Warto przeczytać, niekoniecznie warto kupić. Recenzujemy Pudełko z guzikami Gwendy od Kinga i Chizmara

Recenzje/Książki 06.12.2017
Nasza ocena:
Warto przeczytać, niekoniecznie warto kupić. Recenzujemy Pudełko z guzikami Gwendy od Kinga i Chizmara

Wyobraź sobie, że nagle dostajesz do rąk narzędzie, które jednocześnie może dać ci szczęście, ale też być bronią masowej zagłady, gdy tylko naciśniesz guzik.

Jeden przycisk i bum – znika część świata. Drugi przycisk – przytrafia się dokładnie taka tragedia, jaką sobie wyobrazisz. Pomyśl tylko, ileż zła może uczynić takie narzędzie w niewłaściwych rękach?

O tym właśnie opowiadają nam Stephen King i Richard Chizmar w Pudełku z guzikami Gwendy.

To prosta historia, tak naprawdę.

Tajemniczy mężczyzna spotyka zakompleksioną, małą dziewczynkę, biegającą po schodach w parku, by zrzucić nadmiar kilogramów. Podarowuje jej pudełko, które obdarza ją bogactwem, urodą i szczęściem w życiu, ale też obarcza niezwykłą odpowiedzialnością, momentami doprowadzającą dorastającą dziewczynę na skraj paranoi.

Paranoi wywołanej nie tylko obawą o to, co mogłoby się stać, gdyby pudełko trafiło w niepowołane ręce, ale też dylematem, na ile osiągnięcia dziewczyny są jej własną zasługą, a na ile magiczną mocą pudełka.

Historia jednocześnie baśniowa, a także złowroga i znajoma wszystkim fanom Stephena Kinga. Nie tylko dlatego, że autorzy zabierają czytelnika do miasteczka Castle Rock, w którym Król Horroru umieścił tak wiele swoich opowieści, ale także dlatego, że z kart książki wyziera ten sam duszny klimat, za który miliony ludzi pokochały twórczość pisarza z Maine.

Jednocześnie czuć tu rękę Richarda Chizmara, maestro form krótkich, który ewidentnie hamował tendencje Stephena Kinga do nadmiernego rozpisywania się. Pudełko z guzikami Gwendy napisane jest prostym językiem, pozbawione zbędnych ozdobników i dłużyzn. To w zasadzie czysta historia, którą można pochłonąć w mniej niż godzinę.

Pudełko z guzikami Gwendy przywodzi na myśl najlepsze opowiadania Stephena Kinga.

To opowieść tego samego kalibru, co chociażby 1922, Skazani na Shawshank czy Sekretne Okno. Może mniej skomplikowana pod względem struktury, mniej rozbudowana jeśli chodzi o liczbę postaci i miejsc, ale zostawiająca czytelnika z równie głębokimi przemyśleniami.

Historię dodatkowo ubarwiają ilustracje Keitha Minniona, które może nie są wybitne pod względem warsztatowym, ale ubogacają opowieść.

Ilustracje pełnią też jeszcze jedną rolę – książka dzięki nim pęcznieje.

O ile sama historia opowiedziana w Pudełku z guzikami Gwendy jest absolutnie przepiękna i polecam ją każdemu, tak mam ogromnie mieszane uczucia co do sposobu jej wydania.

Książka kosztuje w Polsce 34,99 zł i na pierwszy rzut oka wydaje się być dość cienka, ale mieszcząca się w granicach standardowej grubości wydawanej beletrystyki. Wystarczy jednak przerzucić kilka kartek, żeby zobaczyć, że to złudzenie. Wydawca zrobił wszystko, aby uczynić tę książkę optycznie opasłą, podczas gdy w rzeczywistości to króciutka nowelka, niemal opowiadanie.

Mamy tu twardą oprawę z obwolutą, która optycznie pogrubia książkę. Mamy papier o – na oko – dwukrotnie większej gramaturze, niż przeciętne kartki spotykane w książkach. Do tego font jest zauważalnie większy, niż w standardowych wydaniach, a całość przeplatają wspomniane wcześniej ilustracje. Jako czytelnik jestem zaspokojony historią, ale jako konsument? Czuję się odrobinkę zrobiony w konia.

Jeszcze kilkanaście lat temu takie opowiadanie trafiłoby do antologii lub zbioru.

Stephen King ma ich przecież w swoim portfolio kilka, w których znajdują się wcale nie krótsze historie. Dla wydawców jednak nazwiska King i Chizmar to żyła złota. Nie dziwię się, że postanowili wycisnąć z noweli ile tylko się da. Teraz na Amazonie Gwendy’s Button Box kosztuje dość racjonalne pieniądze i jest też dostępne jako e-book.

Jednak oryginalne wydanie w Stanach Zjednoczonych, włożone dodatkowo w twarde, kartonowe opakowanie kosztowało… 25 dol. (sic!). I początkowo nie było nawet dostępne w formie elektronicznej.

Ja przepraszam bardzo, ale to już po prostu nieprzyzwoitość.

Powiem wprost – Pudełko z guzikami Gwendy to wspaniała, krótka opowieść, którą z całą pewnością warto przeczytać, ale… niekoniecznie warto kupić. Przynajmniej nie w wydaniu drukowanym.

Wiem, wiem, sztuki i rozrywki nie powinno przeliczać się na pieniądze, jednak dzisiaj, kiedy dłuższe i bardziej rozbudowane historie możemy znaleźć w Internecie (nie mówiąc o mnogości innych darmowych form rozrywki) kasowanie takich pieniędzy za taki produkt to zwyczajnie rozbój. I nie, dwa znane nazwiska na okładce wcale tego nie usprawiedliwiają.

Na szczęście 34,99 zł to tylko cena okładkowa. Znając realia rynku książkowego zakładam, że w okresie przedświątecznym cena szybciutko spadnie, żeby księgarnie mogły przykleić do książki naklejkę z wielkim napisem “promocja”.

I wtedy faktycznie warto będzie postawić Pudełko z guzikami Gwendy na półce bez poczucia, że źle wydaliśmy pieniądze. Póki co… lepiej podskoczyć do pobliskiej biblioteki i wypożyczyć egzemplarz, albo sięgnąć po kosztującego znacznie mniej (choć nadal za dużo) e-booka.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (1)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...