Kosmiczny manewr rebeliantki z Ostatniego Jedi rujnuje spójność Gwiezdnych wojen

Artykuł/Film 15.12.2017
Kosmiczny manewr rebeliantki z Ostatniego Jedi rujnuje spójność Gwiezdnych wojen

Kosmiczny manewr rebeliantki z Ostatniego Jedi rujnuje spójność Gwiezdnych wojen

Niesamowita to sytuacja, w której najpiękniejsza scena całego Ostatniego Jedi jest jednocześnie tą, która rujnuje sensowność i zasadność wszystkich poprzednich epizodów Gwiezdnych wojen. To, na co producenci Star Wars: Episode VIII – The Last Jedi pozwolili reżyserowi jest nie do zaakceptowania.

To raczej oczywiste, że tekst zawiera spoilery z Ostatniego Jedi, ale ostrzegam dla zasady.

Wiceadmirał Amilyn Holdo to moim zdaniem najlepsza nowa postać, jaka została wprowadzona do kanonu Gwiezdnych wojen. Aktorka, którą możecie znać z oryginalnego Parku Jurajskiego oraz Twin Peaks, ma w sobie wielką siłę. Emanuje charyzmą, posiada fantastyczną kreację, a do tego gra niezwykle przekonująco. Wielka szkoda, że scenarzyści tak szybko się jej pozbywają, ale jeszcze bardziej szkoda, że reżyserowi odpowiedzialnemu za scenariusz pozwolono na kulminacyjną scenę z udziałem Amilyn Holdo.

Wiceadmirał Amilyn Holdo

Chodzi oczywiście o samobójczy atak przy użyciu hipernapędu, dzięki któremu krążownik Holdo wskakuje w nadświetlną.

To była piękna scena. Powalająca wizualnie. Pamiętam, że gdy błękitny rozbłysk przedzierał się przez pancerz niszczyciela Najwyższego Porządku, w kinie zapanowała kompletna cisza. Sekundę potem zewsząd dobiegły westchnienia zachwytu nad wizualnym dziełem malującym się na ekranie. Widzowie, ze mną włącznie, byli pod gigantycznym wrażeniem efektów specjalnych. Niezwykły moment. Niestety, zaraz potem włączył się mój umysł, bombardując wątpliwościami.

Zaraz, zaraz… skoro jeden krążownik jest w stanie zniszczyć, a przynajmniej unieruchomić lub unieszkodliwić całego niszczyciela, dlaczego nie robiono tego wcześniej? Dodam, że mówimy o największym niszczycielu, jaki kiedykolwiek pojawił się na wielkim ekranie. The Supermacy, bo tak nazywa się kosmiczny potwór będący jednocześnie ruchomą fortecą Najwyższego Wodza Snoke’a, to pierwszy statek klasy mega. Jest największy, najpotężniejszy, a do tego w dużym stopniu samowystarczalny. Superniszczyciel Vadera z Imperium Kontratakuje to przy nim zabawka.

Okazuje się jednak, że tak potężna jednostka może zostać powstrzymana przez samobójczy atak przy użyciu krążownika wyposażonego w hipernapęd. Wystarczy ustawić się w odpowiednik kierunku, wcisnąć przycisk i gotowe – kosztem własnego życia jesteśmy w stanie przebić się przez każdy pancerz i każdą osłonę. To takie proste. Skoro tak, dlaczego nikt wcześniej nie stosował podobnego manewru?

The Supremacy na tle innych niszczycieli

Bądźmy realistami. Czymże jest życie jednego członka Ruchu Oporu, nawet w randze wiceadmirała, kosztem unieszkodliwienia flagowej jednostki wroga? Takiej, na której znajduje się główny przywódca wrogiej frakcji z całą śmietanką głównodowodzących. Z punktu widzenia wojennej arytmetyki, koszt poświęcenia jest znikomy, kiedy spojrzy się na obrażenia zadane przeciwnikowi. Jedno życie, sto lub nawet tysiąc… żadna ofiara nie jest zbyt wielka, gdy mówimy o okazji na zniszczenie tak ważnej jednostki.

Przecież gdyby Rebelianci z oryginalnej trylogii wykonali podobny manewr, pozbyliby się Gwiazdy Śmierci raz dwa.

