Superbohaterowie z komiksów są apolityczni? Bzdura, oni mają politykę w DNA – 8 przykładów propagandy

Artykuł/Komiksy 23.01.2018
Superbohaterowie z komiksów są apolityczni? Bzdura, oni mają politykę w DNA – 8 przykładów propagandy

Chociaż nie istnieją naprawdę, agitują lepiej niż aktywiści oraz zawodowi politycy. Wśród superbohaterów również panuje podział na prawicę i lewicę. Konserwatystów i liberałów. Można się na to oburzać, ale trzeba zrozumieć, że ten polityczny rys jest w herosach i złoczyńcach od samego początku ich istnienia. 

Wiele osób twierdzi, że Disney i należący do niego Marvel przesadza z eksponowaniem swoich poglądów politycznych. Doskonale rozumiem takie głosy. Mniejszościowo-religijno-płciowo-polityczna kampania medialnego giganta jest widoczna gołym okiem. Odbija się ona i rezonuje na takie marki jak Gwiezdne wojny czy Avengersi. Może się to podobać. Może nie. Nie zmienia to faktu, że twórcy komiksów, filmów i książek z superbohaterami mają swoje polityczne preferencje. Te siłą rzeczy są przekładane na prowadzonych przez nich herosów. Czasami umiejętnie. Innym razem zupełnie przeciwnie.

Zdziwi się jednak ten, który myśli, że taki proces jest wyłącznie efektem współczesnych czasów. Prawda jest zupełnie inna. Polityczna propaganda jest obecna w komiksach z superbohaterami już od momentu ich powstania. Dawniej Superman, Batman i Kapitan Ameryka walczyli z Adolfem Hitlerem. Dzisiaj pojedynkują się z Północną Koreą.

Zmieniają się czasy i okoliczności, ale propaganda zostaje.

Jasne, możecie powiedzieć, że to oczywiste – Adolf Hitler był potworem, więc to normalne, iż szydzi się z niego w komiksach. Weźmy jednak pod uwagę, że gdy Kapitan Ameryka okładał Führera po twarzy, USA nie były jeszcze w stanie wojny z Rzeszą. Ba – część amerykańskich polityków i biznesmenów wspierało tyrana, udzielając mu darowizn oraz świadcząc korzystne usługi. Wystarczy wspomnieć antysemitę Henry’ego Forda, którego pojazdy były ochoczo kupowane przez NSDAP po korzystnych stawkach.

Dzisiaj wydaje się nam oczywiste, że Hitler to uosobienie zła. W czasach, gdy Kapitan Ameryka mierzył się z nim po raz pierwszy, nie było to jeszcze takie jasne i klarowne. Mimo tego, propagandowa machina komiksów ruszyła pełną parą i działa do dzisiaj. Wciąż posiada dominujące lewicowe zabarwienie, co jasno widać na najbardziej charakterystycznych przykładach, jakie zebrałem poniżej:

1941 – Kapitan Ameryka walczy z Hitlerem, pomimo nazistów w USA

W grudniu 1941 roku Japonia napadła na Stany Zjednoczone w Pearl Harbor. Cztery dni później Niemcy wypowiedziały USA wojnę. Amerykanie odwzajemnili wojenne oświadczenie jako ostatni, dopiero w kilka godzin po ataku cesarza. Chociaż rząd federalny wspierał Aliantów, wcale nie było pewne, że dojdzie do wojny z Rzeszą. Gdyby nie atak „azjatyckich Aryjczyków“, jak służalczo mawiał o Japończykach Hitler, być może Stany nigdy nie włączyłyby się do europejskiego teatru działań. Na pewno nie dobrowolnie.

Na dziewięć miesięcy przed Pearl Harbor pojawił się pierwszy numer Kapitana Ameryki. Komiks posiadał bardzo wymowną okładkę. Nowy superbohater obleczony w kolory flagi USA uderza pięścią Hitlera. Dodatkowa interpretacja nie była potrzebna. Zeszyt ukazał się w czasach, gdy część amerykańskiego społeczeństwa wciąż wspierała nazistów. Prezydent Roosevelt pomagał Wielkiej Brytanii pomimo jawnego sprzeciwu politycznych izolacjonistów. Dwa miesiące po wydaniu Kapitana Ameryki aż 80 proc. obywateli nie chciało wojny z Włochami i Niemcami, z kolei 65 proc. chciało udzielać pomocy Wielkiej Brytanii.

