Polskie napisy w Netfliksie to jedna wielka kaszanka. Nawet piraci robią to lepiej

Felieton/Seriale 15.01.2018
Polskie napisy w Netfliksie to jedna wielka kaszanka. Nawet piraci robią to lepiej

Polskie napisy w Netfliksie to jedna wielka kaszanka. Nawet piraci robią to lepiej

Jeszcze 15 lat temu, jeśli chcieliśmy pokazać otoczeniu, że znamy język angielski, szło się na specjalny egzamin i zdobywało certyfikaty. Teraz wystarczy głośno narzekać w mediach społecznościowych na to, że jakiś film albo serial ma lektora. 

Nie chciałbym się wpisać w ten nurt narzekaczy, którzy moim zdaniem bardziej chcą się popisać swoją znajomością języka angielskiego, niż odnieść do sedna problemu. Owszem, znam angielski, używam go na co dzień w pracy, ale na pewno nie jest on tak kwiecisty, jak bym sobie tego życzył. Na pewno robię błędy, nie rozumiem, co mówią do mnie Szkoci (a i Brytyjczycy nie są moim ulubionym rodzajem native speakerów).

Ale nie trzeba być wybitnym anglistą, by stwierdzić, że polskie napisy w Netflix są do kitu.

I tak, filmy i seriale w Netfliksie oglądam z polskimi napisami, a jak nie mogę skupić całej swojej uwagi na ekranie, to również z polskim lektorem.

Polskie napisy do seriali w Netfliksie są naprawdę koszmarne. Z całym szacunkiem, ale nawet piraci z instytucji takich jak Grupa Hatak i pokrewne robią to lepiej, choć bywa i tak, że roi się od błędów ortograficznych. I ponownie z całym szacunkiem, ale dzieciaki robiące napisy do japońskich animacji, które przy okazji nie znają japońskiego i wpisują, co tylko im się wydaje, również robią to lepiej.

Mówi się, że tłumaczenia albo są piękne, albo wierne. Napisy serwowane przez platformę Netflix nie są ani takie, ani takie. Gdybym miał zobrazować typowego tłumacza polskiej edycji Netfliksa, wyglądałby jak na obrazku:

Problem z napisami w Netflix rzucał mi się w oczy już wcześniej. O ile mnie pamięć nie zawodzi, pewne wypaczenia pojawiały się już w nowszych sezonach House of Cards. Obecnie oglądam (bardzo dobry) hiszpański serial pt. Dom z papieru i tam też trafiają się zabawne wpadki. Jest jakiś dialog o dilerze narkotyków z jakiejś wiochy pod Barceloną, którego autor napisów tłumaczy „Polak”. Wiem o tym przypadkiem, z powodu zainteresowania piłką nożną – „Polaco” to potoczne, pejoratywne określenie… Katalończyka. Mam przekonanie graniczące z pewnością, że autor napisów myślał, że chodzi tu o naszego rodaka. Nie czepiam się tej jednej konkretnej wpadki, ale tego typu wypadków w Netflix jest naprawdę sporo.

Przede wszystkim jednak mam wielki żal o kompletne wypaczanie żartów. To nie są błyskotliwe tłumaczenia, ale przecież nie oczekuję tutaj drugiego Shreka. Moim zdaniem żart w sitcomie można przetłumaczyć na dwa sposoby. Zgodnie z oryginałem i może on być wtedy zabawny, ale nie dla każdego. Albo w sposób dostosowany do polskich warunków. Tymczasem twórcy napisów w platformie Netflix decydują się na wariant odbiegania od oryginału, który zarazem nie jest śmieszny. Gagi i żarty słowne tłumaczą, ale robią to tak, by kompletnie wyciąć dowcip. W ostatnim czasie spotkałem się z tym m.in. w The Good Place czy teraz w Friends.

Polskie napisy w Netflix to kaszanka.

Różnicę w jakości tłumaczenia widać najlepiej właśnie na przykładzie Przyjaciół – zwłaszcza, że znam ten serial na pamięć. Równocześnie odpalony lektor w większości wypadków deklasuje polskie napisy pod względem humoru, a wszyscy wiemy, jak specyficznym – i z reguły siermiężnym – może być tłumaczenie czytane przez lektorów.

Netflix jest usługą odpłatną, natomiast tworząc napisy do swoich seriali, niewątpliwie prezentuje się gorzej od amatorów. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że usługa działa jak masówka i ktoś tam tłumaczy 20 odcinków dziennie. Zero pasji, zero polotu.

