Atak paniki to zastrzyk energii, którego polskie kino potrzebowało od dekad – recenzja

Recenzja/Film 18.01.2018
Nasza ocena:
Atak paniki to zastrzyk energii, którego polskie kino potrzebowało od dekad – recenzja

Atak paniki to zastrzyk energii, którego polskie kino potrzebowało od dekad – recenzja

W końcu doczekaliśmy się polskiego filmu na światowym poziomie! Fenomenalny debiut Pawła Maślony, “Atak paniki”, to prawdziwa karuzela emocji portretująca ludzi oraz to, jak radzą sobie oni ze swoimi skrytymi lękami. 

“Atak paniki” to swoista filmowa mozaika historii i ludzi, których pozornie nic nie łączy. Z czasem okazuje się jednak, że powiązani są oni nie tylko tym, że wyniszczają ich wewnętrzne lęki, ale też nićmi losu.

Film zaczyna się od prezentera radiowego. Bohater chwilę po swojej audycji, w której opowiadał o naturze wszechświata i naszym miejscu wewnątrz niego, stwierdza, że “Nic już nie ma”, po czym popełnia samobójstwo.

Następnie poznajemy kolejnych bohaterów “Ataku paniki”. Są nimi nastolatkowie, którzy pierwszy raz zażywają narkotyki. Kobieta po 30-tce (Agnieszka Popławska), która spotyka się na randce ze swoim byłym. Małżeństwo (Artur Żmijewski, Dorota Segda), które wraca samolotem z wakacji do Polski. Panna młoda, która bawi się na swoim własnym weselu. Młody chłopak, uzależniony od gier strategicznych, który próbuje poradzić sobie z telefonicznym stalkerem, jednocześnie pracując jako kelner podczas owego wesela. Młoda dziewczyna, Kama (Aleksandra Pisula), która zarabia pieniądze na seks kamerach w internecie.

Reżyser, Paweł Maślona, postawił przed sobą niezwykle ambitne zadanie, na którym wielu twórców już poległo. Opowiedział wielowątkową historię i  z niezwykłą sprawnością połączył wszystkie wątki i precyzyjnie nakreślił wszystkich bohaterów swojego filmu.

Jest to naprawdę imponujące osiągnięcie. Napisanie względnie prostego skryptu, który opowiada linearną fabułę jest nie lada wyzwaniem,  a w przypadku “Ataku paniki” mamy do czynienia z narracją polifoniczną.

Każdy z wątków prowadzony jest z werwą i formalną sprawnością, jakiej w polskim kinie nie widziałem od lat.

Poszczególne opowieści, choć nie są zbyt długie, są tak rozpisane przez scenarzystów (w tym m.in. Pawła Maślonę), że ich fabuła oraz postaci w pełni wybrzmiewają i nie ma się poczucia jakiejkolwiek skrótowości czy poszatkowania. Cała historia w dodatku wspaniale się rozwija podczas seansu. Z początku reżyser wprowadza dużo niewiadomych, wrzuca nas w środek nietypowych sytuacji i dopiero po czasie zaczynamy widzieć nitki powiązań pomiędzy wątkami.

Dla niektórych widzów “Atak paniki” może przywodzić na myśl film “Dzikie historie”, o których było głośno kilka lat temu. I pozornie podobieństwa są. Też mamy tu wielowątkową historię, z których jedna rozgrywa się w samolocie, a inna podczas wesela. Ale tak naprawdę punkty wspólne są tu jedynie powierzchowne.

Maślona idzie o wiele dalej. Pod względem logistyki “Atak paniki” (sam montaż to wybitna robota) i pracy kamery to nie lada osiągnięcie.

Reżyser nie tylko prowadzi i łączy wszystkie wątki na światowym poziomie.

Nawiązuje do “Magnolii” Paula Thomasa Andersona czy filmów Roberta Altmana, ale też bawi się z liniami czasowymi i percepcją niczym Christopher Nolan.

Tak, wiem, są to dość poważne i odważne porównania, sam zresztą do niedawna nawet nie marzyłem, że dożyję momentu, w którym będę mógł bez krzty ironii porównywać polskich twórców do gigantów kina. Ale reżyser “Ataku paniki” w pełni na to zasługuje.

Maślona mistrzowską ręką kreuje swoje małe światy i konstelacje wątków, w których łączy czarny humor, dramat psychologiczny oraz celne obserwacje społeczne i socjologiczne, pokazujące, jak ludzie radzą sobie w sytuacjach stresowych.

