Jack Black gra polskiego emigranta i realizuje amerykański sen. Król polki – recenzja

Recenzje/Film 12.01.2018
Nasza ocena:
Jack Black gra polskiego emigranta i realizuje amerykański sen. Król polki – recenzja

Miał być lekki film na weekend i słowa dotrzymano. Jack Black, niczym tytułowy król, dba o rozrywkę widzów. Ale ta, pomimo jego starań, nie utrzymuje się na przesadnie wysokim poziomie.

Black wciela się w Jana Lewana, emigranta z Polski, który pragnie zbić majątek w Stanach Zjednoczonych. By spełnić swój amerykański sen, chwyta się najbardziej niewdzięcznych prac. Z czasem jest w stanie otworzyć własny sklep z bibelotami, a w wolnym czasie gra ze swoim zespołem polkę. Muzyka nie przynosi jednak takich zysków, o jakich marzy grupa, więc kilku członków decyduje się na odejście.

Lewan im na to nie pozwala i obiecuje, że będzie regularnie wypłacał im sowitą pensję.

Wie jednak, że nie ma skąd wziąć pieniędzy. Nakłania więc starszych obywateli do inwestowania w swoją działalność, którą wkrótce poszerza o kolejne gałęzie. Staruszkowie wypisują mu czeki, licząc na wysokie odsetki, a ich prośby o wypłaty zbywa obietnicami jeszcze większych profitów. Nie tylko udaje mu się wybrnąć z kłopotów z fiskusem, ale coraz lepiej radzi sobie w branży muzycznej. Jego płyta zyskuje nawet nominację do nagrody Grammy. Niestety, kradzione szczęście nie trwa wiecznie.

Król polki - recenzja Jack Black

Król polki nie jest komedią, na której pękamy ze śmiechu. Nie ma tu absurdalnych gagów, z których słynie Jack Black, szalonych wygłupów ani przerysowanych, nieprawdopodobnych sekwencji. Film skupia się przede wszystkim na przedstawieniu zaskakująco ciekawej historii; ukazanie jej w zabawny sposób schodzi na nieco dalszy plan. Owszem, jest kilka scen, gdzie można się pośmiać, ale nie brakuje także fragmentów typowych dla dramatów. Nie zapominajmy, że bohater robił wszystko dla swojej rodziny, a oszukiwanie emerytów nie dawało mu satysfakcji.

Jak na dumnego emigranta przystało, Jan często przypomina o swoich korzeniach. Kilkukrotnie wspomina kraj, eksponuje flagę i godło, a nawet używa najprostszych polskich słów. Dodatkowym rodzimym smaczkiem może być odtworzone w jednym fragmencie filmu Czerwone jabłuszko. Niestety, Blackowi nie do końca udało się oddać polonijną wymowę. Choć wspaniale kaleczy angielską gramatykę, to akcent bardziej kojarzył mi się z przybyszem z krajów położonych na północny wschód od Polski.

Kreacje aktorskie wypadły całkiem nieźle.

Jack sprawdza się zarówno w estradowych wyczynach, podczas dialogów z członkami zespołu czy klientami, jak również w całkowicie solowych ujęciach. Po scenie z napisów końcowych mogę nawet stwierdzić, że Black śpiewa dużo lepiej od pierwowzoru swojej postaci. Na uwagę zasługuje także Jacki Weaver w roli Barb, teściowej Lewana, niechętnie nastawionej do interesów zięcia. Aktorka dominuje w scenach z udziałem córki (Jenny Slate) czy Mickeya (Jason Schwartzmann) i można żałować, że nie pojawia się częściej.

Król polk - recenzja

Same dialogi nie powalają jednak oryginalnością. Część kwestii brzmi jak robocze wersje, zamieszczone w danym fragmencie scenariusza i przez niedopatrzenie pozostawione w końcowym skrypcie. W niektórych scenach część widzów będzie w stanie odgadnąć kolejne kwestie. I wcale nie poczuje się mile połechtana swoją domyślnością.

Król polki będzie gratką dla wielbicieli Jacka Blacka.

Zaspokojeni zostaną także fani ukazywania polskich emigrantów w krzywym zwierciadle. Dla całej reszty jest to niezły wybór na weekendowe odprężenie. Nie jest to jednak produkcja, do której będziemy wracać.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (5)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...