Nareszcie dobry komiks z Gwiezdnych wojen. Star Wars – The Last Jedi – The Storms of Crait świetnie łączy trylogie

Recenzja/Komiksy 05.01.2018
Nasza ocena:
Nareszcie dobry komiks z Gwiezdnych wojen. Star Wars – The Last Jedi – The Storms of Crait świetnie łączy trylogie

Nareszcie dobry komiks z Gwiezdnych wojen. Star Wars – The Last Jedi – The Storms of Crait świetnie łączy trylogie

Skąd generał Leia Organa wiedziała, że na wysoko zmineralizowanej planecie Crait znajduje się opuszczona placówka Rebeliantów? Opowiada o tym komiks Star Wars – The Last Jedi – The Storms of Crait, który został zrealizowany na zaskakująco wysokim poziomie.

Crait. Mała planeta pełna minerałów, zlokalizowana na Zewnętrznych Rubieżach. To właśnie tutaj uciekają Rebelianci po tym, jak niszczą pierwszą Gwiazdę Śmierci. Wrogowie Imperium chcą znaleźć miejsce, w którym będą niewidoczni dla wielkiej armii przeciwnika. Wybór pada właśnie na Crait, które wydaje się martwe, opuszczone i niegościnne. Luke Skywaler oraz Leia Organa lądują na planecie, po której przyjdzie im ponownie stąpać dopiero 30 lat później.

Dzięki komiksowi Star Wars – The Last Jedi – The Storms of Crait solna planeta urasta do jednego z najważniejszych miejsc sagi.

To właśnie w tym miejscu dochodzi do starcia, w którym Luke Skywalker mierzy się z tajemniczym szturmowcem dzierżącym miecz świetlny. Wedge Antilles wypowiada tutaj prorocze słowa o gwiezdnym niszczycielu, z kolei Leia Organa po raz kolejny udowadnia, że zasługuje na miano liderki Rebeliantów. Dialogi są utrzymane na wysokim poziomie, a kadry świetnie rozłożone. Wszystko to w przepięknej otoczce, powstałej w bardzo ciekawy sposób.

Postaci z komiksu Star Wars – The Last Jedi – The Storms of Crait zdają się być przerysowywane bezpośrednio z kadrów filmu. Tworzy to pewien efekt sztuczności, ale w zamian oferuje niezwykle spójną wizualnie historię. Taką, w której bohaterowie Gwiezdnych wojen faktycznie wyglądają jak swoi odpowiednicy grani przez prawdziwych aktorów. Rysownicy Marvela mają spory problem, aby dobrze odwzorować twarze kluczowych bohaterów Rebelii. Być może właśnie to jest klucz do lepszych doznań artystycznych.

Walorem komiksu jest również to, że Star Wars – The Last Jedi – The Storms of Crait to historia kompletna. Od A do Z. Wszystko zostało zawarte w jednym zeszycie. Nie trzeba znać poprzednich komiksów na licencji Gwiezdnych wojen, aby rozpocząć czytanie tej przygody. Traci się co prawda kilka smaczków (wcześniej wspomniany szturmowiec z mieczem świetlnym), ale narracja jest na tyle spójna i ciekawa, że nawet nie odczujecie poważnych braków.

Ode mnie siedem kilo soli na dziesięć

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (1)

4 odpowiedzi na “Nareszcie dobry komiks z Gwiezdnych wojen. Star Wars – The Last Jedi – The Storms of Crait świetnie łączy trylogie”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...