Nowy film Netfliksa nie wytańczy sobie sukcesu. Step Sisters – recenzja

Recenzje/Film 22.01.2018
Nasza ocena:
Nowy film Netfliksa nie wytańczy sobie sukcesu. Step Sisters – recenzja

Nowy film Netfliksa nie wytańczy sobie sukcesu. Step Sisters – recenzja

Po obejrzeniu zwiastuna Step Sisters Netfliksa spodziewałam się zobaczyć taneczne widowisko na poziomie Step Up, które ruszy z kanapy nawet najbardziej zatwardziałego sceptyka. Niestety Step Sisters daleko jest do emocjonalnej opowieści przepełnionej energetycznymi ruchami. Produkcja serwuje nam na wskroś przewidywalną historię.

Film w reżyserii Charlesa Stone’a III zabiera nas do świata dorastających licealistek. Największe znaczenie ma w nim przynależność do prestiżowego bractwa. To właśnie członkostwo w nim ma pomóc nastolatkom w dostaniu się na najlepsze amerykańskie uczelnie. Rzeczywistość rozhisteryzowanych, przesiąkniętych hipokryzją dziewcząt poznajemy dzięki głównej bohaterce – Jamilah. Ta na co dzień spełnia się w afroamerykańskim zgrupowaniu Theta, słynącym ze stepowania.

Poukładane życie bohaterki zmienia się, odkąd musi zdobyć rekomendację niezbędną do przyjęcia na Harvard.

Za namową dziekana dziewczyna podejmuje się naprawy wizerunku bractwa białych dziewcząt z Sigma Beta Beta, który został splamiony przez różne skandale z udziałem jego członkiń. Podjęte przez Jamilah wyzwanie zaważy na jej poukładanym i perfekcyjnym życiu.

Już od pierwszych minut trwania filmu, odniosłam wrażenie, że wykraczam poza ramy wiekowe i nie przynależę do grupy, do której kierowana jest produkcja. Step Sisters przytłoczył mnie swoją infantylnością i bazowaniem na utartych schematach. Mimo iż obraz promowany jest jako film taneczny, to sam taniec stanowi tu drugorzędną kwestię. Mamy zatem do czynienia z błahymi problemami nastolatków.

Film Netfliksa przywodzi na myśl niskobudżetowe produkcje klasy B z gatunku kina familijnego.

Step Sisters idealnie wpasowałby się w świąteczną ramówkę niezobowiązujących obrazów wyświetlanych na TVN 7. Niestety, produkcja nie oferuje nic więcej, a rozwój wydarzeń od samego początku jest łatwy do przewidzenia. Mamy zatem opowieść o zdeterminowanej dziewczynie, której wszystko się udaje, do czasu… gdy dopadają ją nieszczęścia. Te są jednak potrzebne tylko o to, abyśmy dostali opowieść z nieuniknionym happy endem. Filmowi brakuje jakichkolwiek elementów zaskoczenia, które mogłyby wybudzić widza z marazmu i przekonać go do dalszego oglądania.

Szukając jakichkolwiek pozytywów w najnowszej produkcji, można przypisać jej walory edukacyjne, które i tak nie są pozbawione błędów.

Step Sisters plusuje pokazując, że dążenie do postawionych sobie celów jest istotną częścią życia. Udowadnia też, iż nie należy postrzegać ludzi przez pryzmat ich pochodzenia, wyznania czy orientacji seksualnej.

Jedną z istotniejszych kwestii podejmowanych w Step Sisters są podziały rasowe. Zostało to jednak zgrabnie odwrócone. Zaprezentowane zostały bowiem bariery wytwarzane przez czarnoskórych bohaterów względem większościowych zgrupowań. Na jaw wychodzi tu powszechne postrzeganie białych licealistek jako zepsutych bogaczek, których największym osiągnięciem jest upicie się na imprezie i wyrwanie najprzystojniejszego chłopaka. Co więcej, na przykładzie prób tanecznych prowadzonych przez Jamilah, zobrazowane zostało podejście co do możliwości ruchowych białych bohaterek.

Afroamerykanki często naśmiewają się z mało krągłych sylwetek białych dziewcząt. Te prezentowane są zatem jako płytkie panienki, obojętne na krzywdy innych i nie angażujące się w akcje społeczne. W filmie to czarne dziewczęta zaciekle bronią swojej tożsamości, nie dopuszczając do wymieszania się ras i podzielenia się swoimi umiejętnościami z pozostałymi uczennicami. Za zbrodnię ostateczną uznają zadawanie się Jamilah z członkiniami SSB, oskarżając ją o zdradę i splugawienie ich dorobku.

Walcząc z nietolerancją, twórcy posługują się licznymi stereotypami, co znacznie obniża jakość produkcji.

Wykreowane postaci są typowe dla miałkich filmów z gatunku high school. Wszystkie bohaterki stanowią przykład nierozsądnych nastolatek, których całe życie rozgrywa się na Facebooku. Media społecznościowe odgrywają tu zresztą niemałą rolę – co rusz na ekranie ukazują się wymiany wiadomości między bohaterami, wstawiane zdjęcia i hasztagi.

Jak w większości tego typu filmów, twórcy Step Sisters kreują bohaterki dominujące, które odpychają swoim zachowaniem i władczym sposobem bycia. Liderki mają pod sobą kilkanaście zakompleksionych i wpatrzonych w nie dziewcząt, które nie posiadają własnego zdania i robią wszystko, co rozkaże im ich guru. Pod koniec filmu szefowe oczywiście przechodzą kompletną przemianę, zaczynając szanować ludzi i otwierając się na różnorodność świata.

Step Sisters jest przykładem bezbarwnej produkcji, pozbawionej jakiegokolwiek charakteru.

Produkcja oferuje nam błahe dialogi i humor z najniższej półki, który nie podnosi nawet jednego kącika ust. Pełno w niej amerykańskiej pruderyjności i przykładności, która totalnie nudzi. Drugoplanowy wątek miłosny także przyprawia o znużenie, wyglądając dokładnie tak samo, jak w kilkunastu innych młodzieżowych produkcjach. Step Sisters nie wprowadza niczego nowego do kinematografii, marnując jedynie czas odbiorców.

Taneczne widowisko staje się karykaturą własnego gatunku. Zabrakło też należytej oprawy muzycznej.

Mimo iż film skierowany jest do młodszego widza, nie do końca chciałabym, aby nowe pokolenie chłonęło bezrefleksyjnie produkcję Netfliksa.

W końcu serwis VoD ma w zanadrzu całą masę ciekawych, skłaniających do przemyśleń pozycji, z których nastolatkowie mogą czerpać garściami.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (2)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...