5 powodów, dla których warto zobaczyć Altered Carbon od Netfliksa

Top/Seriale 02.02.2018
5 powodów, dla których warto zobaczyć Altered Carbon od Netfliksa

5 powodów, dla których warto zobaczyć Altered Carbon od Netfliksa

Altered Carbon już dzisiaj debiutuje w serwisie Netflix, a my mamy przynajmniej 5 powodów, dla których warto dać tej produkcji szansę.

Co prawda nie do końca zgadzam się z Tomkiem, że jest to najlepszy serial Netfliksa, ale nie mogę przyznać racji tym, którzy uważają, iż jest to produkcja słaba. Altered Carbon to dzieło pod wieloma względami interesujące, chociaż nie jest pozbawione wad. Z całą pewnością warto dać mu szansę. Jestem prawie pewien, że jeśli powstanie drugi sezon, to produkcja rozwinie skrzydła i na wiele lat odciśnie piętno na serialowej mapie.

Cyberpunkowego klimatu nigdy za wiele!

Altered Carbon kinnaman

Jeden z najciekawszych podgatunków sciencie-fiction nie ma zbyt wielu reprezentantów wśród serialowych produkcji. W kinie jest odrobinę lepiej. Mieliśmy ostatnio kapitalnego Blade Runnera 2049, a chwilę wcześniej pojawiła się filmowa interpretacja kultowego Ghost in the Shell. Ale to wcale nie znaczy, że głód fanów brudnego i brutalnego świata przyszłości został zaspokojony. Zwłaszcza, że twórca uniwersum Altered Carbon, Richard Morgan, poszedł na całość i dał swoim bohaterom między innymi możliwość życia wiecznego, podróży międzyplanetarnych i klonowania własnej świadomości! Dla fanów cyberpunku to pozycja obowiązkowa.

Serial udowadnia, że adaptowanie powieści to trudna sztuka.

No, może nie wszystkich. Faktem jest jednak, iż zawsze twórca może spotkać się z zarzutami, że dzieło “za bardzo różni się od oryginału” lub ” wypacza jego pierwotny sens”. Nie są to komentarze najmądrzejsze, bo przecież wierne odwzorowanie powieści, która niespecjalnie nadaje się do ekranizacji, nie zawsze jest dobrym pomysłem. Twórcy Altered Carbon stanęli na głowie, aby wyłuskać z Modyfikowanego węgla dodatkowe wątki, stworzyć nowe postacie. Musicie wiedzieć, że powieść opowiada historię z perspektywy głównego bohatera, Kovacsa. Aby serial dało się oglądać, trzeba było dopisać motywacje, historie i perspektywy innych postaci.

Altered Carbon warto obejrzeć

Ponadto twórcy Altered Carbon zdecydowali wprowadzić istotne zmiany w całej intrydze, co moim zdaniem wyszło produkcji na dobre. Zwłaszcza, że przez to zupełnie inaczej wybrzmiewa sam przekaz serialu.

Altered Carbon wygląda obłędnie.

Serial ma 10 odcinków, a każdy z nich miał kosztować od 6 do 7 mln dol. To mniej niż rekordowa Gra o tron – która kosztowała nawet 15 mln za odcinek – czy Westworld. Nawet Stranger Things było droższe. Jasne jest, że nie zawsze ten budżet jest widoczny na ekranie. Ale akurat w przypadku Altered Carbon są to nieźle wydane pieniądze.

Altered carbon warto obejrzeć

Futurystyczne, neonowe miasta wyglądają przekonująco. Laboratoria, szpitale są zimne i sterylne. Wszystko jest na swoim miejscu i chociaż czasem można odczuć, że kostiumy, ulice, budynki mogłyby być brudniejsze czy bardziej zniszczone, to całość wygląda dość wiarygodnie, co jest ważne, gdy serialowa historia zabiera nas do zupełnie obcego świata. Twórcom serialu udaje się również zbudować wyjątkowy klimat, grając kolorami, klaustrofobicznymi pomieszczeniami i scenami, które na pierwszy rzut oka są tylko pokazem umiejętnego rzemiosła. Dopiero później odkrywane jest ich prawdziwe znaczenie. Naprawdę świetna robota.

Świat jest bardziej aktualny, niż może się wydawać na pierwszy rzut oka.

