oni – nawet wtedy, kiedy leżą na kanapie – wydają się ciekawi, tak samo jak ich życie. Oni nie “marnują” zwykle czasu na oglądanie seriali. Wciąż się u nich coś dzieje – morderstwa, romanse, miłostki, nowe przyjaźnie. A u ciebie jakby nic, tylko kurzu więcej na ekranie. A może tak jest na własne życzenie? Ale przecież… dzieje się, wczoraj w ciągu dziesięciu odcinków zwiedziłam trzy kraje.

Z ulgą więc dowiaduję się, że jakiś nowy serial, który bardzo-chcę-i-muszę-przecież-obejrzeć będzie wypuszczany po jednym odcinku.

Samo też się nie obejrzy, ale przynajmniej sama nie zapomnę, jak wyglądam. I może mniej się przywiąże, …wiąże, …wiąże… Chyba jednak nie.

*Autorem infografik jest Netflix

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (14)

34 odpowiedzi na “Teraz już wiem, że binge-watching to przekleństwo”

  1. Prędzej czy później ta metoda odbije się czkawką Netflixowi. Zresztą już powoli to widać. Tłuką seriale i filmy bez opamiętania, które są coraz słabsze.

    Nie biorą pod uwagę, że wrzucany CAŁY serial ma ma krótką “przydatność do spożycia”. Mija tydzień, dwa i nikt nie pamięta, choćby serial był wybitny. Takie HBO doskonale wie co robi emitując swoje tytuły co tydzień. Dzięki temu wciąż żyje “Westworld” – w mojej ocenie słaby, ale wielu ludzi uwielbia ten serial, a dzięki takiemu rozciągnięciu w czasie emisji serial zaczyna żyć swoim własnym życiem, a działowi promocji lepiej jest oprawić taki tytuł.

    No ale przecież cokolwiek Netflix by nie zrobił jest super, doskonałe i nie ma konkurencji.

    • Wolę takie podejście niż przesadę w drugą stronę, gdzie na Showmaxie po 2 miesiącach nie ma co oglądać, a nowych pozycji wprowadza się bardzo mało. Na tyle seriali ile wypuszcza Netflix, nawet jeśli połowa będzie słaba to i tak jest z czego wybierać. Mają kilka perełek na których nie oszczędzają i one zawsze będą przyciągały. A taki Showmax co oferuje np. na luty? Serial “Botoks” i nowe odcinki “SNL Polska”.

      Netflixowi daleko do ideału, ale i tak robi fajną robotę.

      • Wiesz, ale to nie chodzi o to co wolisz. Twoja perspektywa również. Oraz w pewnym sensie ograniczający cię egoizm, co widać po argumentacji typu Showmax. Ja mówię o globalnym ujęciu sprawy, a ty mi wyskakujesz z jakimś Showmaxem, który i tak padnie.

        Netflix sam sobie robi źle i podejrzewam, że z czasem odejdzie, przynajmniej w przypadku najbardziej prestiżowych tytułów od wrzucania całego serialu za jednym zamachem.

        • Netflix od tego nie odejdzie skoro większości to bardzo odpowiada. Dzięki temu nowatorskie u pokazywaniu seriali sami decydujemy jak oglądać. Chcesz oglądać co tydzień, proszę bardzo. Ja nie widzę sensu rozciągania serialu na 2 miesiące. Wolę by każdy miał wybor co do godziny emisji (tu też byś chciał by za Ciebie decydowano ?), wersji językowej czy ilośći odcinków jakie chce obejrzeć.

        • LOL! A Ty spoglądasz na to subiektywnym okiem i wyrażasz opinię ludu :D
          Ja bardzo sobie cenię wrzucanie całych sezonów i wielu moich znajomych, którzy mają własną wolę, wybierają z takiego Netfliksa to co ich interesuje i oglądają to wtedy kiedy chcą i mają na to czas. Nie rzucają się na cały serial tuż po premierze, bo mają pracę, rodziny i wiele innych zajęć, które nie pozwalają im przesiadywać przed ekranem godzinami.
          Mam tylko ogromną nadzieję, że takich idiotycznych opinii na temat wrzucania całych sezonów seriali nie będzie dużo i taki Netlix nie ugnie się pod presją, bo to mocno cofnęłoby rozwój streamigu i poddałoby pod wątpliwość sens istnienia takich serwisów. W końcu chyba o to chodzi, że oglądasz kiedy chcesz, a nie jak w telewizji od kilkudziesięciu lat, raz w tygodniu siadasz przed telewizorem by obejrzeć kolejny odcinek.

          • Oczywiście, że subiektywnym, osobista opinia ma to do siebie, że jest subiektywna.

            Jeśli akurat właśnie ty i twoi znajomi cenią wrzucanie całych seriali, to ok. Wasze prawa i przecież tego nie neguję.

            Tyle, że bardziej patrzę na to z punktu widzenia rynku. Ty patrzysz z własnego i twoich znajomych.

            W tym momencie rozjeżdżamy się, bo są to dwa różne punkty widzenia.

            Życzę mniej egzaltacji w dorosłym życiu.

          • Bo HBO nadal funkcjonuje na zasadach tv, gdzie nie ma możliwości wrzucenia naraz całego sezonu – zajęłoby to pół dnia ramówki i nikt by tego nie wytrzymał przy narzuconych godzinach i braku przerw. HBO tnie też przez to koszty bo przedłużając emisje serialu na 2 miesiące nie musi w tym czasie martwić się o zakup nowego serialu. Netflix wrzuca od razu więc w kolejnym miesiącu musi przyciągnąć klienta czymś nowym. Ale z tego się już nie wycofa bo byłoby to zaprzeczeniem rewolucji w pokazywaniu seriali.

  2. Jeśli piszesz to poważnie, to chyba czas wybrać się do specjalisty.
    Dla mnie udostępnianie całego serialu/sezonu od razu to zbawienie. Oglądam wtedy, kiedy chcę i kiedy mam czas. Nie muszę czekać tydzień, aż ktoś zechce udostępnić mi kolejny odcinek. Często zapominam o takim serialu i nie mam czasu go obejrzeć.
    Mocno tutaj uogólniasz i niektórzy w komentarzach też mają jakiś dziwny ból d. Naprawdę ludzka wolna wola nie istnieje? Szykuje się kolejna choroba cywilizacyjna, obok alkoholizmu, będzie serialoizm, czy co?

  3. Może to tak wygląda z perspektywy twojej roboty, bo musisz zobaczyć od razu cały sezon aby napisać recenzję (w miarę szybko), ale przeciętny człowiek? Kończąc pracę, ogarniasz dom, trzeba pogadać z rodziną, itp. Gdy zaczynasz mieć czas na seriale to jest już 22-23. Siadasz przed tv, włączasz amplituner, nalewasz sobie drinka i bierzesz pilot do ręki. Jeden odcinek, a pod koniec drugiego alkohol daje już o sobie znać :P Idziesz się kąpać i spać.
    W weekend spotykasz się ze znajomymi, więc nie masz czasu na TV.
    Ile odcinków jesteś w stanie tak zobaczyć? Kilka tygodniowo? Kilka miesięcznie?
    Takie tylko moje przemyślenia odnośnie tego typu artykułów hehehe

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...