Nie wymagam tutaj zabawy w Tomasza Beksińskiego, który tłumacząc Monty Pythona – dwukrotnie – poświęcił temu miesiące i zbudował wokół swoich tłumaczeń własną mitologię. Natomiast oczekiwałbym jednak napisów, które nie zabijają serialu, pozbawione są kardynalnych błędów (czasem nawet co do płci – jak w grze komputerowej!) i nie zabijają humoru.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (91)

206 odpowiedzi na “Polskie napisy w Netfliksie to jedna wielka kaszanka. Nawet piraci robią to lepiej”

  1. oj to ciężki temat , na 100% tłumaczenie robi firma która dostaje tekst i masz pan przetłumacz, nie dostaje się kontekstu itp, raczej to się nie zmieni, duże firmy mają oddziału do tłumaczenie i tam są ok, dodam jeszcze że np film oryginalnie po hiszpańsku > daję lektora i polskie napisy > lektor jedno napisy druge masakra się robi

    • Dobra, ale “przetłumaczenie” sformułowania “you will do my bidding” jako “będziesz za mnie robił zakłady” nie da się usprawiedliwić brakiem kontekstu. Albo “przetłumaczenie” “Flanders” jako… “Flanders”. Bo przecież trudno wrzucić w Google słowo, którego się nie zna.

      • Tłumaczenia napisów robią zawodowi tłumacze. Zawodowi, freelance
        translator, czasem z własnym biurem tłumaczeń, czasem bez – wystarczy
        dosłownie poczekać do końca i wpisać w wyszukiwarkę pojawiające się tam nazwisko autora
        napisów, żeby dostać wynik z odnośnikiem do odpowiedniego profilu na
        LinkedInie albo GoldenLine.

  2. Mnie śmieszy to, że jak się na przykład włączy takiego Devilmana z angielskim dubbingiem i angielskimi napisami to jedno z drugimi w ogóle nie współgra. Napisy swoje, a dubbing swoje.

    • Ale co w tym śmiesznego? Tak powinno być – dubbing poza tłumaczeniem musi być dostosowany długością kwestii i jeszcze brzmieć naturalnie, a napisy to z definicji skrótowy przekład w wersji minimum, ale bez nadmiernej twórczości własnej. Gorsza sytuacja jest wtedy, gdy tłumacze korzystają wyłącznie z tych napisów jako źródła do dubbingu/lektora, a potem z takiego jeszcze skryptu każą zrobić układkę do napisów.

  3. “Jeszcze 15 lat temu, jeśli chcieliśmy pokazać otoczeniu, że znamy język angielski, szło się na specjalny egzamin i zdobywało certyfikaty. Teraz wystarczy głośno narzekać w mediach społecznościowych na to, że jakiś film albo serial ma lektora.”

    HE??? Że co? To właśnie w okolicach roku 2000 był największy hate na lektorów, bo większość ludzi którzy mieli wtedy neta i oglądali divx-y raczej bez problemu ogarniała też angielski na poziomie filmowym i wiedziała jakie to kiepskie. A potem weszła neostrada i poziom polskiej sieci spadł na dno z którego do dziś się nie może podnieść…

    A co do piratów i “dzieciaków robiących napisy do japońskich animacji” to zawsze tworzyli lepsze napisy niż oficjalni tłumacze/dystrybutorzy – proszę choćby sprawdzić że napisy “fanowskie” [czyli pirackie] trafiały w końcu na pierwsze polskie wydania oficjalne np Ghost in the Shell czy antologii Ghibli. Po prostu dystrybutorzy wiedzieli że fani wiedzą co dobre i nie kupią filmu z lektorem czy badziewnym tłumaczeniem…

    • Przecież te wydania jak najbardziej miały lektora i profesjonalne tłumaczenie, suby od Freemana po korekcie były dokładane jako bonus – początkowo, bo z czasem ten się nauczył fachu i zaczął sam robić skrypty zgodne ze sztuką.

      • No oczywiście że miały ale i tak wszyscy (których znałem) korzystali z tych bonusowych bo były lepsze. Oficjalne tłumaczenie raczej nie ma szans pobić takiego które jest zrobione przez fana, jeśli tylko fan zachowa podstawowe minimum korekty i dobrego smaku.

  4. “nawet piraci”. sorry, ale grupa hatak zasluguje na wiecej szacunku. Poza tym, napisy do filmu to nie piractwo, piraci sie film.