Wszakże Rebelia posiadała plany Gwiazdy Śmierci. Jej piloci doskonale wiedzieli, gdzie kosmiczna baza ma słaby punkt. Wystarczyło obrać odpowiednie pozycje, wymierzyć dzioby fregat, krążowników i myśliwców w kierunku reaktora, odpalić przycisk wejścia w nadświetlną i gotowe. Gwiazda Śmierci najpierw zostałaby przeszyta serią pięknych, błękitnych nici, a sekundę potem wybuchła od zniszczeń zadanych bezpośrednio generatorowi.

Stosując taktykę wiceadmirał Amilyn Holdo, można wygrać każdą kosmiczną bitwę. Każdą. Wystarczy obrać za samobójczy cel kapitański mostek, wykonać samobójczy skok i gotowe – admiralicja zabita, niszczyciel unieruchomiony, chaos w szeregach wroga. Wszystko to kosztem jednego, JEDNEGO pilota. Ba, z czasem nawet oni nie byliby potrzebni. Krążowniki kamizame mogłyby być sterowane na odległość, opierać się na sztucznej inteligencji lub kontroli przez dedykowane droidy. Nawet samobójca nie byłby potrzebny.

Pójdźmy jeszcze dalej – silniki wyposażone w hipernapęd można stosować jako torpedy. Wypuszczamy takich kilka w przestrzeń kosmiczną podczas bitwy, wskazujemy odpowiedni kurs, a te dokonują śmiercionośnych skoków, dziesiątkując najważniejsze i największe jednostki we flocie wroga. Prosto. Szybko. Przyjemnie. W dodatku bez żadnych strat w ludziach.

Z jakiegoś powodu dopiero bohaterka nowej trylogii Disneya wykonała ten śmiertelnie skuteczny atak.

Uwierzcie mi, wcale nie chodziło o to, że piloci starej Rebelii nie chcieli poświęcić swojego życia. Bohaterowie, którzy razem z Luke’em atakowali Gwiazdę Śmierci byli w stu procentach oddani swojej misji. Jestem przekonany, że gdyby ich śmierć dała chociaż cień szansy na powodzenie ryzykownego przedsięwzięcia, bez wątpliwości poświęciliby własne życie w imię wyższej sprawy. Podczas drugiej wojny światowej zostało odnotowanych mnóstwo ataków kamikaze. Kosmiczny konflikt nie byłby inny.

Prawda jest znacznie smutniejsza. Producenci filmu Gwiezdne wojny: Epizod VIII – Ostatni Jedi po prostu nie przemyśleli całej sprawy. Chcieli mieć piękną scenę i bohaterską śmierć. Więc przepchali ją kosztem jakiejkolwiek spójności z pozostałymi epizodami kosmicznej sagi. Twórcy The Last Jedi poszli na wielką łatwiznę, podążając za własną wizją, bez myślenia o jej konsekwencjach. Z punktu widzenia fana to bardzo, bardzo niedobry omen.

No dobrze, więc co naprawdę powinno wydarzyć się w Ostatnim Jedi?

Krążownik wiceadmirał Amilyn Holdo powinien rozbić się o osłony przepotężnego niszczyciela klasy mega, które przecież domyślnie są aktywne dla każdego kosmicznego statku o bojowym przeznaczeniu. The Supremacy od kilkunastu godzin znajdowało się w stanie bitwy, a personel niszczyciela był w pełnej gotowości. Nie chce mi się wierzyć, że flagowy okręt Najwyższego Porządku nie miał włączonych tarcz.

Krążownik Ruchu Oporu powinien roztrzaskać się o te osłony niczym mucha, która ląduje na kasku pędzącego motocyklisty. Stało się inaczej. Nie miałbym nic przeciwko, gdyby taki samobójczy manewr był powszechną taktyką w świecie Gwiezdnych wojen. Tak jednak nie jest. Filmy, komiksy, książki – nikt nigdy nie zastosował podobnego manewru. Nawet w sytuacjach największej porażki i rozpaczy. Dlaczego? Zapewne dlatego, że taki ruch od razu wydawał się doświadczonym pilotom pozbawiony sensu.

Manewr Amilyn Holdo podważa każdą, KAŻDĄ bitwę w historii Gwiezdnych wojen od czasu wynalezienia hipernapędu. No, ale w zamian dostaliśmy przepiękne fajerwerki.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (58)

73 odpowiedzi na “Kosmiczny manewr rebeliantki z Ostatniego Jedi rujnuje spójność Gwiezdnych wojen”

  1. Pan Szymon ma bardzo ograniczoną wiedzę na temat Gwiezdnych Wojen. Franczyza ta sama w sobie ma wiele nie do końca trzymających sie kupy historii, ale wynika to z błędu licencjobiorców rozwijających uniwersum, a także samego Lucasa.

