Osiem największych wad ósmego epizodu Gwiezdnych wojen – Ostatni Jedi pod krytyczną lupą

Artykuł/Film 14.12.2017
Osiem największych wad ósmego epizodu Gwiezdnych wojen – Ostatni Jedi pod krytyczną lupą

Osiem największych wad ósmego epizodu Gwiezdnych wojen – Ostatni Jedi pod krytyczną lupą

Przebudzenie Mocy to w moim prywatnym rankingu drugi najgorszy film na licencji Gwiezdnych wojen. No, trzeci, jeżeli liczymy tamtego świątecznego potworka z Ewokami. Kosmiczny debiut Disneya nie zrobił na mnie wrażenia, toteż nie miałem żadnych oczekiwań wobec Ostatniego Jedi. Idąc do kina z takim nastawieniem, zostałem bardzo pozytywnie zaskoczony. Ósmy epizod jest bardzo dobry, ale…

… no właśnie, zawsze musi być jakieś ale. Ostatni Jedi posiada kilka kardynalnych błędów i sporo wad, które silnie ciągną ten tytuł silnie ku dołowi. Jako, że większość redakcji Spider’s Web jest z ósmego epizodu raczej zadowolona (ja w zasadzie również), postanowiłem stanąć po drugiej stronie barykady. Skupić się na tym, co w Star Wars: Episode VIII – The Last Jedi najgorsze. Jestem ciekaw, czy zgadzacie się z moją oceną i czy również postrzegacie poniższe punkty w kategorii wad.

UWAGA – tekst zawiera spoilery z filmu Gwiezdne wojny: Epizod VIII – Ostatni Jedi.

1. Leia w kosmosie niczym księżniczka Disneya

Gdy protonowy pocisk trafia w mostek krążownika Ruchu Oporu, dziura kadłuba wsysa wszystkich członków załogi na zewnątrz. Byłem pod wielkim wrażeniem tej sceny. Całkowicie mnie zaskoczyła. Nie tego się spodziewałem. Przez moment zacząłem wierzyć, że Leia zostanie pokazana jako jedna z wielu ofiar wojny, bez taryfy ulgowej dla znanych bohaterów. To byłoby coś naprawdę mocnego. Niespodziewanego. Szokującego.

Nagle kobieta zaczyna ruszać dłonią. Korzysta z Mocy i przyciąga siebie z powrotem na pokład statku. Leia pędząca w kosmosie wyglądała tak surrealne, że myślałem, iż to jakaś metafora. Reżyser bawiący się w symbolizm. Jej duch lecący w kierunku przyjaciół. Jej poświata Mocy krążącą wokół gwiazd. Nic z tych rzeczy. Ta scena naprawdę się wydarzyła. Bez żadnego treningu, przygotowania i doświadczenia, Leia Organa wykonała sztuczkę, której mogłaby pozazdrościć połowa Zakonu Jedi.

Cieszy mnie, że Leia przeżyła. Nie podobało mi się za to, że reżyser zamienił ją w kosmiczną księżniczkę Disneya, unoszącą się pomiędzy elementami rozerwanego kadłuba niczym wróżka z animowanej baśni. Ta scena całkowicie rozjechała się z moim wyobrażeniem Gwiezdnych wojen oraz tej konkretnej postaci. Jako widz poczułem, jak gdybym tracił grunt pod nogami. Czułem się nieswojo, niczym na obcym terenie.

2. Rose – dziecko wojny i poprawności politycznej

Nikogo nie trzeba przekonywać o tym, że Disney forsuje poprawność kulturową i polityczną. Po tym, jak Przebudzenie Mocy wprowadziło rewelacyjną postać czarnoskórego Finna, przyszła kolej na reprezentatywnego Azjatę. Wątpliwy zaszczyt spotkał Rose – członkinię Ruchu Oporu, której siostra ginie w świetnej scenie otwierającej.

