Największe debiuty w historii muzyki popularnej [TOP 12]

Top/Muzyka 18.01.2018
Największe debiuty w historii muzyki popularnej [TOP 12]

Największe debiuty w historii muzyki popularnej [TOP 12]

W zeszłym tygodniu swoją premierę miała debiutancka płyta Camili Cabello, zdobywająca globalną popularność, głównie za sprawą singla Havana, który w kilka miesięcy wysłuchano ponad pół miliarda razy. Korzystając z okazji, postanowiłem przyjrzeć się największym i najbardziej imponującym muzycznym debiutom w historii.

Guns N’ Roses – Appetite for Destruction

Wbrew pozorom Guns N’ Roses nie pojawili się znikąd. Od połowy lat 80. budowali skrupulatnie i sukcesywnie swoją renomę i bazę fanów, zdobywając rozgłos w kalifornijskich klubach. Do tego mieli przeogromne szczęście wymieszane z talentem do pisania chwytliwych rockowych przebojów i znakomitych muzyków w składzie. Trafili też na idealny moment, wpisując się zarówno w szczyt popularności MTV, jak i ówczesne trendy społeczno-kulturowe. To, w połączeniu z pocztą pantoflową będących pod wrażeniem ich show fanów, sprawiło, że na Appetite for Destruction apetyty słuchaczy były rozbudzone jeszcze przed samą premierą.

Poskutkowało to tym, że album wydany w 1987 roku praktycznie nie schodził z list bestsellerów do początku lat 90., sprzedając się do dziś w ponad 18 mln egzemplarzy w Stanach i ponad 30 mln globalnie. Jest to nie tylko najlepiej sprzedający się debiut wszech czasów, ale i jedna z najlepiej sprzedających się płyt w historii.

Linkin Park – Hybryd Theory

Praktycznie każda z płyt wymienionych w tym rankingu była odzwierciedleniem silnych trendów w muzyce w ostatnich dekadach XX wieku. 30 mln egzemplarzy – w takiej ilości egzemplarzy sprzedał się do dziś debiut Linkin Park, grupy, która wyrosła w samym oku cyklonu nu-metalu. A ten na przełomie tysiącleci był absolutnie najpopularniejszym gatunkiem muzycznym. I wystarczyło nagrać po prostu dobrą (w obrębie tego gatunku) płytę, z niezłą produkcją, nowoczesnym brzmieniem i wpadającymi w ucho piosenkami, by stać się popkulturowym fenomenem.

Na topie Linkin Park znajdowali się raptem kilka lat, później zainteresowanie grupą drastycznie spadło. Jest to klasyczny schemat chwilowych mód muzycznych. W wyniku smutnego wydarzenia, jakim była śmierć frontmana Linkin Park, Chestera Benningtona, zainteresowanie zespołem powróciło, jednak wątpię by przerodziło się ono w powrót mody na nu-metal. Miejmy nadzieję…

Britney Spears – Baby one more time

XX wiek rozpoczął się od mocnego uderzenia kobiet w muzyce pop – płyty Whitney Houston i Mariah Carey zdobywały szczyty popularności. Swoistą odpowiedzią na to u schyłku dekady i millenium była Britney Spears, której debiutancki album rozszedł się aż w 25 mln egzemplarzy. Britney była jedną z pierwszych gwiazd u schyłku ery analogowej, która zwiastowała nową rzeczywistość popkultury. Jej sława była błyskawiczna. Dosłownie kilka dni po premierze jej pierwszego klipu mówił o niej cały świat.

Wcześniej trzeba było długich tygodni aby dany przebój powoli rozchodził się po stacjach radiowych i telewizjach muzycznych całego świata. I każdy kolejny singiel Spears zyskiwał praktycznie taką samą popularność co poprzednik, co było i jest ewenementem. Kolejna gwiazda tego formatu w muzyce pop pojawiła się dopiero ok. dekadę później.