    W skrócie: Za pomocą statku można zniszczyć nawet cała planetę(i znowu można dyskutować po co Gwiazdy Śmierci), ale można też zagwarantować planecie ochronę i przymusowe opuszczenie nadprzestrzeni.

    Na temat hipernapernapędów, nadprzestrzeni (jeżeli nie chcemy czytać książek i komiksów) można przeczytać dokładnie tu http://starwars.wikia.com/wiki/Main_Page

  2. IMHO to nie jest takie głupie. Krążownik Ruchu też był ogromny, nikt czegoś takiego by nie poświęcał dopóki działa a szanse powodzenia samobójczej akcji niepewne. To raz. Dwa – osłony mają swoją wytrzymałość w tym świecie i o ile mogły powstzymać każdy ostrzał (choc też zuzywało to energie) to powstryzmanie rozpedzajacego sie do nadswietlnej okrętu mogło być ponad ich siły.

    Czy numer zadziałałby przy Gwiezdzie Śmierci? Niekoniecznie, bo to nadal inna skala i mimo dużych zniszczeń mogłoby nie wsytarczyć na całosc a koszt takiej akcji byłby zbyt wielki.

    • Statek będący w nadprzestrzeni może zniszczyć cała planetę. Co ciekawe nawet statki, udajace sie w nadprzestrzeń mają włączoną ochrone przed kosmicznym pyłem, czarną materią i gwiezdnymi cząsteczkami atomu.. ponieważ zderzenie z najmniejszą cząsteczką rozerwałoby statek..

      • Nie zatrzymały Hana Solo w przebudzeniu mocy chociażby. Który w skrócie wytłumaczył ich sposób działania. Nie ważna jest moc tarcz bo ta wpływa na to ile wytrzyma “uderzeń” w przypadku obiektów przekraczających prędkość światła nie dochodzi do uderzenia tylko ja przenika.

      • Zasadniczo we flocie rozróżniamy dwa rodzaje tarcz: Deflektorowe: Nie przepuszczają tylko światła i cząsteczek energii (dobry przykład w mrocznym filmie na Naboo, gdy droidy przechodziły swobodnie), używany we wszystkich bojowych statkach(starfighterach, czyli wszystkie x-wingi itd) oraz Cząsteczkowe: Typowa “zbroja”. Co ciekawe w przypadku drugim gdy jakiś statek matka chciał wypuścić np :T-fightery, albo oddać własny strzał pociskiem, musiał najpierw ją wyłączyć. Każda tarcze da się zniszczyć, niektóre maja swoje słabe punkty i trzeba wiedzieć, gdzie uderzyć.

  3. Taki manewr przeprowadził Han Solo, tylko nie w akcie samobójczym ;) Boże widzisz a nie grzmisz jak trafiają się tacy “eksperci” od uniwersów :D

    • Przeprowadził, owszem. Ale ten jego manewr był równie bezsensowny. Dlaczego nikt nie wykorzystał go wcześniej do ominięcia takich osłon. Po co te całe podchody z kradzionym wahadłowcem w Powrocie Jedi czy wyłączaniem nadajnika w Łotrze 1?

      • Z prostej przyczyny. Co by im dało wysadzenie gwiazdy śmierci czy atakiem na baz stalkiller takim kosztem? Gwiazda zniknęła a imperium przetrwało i nie byłoby komu go dobić, bo to rebelianci rzucali wszystko co mieli a nie imperium. Baza starkiller, Hanowi się udało przeżyć i kto mógłby to powtórzyć Poe Dameron? I to samo zniszczenie bazy starkiller nie pokonało najwyższego porządku, a ruch oporu został sam, jeszcze mniejszy niż rebelia. W łotrze jeden to samo…

  4. O ile się nie mylę, podobną taktykę zastosowała Hera Syndulla w kreskówce Rebelianci. c:
    + słusznie zauważył jeden z kolegów… Han Solo również.

  5. Drogi autorze, a nie budzi Twoich wątpliwości swobodny stosunek do próżni czy grawitacji prezentowany w całej serii? Doszukiwanie się logiki w Gwiezdnych Wojnach to niepotrzebne plusie sobie zabawy.