W takich okolicznościach wydanie pierwszego zeszytu nie było oczywiste. Była to silna polityczna manifestacja, która miała swoich jawnych przeciwników. Krytyków oburzonych tym, że do komiksu dla dzieci wlewa się polityczną propagandę. Faktem jest jednak, że Kapitan Ameryka narodził się wyłącznie ze względu na politykę. Powstał jako sprzeciw wobec nazistowskiej, antysemickiej, rasowej i rasistowskiej ideologii.

1943 – Batman, Superman i Robin zachęcają do kupna papierów wartościowych

Wojna z państwami Osi trwała w najlepsze, a amerykański rząd działał w realiach wolnego rynku oraz prywatnych przedsiębiorstw. Również tych militarnych. Potrzebne były środki na kontynuowanie wojennych działań. Rząd federalny pozyskiwał je za pomocą wojennych papierów wartościowych, które pozwalały sterować inflacją. Ich cena wynosiła 18 dol. od sztuki. Do obiegu trafiły również kolekcjonerskie znaczki, po 10 centów od jednego.

Do zakupu papierów wartościowych zachęcał Robin, Batman oraz Superman. Bohaterowie DC agitowali za tym prosto z wymownej okładki. Na niej widzimy, jak herosi rzucają piłeczkami w głowy trzech przywódców Osi – Hitlera, Mussoliniego oraz Tōjō. Nie wiadomo, ile z dwóch bilionów dolarów zebrali śmiałkowie w pelerynach, ale na pewno mieli swój wkład w finansowanie amerykańskich działań wojennych.

1963 – wojna nie jest zła, a białe kołnierzyki to też ludzie

W 1962 roku Stany Zjednoczone angażują się w Wojnę wietnamską. W 1963 roku Stan Lee tworzy postać Iron Mana. Przypadek? Nie sądzę. Potwierdza to sam legendarny twórca komiksów. Lee otwarcie przyznał, że Tony Stark narodził się z potrzeby chwili. Młode pokolenie czytelników Marvela było zdecydowanie przeciwne zaangażowaniu wojskowemu w Wietnamie, co zresztą kilka lat później zaowocowało powstaniem ruchu hippisowskiego.

Stan Lee podjął się misji ocieplenia wizerunku wojska, przemysłu zbrojeniowego oraz białych kołnierzyków pociągających za sznurki. Tak narodził się Tony Stark – potentat zbrojeniówki, który prywatnie okazuje się fajnym, sympatycznym i dającym się lubić gościem (do czasu wpadnięcia w problemy alkoholowe). Do tego wszystko, co robi, robi w szeroko rozumianym interesie Stanów Zjednoczonych. Czytelnicy kupili tę wizję? Cóż, dzieci-kwiaty sformowały własny ruch tak czy inaczej, ale popularność Roberta Downey Jr. na pewno o czymś świadczy.

1969 – Green Arrow walczy z segregacją rasową w USA

Współczesny Arrow to pełen humoru zawadiaka, który walczy w imię słabszych i pokrzywdzonych. Nie zawsze tak było. Wcześniej Łucznik był tanią kopią Batmana, grającego na nucie bogatego playboy’a. W latach 60. zapoczątkowano wielką przemianę bohatera, wyginając jego kompas moralny niczym łęczysko zielonego łuku. Heros dorobił się charakterystycznej blond bródki, a także nowej misji w życiu. Green Arrow zaczął walczyć o prawa czarnoskórej mniejszości w Stanach Zjednoczonych, która w latach 60. wciąż nie mogła liczyć na pełnię swobód obywatelskich.

W tamtej dekadzie przeciętny czarnoskóry obywatel USA zarabiał 55 proc. tego, co jego biały odpowiednik na tym samym stanowisku. Były to czasy Ruchu praw obywatelskich, który walczył z wieloma kontrowersyjnymi elementami ówczesnej rzeczywistości. Jak na przykład zakazem małżeństw między osobami różnych ras. Albo podziałem na szkoły dla białych i czarnych. Wciąż aktualny był też podział miejsc w środkach komunikacji publicznej czy restauracjach.