Jak część owoców politycznej i kulturowej poprawności przemysłu filmowego, Rose jest całkowicie zbędna. Ta postać nie wnosi do filmu niczego istotnego. Absolutnie niczego. Jej wątek na planecie Canto Bight równie dobrze mógł zostać wycięty. To sztuka dla sztuki. Rozpasanie scenariusza tylko po to, aby znaleźć w nim miejsce dla przedstawiciela jakiejś mniejszości, religii czy rasy.

Gdybym miał azjatyckie korzenie, byłbym wściekły. Rose została potraktowana tak przedmiotowo, jak to tylko możliwe. Może brakuje mi perspektywy członka mniejszości, ale gdybym miał wybór, to naprawdę wolałbym, żeby w filmie nie pojawiał się żaden przedstawiciel mojej grupy etnicznej, niż żeby pojawiał się w tak nieumiejętny, nieudolny, zupełnie obojętny dla głównego wątku sposób.

3. BB-8 to maszyna do zabijania

Maskotka nowej trylogii Gwiezdnych wojen wypadła rewelacyjnie w Przebudzeniu Mocy. Producentom ósmego epizodu zabrakło jednak umiaru i całkowicie przeszarżowali ze zdolnościami okrągłego łobuza w Ostatnim Jedi. BB-8 stał się weteranem wojennym oraz prawdziwą maszyną do zabijania. Nie przesadzam.

Droid nie tylko pomaga głównym bohaterom, naprawiając coś od czasu do czasu lub odwracając uwagę wroga. W Ostatnim Jedi BB-8 samodzielnie pokonuje i unieszkodliwia trzech strażników więziennych, a do tego przejmuje kontrolę nad maszyną kroczącą AT-ST (lub jej nowszym odpowiednikiem). BB-8 sieje zniszczenie w hangarze Najwyższego Porządku, rozprawiając się z szeregiem szturmowców. Droid ma na swoim koncie największą liczbą pokonanych przeciwników w całym Ostatnim Jedi, wyłączając bitwy powietrzne. Policzyłem to.

Mechanicznego bohatera zamienia się w karykaturę budującą dystans między widzem oraz obrazem. Dokładnie ten sam błąd popełniono podczas kręcenia Ataku Klonów i Zemsty Sithów. Oddając zbyt wielką moc kultowemu R2D2, George Lucas sprawił, że ten znacząco stracił na uroku. W Ostatnim Jedi zachodzi dokładnie ten sam proces.

4. Generał Hux jak Hrabia Olaf

Zbyt ekspresywny, grający niczym na deskach teatru generał Hux zupełnie nie pasuje do reszty obsady. Ma się wrażenie, jak gdyby postać przywędrowała na plan Gwiezdnych wojen z innej produkcji. Z filmu dla dzieci, w którym gra postać złego czarownika nieustannie krzywiącego się do ekranu. Albo Hrabiego Olafa grożącego biednym sierotom.

To skrajne przerysowanie nie jest przypadkowe. Hux to bohater/ofiara największej liczby żartów sytuacyjnych w całym filmie. Nie mam nic przeciwko komediowej postaci po stronie Najwyższego Porządku. Wręcz przeciwnie. Jednak niekoniecznie powinien być to głównodowodzący wszystkich wojsk. Trochę to nie przystoi wobec piastowanej funkcji. Nie przypominam sobie, aby Tarkin czy generał Grevious pajacowali w podobny sposób.

5. Zbyt wiele zakończeń

Ostatni Jedi jest zaskakująco rozciągnięty. Jak gdyby Disney tak mocno przyzwyczaił się do dodatkowych scen po napisach w Avengersach, że odruchowo musiał je wcisnąć również do Gwiezdnych wojen. To jednak kultowa seria o stałym układzie, toteż nie wypadało zmieniać kompozycji. Dlatego scena po napisach wylądowała przed napisami, co burzy ciągłość i rytm ostatniej fazy filmu.