    I pomysl, ze moglo byc gorzej, mogles dostac polski dubbing, całe zastepy kastratów

      • Według kilku sądów, moim zdaniem bez sensu, tworząc napisy umożliwiam obejrzenie filmu większej liczbie osób z których część na pewno go kupi, zwiększam popularność występujących w nim aktorów, reżyserów, studia, nikomu nie szkodzę, nikomu nie przynoszę strat, bo jeżeli nie będzie tych napisów to tego filmu nikt nie obejrzy (a tak to chociaż jest szansa, że X ludzi kupi), więc nie widzę sensu piętnowana tego ani nazywania piractwem.

          • Przeczytaj może raport “Tajni kulturalni” od Ministerstwa Kultury zanim zaczniesz uważać tworzenie napisów za piractwo?

          • Skoro napisałeś: “I ponownie z całym szacunkiem, ale dzieciaki robiące napisy do japońskich animacji, które przy okazji nie znają japońskiego i wpisują, co tylko im się wydaje, również robią to lepiej.” dla mnie jest oznaką, że nie poznałeś tematu o którym piszesz. Więc i w innych kwestiach mogłeś postąpić podobnie, a po takiej utracie wiarygodności moim zdaniem napisanie, że jesteś prawnikiem nic nie da.

            W swoim orzeczeniu Sąd Najwyższy – Izba Cywilna, z dnia 23 stycznia 2003
            r. II CKN 1399/2000 stwierdził, że dokonanie tłumaczenia warstwy
            słownej utworu audiowizualnego nie stanowi jego opracowania jako
            całości.Łączne zezwolenie producenta i twórców filmów na opracowanie utworu jest potrzebne tylko wtedy, gdy przekształcenie prowadzi do opracowania nowego dzieła.Tak więc, tłumaczenie list dialogowych jest zgodne z prawem, ponieważ nie zmienia w sposób zasadniczy istoty filmu.

            A ta ustawa nie odnosi się do np. książki? Stosowanie jej do napisów jest naciąganiem? Za napisy chyba nie przypadkowo jeszcze w Polsce nikogo nie ukarano?

          • To tyle w kwestii ‘i wiem co jest napisane w ustawie’, skoro i tak liczy się tylko twoja opinia.
            A innymi słowy: nie powołuj się waść na to co zapisane w prawie skoro sam wskazujesz, że nie ono jest ważne tylko jego interpretacja.

          • Jest wiele starych orzeczeń polskich sądów dot. prawa autorskiego sprzed lat, które są błędne, ponieważ w tamtym czasie dla starszych sędziów internet to była zupełnie nowa materia. Trudno jest, nawet będąc WYBITNYM sędzią, orzekać, gdy nie rozumie się procesu technologicznego.

            Obecnie kluczowe jest bardzo aktywne i rzetelne orzecznictwo TSUE, które wyjaśnia sądom jak należy rozumieć przepisy dostosowanego do europejskich standardów prawa autorskiego.

          • TSUE to nadal subiektywna opinia, której autorzy mogą nie rozumieć czym są napisy. Także nie ma co ślepo się do nich dostosowywać.

          • TSUE to nie jest subiektywna opinia, doczytaj sobie. To jest bardzo ważna instytucja. Nie bez powodu od lat mówi się nawet o prawotwórczym charakterze TSUE, które swoimi orzeczeniami de facto stanowi prawo w krajach UE. TSUE wywiera o wiele dalej idące skutki, niż sądy w Polsce czy nawet SN. Do tego, choć nie zawsze zgadzam się z orzecznictwem TSUE, niewątpliwie znają się tam na rzeczy.

          • Nie zgodzę się co do TSUE. Również można założyć, że nie ogarniają czym są napisy i jaki wpływ mają na kulturę, gdyż znają jedynie głos wydawnictwa, które przychodzi do nich z darmową pizzą, a w międzyczasie jej komsunkcji lobbyści głoszą wygodę dla siebie słówka. Sędzia może nie być fanem Bollywood, więc nigdy nie potrzebował napisów i nigdy takich nie pobrał, a zajmując się prawem autorskim ma już przekonanie co do złych piratów udostępniających stworzone przez siebie napisy. Wszystko sprowadza się do tego by swój światopogląd narzucić innym – tak działa każdy sędzia, bo wszystkie opinie są subiektywne. Tworzenie napisów jest techniczną formą wyrazu artystycznego. Twórczość pojawia w układzie poszczególnych słów oraz ich wyboru. Wymyśleniu żartów słownych na nowo i tak dalej. Takie napisy upubliczniane są samodzielnie. A ich autor jest znany. Toteż są pobierane ze względu na autora. Świat nie może być podporządkowany korporacją, które mogą zdecydowanie więcej od społeczności.