Green Arrow walczył z rasizmem, uprzedzeniami, segregacją rasową oraz korupcją na białych szczytach władzy. Fikcyjna postać otrzymała pochwałę od ówczesnego burmistrza Nowego Jorku za pokazanie problemu uzależnienia od heroiny. Komiks z udziałem tego bohatera był powszechnie uważany za lewicową agitację. Jego twórcy wychodzili daleko poza segregację rasową, poruszając tematy, o których dawniej nikt poważnie nie myślał. Mam tutaj na myśli zwłaszcza ekologię.

1988 – Joker zostaje ambasadorem ONZ islamskiego Iranu

Fani byli zdruzgotani, gdy Joker zamordował w brutalny sposób Robina. Zamaskowany nastolatek był ulubieńcem wielu młodszych fanów komiksów, którym łatwo było się z nim utożsamiać. Scena skatowania Robina przy pomocy łomu była zdumiewająco dosadna i brutalna. Mówiono o niej nawet w mediach głównego nurtu. Dzisiaj, z perspektywy czasu, historia z Robinem i Jokerem jest uważana za jedną z najlepszych opowieści DC.

Wróg Batmana nie tylko zamordował najbliższego podopiecznego Mrocznego Rycerza, ale został do tego ambasadorem Iranu przy ONZ. Państwo było po rewolucji islamskiej z 1979 roku, a także w trakcie pokojowych negocjacji z Irakiem. Twórcy komiksu uchwycili dokładnie ten moment, używając aktualnej sytuacji geopolitycznej jako lewara dla nietykalności Jokera. Gdy ten pojawia się przed siedzibą ONZ, Batman chce go rozszarpać na strzępy. Mordercy broni jednak… Superman, który przypomina swojemu przyjacielowi o immunitecie, jaki spoczywa na upolitycznionym reprezentancie państwa wyznaniowego.

Niemoc Batmana, Superman broniący Jokera, negocjacje ONZ – komiks podkreślał skomplikowane zawiłości, jakimi rządzi się świat wchodzący w erę globalizacji. Nowy czas, w którym nawet wyjątkowa jednostka musi schować do kieszeni własne żądze, a prawo jest niedoskonałe, ale równe wobec każdego. To wielka zmiana względem Batmana i Supermana z lat 60., którzy stawiali się nad porządkiem prawnym, pełniąc rolę sędziów i katów w jednym. Na kartach komiksów zdarzało się wcześniej, że Superman bił bandytów do śmierci.

2006 – więcej wolności czy więcej bezpieczeństwa? Pytanie podzieliło superbohaterów

Trzeba było czekać aż pięć lat, nim twórcy komiksów Marvela dojrzeli do odczarowania traumy z 11 września 2001 roku. Zamachy na World Trade Center stały się przyczynkiem do poważnej debaty na temat naszego bezpieczeństwa, naszej wolności oraz naszej prywatności. W atmosferze strachu, gniewu oraz troski o współobywateli społeczeństwo USA zgodziło się na ustawy, które pozwalały władzom na obdarcie ich z prywatności. Wszystko po to, aby skutecznie szukać terrorystów i przeciwdziałać zamachom.

Seria Civil War z 2006 roku to alegoria tamtych ustaw. Wszystko rozpoczyna się od pojedynku superbohaterów z superłotrami. Dochodzi do tragedii, na skutek której ginie masa niewinnych ludzi. Opinia publiczna jest w szoku. Działając pod publikę, politycy chcą nałożyć na herosów smycze i kagańce. Przegłosowana w Senacie ustawa zakłada, że od teraz każdy zamaskowany bohater musi przedstawić swoje prawdziwe dane osobowe administracji USA. Do tego władze będą miały większą kontrolę nad życiem oraz działaniami jednostek o niezwykłych umiejętnościach.