Albo wspólne ujęcie bohaterów na pokładzie uciekającego Sokoła Millenium, albo fragment z małym chłopcem patrzącym w gwiazdy. Rybki lub akwarium. Nie można mieć wszystkiego. Takie rozciąganie końca było zupełnie zbędne. Do tego przesłanie z uciśnionymi dziećmi, które kiedyś powstaną, aby walczyć wobec ciemiężycielom z Najwyższego Porządku wydało się niezwykle banalne. Starte. Zużyte. Po prostu tanie.

6. Najwyższy Wódz Snoke

Najwyższy Wódz ginie z ręki swojego ucznia. Kylo Ren rozprawia się z mentorem czytającym mu w myślach za pomocą sprytnej sztuczki. To bez dwóch zdań jeden z lepszych momentów całego ósmego epizodu. Bardzo spodobało mi się, że producenci nie czekali z trzymaniem przy życiu podróbki Imperatora do ostatniego epizodu trylogii. Nie podoba mi się za to, że Snoke odchodzi nie pozostawiając po sobie żadnych informacji.

Kim jest Snoke? Jakim cudem stanął na czele resztek floty Imperium? Dlaczego sformował Najwyższy Porządek? Czy dawniej był Jedi? Dlaczego chciał dopaść Skywalkera? Te i inne odpowiedzi zapewne dostanę dopiero w książkach i komiksach. Szkoda. Mam wielki niedosyt.

7. Gdzie ten John Williams?

Ostatni Jedi to kolejny po Przebudzeniu Mocy epizod, w którym muzyka jest jedynie przyjemnym dopełnieniem pięknego obrazu. Jak na Gwiezdne wojny i jak na Johna Williamsa to zdecydowanie za mało. Ścieżki dźwiękowe poprzednich trylogii były tak charakterystyczne, że broniły się jako samodzielne wydania. Takie, które chciało się potem kupić na krążku i przesłuchiwać długimi godzinami.

Kawałek w kantynie, marsz imperialny, utwór podczas walki z Maulem czy pojedynek bohaterów z Zemsty Sithów – to wszystko niesamowite utwory, które mają wartość same w sobie. Trylogia Disneya nie posiada takich motywów przewodnich. Coś tam sobie gra w tle, jest miło i przyjemnie, ale to tyle. Jak oprawa audio do jakiejś gry wideo na licencji Gwiezdnych wojen.

8. Atak prędkością nadświetlną wycelowany w niszczyciela

Manewr wykonany przez kapitalną wiceadmirał Amilyn Holdo niszczy wszelki porządek rzeczy. Jej zagranie stawia pod znakiem zapytania każdą kosmiczną bitwę, każdy epizod Gwiezdnych wojen i wszystkie historie opowiadane w ramach uniwersum Star Wars. Od strony wizualnej była to najbardziej efektowna scena filmu, ale scenarzyści tak przeszarżowali z tym zagraniem, że muszę mu poświęcić zupełnie osobny wpis. Jestem autentycznie wzburzony!

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (35)

52 odpowiedzi na “Osiem największych wad ósmego epizodu Gwiezdnych wojen – Ostatni Jedi pod krytyczną lupą”

  1. Informacje o Snoke znajdują się w albumach/książkach dotyczących Last Jedi. Na ich podstawie można najprawdopodobniej powiedzieć, że jest(był) pierwszym Jedi, jego podobizna ukazana jest w symbolu, który znajdował się na szczycie pierwszej świątyni Jedi gdzie Rey i Luke oddawali się medytacji. Nazwa najwyższego porządku wywodzi się od tego jak tyułowano Snoke’a – Prime Jedi, the first of the Order.
    Zgadzam się z tym, ze stwierdzeniem, że szkoda że film nie opowiedział o tym i innych historiach, których jest niemało w uniwersum SW, a zamiast tego został spłaszczony jako zwykła papka dla przeciętnego widza. Patrząc całościowo bardzo kiepski film, nawet nie stoi obok oryginalnej sagi, podobnie jak część VII i Łotr1. Disney zrobił film dla dzieci zamiast dla fanów SW, których przecież nie jest mało.