        • A idąc tym tokiem rozumowania, to czym skorupka nasiąknie… Adobe i Microsoft nie zdobyliby swojej pozycji gdyby nie piraci, a nawet jeśli to straty z tytułu rzekomych strat byłyby mniejsze niż wydatki na marketing, który zbudowałby im taka sama pozycję. Ta wojna nie ma końca.

    • Polski dubbing jest z definicji lepszy od lektora, czego dowodów nie brak i na samym Netfliksie. I tłumaczenie do niego (zazwyczaj) powstaje z większą starannością.

      • Ostatnia kwestia powinna brzmieć “Błąd w Matrixie” – cała wypowiedź nawiązuje do tej produkcji, a Matrix to w tym przypadku nazwa własna – nie powinna być tłumaczona.

        • Inna sprawa, że zapis powinien wyglądać tak: “w Matriksie” ;)

          Poza tym nie ma żadnego przepisu mówiącego, że nazw własnych się nie tłumaczy – jak najbardziej to się robi, byle z głową. Pozostawienie oryginalnej nazwy będzie tutaj podyktowane jedynie tym, jaką wersję ludzie kojarzą. Gdyby przyjęła się “matryca” (bodajże użyta w przekładzie kinowym?), to nie byłoby problemu.

          • To tylko pokazuje jak wszyscy zlewają oficjalne napisy ;) 90% kultury w Polsce przychodziło do nas dzięki piratom, teraz prawdopodobnie ten wskaźnik jest sporo mniejszy ale nadal piractwo pełni ważną rolę kulturalną…

          • Dzięki za poprawienie :) I rzeczywiście trochę zagalopowałem się z tym nietłumaczeniem nazw własnych… Nie jest to żadną regułą, ale zawsze kiedy gdzieś o tym dyskutuję to podchodzę do tego tematu bardzo osobiście, bo przypomina mi się emitowana w telewizji wersja filmu X-Men, gdzie tłumaczone było wszystko “jak leci” i mieliśmy np. takiego Rosomaka zamiast Wolverine’a i ten świetny kwiatek – https://www.youtube.com/watch?v=aEOJNtH7848

          • Wersja (wersje, bo mam nagrane dwie – z tym samym tekstem, tylko pierwotnie pod tytułem “Pokolenie mutantów” :P) z Polsatu, gdzie Logana nazywano “Wilkiem” i trzymano się tego konsekwentnie we wszystkich filmach (chociaż DOFP w ich wersji nie oglądałem). Z drugiej strony w dubbingowanej wersji poszli w drugą stronę aż do przesady i mamy takie ksywki jak “Beast” i “Storm” zamiast niezbyt odbiegających Bestii i Sztorm ;)

    • Pamiętam, że oglądałem kiedyś jakiś z Kavinem Spacey z napisami i Kevin powiedział, że jedzie do Kentucky Fried Chicken. W napisach padło “Jadę do Kentucky po pieczonego kurczaka” :)

  5. Ostatnio, podczas oglądania jednego z pierwszych odcinków Friends włączyłem sobie z ciekawości polskie napisy. Scena, która w oryginale mnie dość mocno śmieszyła, w wersji z polskimi napisami była kompletnie bez sensu i niezabawna. Kto tłumaczy “being omnipotent” na “bycie omnipotentnym”?

    • Tłumacz, którzy pragnie zachować oryginalny żart wynikający z zbieżności angielskiego słowa “Omnipotent” ze zwrotem “I’m impotent”.
      Konstrukcja “bycie omnipotentnym” prowadzi do żartu o “byciu impotentnym”. “Wszechmocny” nie ma tego samego wydźwięku.

  6. Te “dzieciaki” znają japoński i są w stanie wyłapać błędy w angielskich napisach tworząc lepsze tłumaczenie od oficjalnego. Skoro się odnosisz w artykule do społeczności to wypadałoby ją poznać, a nie pisać głupoty.

