Oto kubańska księżniczka popu. Camila Cabello „Camila” – recenzja

Recenzje/Muzyka 12.01.2018
Nasza ocena:
Oto kubańska księżniczka popu. Camila Cabello „Camila” – recenzja

Oto kubańska księżniczka popu. Camila Cabello „Camila” – recenzja

Podchodziłem do tej płyty bez większego zainteresowania, a tu okazało się, że Camila Cabello dość szybko wyrasta na nową supergwiazdę muzyki pop. Gwiazdę prostą, ale jednocześnie daleką od banałów.

Pomimo tego, że Camila Cabello ma dopiero 20 lat, jej kariera muzyczna trwa już od ponad 5. Zaczynała od występów w amerykańskiej wersji programu X Factor, a następnie stała się częścią popularnej popowej grupy żeńskiej Fifth Harmony. W grudniu 2016 Cabello odeszła z zespołu, ponoć w niezbyt przyjaznej atmosferze, i zaczęła powoli nagrywać swój solowy debiut. I przyszedł styczeń 2018, kiedy to świat w końcu ujrzał jej solowe dokonanie.

Album “Camila” to zaskakująco udany pop z wyraźnie słyszalnymi wpływami latynoskimi.

Ale myli się ten, kto uznałby, że Camila Cabello to mikstura Ariany Grande z Jennifer Lopez (biję się w pierś, sam tak z początku myślałem). Tym, co jako pierwsze rzuca się w uszy, jest fakt, że “Camila” to płyta niespodziewanie spokojna, lekka, zwiewna, relaksująca, a wręcz kojąca.

Już w drugim utworze na płycie, All These Years, Cabello daje słuchaczowi pierwszą zapowiedź atmosfery jaką charakteryzuje się jej debiut. Młoda wokalistka śpiewa o przyjaźni i miłości, zarówno w ich pozytywnych i pięknych aspektach jak i tych bardziej smutnych i rozczarowujących. Chwilami jest sentymentalna, ale nie płaczliwa, działa na emocje, ale odznacza się dojrzałością, wybiegającą daleko poza jej wiek.

Skromne aranżacje pokazują, że Cabello dobrze wie, że najlepszy efekt na słuchaczu można wywołać głosem, emocjami oraz szczerością.

Nie trzeba atakować ludzi burzą instrumentów, syntezatorów i tym podobnymi produkcyjnymi aranżacyjnymi fajerwerkami. “Camila” jeszcze przed premierą doczekała się ogromnego przeboju, który jest tego najlepszym dowodem. Uwtór “Havana” oparty jest na prostych rytmach. W tle słyszymy powolny beat i kubańskie pianino, co jakiś czas pojawiają się trąbki, a reszta to już sam wokal Cabello. Refren, również oparty o proste motywy, utrzymany w średnim i hipnotyzującym tempie, umiejętnie łączy pop z rytmami latynoskimi. I po ledwie kilku miesiącach “Havana” ma już ponad pół miliarda wyświetleń na YouTube’ie. Tak, to naprawdę działa.

Camila nie musi się popisywać wokalnie i chwalić swoją skalą.

Oprócz tego udowadnia, że ma też talent kompozytorski, słyszalny w dwóch pięknych, kameralnych balladach. “Consequences” myślę, że Billy Joel nie pogardziłby tym kawałkiem – i “Real Friends”. Ten drugi najprawdopodobniej dedykowany jest burzliwemu rozstaniu z koleżankami z Fifth Harmony.

Jej świadomość siebie, swoich umiejętności i umiejętność budowania nastroju prostymi, acz niebanalnymi piosenkami sprawiają, że album “Camila” gwarantuje nam pełen uroku i przyjemnych chwil odsłuch, w sam raz na chwile ukojenia po napiętym dniu, bądź w oczekiwaniu na piękną pogodę, wiosnę i relaks. To krótka płyta – trwa trochę ponad 30 minut – nadaje się więc w sam raz na spokojne wieczory i do słuchania w tle. W swojej kategorii jest to naprawdę świetna robota.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...