Modyfikowany węgiel – czekając na ekranizację, warto przeczytać oryginał

Felieton/Książki 01.12.2017
Modyfikowany węgiel – czekając na ekranizację, warto przeczytać oryginał

Modyfikowany węgiel – czekając na ekranizację, warto przeczytać oryginał

Nawet nie wiecie, jak bardzo cieszę się z wiadomości o ekranizacji Modyfikowanego węgla, którą zrealizuje Netflix. Nie tylko dostaniemy genialny, cyberpunkowy serial z mnóstwem neonowych kadrów, ale doczekamy się również reedycji papierowej trylogii o Takeshim Kovacsie.

Ta druga wiadomość cieszy mnie nawet bardziej. Serial skupi się bowiem tylko na pierwszej książce, która sama w sobie jest świetna, ale nie opowiada całej historii Kovacsa i pokazuje tylko część uniwersum stworzonego przez Richarda Morgana.

Modyfikowany węgiel to bardzo niedoceniona pozycja.

Autor ten niestety cierpi na słabą rozpoznawalność wśród fanów fantastyki. Moim zdaniem – za Modyfikowany węgiel i resztę trylogii – nazwisko Morgana powinno pojawiać się obok Williama Gibsona. Przynajmniej jeśli ktoś mówi o cyberpunku.

Neuromancer może i jest kultowym dziełem tego gatunku, ale Gibson tworzył go jeszcze na maszynie do pisania. Od tamtego czasu technologia posunęła się mocno do przodu, co w przypadku gatunku skupionego wokół najnowszej techniki i jej wpływu na ludzi jest całkiem istotną zmianą, nie uważacie?

 

Morgan jest absolutnym mistrzem, jeśli chodzi o budowanie świata, w którym rozgrywa się historia o byłym Emisariuszu. Żeby nie zepsuć nikomu oglądania serialu, opowiem wam o samym uniwersum.

Wraz z rozwojem technologii zaczęliśmy w końcu wysyłać misje załogowe na Marsa, dzięki czemu odkryliśmy pozostałości po obcej, marsjańskiej cywilizacji. Najważniejszym znaleziskiem okazały się gwiezdne mapy, na których Marsjanie zaznaczyli planety podobne do Ziemi, które nadawały się do skolonizowania przez nasz gatunek.

W przyszłości nie udało się rozwiązać wszystkich problemów.

Tutaj Morgan bardzo sprytnie założył sobie, że ludzkość nadal nie odkryła sposobu na fizyczne podróże z prędkością zbliżoną do prędkości światła. Lot z Ziemi na Świat Harlana, z którego pochodzi Takeshi Kovacs, zająłby kilkadziesiąt, albo kilkaset lat. Sposób na poradzenie sobie z tą niedogodnością jest kluczowy dla całej historii. Problem z długością podróży kosmicznych udało się obejść jednym prostym trikiem. Transferem świadomości. Morgan wymyślił sobie coś w stylu ludzkiej czarnej skrzynki, nazywanej oficjalnie stosem. Stos to niewielkie urządzenie, które cudownym sposobem jest w stanie przechowywać naszą świadomość.

Fizyczne ciało zostało sprowadzone do roli powłoki. Wymiennej powłoki.

Jeśli oglądaliście odcinek Black Mirror o San Junipero, to mniej więcej wiecie, o co chodzi. Pomysł ten rodzi zupełnie nowe możliwości. Najbogatszych stać na tworzenie codziennych kopii zapasowych swojego ja, co w zasadzie czyni ich nieśmiertelnymi. Ciała z kolei sprzedawane są tak, jak dzisiaj sprzedaje się samochody.

 

Powłoki tworzone dla wojska nafaszerowane są neurochemią i implantami bojowymi, z kolei odpowiednikiem czerownych kabrioletów, które kupuje się z okazji kryzysu wieku średniego, są hodowane w laboratoriach naturalne, młode ciała, w których bogacze spędzają wakacje. Przez resztę czasu inni ludzie, oczywiście za pieniądze, zajmują się ich rzeźbieniem i wyrabianiem pamięci mięśniowej, żeby taki bogacz na wakacjach nie musiał uczyć się pływać na desce surfingowej.

Modyfikowany węgiel to zarazem piękna i przerażająca wizja rozwoju ludzkości.

To wszystko oczywiście kosztuje. Ubodzy, którzy z jakiegoś powodu stracą swoje pierwsze ciało, bardzo często skazywani są na zakup syntetycznej powłoki z kiepską mimiką twarzy i sztucznie brzmiącym syntezatorem mowy. Aha, skoro można kopiować świadomość, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wykonać kopię samego siebie. Czyn ten uznawany jest za przestępstwo i bardzo surowo karany. Z wymazaniem stosu (znanym również jako prawdziwa śmierć) łącznie.

Wydawać by się mogło, że w świecie, w którym tak trudno umrzeć (stos, o ile nie ulegnie zniszczeniu, zawsze można wyjąć z martwego ciała i przełożyć do nowego), trudno napisać kryminał noir, w którym motywem głównym jest śledztwo w sprawie morderstwa. A tu proszę: Morgan opiera na tym pomyśle całą historię opowiedzianą w Modyfikowanym węglu. I robi to doskonale.

Ogromne wrażenie zrobił na mnie również sposób, w jaki autor opisuje swój futurystyczny świat. Niektóre pomysłu rzuca mimochodem, umieszczając je w góra kilku zdaniach tekstu. Jak sprawić, żeby sztucznej inteligencji zarządzającej hotelem zależało na najwyższej obsłudze swoich gości? Do czego w przyszłości będziemy wykorzystywać wirtualną rzeczywistość, która na pierwszy rzut oka nie różni się od prawdziwego świata?

Czekając na serial, warto przeczytać tę książkę.

Modyfikowany węgiel to wciągający od pierwszych stron kryminał. Oczami głównego bohatera obserwujemy, jak rozwój technologii zmienił naszą rodzimą planetę i razem z nim odkrywamy jego mroczną stronę. Jak przystało na cyberpunkową pozycję, oprócz najnowszych nowinek technicznych, książka ukazuje też nierówności społeczne, kryminalny półświatek i brud, który jest tak charakterystyczny dla tego gatunku.

Mam tylko nadzieję, że wydawnictwo MAG planuje reedycję całej trylogii o Takeshim Kovacsie. Modyfikowany węgiel to zamknięta historia, ze świetnym zakończeniem, ale – jak to bywa w przypadku trylogii – pierwszy tom jest zaledwie wstępem do bardziej rozbudowanej opowieści, od której trudno się oderwać. Wiem, co mówię, te trzy książki sprawiły, że Richard Morgan stał się jednym z moich ulubionych autorów.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (1)

7 odpowiedzi na “Modyfikowany węgiel – czekając na ekranizację, warto przeczytać oryginał”

  1. Opis sprawił że wiem co chcę na Gwiazdkę :D
    ps. ale wcześniej jeszcze obejrzę sobie Armitage III
    ps2. “Niebo nad portem miało barwę ekranu monitora nastrojonego na nieistniejący kanał” :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...