  7. Jako osoba niesłysząca stwierdzam, że napisy angielskie w serialu Daredevila są na wyższym poziomie niż polskie napisy, gdyż w angielskich napisach jest dużo objaśnień typu słychać puls, głęboki oddech, słychać kroki itd. tego nie ma w Polskich napisach, a potrzebuję tego bardziej :/

    • Angielskie napisy w angielskojęzycznych produkcjach są przede wszystkim kierowane do osób niesłyszących lub niedosłyszących. Stąd opisy dźwięków. Czasem zdarzają się dwie wersje, z i bez opisu dźwięków otoczenia. Jeśli chodzi o polskie, to skupiają się głównie na przetłumaczeniu w domyśle niezrozumiałego języka, na język, którym posługuje się widz. Niestety w tym przypadku o ludziach z problemami ze słuchem kompletnie się zapomina.

  8. A wiesz mój drogi z czego to wynika? Masz znajomych, którzy tłumaczą? Czy piszesz, żeby pisać, a nie masz pojęcia o czym. Otóż sam sobie odpowiedziałeś. “Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że usługa działa jak masówka i ktoś tam tłumaczy 20 odcinków dziennie.” Brawo! O to chodzi.

    Właśnie dlatego te napisy są tak słabe. Bo żeby tłumacz miał co włożyć do gara musi przetłumaczyć masę odcinków. Stawki na rynku są śmiesznie niskie. Do tego wymaga się, żeby robiono napisy szybko. Jeśli tłumacz ma do wyboru, zrobić research, zastanowić się i w takim tempie zrobić porządne napisy do jednego sezonu w miesiąc, ale przy tym nie zarobić, lub zrobić cztery, miernej jakości tłumaczenia w miesiącu i zarobić cztery razy więcej, to co wybierze?

    “Z całym szacunkiem, ale nawet piraci z instytucji takich jak Grupa Hatak i pokrewne robią to lepiej, choć bywa i tak, że roi się od błędów ortograficznych.”

    Nawet pseudoblogerzy z Onetu piszą lepsze teksty niż na PajonkWebie…

    • Na studiach dorabiałem sobie tłumacząc gry, brałem udział w tłumaczeniu kilkudziesięciu gier mobilnych Gameloftu, ale i m.in. Galactic Civilizations 2 czy Prince of Persia (tego z Zakościelnym).

      Swoją drogą moim zdaniem tamte stawki były bardzo dobre, nie tylko wtedy, ale i dziś.

      No i wreszcie mylisz skutek z przyczyną. Mnie nie interesuje czy tłumacz klepie biedę. Ja chcę mieć przynajmniej niezłe napisy do filmów. Jeśli nie teksty na opiniotwórczym PajonkWebie czy podobnych stronach mają zmienić ten stan rzeczy, to nie wiem co.

        • To niech zmieni pracę, skoro sobie nie radzi w obecnej.
          Ja nie zatrudniam tłumacza, tylko Netflix, nie interesuje mnie jak oni załatwiają te relacje między sobą.

          Netflix może nawet zatrudniać tłumaczy z Ukrainy i płacić im 500 hrywien rocznie, mnie to nadal nie interesuje, ale owszem – będę wtedy pisał, że napisy są kiepskie i po ukraińsku.

          • “To niech zmieni pracę,”
            A może raczej niech Netflix zaproponuje stawki, które zainteresują prawdziwych tłumaczy? Obawiam się, że wymusić mogą to jedynie klienci głosując nogami. Tylko czy odsetek tych, którym kaszana w napisach przeszkadza, jest wystarczający?

          • Pełna zgoda. Dlatego właśnie ten artykuł pomaga tłumaczom, a nie im szkodzi.

            Natomiast nie mogę się zgodzić z komentarzami “tłumacze zarabiają mało, więc się nie czepiaj”. W ten sam sposób można też wytłumaczyć dziurawe drogi, ale chyba nie o to chodzi…

          • Temat musiałby podjąć inne media dla dobrej zmiany, a użytkowników VOD oświecić, że płacą za bylejakość i przekonać ich by anulowali subskrypcje do czasu powstania dobrych napisów, ale to nie możliwe. Choćby dla tego, że w sieci społecznościowej liczy się bycie na bieżąco nie tylko względem całej polski, ale i świata. Toteż ludzie chcą oglądać odcinek który wyciekł w jakości 240p… Jak ich przekonać by kwestie jakości brali pod uwagę? A skoro większość jest zadowolona, to co Netfix ma niepotrzebnie pieniądze tracić?