  6. Gdyby się czytało czy oglądało inne uniwersa sci-fi traktujące troszkę poważniej zasady fizyki, to można się było domyśleć że obiekt rozpędzonych do takich niebotycznych predkosci zawiera absurdalnie wielką energię.
    O ile opiera się na zasadach napędu Alcubierra.
    Skutek uderzenia przy takiej prędkości w dowolny inny obiekt, sprawia że w pobliżu wyparowuje wszystko. A cały system zostaje wysterilizowany z życia wytworzonym promieniowaniem.

    To tak jak by podczas drugiej wojny światowej USA zrzuciło kilka bomb atomowych na Nazistowskie Niemcy. Niemcy by zginęły, jak i cała Europa.

    Z takiego powodu w Star Wars’ach mogli nigdy nie używać tego manewru.

    • Co do tych bomb atomowych to wydaje mi się, że nie do końca. Ich siła była co prawda nieporównywalnie do bomb konwencjonalnych większa, ale jednak to wciąż nie ta skala. Po zrzuceniu kilku bomb parę miast by było zrównanych z ziemią, ale nie całe Niemcy, a już na pewno nie Europa.

      Wytłumaczenie o wyzwoleniu ogromnej energii podczas takiego zderzenia oraz zabójczego promieniowania bardzo logicznie wyjaśnia dlaczego tego manewru nie stosowano wcześniej. Ale skoro już go zastosowano – to dlaczego ten układ nie został unicestwiony…? Nie zmniejsza to według mnie głupoty, jaką okazali twórcy przy tworzeniu tej sceny.

  7. Nie wiem czy aby hipernapedy pozwalały na odpalenie się gdy na kursie bylo coś co wytwarzało grawitację. Imperium posiadało krążowniki wytwarzające studnie grawitacyjne “interdictor” służące do wyciągania statków z hiper prędkości. Po prostu napędy wyłączały się gdy wykryły grawitację. Więc myślę że taki manewr był niemożliwy. Przynajmniej w poprzednich trylogiach ;)

    • Tak, manewr nie był możliwy klasycznym statkiem, gdyż ten miał rzeczywiście wspomniane zabezpieczenia przed zderzeniem w nadprzestrzeni. Ale to wciąż nie wyklucza koncepcji tworzenia statków specjalnie do tego celu (pozbawionych zabezpieczeń) lub torped z hipernapędem.

      • No mówię o tej konkretnej scenie jak i występkach Hana S. w “przebudzeniu”. A pocisko statki nadprzestrzenne chyba by były skuteczna bronią.

        • To prawda, Hipernapęd przed odpaleniem obliczał trasę, by ominąć punkty kolizyjne, a także automatycznie się wyłączał gdyby miał kontakt z grawitacją, niemniej jednak, oba te zabezpieczenia były dyktowane przez komputer pokładowy, a co za tym idzie, mogły zostać wyłączone.

          • Podejrzewam jednakowoż że nie dało by się tego zrobić ot tak se w 10sekund z mostka. Inaczej cały sens interdictorów wyparowałby błyskawicznie

        • Nie bo oficjalnie napęd przy studni był włączany nie tylko dlatego żeby przeciwdziałać zderzeniu ale żeby nie spalić napędu. Który to potrafi się dość wybuchowo przegrzać. Tak też działały interdictory nie tyle wymuszały wyłączenie hiper, co po prostu go nauczyły.

    • No i wszystko się zgadza. A Pan redaktor wie ile taki korelianskich krazownikow posiada rebelia? 1. I został on poswiecony w tym samobójczym ataku. Nic mi nie zaburza spójności. Amen.

  8. Wbrew pozorom to nie jest takie głupie. Gdzieś było wyjaśnione dlaczego statki nie “skakaly” w nadswietlna gdzie chciały tylko w znanych obszarach (dlatego bardzo niebezpieczne było odkrywanie nowych miejsc). Nie możesz skoczyć w nadświetlna jeśli nie znasz miejsca docelowego.