  2. Ogólnie rzecz ujmując spodziewałem się takiego samego gniota i filmu robionego na siłę jak “Przebudzenie Mocy” (sam nie wierzę w to co piszę, bo fanem serii jestem od zawsze). Wychodząc z kina cieszyły mnie wstawki ze starych części R2 namawiający Luka na powrót itp, ale końcówka zrobiła się w pewnym momencie męcząca. Naliczyłem około 5 idealnych momentów na zakończenie tej części, tak, aby zaciekawić mocno następną. Tak czy inaczej film oceniam na mocne 8,5/10 (choć te 0,5 tylko dlatego, że jestem fanem :) ).

  3. Najbardziej obawiałem się, żę Disney po przejęciu zrobi z SW baśnie w swoim stylu i 7 (najgorsza) część to potwierdziła.

    Zgodzę się, że scena gdy Leia uzywa mocy jest przesadzona, ale Twoje oburzenie ma sie nijak do tego co piszesz w pkt o droidzie. Dlaczego ma być słodki? To droid, a nie zabawka dla najmłodszych mieszkańców Coruscant. To jest dopiero surrealizm robić z maszyny “ciamajde” o ludzkich cechach. Osobiście jako fan universum, wszelkie bajkowe słodkości, a tym bardziej humor w filmach to dla mnie obraza(nie wspominajac o skasowaniu starego kanonu).

    Prędkość nadświetlna to też szeroki temat(obejrzeć muszę jeszcze raz, żeby się konkretnie odnieść). Możliwe są ataki z niej, zderzenia z innymi statkami, a nawet imperium posiadało niszczyciele mogące wyłapywać statki będące już w nadprzestrzeni (“Interdictor-class Star Destroyer”). Poza tym statek nie może w dowolnym miejscu się wystrzelić w nadprzestrzeń (dlatego są jeszcze niezbadane części galaktyki) i naszym universum są wytyczone “autostrady”(mapy są w googlach), w których można to robić, a za unikanie zderzeń w tych pasach odpowiedzialne są komputery. Trzeba jeszcze raz przejrzeć wszystkie informacje o skokach w nadprzestrzeń, ale wstępnie uważam, że taki atak jest jak najbardziej możliwy.

  4. Nie do końca rozumiem dlaczego samobójczy atak wiceadmirał Holdo dla autora tego zestawienia jest wadą filmu.
    To był bardzo sprytny plan (admirał najpierw przegoniła flotę First Order, dolatując w pobliże planety z opuszczoną bazą Sojuszu, a potem w brawurowy sposób nie tylko osłoniła ewakuujące się transportowce, to jeszcze zabrała ze sobą największy okręt floty Porządku) i perfekcyjnie wykonany.
    Czepiałbym się tylko tego, że taki manewr można było wykonać zdalnie albo na autopilocie, no ale dramaturgia sceny wzięła górę nad rozumem. Można wybaczyć, bo scena jest przepiękna.

    • No właśnie o to chodzi, że można taki atak wykonać KAŻDYM statkiem posiadającym hipernapęd. Można to było zrobić już pierwszym statkiem po ewakuacji z niego ludzi. To samo dotyczy wszystkich poprzednich epizodów – idealny środek do wygrywania bitew, dlaczego nikt wcześniej go nie zastosował?

      • Dokładnie tak, skoro tak to działa, to stary złom z autopilotem może zdejmować gwiezdne niszczyciele – ten manewr powinien być użyty prawie w każdej bitwie, więc powinny być też zabezpieczenia przed takim taranowaniem
        A nie wierzę, że Holdo była pierwszą osobą w ciągu tysięcy lat historii bitew kosmicznych, która wpadła na to, żeby staranować wroga hipernapędem.

        • Problem jest taki, że nie każdy okręt ma odpowiednią “moc burzącą”. Dodatkowo – wejście w jakiekolwiek pole grawitacyjne “wyciąga” statek z hipernapędu. A dodatkowo – trzeba poświęcić okręt.

