I am Heath Ledger to filmowy pomnik. A przydałoby się więcej życia w dokumencie o człowieku z pasją

Recenzje/Film 13.01.2018
Nasza ocena:
I am Heath Ledger to filmowy pomnik. A przydałoby się więcej życia w dokumencie o człowieku z pasją

I am Heath Ledger to filmowy pomnik. A przydałoby się więcej życia w dokumencie o człowieku z pasją

22 stycznia tego roku minie 10 lat od śmierci Heatha Ledgera, aktora, który zasłynął rolami Patricka w Zakochanej złośnicy, Ennisa Del Mara w Tajemnicy Brokeback Mountain czy Jokera w filmie Christophera Nolana. Dziś w Planete+ premierę ma dokument poświęcony Ledgerowi.

Uwielbiam dokumenty biograficzne. To one pozwalają poznać ludzi, których znamy z telewizji, kina, literatury, pierwszych stron gazet.

Od takiej produkcji oczekuję właściwie tylko jednej rzeczy – przedstawienia cieni i blasków życia.

Bo żaden człowiek nie jest idealny, a u postaci znanych rzeczone cienie i blaski jeszcze mocniej potrafią wybrzmiewać. Ich rzeczywistość jest zwykle bardziej intensywna niż reszty ludzi na tej planecie ze względu choćby na wybrane profesje, towarzystwo, możliwości w różnych aspektach życia. To oni ocierają się o inne sławy, biorą udział w spektakularnych projektach i często dużo podróżują po świecie. Zaglądają do miejsc, które zwykli śmiertelnicy oglądają tylko przez szybkę.

Niestety, już ta pierwsza poprzeczka filmowi I am Heath Ledger sprawia trudność. I to powoduje, że nie sposób być usatysfakcjonowanym w trakcie i po seansie.

I am Heath Ledger to laurka, filmowy pomnik. Dokument nie jest wyważony, skupia się właściwie tylko na pozytywach życia aktora. O cieniach zaproszeni do projektu rozmówcy mówią wcale albo mało i to też nie wprost, jak gdyby poruszali temat tabu. Rozumiem pobudki, dla których ten film powstał – chęć upamiętnienia młodego człowieka pełnego pasji, który odszedł zbyt szybko, bo w wieku 28 lat.

I am Heath Ledger trailer

Nie podoba mi się jednak zamiatanie niektórych wątków pod dywan. A jednak można zrobić kapitalny film dokumentalny, mówiąc bezpośrednio o trudnych sprawach. Przykładem jest choćby Amy, dzieło Asifa Kapadii, opowiadające o przedwcześnie zmarłej artystce Amy Winehouse.

W Heath Ledger – to ja tego zabrakło.

A przecież trudno nie odnieść wrażenia, że borykał się z tym samym problemem co Jim Morrison, którego w pewnym sensie przeraziła i przygniotła sława. Sama jego śmierć również owiana jest tajemnicą – aktor zmarł na skutek  stopniowego gromadzenia się w jego organizmie mieszanki sześciu leków, które regularnie zażywał. Przy jego ciele znaleziono opakowanie tabletek nasennych. Ponoć nie było to świadome przedawkowanie, a nieszczęśliwy wypadek, który w efekcie doprowadził do zatrucia organizmu, zapaści i śmierci.

i am heath ledger

Problem uzależnienia od medykamentów jest właściwie zaledwie liźnięty i słowo liźnięty już może być uznane za przesadę. Temat związku Ledgera z Michelle Williams, z którą miał dziecko, również jest potraktowany po macoszemu. Tak jak i ich rozstanie. A i ono zostawiło rysy na kryształowym wizerunku aktora. Nie przekonuje mnie dobór rozmówców, a właściwie brak paru nazwisk. W dokumencie nie pojawiają się: Michelle Williams, Jake Gyllenhaal, Christopher Nolan i kilku innych aktorów, twórców, z którymi współpracował Ledger.

Pojawia się pytanie, czy to niedopatrzenie, czy świadomy (i tendencyjny) wybór? Trudno mi trochę uwierzyć w to pierwsze.

Obejrzałam półtoragodzinny materiał o aktorze i przyznam, że niewiele się o tej postaci dowiedziałam poza tym, że miała pasję i miała w sobie wiele życia. Jedynym wątkiem, który widocznie umknął mi w jego karierze i który jednocześnie zaciekawił mnie podczas filmu, było zaangażowanie Ledgera w muzykę. Ale to trochę mało, by uznać ten dokument za coś ciekawego i wartego uwagi. Niestety.

Film Heath Ledger – to ja obejrzycie w Planete+ już dziś, 13 stycznia, o 22:00.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (4)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...