Im mniej Belfra w Belfrze, tym lepiej dla serialu – recenzja 7. odcinka

Recenzje/Seriale 04.12.2017
Nasza ocena:
Im mniej Belfra w Belfrze, tym lepiej dla serialu – recenzja 7. odcinka

Belfer w 2. sezonie głównie rozczarowuje. Na szczęście im bliżej finału, tym lepiej się go ogląda. Przedostatni odcinek nieco uporządkował scenę, szykując widzów na ostateczne odsłonięcie kart.

Uwaga na spoilery.

Canal+ udało się skraść serca widzów pierwszym sezonem Belfra. Zawadiacki nauczyciel wrócił po latach do małej rodzinnej miejscowości, by rozwiązać zagadkę śmierci młodej dziewczyny. Historia niczym z kultowego Twin Peaks emocjonowała widzów tydzień w tydzień. Pytania się mnożyły, a rozłożone cwanie przez scenarzystów tropy zachęcały widzów do dywagacji i zgadywanek.

Belfer

W kolejnym sezonie postanowiono zmienić scenerię i odświeżyć obsadę. Zabrakło jednak równie angażującej historii, a głównemu bohaterowi nie sposób już kibicować. Motyw przewodni jest rozmyty, a intryga stała się zbyt zawiła, by na tydzień przed finałem wysnuć jakąś sensowną hipotezę. Kolejnych zwrotów akcji nie sposób przewidzieć, a Belfer stracił swój największy atut.

Im mniej Belfra w Belfrze, tym lepiej.

Przedostatni odcinek 2. sezonu Belfra oglądało się najlepiej, gdy na ekranie nie było w ogóle tytułowego bohatera. Sporo czasu spędziliśmy z funkcjonariuszami policji, którzy najpierw zgarnęli preppersów i złapali kolejny trop. Byliśmy świadkami próby zatrzymania groźnego bandyty, podczas której Belfrowi udało się na chwilę zmienić w całkiem niezły film akcji.

Dobrze wypadły też kolejne sceny z licealistami, których zdążyliśmy już lepiej poznać. Nadal nie są tak wyraziści, jak uczniowie Zawadzkiego z Dobrowic, ale wreszcie zacząłem interesować się ich losem. W tym wszystkim to sam Zawadzki jest najsłabszym ogniwem. Bardziej od niego irytuje chyba tylko jego wiecznie sfochowana dziewczyna.

Belfer 2 sezon

Nie sposób zignorować też słonia w pokoju – Belfer stał się damskim bokserem.

Nauczyciel zwabił uczennicę do zamkniętej szkolnej kafejki i po krótkiej wymianie zdań… strzelił ją w twarz. Scena szokowała i tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że Zawadzki nie jest dobrym człowiekiem. Może i jest protagonistą, ale żaden z niego bohater. Jawi się teraz jak nigdy jako zgorzkniały, starzejący się facet z wykrzywionym kręgosłupem moralnym.

Mam też wrażenie, że brutalna scena została dopisana na kolanie dopiero po nakręceniu całego odcinka, a jej jedynym celem było wywołanie kontrowersji i nakręcenie dyskusji na temat serialu. Nie umknęło mojej uwadze, że podczas sceny kolejnego spotkania, pęknięta warga magicznie się zaleczyła, a Magda dalej kokietowała Zawadzkiego, jak gdyby nigdy nic.

Męczy mnie taki brak spójności w Belfrze.

Odcinek, podobnie jak poprzednie, wyglądał na poszatkowany. Nie wszystkie kolejne sceny wykazywały pomiędzy sobą związek przyczynowo-skutkowy. Kolejne zachowania bohaterów zaskakiwały i to w negatywny sposób – często ich decyzje były irracjonalne i po prostu głupie. Nie jestem przekonany, że wszystko tu ma jakiś głębszy sens.

Belfer

Cały czas tli się jeszcze w mojej głowie nadzieja, że ostatni odcinek zepnie tę historię ładną klamrą. Belfer ciągle ma szansę się zrehabilitować. Co prawda nie umiem sobie wyobrazić, co musiałoby się stać, żebym za tydzień chylił twórcom serialu czoła po obejrzeniu napisów końcowych, ale nie wykluczam, że mnie pozytywnie zaskoczą.

Po seansie w głowie kotłuje się zbyt dużo nowych pytań.

W co tak naprawdę zamieszany jest Tymek? Kto ułożył ciało Eweliny w ten konkretny sposób? Kto ją zabił – jeśli dziewczyna faktycznie nie żyje – jeśli nie był to Lucjan? Kto ostrzegł bandytę i gdzie w tym wszystkim są Rosjanie? Czy obcy wywiad planował atak na kluczową infrastrukturę w Polsce? Kto zaatakował Radka w klubie? No i kto za tym wszystkim stoi?

Na przestrzeni 2. sezonu mieliśmy kilka wątków pobocznych, ślepych uliczek i – zapewne – fałszywych tropów. Większość z tych zapychaczy usunęła się już w cień. Preppersi są w areszcie, a Lucjan nie żyje. Pora się dowiedzieć, kto tak naprawdę stoi za niepokojącymi wydarzeniami i dziwnym zachowaniem uczniów we wrocławskim liceum.

Belfer 2 sezon

Belfer musi wreszcie wrócić tam, gdzie wszystko się zaczęło.

Po seansie trzy rzeczy ciągle nie dają mi spokoju. Czy organizujący szkolne przedstawienie Karol nie ma mimo wszystko czegoś na sumieniu, skoro ruszył do teatru dopiero po tym, gdy Tymek zamieścił swoje ogłoszenie? Kim naprawdę jest Magda i jej rodzice, których dom wydaje się być wyłącznie scenografią? Kim jest trzecia osoba, którą chciał zabić Iwo?

Pamiętajmy, że policja umieściła Zawadzkiego w szkole, by dowiedział się, gdzie zniknęli uczniowie i co robili podczas swojego wyjazdu. Jasne jest, że ich wycieczka była tylko przykrywką, ale ciągle nie wiemy, co dokładnie – i na czyje zlecenie – robili. Canal+ daje nam mało subtelnie do zrozumienia, że dopiero odkryjemy kolejne dno tej historii.

Problem w tym, że już nie chce mi się kombinować. Układanka ma zbyt wiele elementów, a nie pasuje tutaj do siebie znacznie więcej, niż jeden puzzel. Po ostatnich zwrotach akcji nie można żywić przekonania, że jako widzowie w ogóle możemy zgadnąć, jaki będzie finał tej historii. Belfer zostawił zbyt mało tropów, by jakiekolwiek spekulacje miały sens. Szkoda.

PS Byłem z początku mile zaskoczony, że scenarzyści uśmiercili Ewelinę, ale im dłużej o tym myślę, tym bardziej się obawiam, że za tydzień dziewczyna wróci. Jej śmierć przedstawiono bardzo wiarygodnie… ale skoro aktorka wcielająca się w tę postać zna już zakończenie, to najpewniej brała udział w kręceniu finału.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (24)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...