          Wydaje mi się, że przegięciem jest tylko wykonanie tego manewru przez jedną osobę.

          • Każdy skuteczny manewr wydaje się oczywisty po tym, jak ktoś go wymyślił:).
            Przy czym Rebelię niespecjalnie stać na takie poświęcanie odpowiednio dużych statków, bo ich nie mają. Nic więc dziwnego, że pilot/dowódca musiał być zdesperowany, żeby spróbować takiego manewru.

          • Akurat w tej sytuacji stracili bez walki dwa duże. Manewr samobójczego ataku w beznadziejnej sytuacji to nie jest nic odkrywczego, wykorzystywany był od wieków.

          • “X-Wing uderzając “nadprzestrzenią” w naszą Ziemię prawdopodobnie zniszczyłby cały kontynent.” Dałem cudzysłów, ponieważ nie pamietam źródła i kontekstu artykułu. Co napewno było prawdą to to, że planeta może być zniszczona odpowiedniej wielkości statkiem i to, że Imperium uzywało Interdictor-class Star Destroyer, by uniemożliwiać skok w nadprzestrzeń, a także potrafił wyrzucać z nadprzestrzeni statki rebeli, które wpadały w pułapkę. Podczas walk niezwykle wazne statki, które były pierwszymi celami ataków dla rebeli.

        • Przecież ten manewr to powtórka sztuczki Sokoła Milenium z VII epizodu – tyle że z innym zakończeniem. Muszę przyznać że wtedy gdy Sokół lądował na StarKiller GW straciły dla mnie sens. Po co rebelia w VI epizodzie zdobywała wahadłowiec – wystarczyło przelecieć przez osłony na Endor np. Sokołem. Po co atakować budowę II Gwiazdy Śmierci? Wystarczyłoby aby wykonać manewr Holdo tak aby odpowiednio duży statek trafił w obszar gdzie stała Wieża Imperatora – albo w główny reaktor. Pewnie w kolejnych trylogiach ten sposób omijania pół będzie standardem jak “I have a bad feeling about this” – które chyba tutaj pada w VII epizodzie.

      • To jeszcze nic, ma to sens i logiczne wytłumaczenie dla takiego ataku, mnie najbardziej podobało się dalsze olewanie praw fizyki w postaci bomb spadających na okręt FO w próżni.

        • Nie wiem, czy zauważyłeś, ale w świecie SW panuje “nieco” inna fizyka. Statki kosmiczne latają jak w atmosferze, dźwięk w kosmosie rozchodzi się bez problemu, podłogi statków symulują ziemską grawitację, poruszanie się ruchem jednostajnym prostoliniowym wymaga pracy silników i zużywa paliwo, itd. itp. Naprawdę nie widzę tu miejsca na próżnię, co ostatecznie udowodnił kosmiczny “wypad” Lei ;)

          Akurat sama próżnia w niczym nie przeszkadza bombom. Wystarczyło tylko “pchnąć” je w odpowiednim kierunku, a skoro na statkach wszystko jest pchane ku dołowi (statku) – stąd spadanie bomb.

          A tak w ogóle – nie da się w pełni cieszyć starwarsowym klimatem bez akceptacji jego specyficznej logiczno-fizycznej konstrukcji świata.

          • Fizyka filmowa jest jaka jest, ale też nie może przesadzać – w końcu technologia SF jest w filmie na mega poziomie, a tu nagle dostajemy motyw z II wojny światowej, działający bez grawitacji… Choć z drugiej strony pytanie ile osób zwróciło na to uwagę?

          • Ale przecież motyw z bombami nie odbiega w żaden sposób od kanonu SW. Jakoś łykamy “sztuczną grawitację” na statkach kosmicznych, to dlaczego mielibyśmy się dziwić spadaniu bomb? Nawet, jeśli przyjmiemy, że ta “sztuczna grawitacja” działa tylko w obrębie statku, to przecież wystarczy, że bomba nabierze prędkości zanim go opuści, a potem to już ruch jednostajny prostoliniowy.

