Thrawn to nie jedyna postać, którą Disney pożyczy z rozszerzonego uniwersum Star Wars. Będą kolejne

News/Film 29.01.2018
Thrawn to nie jedyna postać, którą Disney pożyczy z rozszerzonego uniwersum Star Wars. Będą kolejne

Thrawn to nie jedyna postać, którą Disney pożyczy z rozszerzonego uniwersum Star Wars. Będą kolejne

Chociaż Disney wyłączył książki, komiksy i gry rozszerzonego uniwersum z kanonu Gwiezdnych wojen, będzie czerpał z tego dorobku, rozbudowując własne uniwersum. Po admirale Thrawnie czas na import kolejnych postaci do nowego kanonu Star Wars.

Admirał Thrawn to jedna z najlepiej rozpisanych, poprowadzonych i przedstawionych postaci rozszerzonego uniwersum. Antagonista powstał w 1991, wychodząc spod pióra Timothy’ego Zahna. Niebieskoskóry Thrawn dowodził resztkami Imperium w 5 lat po zniszczeniu Drugiej Gwiazdy śmierci. Dzięki swojemu taktycznemu geniuszowi, admirał zadał druzgocące ciosy Nowej Republice. Trylogia z jego udziałem to jedne z najlepiej ocenianych książek w całej historii rozszerzonego uniwersum. Trudno znaleźć fana Gwiezdnych wojen, który nie miałby do nich słabości.

Thrawn cieszył się tak wielką popularnością, że Disney zaimportował go do animacji Star Wars: Rebels.

W niej admirał jawi się jako członek Imperium, który próbuje zgnieść rodzącą się Rebelię. Chociaż historia tej postaci jest inna niż w książkach Timothy’ego Zahna, tak wygląd, charakter oraz zdolności antagonisty wydają się niemal niezmienione. Disney najzwyczajniej w świecie wyciął literacką postać, dopisał jej historię odpowiednią dla nowego kanonu, a następnie wkleił do własnej animacji. Tani chwyt? Być może, ale Thrawn to postać na tyle lubiana i uznana, że nikt nie miał nic przeciwko temu.

Mało tego, admirał dostał nawet własną książkę, również napisaną przez Timothy’ego Zahna, która dopasowuje postać admirała do nowego uniwersum Gwiezdnych wojen. Niewykluczone, że wybitnego stratega czeka świetlana przyszłość w kolejnych komiksach i książkach. Nim te się pojawią, Disney dokona kolejnego importu do swojego uniwersum. Ten będzie miał miejsce wraz z premierą pełnometrażowego filmu o młodym Hanie Solo.

W kinowym Solo: A Star Wars Story pojawi się duet Tag i Bing. To komiksowe postaci stworzone przez Kevina Rubio, które dostały własną komediową mini-serię. Nieporadni rebelianci wprowadzają do Gwiezdnych wojen wątek humorystyczny i najprawdopodobniej dokładnie taką samą rolę będą pełnić w pełnometrażowym filmie kinowym o Hanie Solo. Obecność Taga i Binga jest zaskakująca o tyle, że nawet w poprzednim kanonie postaci były uważane za marginalne i epizodyczne, balansujące na krawędzi autentyczności.

To dopiero początek migracji bohaterów rozszerzonego uniwersum do nowego kanonu Gwiezdnych wojen.

Daje tak do zrozumienia Leland Chee – członek Lucasfilm Story Group dbającej o spójność kanonu Disneya. Za pośrednictwem platformy społecznościowej Twitter Chee został zapytany, czy można się spodziewać „wskrzeszenia“ kolejnych postaci z rozszerzonego uniwersum. Odpowiedź Lelanda rozbudziła fantazje każdego fana Gwiezdnych wojen:

Nie uwierzylibyście, jakie Legendy zadebiutują w rozmaitych mediach w przeciągu następnych miesięcy. Skoro pojawili się Tag i Bing, to wszystko jest możliwe.

Miłośnicy Star Wars od razu rozpoczęli spekulacje, tworząc własną listę życzeń. Na jej czele znajdował się oczywiście Darth Revan, czyli lord Sith znany z gry Star Wars: Knights of the Old Republic. Na miejscu fanów nie skakałbym tak daleko w czasie. Disney woli poruszać się w okresie starej trylogii oraz wydarzeń mających miejsce już po zniszczeniu drugiej Gwiazdy śmierci. Dlatego typuję dwa inne nazwiska.

Po pierwsze – Mara Jade. Teraz, gdy wątek Luke’a został definitywnie zakończony, a twórcy filmów już niczym nie zaskoczą Lucasfilm Story Group, można zacząć obudowywać historię tej postaci. Do uzupełnienia jest około 30 lat luk, niedopowiedzeń i domysłów. Jak wiadomo, Mara Jade była kochanką Skywalkera służącą Imperium. Relacja tych dwóch postaci na pewno byłaby interesująca dla każdego fana. Zwłaszcza, jeżeli narodziłoby się z niej coś więcej niż tylko płomienny romans…

Drugą postacią jest Nom Anor. To byłoby coś naprawdę wielkiego. Jego obecność byłaby równoznaczna z położeniem fundamentów pod zupełnie nowy konflikt w świecie Gwiezdnych wojen. Pod wojnę, przy której aktualna walka Ruchu Oporu z Najwyższym Porządkiem przypominałaby dziecinne przepychanki w piaskownicy. Mało to realne, ale pomarzyć zawsze można…

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (7)

7 odpowiedzi na “Thrawn to nie jedyna postać, którą Disney pożyczy z rozszerzonego uniwersum Star Wars. Będą kolejne”

  1. Uczciwa opinia człowieka, który nigdy nie był fanem SW, ale próbował przebić się przez Trylogię Thrawna, zachęcany przez fana starego extended universe – te książki trzymały poziom kiepskich dzieł z Forgotten Realms, a do tego cierpiały przez kiepskie tłumaczenie. Jeśli to ma być najlepsze, co oferowało stare EU, to ja współczuję fanom Gwiezdnych Wojen – jak nie główna bohaterka Mary Sue i wątek na 1/3 filmu, który nigdzie nie prowadzi, to admirał z magicznymi mocami analizy sztuki do pokonania przeciwnika w walce.

  2. Nowa trylogia nto disneyowska kupa gruzu. I mnóstwo poprawności politycznej. Stworzona pod młode pokolenie. Disney rozjedzie SW na placek. Bzdura bzdurę pogania. Samo zrąbanie postaci Snoke’a, który ponoć czytał w myslach Kylo Rena, a zginął jak frajer. Albo panna trzymająca w ręku miecz świetlny po raz pierwszy w zyciu zabija prawie szkolonego od dziecka Rena. Diney to kupa mułu.

    • A mnie się to podobało, było trochę takim żartem z nadętego Sitha, który okazał się bardziej oszustem niż Lordem Sithem.
      Akurat walka Rey była wyjaśniona, bo walczyła tym kijem całe życie.
      Poza tym, SW to zawsze była baśń SF, za bardzo chcemy żeby był takim poważnym SF.

      • Walka dwurecznym kijem, a jednorecznym mieczem to nie to samo. Spróbuj sam. Róznica spora. Zawsze uczeń u Sitchów zabijał mistrza. Na tym to polega. Tylko, że to było zbyt banalne. SW zawssze było poważnym SF nie baśnią. Oczywiście opowieścią o rodzie Skywalkerów, ale daleko od baśni. Jedyna dobra część od Disneya to Rogue One. A w zasadzie to po co im wszystkim te wielkie niszczyciele skoro wszystko załatwiają zawsze dwoma myśliwcami :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...