          • Zwracasz uwagę na istotny problem, bo kiepskie napisy nim są dla płaconych, aczkolwiek w Polsce panuje ciche zezwolenie na bylejakość i nie przyjazne podejście do klienta, a pozwać mało kto się zdecyduje. Podobnie ma się niesławny dubbing. W Polsce aktor głosowy jest uważany za gorszy sort względem tego zwykłego. Dlatego jest miernej jakości, i aktorzy co graja w filmach i serialach nie potrafią pokładać głosu. Ale znowuż u nas nic nie można wymagać. W każdym razie szkoda, że Twój artykuł przechodzi bez echa. A jak następnym razem będziesz chciał pisać o jakieś internetowej społeczności jak tej fansuberskiej to dobrze je poznaj.

          • Ale to nie jest kwestia poznawania tej społeczności lub nie. Hatak działa na granicy prawa i robi to nieodpłatnie. Napisanie, że piracki Hatak, robi lepsze napisy do filmów od Netflix, nie było zarzutem pod adresem Hataka, tylko Netfliksa.

          • Mi chodzi o te słowa: “I ponownie z całym szacunkiem, ale dzieciaki robiące napisy do japońskich animacji, które przy okazji nie znają japońskiego i wpisują, co tylko im się wydaje, również robią to lepiej.”

            Otóż nie. Znają japoński, znają angielski, znają polski, ba poprawiają “profesjonalne” angielskie tłumaczenie dla VOD w stylu kiepskiego netfixa uzyskując poziom, że można takie napisy śmiało użyć w oficjalnym wydaniu płytowym, gdyż amatorami są tylko z nazwy. I w większości są pełnoletni, a niektórzy starci od autora tegoż artykułu. Zupełne przeciwieństwo tego pomyśli osoba, która tych napisów nie zna, a po przeczytaniu artykułu będzie miała błędne postrzeganie fanowskiego tłumaczenia.

          • To nie był atak na to środowisko, raczej taka anegdotka “już nawet dzieci robią to lepiej” na bazie jakiejś tam przygody sprzed lat, gdy oglądałem naprawdę koszmarne tłumaczenie amatorów do filmu kinowego Dragon Ball ;). Ale ok, rozumiem, że to mogło być tak odebrane.

          • I tutaj ma mała gwiazdka – w audiobukach (lub audiobookach – już nie wiem co poprawniejsze) gra aktorów głosowych potrafi być fenomenalna i w tym miejscu widać kunszt i warsztat. Ale najwięcej jest tych czytanych przez lektora – gdzie patrząc na nazwisko już widzę czy będzie czytane czy niemal odtworzone. Polecam Krzysztofa Gosztyłę.
            Ale to tak poza tematem filmowym ;)

  9. To nie tylko Netflix. Oglądam sobie Top Gear w ShowMaksie( pierwsza wyprawa do stanów, ta gdzie rednecki chciały ich pozabijać) i Hammondowi napisali na aucie “Man love rules”, co tłumacz przetłumaczył na… “Facet kocha zasady”. No po prostu facelamp :D

  10. Friendsy tylko po angielsku z polskimi pirackimi napisami, żaden polski lektor. Wiele żartów zrozumie się tylko po angielsku, nawet na podstawowym poziomie, poza tym lektor często nie zdąża wszystkiego dokładnie powiedzieć, bo szybko mówią.

  11. Akurat jak chodzi o “Polaco” którego wspomniałeś, to w angielskich napisach również był przetłumaczony jako “Pole”, więc autor angielskich napisów też sobie nie poradził :D

  12. Autor ma coś chyba z głową . Koszmarny to jest jedno tekst a nie napisy na Netflix. Nazywanie chłopaków z Hatak piratami? Człowieku gdzie ty się urodziłeś i kiedy?

  13. Powiem Wam szczerze , że jestem zdziwiony kilkoma rzeczami. Przede wszystkim strasznie trudno zostać tłumaczem w Netflixie, ponieważ do ich “egzaminu” możesz podejść tylko raz. Więc sądzę, że albo wygrywają Ci najlepsi albo Ci, którzy mają szczęście. 2. Nie oczekujcie idealnego przetłumaczenia żartu np. w “Przyjaciołach” w momencie kiedy musisz streścić 100-słowny żart Chendlera w 38-40 znakach! Inaczej program widzi to jako błąd i nie puszcza go dalej. 3. Grupa Hatak i inni “amatorzy” nie mają takich ograniczeń i mogą pisać i 6 linijek tekstu i 300 znaków nikt im nie broni – stąd te różnice moi drodzy. Lektor tez może więcej sobie pogadać bo nie musi gadać tylko 40 znaków. Zdaję sobie sprawę, że są błędy i pojaiwają się błędy merytoryczne, i to jest w dużej mierze niewybaczalne, ALE są ogromne ograniczenia techniczne i trzeba sięnaprawde nagimnastyokowac, żeby w kilku znakach przekazać zawiłe żarty itp. Więc drogi autorze pomiarkuj.