Iron Man firmuje ustawę, podczas gdy Kapitan Ameryka jest jej zażartym przeciwnikiem. Bezpieczeństwo zderza się z wolnością. Społeczność superbohaterów zostaje podzielona, a niedługo potem dochodzi do walki na pięści, kopniaki, lasery i fale energetyczne. W samym środku konfliktu znajduje się Spider-Man, będący symbolicznym przedstawicielem amerykańskiego obywatela. Człowiek Pająk najpierw zgodził się na ustawę i sam wpisał się do rejestru, ale później zobaczył, jakie są skutki nowego prawa. Spidey został bojownikiem o wolność, stając w jednym szeregu obok Kapitana.

Snowden byłby dumny.

2009-2016 – nikt nie lubi Donalda Trumpa, większość kocha Obamę

Komiksowe postaci często odnoszą się do wydarzeń kształtujących prawdziwą rzeczywistość. Tyczy się to również kampanii prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. Tutaj herosi DC oraz Marvela mają stosunkowo zbieżne zdanie; Obamy nie wypada bezpośrednio krytykować, ale Donald Trump to zupełnie inna para kaloszy. Szydzenie z Trumpa miało miejsce nie tylko podczas kampanii, ale jest w modzie również teraz, podczas piastowania przezeń urzędu.

Najlepszym tego przykładem jest Harley Queen, która stroi sobie żarty z prezydenta. Była partnerka Jokera wypomina Donaldowi, że ten nie jest w stanie poprawnie pisać tweetów, a do tego non stop bawi się fryzurą. Wielki stwór Ben Grimm z Fantastycznej Czwórki jest przezywany przez przyjaciół drugim najpopularniejszym pomarańczowym potworem na świecie. W zeszycie Spider-Gwen Trump został przerobiony na szwarccharakter, z którym dzielnie walczą kobiece bohaterki.

Poprzedni prezydent USA miał o wiele łatwiej. Ba, Obama doczekał się nawet własnego zeszytu ze Spider-Manem, w którym Człowiek-Pająk udaremnia zamach na Baracka. Komiks okazał się bestsellerem, chociaż Marvelowi oberwało się za tak bezpośrednie zaangażowanie w bieżącą politykę.

2018 – rozpoczyna się wojna z Północną Koreą

Dawniej Superman, Batman i Kapitan Ameryka bili Hitlera oraz Mussoliniego. Dzisiaj nowe zagrożenie nadchodzi z kierunku… Korei Północnej. W komiksach DC niebawem zadebiutuje koreański Aquaman, który został stworzony w sekretnych reżimowych laboratoriach. Myli się jednak ten, kto myśli, że na spotkanie z humanoidalną bestią ruszy Liga Sprawiedliwości. Potworem o ludzkich kształtach zajmą się… Chińczycy.

DC od jakiegoś czasu rozbudowuje drużynę chińskich superbohaterów. Azjatycki Superman okazał się sporym sukcesem, toteż niebawem Ludowa Republika doczeka się własnych Zielonych Latarnii. To właśnie chiński Człowiek ze stali stanie oko w oko z północnokoreańskim przeciwnikiem. Dlaczego akurat on? Moim zdaniem to nie przypadek. DC odnosi się do aktualnej sceny geopolitycznej.

Jak powszechnie wiadomo, Chiny są ostatnim obrońcą i adwokatem reżimu Kim Jong Una. Jednak nawet ChRL coraz częściej zgadza się na objęcie Północnej Korei nowymi sankcjami. Wraz z rozwojem koreańskiego programu atomowego Republika Ludowa chętniej głosuje tak jak Stany Zjednoczone. Nie zdziwiłbym się, gdyby DC starało się silniej wciągnąć Chiny w obszar anty-Kimowej większości ONZ. Wpłynąć na młodych czytelników na zagranicznych studiach. Pokazać im, że ich Superman jest częścią tego samego porządku, co jego zachodni odpowiednik.

Jeżeli tak jest w istocie, DC robi bardzo mądrą rzecz. Za pomocą komiksów forsuje propagandę, która działa na rzecz światowego porządku i zagwarantowania bezpieczeństwa. To idee, pod którymi może się podpisać każdy, niezależnie od politycznych preferencji. Ciekawe tylko, czy chiński Superman odegra tak ważną rolę, jaką spełnił Kapitan Ameryka w 1941 roku.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (2)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...