            Sama idea walk myśliwców w SW to żywcem przeniesione powietrzne pojedynki z IIWŚ i dlatego jest tak widowiskowa. Jakby zastosować do tego fizykę 0G to mielibyśmy “wieżyczki w kosmosie”. Wiedzą o tym chociażby twórcy space-simów, którzy eksperymentowali z realistycznymi modelami symulacji kosmicznych myśliwców :)

          • “…którzy eksperymentowali z realistycznymi modelami symulacji kosmicznych myśliwców :)”
            I to właśnie byłoby fajne w filmie SF, aby zaskakiwał sytuacjami dostępnymi w kosmosie, a nie je niwelował. A tak to wystarczy przestrzeń kosmiczną pomalować na zielono i cała zabawa żywcem przenosi się do podwórka za miastem, niestety.

  5. Do tego Luke wyginający się podczas walki z Kylo Renem jak w jakimś Matrixie, to też było słabe. Generalnie czekam na jakiś pojedynek na miecze świetlne z prawdziwego zdarzenia w stylu Obi Wan vs Anakin. No i łudzę się, że wątek Snoke’a nie jest do końca zamknięty.

  6. Rose nie jest dzieckiem poprawności politycznej tylko marketingu. Dokładnie na tej samej zasadzie wrzucono azjatyckich aktorów w R1. Żeby w Chinach mogli kibicować “swoim” i kupili więcej maskotek (biletów itp. itd.).

    Scenę z Leią (faktycznie do bani) wrzucili, ponieważ zmarła Carrie Fisher. Zawalił się więc ich plan, żeby każdy bohater starej trylogii dostał własny film na pożegnanie i LJ musi łączyć czas i dla Marka Hamilla i dla Fisher. W efekcie, mam wrażenie, wkleili wszystkie sceny z Fisher jakie nakręcili. Gdyby aktorka nie zmarła, pewnie by tę scenę wycięli, bo musieli widzieć, że za dobra to ona nie jest.

    • Akurat o tym, że Leia traci przytomność na sporą część filmu można było przeczytać jeszcze przed śmiercią Carrie Fisher. Zaskoczeniem raczej jest, że pozostawili bohaterkę przy życiu, wiedząc, że niczego więcej nie nakręcą. To by była ciekawa klamra, gdyby odeszła wraz z bratem bliźniakiem.

  7. “wprowadziło rewelacyjną postać czarnoskórego Finna” jeżeli na początku artykułu można znaleźć taką opinię to można sobie darować dalsze czytanie (czego niestety nie zrobiłem a teraz żałuję). Przecież to była beznadziejna postać, wciśnięta na siłę właśnie dla poprawności politycznej. Sceny z jego udziałem są już nawet nie byle jakie ale wybitnie żenujące. Fin litujący się nad mieszkańcami planety za parę minut bez skrupułów naparza z laserów w swoich kompanów z jednostki albo w innej scenie pierwszy raz bierze do ręki miecz świetlny i walczy z mistrzem Jedi – no proszę. Autor zna się na filmach i gw jak świnia na gwiazdach.

  8. “Do tego przesłanie z uciśnionymi dziećmi, które kiedyś powstaną, aby walczyć wobec ciemiężycielom z Najwyższego Porządku wydało się niezwykle banalne. Starte. Zużyte. Po prostu tanie.” – idąc tym tropem świat kina nie powinien dopuścić do wydania ostatniej sceny Szeregowca Ryana i innych końcowych sekwencji z tysiąca filmów, bo coś symbolizują, przez co są tanie. Rozumiem, jeżeli chodziłoby o wykonanie, ale nie samą ideę sceny.

  9. Najbardziej obawiałem się, żę Disney po przejęciu zrobi z SW baśnie w swoim stylu i 7 (najgorsza) część to potwierdziła.