    • Polecam się przyjrzeć napisom od ‘piratów’. Linijka nie może mieć więcej niż 44 znaki, no i dwie linijki tekstu. Ciekawa jestem, gdzie masz 6 linijek? Program do robienia napisów pokazuje ci, że masz za dużo znaków na sekundę :) Pozdrawiam.

  14. Problemem oczywiście jest sam Netflix, który traktuje tłumaczy jak maszynki do wypluwania napisów. Dlatego lepsze zawsze będą tłumaczenia nieoficjalne, bo kris faktycznie wkłada w nie swoje serce.

  15. Realia są jakie są.
    1. Netflix narzucił polskim studiom absurdalne normy napisowe. De facto postawił na głowie wszystko, co obowiązuje do dziś np. w kinach. Efekt końcowy, nawet jeśli dobrze przetłumaczony, jest nieczytelny.
    2. Netflix w ramach cięcia kosztów i wygody przekierowuje robotę za granicę, do firm, które działają jako sweatshop za marne stawki. W owych studiach w 90% NIE PRACUJĄ dobrzy tłumacze, a już na pewno nie doświadczeni. Ciekawe czemu.
    3. Netflix wrzuca studiom zlecenia w stylu: chcemy 300 odcinków za 2 miesiące. Co oznacza, że nad serialem siedzi zagon tłumaczy, efekt końcowy nie jest spójny i nawet korzystanie z glosariusza nic nie zmienia, bo w takim rygorze czasowym nikt nie ma czasu go studiować.
    4. Co równie ważne, jeśli nie najważniejsze, cykl produkcyjny Netflixa jest totalnie odczłowieczony. Korespondencja idzie często w formie No-reply. Gdy pojawia się problem, to nie ma z kim porozmawiać ASAP. Tam mało kto ogarnia temat. Brałem udział w różnych szkoleniach Netflixa i najczęściej na moje pytania odpowiadają ‘nie wiem’ (a nie są to pytania wydumane). Ewidentnie wychodzi na to, że jest to typowa korporacja. Ustalili procedury (absolutnie niewystarczające, mówię to ze 100-procentową pewnością) i egzekwują je ludźmi o bardzo wąskiej specjalizacji. Którzy mają zerową/nikłą praktykę w tłumaczeniach AV. Im chodzi tylko o liczby i wygodę. Zleceń nie dostają najlepsi, tylko najlepsi z najszybszych i najtańszych.
    5. Sprawdzacze jakości Netflixa to najczęściej ludzie z kręgów akademickich – świetny angielski i polski, ale mało doświadczenia w robieniu filmów. A to zdecydowanie nie to samo, co tłumaczenie ksiażek. Co sami przyznają, gdy porobią w branży przez dekadę.

    Podsumuję: Netflix zabrał się za to wszystko od doopy strony. Zamiast zaprosić w danym kraju weteranów od lektorek i napisów, zrobić wspólną burzę mózgów i dopiero wtedy ustawić specyfikację i cykl produkcyjny, oni zrobili po swojemu. I jest jak jest. Popełnili grzech pychy, acz kto zabroni bogatemu się bawić? Nawet jeśli po czyichś interwencjach odstrzelą tłumacza/QC-era/studio, nic to nie zmieni w obrazie całości. Bo system jest wadliwy u podstaw.

    Na koniec uwaga: Każdemu wydaje się, że byłby super tłumaczem, a w TV to sami kretyni pracują. Zamiast zadawać sobie pytanie: “Czy potrafiłbym przetłumaczyć lepiej film X?”, należy zapytać: “Czy potrafiłbym tłumaczyć lepiej jeden film dziennie, i tak przez dwa miesiące?”. Odpowiem z góry, że to niewykonalne z punktu widzenia jakości. Od takiego tempa pracy pęka mózg. A właśnie takie tempo pracy jest nieuniknione, jeśli chcemy utrzymać siebie i rodzinę. I nie wciskajcie gadek o etosie pracy – na plantacji bawełny on nie istnieje. Jest tylko surwiwal.

    • PS. Twierdzenie, że piraci są świetni, jest tendencyjne. Widziałem wiele ich filmów i rzadko kiedy nie było wesoło. Albo nie dało się czytać, bo nie znali zasad pisowni i rozstawiania. Acz przyznaję, jakość idzie w górę z roku na rok. A autor zbyt szybko feruje wyroki zamiast szukać odpowiedzi. Bo widać, że ich nie zna.

