Dom otwarty – Netflix wydał horror z gwiazdą 13 powodów. I zmarnował pieniądze

Recenzje/sPlay 19.01.2018
Nasza ocena:
Dom otwarty – Netflix wydał horror z gwiazdą 13 powodów. I zmarnował pieniądze

Kiedy horror posiada kategorię wiekową 16+, to można przeczuwać, że coś jest nie tak. Nie sądziłem jednak, że Dom otwarty od Netfliksa będzie aż tak kiepskim filmem grozy. Niesamowite, że wyłożono prywatne pieniądze na tak pusty tytuł bez żadnego dominującego wątku. Do tego z zakończeniem, które jest tak pozbawione sensu, że widz czuje się oszukany.

Po prostu straciłem czas. Zmarnowałem półtorej godziny z życia. Zazwyczaj unikam tak radykalnych określeń i w każdym tytule staram się znaleźć coś pozytywnego. Tym razem nie potrafię. Dom otwarty to inwestycja, która nigdy się nie zwraca. Jeżeli macie szacunek do siebie i własnego budżetu czasu, omijajcie ten tytuł szerokim łukiem. Absolutnie nie przesadzam. Pojedźcie na ryby, pograjcie w warcaby albo pogapcie się w ścianę. Wszystko będzie lepsze niż seans z tym potworkiem.

Dom otwarty opowiada sztampową historię niepełnej rodziny, która musi rozpocząć nowe życie.

Po śmierci męża, ojca i żywiciela w jednym, Logan (bohater 13 powodów) wraz z matką przenoszą się do wielkiego domu na skraju lasu. Typowe miejsce zapomniane przez Boga, w którym nie ma żywego ducha. Okoliczna społeczność wydaje się dziwna i niepokojąca. Dom należy do siostry wdowy. Jest na sprzedaż i co niedzielę są w nim organizowane dni otwarte – każdy może wejść do budynku i zobaczyć go od środka. Bohaterowie przenoszą się na ten czas do pobliskiego miasteczka, załatwiając takie sprawunki jak zakupy.

Otwarte dni powodują, że ktoś o niecnych planach może zaszyć się w wielkim domostwie. Schować się w którymś z ciemnych pomieszczeń i czekać na swoje ofiary. Wizja takiego zagrożenia jest głównym motorem napędowym filmu. Matka wraz z synem stają się coraz bardziej podejrzliwi. Zaczynają znikać przedmioty. Pojawiają się dziwne awarie, głuche telefony i tak dalej. Producenci starają się napędzać spiralę strachu, lecz robią to tak nieumiejętnie, że każdy student szkoły filmowej mógłby ich w tym wyręczyć.

Dom otwarty jest pełen tanich, zużytych, prymitywnych sztuczek mających na celu przestraszyć widza.

Nie mogło zabraknąć obowiązkowego zejścia do piwnicy w celu sprawdzenia boilerów oraz bezpieczników. Mamy wyskakujące zza ekranu postaci, które próbują wymusić na oglądającym reakcję bezwarunkową. Są zdjęcia, na których przez przypadek uchwycono coś niepokojącego, a także głuche telefony, podczas odbierania których słychać czyjś oddech w słuchawce. Gdyby zebrać najbardziej wyświechtane XX-wieczne sposoby na straszenie widza, Dom otwarty byłby wzorowym przykładem takiego katalogu.

Straszyć trzeba jednak umieć. Zabawa startą konwencją może przynieść pozytywny skutek, jeżeli po drugiej stronie obiektywu znajduje się utalentowany reżyser oraz operator. Niestety, Dom zły cechuje się bardzo niską jakością realizacji. Wszystko jest do bólu przewidywalne. Do tego niemrawe, w złym tempie oraz kiepskim tonie. Jestem przekonany, że gdy cenzorzy Netfliksa zobaczyli, na co poszły ich pieniądze, to załamali ręce.

Machina była jednak już w ruchu, a na scenie pojawił się przesympatyczny aktor znany z 13 powodów. Logan wraz ze swoją matką to zaskakująco dobrze zagrane postaci. Szkoda, że artystom przyszło występować w takiej szmirze. Gdyby to Dom otwarty był pierwszym wielkim debiutem młodego Dylana Minnette, mógłby być także jego ostatnim. Szkoda by było, bo to naprawdę dobrze rokujący aktor zupełnie nowego pokolenia. Mam nadzieję, że nie zepsuje sobie kariery występem w takim szrocie.

Na osobną wzmiankę zasługuje zakończenie.

Podczas oglądania filmu widz zastanawia się – dlaczego oni? Kto chce zrobić im krzywdę? Czym zawinili? Przez większość czasu zdaje się, że w grę wchodzą prywatne motywy. Normalnym jest więc, że starałem się łączyć jakieś wątki, szukać postaci z przeszłości bohaterów i scalać różne sceny w jedną historię. Wszystko na próżno. Okazuje się, że wydarzenia z horroru Dom otwarty można podsumować bardzo prosto – dzieją się, bo tak. Na kogo wypadnie, na tego bęc.

Ode mnie co najwyżej trzy straszaki na dziesięć

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (18)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...