Nie prędko doczekamy się może stosów korowych i podróży na inne planety, ale wiemy przecież, że technologie w futurystycznych serialach i filmach często hiperbolizują współczesne bolączki. W Altered Carbon wyjątkowo jasno pokazane są różnice, które dzielą bogatych i biednych. Sposób pokazania tych dysproporcji materialnych jest dość toporny, ale zarazem jest na tyle przerysowany, że łatwo jest dostrzec ideę.

Wiele mówi się o nierównościach społecznych, a ostatnio ten temat został podniesiony przy okazji Forum Ekonomicznego w Davos. W serialowym świecie przyszłości biedota żyje na ulicach, a najbogatsi mogą kupić sobie nieśmiertelność, spędzać swój nieograniczony czas, dostarczając sobie coraz mocniejszych wrażeń. I chociaż kwestia nieśmiertelności jest bardzo przerysowana i bywa dość oczywistą analogią, to bardzo interesująco przedstawiono stosunek biednych do bogatych. Ci pierwsi traktują krezusów z niemalże nabożną czcią, a przejawy nieposłuszeństwa są marginalne.

Trzeba oglądać go uważnie.

Chociaż sam trzon fabularny serii jest dość prosty, to Altered Carbon od pierwszych minut wprawia w zakłopotanie. Świat jest bardzo złożony, od samego początku pojawiają się terminy, zwroty i nazwy własne, które nic widzowi nie mówią. W trakcie seansu, bardzo powoli uczymy się zasad rządzących światem. Twórcy co prawda starają się na bieżąco wyjaśniać kolejne zagadnienia, ale minie trochę czasu, zanim nauczycie się rozumieć problemy, które gnębią ludzkość w XXIV wieku.

Można to postrzegać jako wadę, ale w tym wypadku nie da się ukryć podobieństwa między Aleterd Carbon a książkowym Modyfikowanym węglem. Powieść była równie zawiła, trudna, pełna dziwnych tropów i pomysłów. Bardzo wiele ciekawostek czy rozwiązań technicznych zostało tylko zarysowanych przez Morgana. Część z nich przeniknęła do serialu i to właśnie one sprawiają, że świat przekonuje swoją spójnością i złożonością. Z mojej perspektywy to spora zaleta, bo to umacnia tylko przekonanie, że świat jest żywy, przemyślany i – na ile to możliwe – realistyczny.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (42)

128 odpowiedzi na “5 powodów, dla których warto zobaczyć Altered Carbon od Netfliksa”

  1. Po pierwszym odcinku zrobiłem sobie przerwę. Jestem lekko rozczarowany, przede wszystkim drętwym aktorstwem. Na szczęście u konkurencji jest “Odpowiednik” z J.K. Simmonsem, więc jest co oglądać.

  2. Jak dla mnie to najlepsze przełożenie słowa pisanego na ekran.Obawiałem się “ugrzecznienia” a tu o dziwo mamy sex,krew,brutalność bez których nie było by opowieści, zwłaszcza w kontekście książki. Oby więcej takich produkcji, tym bardziej że jeśli chodzi o literaturę mamy w czym wybierać.

  3. Zobaczyliśmy 2 odcinki, żona odpada, ale ja na drugi dzień pozytywniej odbieram ten serial, trzeba go przetrawić z jego szczegółami i użytymi terminami, będzie coraz lepiej.

  4. Oczywiście świetny scenariusz to zaleta książki na podstawie której serial powstał.
    Wizualnie wszystko zrobione jest atrakcyjnie, ilość blinków i migotliwych świateł nieco przegięta ale rozumiem że to taka wizja przyszłości. Jak dla mnie – trochę za duzo bierze z Blade Runnera i kilka razy ta wtórność jest wyraźna.

    Oparcie filmu (SF) na kanwie śledztwa i poznawanie świata wraz z detektywem – fajna i przede wszystkim serial uniknął jednej z najwiekszych pułapek filmów detektywistycznych tj mylne wątki nie sa ograne i oczywiste. Kolejne zasłony spadają ale widz nie ma poczucia że go naiwnie manipulowana. Sprawna rezyseria.