      • To nie znaczy, że można popadać z jednej skrajności ku najlepszym napisom do drugiej ku nagoszyjnym. Najlepsze fanowskie napisy powstają do japońskich animacji, choć nie wszystkie grupy celują w jakość, ale tym którym zależy, to tworzą napisy znacznie lepsze niż oficjalne, co jest zadziwiające dla osób krótszy pierwszy raz mają z nimi styczność. Także nawet gdyby Netfix oferował odpowiednie stawki oraz czas to i tak można założyć, iż te napisy byłby gorszę od fanowskich.

        • Na pewno zdarzają się talenty-samorodki, ale ich wpływ na poziom piractwa jest taki, jak wybitnych matematyków na poziom liceów. Acz warto wiedzieć. Niech im się wiedzie jak najlepiej. A tak na marginesie, ciekawe jak z językiem polskim w owych napisach? Bo z doświadczenia wiem, że kwiczy ci on cienko w narodzie. Ludzie nie wiedzą, że nie wiedzą.

          • Najlepsi tłumacze znają język angielski, japoński i polski na bardzo dobrym poziomie, a do pomocy mają osobę odpowiedzialną za korektę. Zrobiony jest typesetting, karaoke i efekty które nawet nie śniły się oficjalnym wydawcą, a na koniec jeszcze sprawdzi osoba od QC. Tłumacz zna także uniwersum, pomaga sobie często pierwowzorem np. mangą. O jakości napisów świadczą przypadki wykorzystania ich w oficjalnym wydaniu.

  16. To prawda. Ja znam angielski i nie korzystam ani z napisów, ani z lektora, ale czasem zdarza się że oglądam z rodziną bądź przyjaciolmi ktorzy angielskiego nie znaja. Strasznie się irytuję bo czasem oni po prostu obcinają pół dialogu.

    • To się nie irytuj, bo tak być musi. Język polski nie jest tak szybkim językiem jak angielski, skracanie jest nieuniknione. Tyle że ci najlepsi tłumacze AV nie skracają, a kompilują. A lenie i leszcze na dzień dobry tną brzytwą na pół. Równie dobrze mógłbyś się irytować, że gotując wodę na gazie, marnujesz mnóstwo energii, która idzie w powietrze, zamiast w gwizdek. Na tym polega gotowanie na gazie, sorry! :)

  17. Dokładnie masówka ( dostają 13 odcinków i maja tydzień na zrobienie listy dialogowej , bez mozliwosci podghlądu na odcinek ) Niestety , siłą rzeczy … jest jak jest . Ale to nie tylko polski problem ogólnie Netflix powinien dawać cała listę dialogowa minimum miesiąc przed emisją zeby tłumacze mogli dopracowac napisy

  18. Kiedy czytam kolejne wypociny osób, które kompletnie nie znają się na sztuce tłumaczenia napisów, nie wspominając już o wersjach lektorskich, mam gęsią skórkę. A kiedy jeszcze, tak jak autor tego artykułu, ktoś zaczyna deklamować peany na temat grup pokroju Hatak, jacy tam niby mistrzowie siedzą, to zaczynam się w duchu śmiać. Tak to jest, panie dzieju, kiedy laik, najwidoczniej nigdy nie mający do czynienia z profesjonalnym tłumaczeniem filmów, zaczyna swoją jazdę po zawodowcach, bo “panie Hataki, a nawet małe dzieciaki tłumaczą lepiej”.

    Otóż zadałem sobie trud i poszukałem na stronie grupy Hatak tłumaczenia odcinka serialu Homeland, który ostatnio miałem na warsztacie. Tak, zajmuję się przekładem filmów zawodowo.

    I czegoż my tu nie mamy?
    Jeden z pierwszych napisów:
    – I need your team.
    – To do what? Repatriot him?
    HATAK:
    – Twojego zespołu.|
    – Po co? By go repatriować? (Że co proszę? Może po prostu “żeby go stamtąd ściągnąć? / porwać?)

    I am the tip of the spear of one of the most insidious attacks ever perpetrated
    on the institution of American democracy.
    HATAK:
    Stałem się CZUBKIEM WŁÓCZNI w najbardziej podstępnym ataku
    na amerykańską demokrację. (A może po prostu “celem ataku”? Jaki widz czytający ten napis zrozumie o co chodzi?)

    You signed no document invoking the 25th Amendment?
    HATAK:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...