    Zgodzę się, że scena gdy Leia uzywa mocy jest przesadzona, ale Twoje oburzenie ma sie nijak do tego co piszesz w pkt o droidzie. Dlaczego ma być słodki? To droid, a nie zabawka dla najmłodszych mieszkańców Coruscant. To jest dopiero surrealizm robić z maszyny “ciamajde” o ludzkich cechach. Osobiście jako fan universum, wszelkie bajkowe słodkości, a tym bardziej humor w filmach to dla mnie obraza(nie wspominajac o skasowaniu starego kanonu).

    Prędkość nadświetlna to też szeroki temat(obejrzeć muszę jeszcze raz, żeby się konkretnie odnieść). Możliwe są ataki z niej, zderzenia z innymi statkami, a nawet imperium posiadało niszczyciele mogące wyłapywać statki będące już w nadprzestrzeni (“Interdictor-class Star Destroyer”). Poza tym statek nie może w dowolnym miejscu bezpiecznie się wystrzelić w nadprzestrzeń (dlatego są jeszcze niezbadane części galaktyki) i w naszym universum są wytyczone “autostrady”(mapy są w googlach), w których można to robić, a za unikanie zderzeń w tych pasach odpowiedzialne są komputery. Trzeba jeszcze raz przejrzeć wszystkie informacje o skokach w nadprzestrzeń, ale wstępnie uważam, że taki atak jest jak najbardziej możliwy. Nadprzestrzeń to nie forma teleportu(znikam w A, a pojawiam sie w B), gdzie znikamy i pojawiamy się w miejscu o określonych współrzędnych.

  10. Oczywiście zawsze można coś znaleźć ale trzeba czuć star Wars całym sobą żeby ogarniać kwintesencję. Jasne scena z Leią w kosmosie to był naprawdę kosmos. Ale scenariusz i kwestię Luka z Yoda czy kwestie kiedy włamywacz pokazuje jakże banalną prawdę o świecie i mechanizmach nim rządzących. To było dla mnie kluczowe. Naprawdę dobry epizod tylko trzeba się troszkę wgryźć.

  11. Szanowny autorze,
    Jeśli Przebudzenie Mocy to ” drugi najgorszy film na licencji Gwiezdnych Wojen”, to rozumiem, że w Twoim prywatnym rankingu górują nad nim przynajmniej dwie ( a może wręcz trzy?!) części z tzw. “Nowej trylogii Lucasa” , serio? Które?Czym?

  12. pomijając poprawności polityczne i sprzedaż maskotek, spadające bomby w próżni, BB8 Terminatora, czy nie było dla was za dużo głupich, płytkich, żartów? Jakieś futrzaki które nic nie wnoszą, kino dla rodzin z dzieciaczkami? Jeśli dobrze kojarzę w SW były żarty związane z SW, takie smaczni, a w VIII części jakieś pierdoły

  13. Zgadzam się dla mnie scena z latajaca laila jak superman psuje trochę filmu, ale przede wszystkim całą starą sagę, gdzie przedstawiona jest tylko jako osoba bierna, nie znająca mocy i umiejąca wydawać rozkazy i trochę strzelać.
    A drugie co mi się nie podoba to ta, że właśnie uśmiercaja bohaterów w momentach w których można się tego spodziewać, a nie wtedy kiedy faktycznie byłoby to szokiem -.-

  14. od początku śledziłem losy najpierw luca puźniej anekina sw pierwsze odcinki genialne następne 3 tak samo postarali się iwykorzystali wspaniale możliwości techniczne swego swego czasu fabuła co do poprzednich 2 seri zaje….. Po obejżeniu siudemki miałem maly niepokój ale po usemce już wiem że ta seria pod względem fabularnym to porażka nawet wręcz ka.ta.stro.fa ze łzą w oku twierdze że ta seria zginie w tle szarości dziśejszych sf-ów jak bączek w kanalizacji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...