    Najsłabsza jest gra aktorska – drętwa, główna rola męska nie zachwyca. Ale drewnianych aktorów jest wiecej.

    dwa najbardziej bolesne banały: jesteśmy w świecie dalekiej przyszłości, samochody latają w powietrzu, świadomość ludzi można transferowac z ciała do ciała, ludzkość podbiła masę planet – a na ziemi nadal padają deszcze a ludzie noszą parasole. Przeźroczyste, czyli take jakie wymyslono w Blade Runnerze. Kreatywność: minus 10
    a wysoko wysoko, ponad chmurami, ludzie sobie wychodzą na unoszące się budowle i normalnie oddychają a temperatura tez nie wygląda na -60 stopni a powinna.
    ale to drobiazgi.

    ogląda się nieźle.

    • Dodałbym jeszcze, że za dziewczyny do towarzystwa płaci się biletem bankowym w czasach Pana Tadeusza. Tyle, że za gorset nie da się banknotu wetknąć ;)

  5. Jednak zdecydowałem się dziś zerknąć i wyłączyłem, gdy pokazano grupkę protestujących, którzy znów straszyli jakimś bogiem. Miałem nadzieję, że może będzie to serial opowiadający o społeczeństwie, które darowało sobie wiarę w czary. Szkoda, że twórcy są również zarażeni tymi bujdami.

  6. obejrzałem ostatnio na netfliksie The Expananse i jakoś mi bardziej podeszło. ale mimo to serial uważam za bardzo fajny. Brakowało mi własnie takich klimatów…

  7. To ciekawe, jaki wpływ mogą mieć na nas recenzje. Czekałem na ten serial, mówiło się o nim od tak dawna, że nabrałem apetytu. A potem nagle jedna krytyczna recenzja po drugiej. Wszędzie wytykają mu fabularną miałkość, uproszczenia i dużo szczucia cycem (czego nie lubię). I nagle z filmwebowego “umrę jak nie zobaczę”, robi się w najlepszym razie “na pewno obejrzę”. Mimo że wasze powody raczej zachęcają niż zniechęcają.

    • a co to “szczucie cycem”? nagość w filmie? mnie na przykład bardziej razi wstydliwe zakrywanie nagości w scenach, które z nagością są związane

      • Nie, nie nagość. Chodzi mi o ubarwianie filmu/serialu dużą ilością scen erotycznych, filmowanych z każdej perspektywy i pod każdym kątem, które nie wnoszą do danej produkcji żadnej wartości. Jeśli scena erotyczna coś mówi o bohaterach – o ich bliskości lub jej braku – to wszystko jest ok. Ale jak mamy sensowny film przetykany raz po raz instruktarzem Kamasutry, to chyba twórcy filmu albo próbują przyciągać tym do kina większą widownię, albo nie szanują inteligencji widzów.

        • Myślę jednak, że to właśnie coś mówi o bohaterach – ten “cyc” atakuje głównie w burdelach i w zepsutych sferach “wyższych” (a właściwie bogatszych); kto powiedział, że scena erotyczna musi być związana z bliskością?
          W każdym razie ja nie czułem się atakowany :-) ale może to kwestia osobistej wrażliwości – mnie pod tym względem chyba bliżej do Niemców czy Skandynawów – ich kultura jest zdecydowanie mniej purytańska.

          • Z tą bliskością (lub jej brakiem!), to był przykład jak scena erotyczna może budować fabułę, to znaczy mieć sens dla filmu/serialu jako całości :)

    • Z tym szczuciem nie ma dramatu. Cyce są tam gdzie normalnie można cyca zobaczyć. Nie ma sytuacji budowanych dla pokazania cyca jak np. u Borowczyka czy w starszych polskich produkcjach. Bardziej bym się czepił Westworld w tym temacie.

      • Westworld? Myślę, myślę i nie znajduję w pamięci jakichś wyraźnych przegięć. W serialu mamy normalny burdel, ale sceny, które się w nim rozgrywają ograniczają się raczej do saloonu na parterze niż pokojów na piętrze. Nie można też zapominać, że bywalcy Westworld to głównie amatorzy niezobowiązującej zabawy pod szyldem “keine grenzen” – płacą i mogą pozwolić sobie na każdą przemoc. No tak, w przypadku Borowczyka trudno mówić o jakiejś subtelności.

  8. Taki se. Naprawdę nie trzeba pisać o każdym serialu Netflix a, jak o odkryciu Ameryki. To po prostu lekko męczący serial, z kupą idiotyzmów i lekko męczącymi dialogami. Niestety zaplanowany na bodajże trzy sezony. Mogę żyć ze świadomością, że innym cholernie się podoba.