Genialnie też prowadzi aktorów, zarówno w scenach kameralnych jak i tych zbiorowych, w których, szczególnie bliżej finału, atmosfera zagęszcza się do poziomu bliskiego wrzenia i zaczyna przypominać zwariowany rollercoaster.

Do tego wszystkiego Paweł Maślona delikatnie mruga okiem do polskiego widza, który orientuje się trochę w topografii rodzimego rynku seriali. Sparowanie ze sobą Doroty Segdy i Artura Żmijewskiego (oboje grali wcześniej w “Na dobre i na złe”), którzy wcielają się w małżeństwo nie potrafiące poradzić sobie ze zgonem współpasażera w samolocie jest po prostu rozbrajające.

Jeśli “Atak paniki” nie stanie się polskim kandydatem do Oscara w przyszłym roku, to na wiele lat stracimy szansę na udaną promocję rodzimej kinematografii w świadomości globalnego widza.

To bez wątpienia jeden z najlepszych debiutów w historii polskiego kina, który, na szczęście, w przystępny sposób mierzy się z uniwersalnymi problemami każdego człowieka.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (7)

257 odpowiedzi na “Atak paniki to zastrzyk energii, którego polskie kino potrzebowało od dekad – recenzja”

  1. największy gniot jaki widziałem w swoim życiu,a już trochę przeżylem.Chyba naćpany reżyser mógł coś takiego wymysleć,żenujący spektakl.Szkoda tylko ,że Żmijewski i spółka godzą się na granie w czymś tak ohydnym.Przekleństwa gonią przekleństwa.Tylko w polskim filmie można spotkać coś podobnego.Strata pieniędzy!!!

  2. Dałem się nabrać na ten genialny debiut i poszedłem nań w weekend. Ten film jest po prostu totalnie zły. Nieśmieszny (kino milczało przez cały czas – a cała sala pełna była). Wątki poklejone byle jak. I jak to w polskiej komedii – dialogi zastąpione są przez padający z tysiąc razy z ekranu polski przerywnik “kurwa”. Dialogów, które budowałyby komizm – brak. Nie starczyło na nie miejsca pomiędzy rzucanym “kurwami”. Zamotanie fabularne jest tak totalne, że po seansie nawet nie chce się człowiekowi myśleć o rozsupłaniu tego zagmatwania. Ten film nie ujmuje i nie kusi, nie rozśmiesza, nic nie przekazuje. Jakby nie miał reżysera w ogóle. Ostrzegam przed tym obrazem. Szkoda forsy. Lepiej pójść się napić.

    • Nie mogę się zgodzić. Jest to przede wszystkim dramat bardziej niż komedia stąd połowa Twojego komentarza jest niezasadna – to nie mało rozśmieszyć. Dialogi pełne polskich słów, które używane są przez każdego na co dzień – prawdziwe i pozwalające się bardziej utożsamić z zaprezentowaną sytuacją stresową (no może poza graczem rozmawiającym przez telefon, przerysowane wypowiedzi). Co do zamotania fabularnego – polecam skupić się na seansie na czymś innym niż telefon lub partnerka/partner – nie chcę wiedzieć jak odebrałeś Incepcję albo ile wyniosłeś z Intersellara. Film polecam – faktycznie powiew świeżości wśród klepanych na własną podobiznę “Tylko mnie nigdy w życiu nie poradź na zdrady bo podatek od miłości”.

  3. Rozumiem, że taki był cel -mocna promocja….
    Film przez bardzo wielu ludzi odbierany fatalnie przywołuje na myśl jedynie magiczne słowo “koniec”.
    Faktycznie, porównywanie “Ataku paniki”do filmów Altmana to jak galop na koniu w pokoju gościnnym!
    Niefortunnie nazwany komedią zwabił ludzi do kina. Osobiście nie znam osoby która zionie zadowoleniem ….

  4. Gniot jakich mało. W życiu widziałem wiele filmów a ten jest i przypuszczam zawsze będzie na samym dnie. Wysiedziałem w kinie tylko dlatego, że liczyłem “że w końcu coś się zadzieje” Nie doczekałem się. Z ulgą zobaczyłem napisy końcowe. Po zakończeniu seansu słychać było z sali – Dno, beznadzieja, co za masakra…… Ten film jest tak beznadziejny, że szkoda mi nawet tych tanio kupionych biletów na środowy seans. NIE POLECAM

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...