  9. Mnie najbardziej rozbawiło,że w całym ciągu debilizmów z jakich składa się ten film autora zbulwersował akurat ten. Przeciez cały wątek kosmicznego pościgu powoduje,że ma się ochotę wyjść z kina. Najpierw kosmiczny pancernik otoczony przez eskortę niszycieli (które nic nie robią przez cała walkę) nie włącza tarcz i zostaje załatwiony przez JEDNEGO X-Winga. Potem gigantyczny okręt zostaje zmasakrowany bombkami wielkości piłek do siatkówki. Tu nie pojawia się pytanie czemu w takim razie rebelia nie używa rakiet z takimi głowicami albo nawet pocisków wyrzucanych z luf dział? Po co ta zaawansowana bron energetyczna? I na koniec pomysł, że flota FO nie może dogonić floty rebelii, więc leci za nimi przez kilkanaście godzin. Czy to są jeszcze GW, czy już Kosmiczne jaja? Te niszczyciele nie mogą wykonać skoku, ktory rozlokuje je dookoła okrętu Lei? Ewentualnie nie mogą wezwac posiłków, które odetną tamtym drogę? No przecież to tak głupie,że aż boli. A potem jest chyba nawet gorzej, bo zderzają się ze sobą dwa skrajnie absurdalne plany ratunkowe. Jeden bazujący na tym, że ścigającą rebeliantów flota nie widzi, że ścigany statek jest właśnie ewakuowany i drugi, oparty na wszechwiedzy gościa, ktorego kontakt z technologią FO sprowadzał się do zamiatania podłóg.

      • Ale tak to jest. Ktoś kto czyta sporo twardego SF (a szczególnie militarnego twardego SF), gdzie pisarz stara się przedstawiać kosmiczną akcję zgodnie z prawami fizyki, a wymyślając ewentualnie nieznane nam obecnie technologie bazuje wciąż na znanych nam prawach lub sensownych hipotezach – to potem oglądając lub czytając dzieła, w których autor z kolei ma w nosie jakiekolwiek odniesienia do rzeczywistości, ciężko to strawić.

        • Ale SW to nie sf;)

          No i, tak szczerze, co za różnicę w ocenianiu nieistniejących rzeczy sprawia to, że coś ma większe, chociaż i tak bardzo odległe, szanse na istnienie?

  10. Po pierwsze imperium miało technologię zakłucającom hipernapęd który w określonym promieniu ptzestawał działać. Po drugie trafienie za pomocą mikroskoku w wrogi statek było ekstremalnie trudne. Zabawny fakt ale trasę w nadprzestrzeni mogły policzyć tylko największe statki, rzesza korzystała z tras policzonych z góry.

  11. Pan Szymon ma bardzo ograniczoną wiedzę na temat Gwiezdnych Wojen. Franczyza ta sama w sobie ma wiele nie do końca trzymających sie kupy historii, ale wynika to z błędu licencjobiorców rozwijających uniwersum, a także samego Lucasa.

    W skrócie: Za pomocą statku można zniszczyć nawet cała planetę(i znowu można dyskutować po co Gwiazdy Śmierci), ale można też zagwarantować planecie ochronę i przymusowe opuszczenie nadprzestrzeni.

    Na temat hipernapernapędów, nadprzestrzeni (jeżeli nie chcemy czytać książek i komiksów) można przeczytać dokładnie w internecie…

  12. A czy w Rogue One nie jest dokładnie na odwrót? O ile kojarzę to pod koniec filmu statki rebelianckie chciały uciec spod ognia jednostek Imperium , ale rozpaćkały się na osłonach „Executora” Vadera niczym owady na szybie pędzącego samochodu?

  13. Była taka scena chyba w Powrocie… jeden z pilotów uszkodzoną maszyną przeprowadza skuteczny samobójczy atak na mostek niszczyciela.

    Drugi przykład. Han Solo ładuje na Starkillerze wykorzystując hipernapęd aby przebić się przez osłonę.

  14. Fajnie fajnie, ale być może nikomu wcześniej nie przyszło do głowy że można wykonać taką akcje o której tu kolega piszę. Prosty przykład najpierw wymyślono telefon potem zrobiono z niego komórkę, a teraz mamy smartfony. Czy można było od razu smartfona? Pewnie tak ale ktoś musiał na to wpaść.

  15. 1. Nadprzestrzeń/prędkość nadświetlna to inny wymiar, wychodząc z niego statek po prostu dosłownie by się pojawił w środku Supremacy (co by raczej i tak go podobnie rozerwało, ale wspomagających go niszczycieli już nie).
    2. Nowa trylogia dzieje się 30 lat po starej, można by założyć, że wtedy wyjścia z nadprzestrzeni były mało precyzyjne, ale “teraz” już nie są, bo technologia się rozwinęła.

  16. Przecież osłony mają częstotliwość odświeżania, aż do prędkości światła (inaczej w VII części Han nie dostałby się na Starkillera) co w połączeniu z nadświetlną prędkością krążownika Holdo, daje scenariusz bardzo prawdopodobny, oparty na fizyce poprzedniej części. Czyli wszystko zależy od częstotliwości odświerzania osłon.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

“ad”

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...