Pożegnalna trasa zespołu Scorpions, czyli jak przyciągnąć publiczność na koncert

Felieton/Muzyka 07.12.2017
Pożegnalna trasa zespołu Scorpions, czyli jak przyciągnąć publiczność na koncert

W zeszłym roku dostałem bilet na występ zespołu Scorpions na krakowskiej TAURON Arenie. Pożegnalna trasa, więc dla mnie niezła okazja, bo nigdy wcześniej nie byłem na koncercie tego niemieckiego zespołu. A tu jeszcze „ostatnia okazja”, by zobaczyć ich na żywo. I faktycznie ostatnia… ale tylko do czerwca obecnego roku.

Pamiętam, że jeszcze w 2011 roku wizyta Scorpions w Tarnowie odbywała się w otoczce przejścia na emeryturę wraz z końcem ówczesnej trasy. Ta została jednak wydłużona o kilkadziesiąt występów (m.in. o ten we Wrocławiu w 2012 roku), zanim stało się jasne, że muzycy nie zamierzają przestać występować.

Temat powrócił w 2015 roku, kiedy to grupa wydała album Return to Forever i wyruszyła w promujące go tournée, połączone z obchodami 50-lecia istnienia zespołu.

Schenker i spółka odwiedzili Łódź i niedługo potem zapowiedzieli, że w przyszłym roku wrócą do Krakowa. Tu już praktycznie nikt nie miał wątpliwości, że to ostatni dzwonek, żeby usłyszeć na żywo Wind of Change. A jednak już pod sam koniec koncertu Paweł Mąciwoda ogłosił, że zobaczymy się jeszcze w przyszłym roku. Tak się stało. I to nawet dwa razy – w czerwcu Scorpions gościli w Oświęcimiu, a w zeszły piątek w gdańskiej ERGO Arenie. Zaraz potem ogłoszono, że w lipcu zespół powróci do Atlas Areny w Łodzi.

Pożegnalna trasa – jedna z wielu

Frazy „pożegnalna trasa” czy „ostatni koncert” mają magiczne właściwości, jeśli idzie o sprzedaż biletów. Wiadomo, każdy chce skorzystać z tej rzekomej okazji i zobaczyć występ legendarnej grupy. A jeśli bilety dobrze się sprzedają, to niektórzy będą chcieli z tego ciągnąć jak najwięcej i jak najdłużej. Nie dotyczy to wyłącznie Scorpions; przyszłego lata w ramach The Long Goodbye Tour w Polsce wystąpi także zespół Deep Purple. W zeszłym roku zespół dwukrotnie gościł w naszym kraju i oba koncerty miały być „pożegnaniem” z polską publicznością. Pożegnaniem faktycznie długim, bo coś mi mówi, że wizyta w Krakowie nie będzie ostatnią.

Podobnie jest w przypadku Ozzy’ego Osbourne’a, który w 2018 roku także odwiedzi TAURON Arenę. Artysta pierwszą trasę pożegnalną ogłosił… w 1991 roku. Po zakończeniu No More Tours wokalista chciał poświęcić czas rodzinie i występować tylko przy wyjątkowych okazjach. Co ciekawe, identycznie zapowiadana jest przyszłoroczne tournée. Ostatnio skończyło się na trzyletniej emeryturze, którą Ozzy zakończył ogłoszeniem trasy Retirement Sucks.

Z kolei w czerwcu do Katowic po raz kolejny przyjedzie grupa Judas Priest. Zespół występował już w Spodku w 2011 i 2012 roku, gdy jeździł po świecie ze swoim Epitaph Tour. Tuż przed wyruszeniem w trasę szeregi formacji opuścił jej współzałożyciel K.K. Downing, którego na potrzeby „epitafium” zastąpiono Richiem Faulknerem. Efekt? Nowy album, następne dwa koncerty w Polsce w 2015 roku i próby tłumaczenia, że Epitaph to przecież tytuł jednej z piosenek Judas Priest, której grupa notabene nie wykonuje na żywo. Zespół zapowiedział także premierę następnego krążka, który ukaże się w marcu 2018 roku.

Tu pojawia się zasadnicze pytanie: czy takie zagrywki są fair wobec słuchaczy?

Niektórzy bronią wykonawców i twierdzą, że fani przyjdą na każdy koncert ukochanego artysty. No właśnie, to po co ogłaszać rzekomy koniec działalności, zamiast po prostu zapowiedzieć zwyczajną trasę? A przecież ktoś, kto rzadziej bywa na występach muzycznych, nie da się drugi raz nabrać na tę samą śpiewkę.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement