Czarne lustro uśmiecha się do fanów w swoim Czarnym muzeum – recenzja

Recenzja/Seriale 29.12.2017
Nasza ocena:
Czarne lustro uśmiecha się do fanów w swoim Czarnym muzeum – recenzja

Czarne lustro uśmiecha się do fanów w swoim Czarnym muzeum – recenzja

Finałowy odcinek Czarnego lustra to przede wszystkim wiele ukłonów w kierunku fanów serialu. Dostrzeżecie w nim mnóstwo nawiązań do kultowych odcinków. Ale nawet i bez tego ogląda się go znakomicie.

To nie jest miejsce dla tchórzy – informuje Rolo Haynes, nadzorca tytułowego Czarnego muzeum. – Dam radę – odpowiada Nish. I w zasadzie ten dialog doskonale streszcza historię całego odcinka. Nie rozumiecie? To bardzo dobrze, bo nie chcę wam zdradzać za wiele. Ostatni odcinek czwartego sezonu Czarnego lustra zaskoczy was jednak niejednym zwrotem akcji. Zwłaszcza, jeśli podczas seansu w głowie układaliście sobie pewne założenia względem postaci na ekranie.

Te postacie są jednym z największych atutów tego odcinka. Letitia Wright – którą niedługo zobaczymy też w Czarnej panterze – oraz Douglas Hodge doskonale poradzili sobie ze swoimi rolami. Ich występ ogląda się z dużą przyjemnością.

Czarne muzeum, czyli trzy odcinki Czarnego lustra w jednym.

Znajdujące się na odludziu Czarne muzeum to swoista galeria narzędzi zbrodni wykorzystanych przez przestępców. Wiele z tych narzędzi pochodzi ze starych odcinków serialu, i to nie tylko tych wyprodukowanych przez Netfliksa. Fani Czarnego lustra będą mieli dużo zabawy w znajdowaniu przeróżnych wymierzonych w ich kierunku mrugnięć okiem.

Nie jest to jednak odcinek lekki, mający dać nam odpocząć od mrocznego, przygnębiającego klimatu serialu. Bardzo trudno pisać o tej historii cokolwiek, bo już na samym początku jesteśmy zaskakiwani w fajny sposób scenariuszem. Zdradzę tylko, że samo zakończenie jest relatywnie przyjemne. Po drodze jednak poznamy historie okrucieństwa i sadyzmu.

Historie, nie historię. Odcinek ten składa się bowiem z trzech opowieści utrzymanych w różnych klimatach. Pierwsza – o sadystycznym doktorze Dawsonie – jest wręcz obrzydliwie brutalna. Druga pełna czarnego, absurdalnego humoru. A trzecia bardzo przygnębiająca i skłaniająca do refleksji nad potworami, które drzemią w każdym z nas.

Mądrość Czarnego lustra tkwi w jego cynizmie.

Zakończenie ostatniego odcinka – którego zdradzać oczywiście nie chcę – jest, jak na standardy Czarnego lustra, dość lekkie dla naszej psychiki. Nie zmienia to jednak faktu, że po drodze dowiadujemy się paskudnych rzeczy o nas samych i o człowieczeństwie jako takim. Co gorsza, z prawdą o nas i naszej cywilizacji trudno dyskutować.

Nie widziałem jeszcze wszystkich odcinków czwartego sezonu, ale zdążyłem się zorientować, że każdy z nich realizowany jest w innym stylu, jeśli chodzi o warstwę wizualną. Nie inaczej jest z Czarnym muzeum. Odcinek ten wygląda doskonale, zastosowane kadry i kolorystyka nadają ton całej atmosferze. Podobnie zresztą jak warstwa muzyczna.

Mam nadzieję, że to będzie komercyjny hit. Czarne lustro na razie trzyma bardzo wysoki poziom.

Swoją ocenę jeszcze zweryfikuję po obejrzeniu wszystkich odcinków. Czarne muzeum bez wątpienia należy do tych znakomitych. Czy najlepszych z całego serialu, czy nawet bieżącego sezonu? Raczej nie. Jeżeli jednak ten należy do tej drugiej ligi, to pierwsza to najlepsza z możliwych.

Czarne lustro to inteligentny serial. Mroczny, niepokojący, ale też nie przeintelektualizowany. Obawiałem się, że po trzech sezonach wena twórców w końcu się wyczerpie, a formuła znudzi. Bardzo, bardzo lubię się tak mylić. A Czarne muzeum to wspaniałe zwieńczenie najnowszego sezonu świetnego serialu.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (2)

4 odpowiedzi na “Czarne lustro uśmiecha się do fanów w swoim Czarnym muzeum – recenzja”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...