Boston – Boston

Debiut grupy Boston, to bez wątpienia najbardziej imponujący start w historii klasycznego rocka. 25 mln sprzedanych egzemplarzy pierwszej płyty to magiczny sen, którego prawdopodobieństwo spełnienia się jest praktycznie równe zeru. Ale jak widać, dopóki się próbuje, nie można wykluczyć żadnej ewentualności. Ewidentnie muzyków z grupy Boston można uznać za największych szczęściarzy w historii rocka.

Popularność zdobywali stopniowo, natomiast najwięcej dobra zrobił im utwór More Than a Feeling, znany do dziś ponadczasowy przebój, który chyba każdy słyszał przynajmniej raz w życiu, choćby tylko fragment.

Whitney Houston – Whitney Houston

Choć przed Whitney Houston muzyka rozrywkowa miała już mocno rozwiniętą tradycję śpiewających div, to tak naprawdę dopiero Houston przeniosła je do innej stratosfery. Jej popularność, wynikająca zarówno ze świetnie napisanych i wyprodukowanych przebojów oraz wyjątkowego głosu (była ona bez wątpienia w ścisłej czołówce najlepszych śpiewaków wszech czasów) sprawiła, że płyta sprzedała się w 22 mln egzemplarzy. Trudno wyobrazić sobie lepszy start.

Whitney już za życia przeszła do legendy, stając się jedną z najpopularniejszych wokalistek wszech czasów. Co więcej, w kolejnych latach udało jej się znacznie przebić sukces pierwszej płyty, udowadniając, że nie była tylko i wyłącznie gwiazdą jednego przeboju.

Backstreet Boys – Backstreet Boys

Najpopularniejszy boysband świata musiał się trochę napracować, zanim zyskał sławę. A ta przychodziła powoli, po latach prób i błędów, najpierw w Stanach, a następnie w Europie. To Niemcy okazały się krajem, gdzie najpierw zyskali status gwiazdy w II poł. 1995 roku. Od 1996 byli już fenomenem na skalę europejską, a ich debiutancki album sprzedał się w ponad 8 mln egzemplarzy (jeden z najlepszych wyników sprzedaży płyty w historii Starego Kontynentu). W Ameryce ów album ukazał się dopiero ponad rok później, ale w końcu udało im się zdobyć także i tamten rynek i po kumulacji, łączny wynik sprzedaży ich debiutu to 24 miliony płyt.

Co by nie mówić o ich muzyce, osiągnięcie naprawdę imponujące. Sam zresztą pamiętam w czasach szkolnych szał, jaki wywoływała ta grupa, ponoć niespotykany od czasów Beatlesów. Gdyby YouTube istniał za ich czasów, to spokojnie każdy z ich singli miałby miliardy wyświetleń – to tak w celu uświadomienia jak gigantyczny to był debiut oraz cała ich kariera do końca XX wieku.

Ace of Base – Happy People/The Sign

Jeśli wychowywaliście się – tak jak ja – w latach 90., to nie ma siły byście nie znali chociaż trzech piosenek z repertuaru Ace of Base. Ta szwedzka eurodance’owa grupa ewidentnie chciała być Abbą na miarę lat 90., i w sumie im się udało.

Proste dyskotekowe rytmy (poziom niewiele lepszy od naszego rodzimego disco polo) z tanimi klawiszami, śmiesznie ubranymi facetami w tle i dwiema wokalistkami, które uwielbiały wymachiwać rękami w teledyskach, zawładnęły całą Europą i, co ciekawe, także Ameryką, gdzie wcześniej i później eurodance był jednak zawsze niszą. Łącznie debiut Ace of Base rozszedł się w niesamowitej ilości 23 mln egzemplarzy.

Justin Bieber – My world 2.0

Po dość sporej zapaści rynku muzycznego na świecie, wynikającego z rozprzestrzeniania się dostępu do internetu, branża potrzebowała kilku lat by przekalibrować swoje podejście i pomyśleć nad metodami dystrybucji, które odpowiadałyby słuchaczowi XXI wieku. I tak jednym z pierwszych wykonawców, którzy zdołali na nowo skupić na sobie olbrzymie masy, podobnie jak ponad dekadę wcześniej boysbandy, był Justin Bieber.