  9. Kilka godzin temu skończyliśmy z żoną i pomimo tego, że fanką Sci-Fi nie jest to jej się podobało. Było trochę drętwego aktorstwa ale… hmm… jakoś tak za mało tego serialu. Dobre 10h oglądania a mi czegoś brakuje. Myślę, że warto obejrzeć.

    Czas na Damnation.

  10. Wizualnie serial robi duże wrażenie. Zarówno scenografia jak i panny ;-) mogą się podobać. Podtekst społeczny jest i jest ciekawy, choć mało eksponowany. Większy nacisk położono na wątek kryminalny, który nie robi specjalnego wrażenia. Cała fabuła posklejana jest z kalek i szablonów, ale sklejaniem zajmowali się rzemieślnicy z najwyższej półki. Dramatycznie jest tak sobie, a aktorsko też szału nie ma, co nie znaczy że jest źle. Liczę, że w drugim sezonie Kovacsowi ktoś zniszczy powłokę Kinnamana, bo koleś wypada blado na tle drugiego planu. To właśnie ze względu na aktorów drugoplanowych polubiłem ten serial. Zwłaszcza Poe jest niezły. Tak jak Arthur w Pasażerach kradnie każdą scenę, w której się pojawia. Przy czym Arthur jest jedynym sensownym powodem oglądania dennych Pasażerów, a w AC jest zdecydowanie lepiej. AC to bardzo dobra rozrywka. Odcinki są dość równe, z wyjątkiem ostatniego, który ociera się o kicz i banał. Podobnie jak postać siostry Kovacs’a, która stanowi dla mnie największe dramatyczne rozczarowanie. Całości brakuje efektu wow i jakiegokolwiek zaskoczenia i to uznałbym za największą wadę serialu. Wspomniane przez Autora recenzji powolne wprowadzenie w świat AC, jest za to dużą zaletą. W poprzedniej, tak bardzo tutaj promowanej produkcji Netflixa – Bright, chciano jak najszybciej wprowadzić widza w zasady rządzące przedstawianym światem, i wyszło to bardzo sztucznie – prawie jak czytanie instrukcji obsługi czy wypocin niejakiego Tolkiena. W AC tylko instruowanie więźniów w temacie stosów było lekkim zgrzytem. Resztę pozostawiono widzowi i dobrze, bo nie jest to specjalnie trudne do ogarnięcia. Dla mnie serialowym numerem jeden od Netflixa pozostaje Narcos, potem Black Mirror i pierwsze HoC, a niżej nie robię już rankingów. Natomiast AC daje sporo frajdy na poziomie Dark, Stranger Things 01 czy Domu z papieru. Warto zobaczyć.

  11. Do 7 odcinka można napisać o serialu tylko: uje, cyckji i bezsensowna przemoc…nic specjalnego…dopiero właśnie od tego odcinka zmienia się w genialny serial…niestety trzeba przetrwać tych 6 pierwszych odcinków…nie będę tu wdawał się w dyskusje…ale napiszę tylko tyle, że cieszę sie że żyję jeszcze w miarę normalnych czasach…chcesz się odciąc od sieci: google, fb, insta itd, itd…jeśli tylko chcesz to nie ma problemu…ludzie pokazani w tym filmie nie mieli tyle komfortu :-) Cieszmy się prehistorią :-) Ponoć są zaplanowane kolejne sezony…dla mnie serial się skończył…i nie piszę tego w złym kontekście…bo naprawdę warto go obejrzeć…

  12. Ta policjantka w ogole nie pasuje do tej roli , ale musieli wybrac kobiete bo widomo hollywood i kobiety sa silne i niezalezne. Smiac mi sie chce jak jak kreuja na twardziela.

  13. W zasadzie powód dla oglądania jest jeden – ładnie wygląda.
    Fabuła jest słaba, pomysł zagadki kryminalnej niezachęcający (śmierć Bancrofta), średnia gra aktorska (Kinnaman ostatecznie dla mnie przestał istnieć jako wartościowy materiał na dobrego aktora). Finał, meh. Mało dramatu, mało mystery na które najbardziej liczyłem, przekombinowany i nudny.

  14. Nie zgadzam się co do wiarygodności przedstawionego świata, mnie kuła w oczy oprawa wizualna niestety po obejrzeniu Blade Runnera nie da się tego porównać :( Cały czas widziałem scenografie, a nie świat. No może poza scenami natury przytoczonymi ze szkolenia..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...