Jego debiutancki album z 2010 roku zdołał sprzedać się w ponad 7 mln egzemplarzy na całym świecie. Wiem, to znacznie mniejsza liczba niż w przypadku wymienionych wcześniej (i później albumów), ale pamiętajmy, że liczba ta obejmuje tylko fizycznie sprzedane kopie, a Bieber-mania rozgrywała się przede wszystkim w sieci. Tak więc, pomimo tego że My world 2.0 hulał w internecie, nadal znalazło się aż 7 mln ludzi, którzy byli w stanie go kupić w wersji fizycznej. Na obecne czasy jest to potężna cyfra.

Spice Girls – Spice

Spice Girls w perfekcyjny sposób wykorzystał powrót popularności na popowe grupy wokalne, jaki rozpętał się wraz z sukcesami Backstreet Boys. Niemalże pod każdym względem członkinie zespołu były ich damskimi odpowiednikami, ale ich sława rozwijała się znacznie szybciej, a duży wpływ na to miał promujący ich debiutancką płytę singiel Wannabe z niespotykanym wcześniej w muzyce rozrywkowej feministycznym przekazem. Ten szybko stał się hymnem wyzwolonych kobiet przełomu wieków.

Spice biło rekordy wszech czasów w rodzinnej Wielkiej Brytanii, potem szalała za nimi cała Europa, a później ich sława dotarła nawet do Ameryki. Łącznie debiut Spice Girls rozszedł się w ponad 23 mln sprzedanych płyt. Girl power!

Bruno Mars – Doo-Wops & Hooligans

Tutaj mamy analogiczną sytuację jak w przypadku Justina Biebera. Debiutancki album Bruno Marsa zawładnął masowym słuchaczem na skalę niespotykaną od końcówki XX wieku. Przeboje takie jak Grenade, The Lazy Song i przede wszystkim Just the Way You Are w błyskawicznym tempie stały się globalnymi przebojami, głównie za pośrednictwem YouTube’a.

Tym niemniej płyta Doo-Wops & Hooligans zdołała sprzedać się od czasu swojej premiery w 2010 roku w ponad 6 mln egzemplarzy i tak jak w przypadku płyty Biebera jest to ogromny sukces, biorąc pod uwagę jego obecność w sieci.

Pearl Jam – Ten

Popularność tej płyty to jak wygrana na loterii. 18 mln sprzedanych egzemplarzy przełożyło się na szaleństwo na punkcie grunge’u na początku lat 90., którego echa odbijają się w muzyce do dziś. Debiut Pearl Jam był też swego rodzaju odtrutką na pstrokate i kiczowate lata 80., wyrazem buntu, którego nowa dekada potrzebowała by odróżnić się od poprzedniej.

A skala popularności Ten była olbrzymia. Co jest o tyle istotne, że nie była to typowa, lekka komercyjna płyta – Eddie Vedder mierzył się w swoich tekstach z biedą, depresją, bezrobociem – są to tematy, które rzadko kiedy wychodzą do mainstreamu.

Mariah Carey – Mariah Carey

Debiut Mariah Carey był niczym zapowiedź pop szaleństwa, jakie miało trwać przez całą resztę lat 90. Sprzedała się w 15 mln egzemplarzy, co oczywiście plasuje ją na liście największych debiutów w historii muzyki. Carey zawdzięczała to świetnej współpracy z producentem Walterem Afansieffem i resztą ludzi z najwyższej półki, których do pracy nad albumem zatrudnił ówczesny mąż Carey, szef Sony Music, Tommy Mottola.

Carey była jedną z pierwszych gwiazd muzyki, której wszystkie single z debiutanckiej płyty trafiały do czołówek list przebojów. A to był dopiero początek, jej następne płyty biły już wszelkie muzyczne rekordy.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...