Godless to najlepszy serial tego roku, który zrywa z telewizyjnymi ramami

Felieton/Seriale 28.11.2017
Godless to najlepszy serial tego roku, który zrywa z telewizyjnymi ramami

Godless to najlepszy serial tego roku, który zrywa z telewizyjnymi ramami

Oprócz tego, że jest jednym z najlepszych – jeśli nie najlepszym – serialem tego roku, Godless zerwał z tradycyjnymi, telewizyjnymi ramami.

Żyjemy w coraz powszechniejszym świecie rozrywki cyfrowej, dostępnej na żądanie, a produkcje Netfliksa, Amazona czy Hulu wciąż trzymają się nieracjonalnych czasowych ograniczeń. Godless udowadnia, że są one bez sensu i pozbycie się ich może być świetnym wyborem.

W popularnych formatach serialowych istnieją dwa, a co nawyżej trzy najpopularniejsze długości odcinków. Seriale komediowe i sitcomy mają po około 20-22 minuty. Seriale obyczajowe, kryminalne mają zazwyczaj 40-50 minut. Z tym, że z reklamami krótszy format podczas transmisji telewizyjnej ma pół godziny, dłuższy nazywany jest godziną. Czasem trafiają się też około półgodzinne formaty i mam wrażenie, że najpopularniejsze są na w HBO, które nie ma reklam i może pozwolić sobie na większe luzy.

Od początku istnienia, telewizja ma swoje zasady narzucane ramówką. Jeden odcinek serialu w tygodniu, zwykle o tej samej godzinie, programy sztywne w ramówce tak, by widz wiedział kiedy ma usiąść przed ekranem. 40-minutowy odcinek oznacza godzinę wgapiania się w ekran, bo niemal 20 minut jest wypełnione reklamami. A raczej oznaczał.
Upowszechnienie internetu i nagrywarek sprawiło, że omijamy reklamy i oglądamy to, co chcemy i kiedy chcemy. Przyzwyczailiśmy się do tego, ile trwają odcinki ulubionych seriali, do tego, że wiemy, ile czasu zajmie nam ulubiona rozrywka w środku tygodnia.

Przyzwyczaili się też chyba twórcy seriali.

Netflix, Hulu czy Amazon produkują swoje własne tytuły. Zerwanie z ramówkami telewizyjnymi sprawiło, że dostajemy całe sezony w komplecie i nie musimy czekać tygodnia, żeby dowiedzieć się co stało się z bohaterami i kto przeżył. Sami dawkujemy sobie seriale.

Od dobrych dwóch lat zastanawia mnie jednak, dlaczego twórcy seriali trzymają się tych utartych czasów trwania odcinków. Wiem, że po części spowodowane jest to doświadczeniem – twórcy, reżyserzy czy scenarzyści wychowali się na telewizji. Poza tym widocznie te 42 minuty to idealny czas, żeby zmieścić dobrą fabułę i jednocześnie nie zanudzić widza. Tyle, że nie do końca kupowałam te wytłumaczenia. Dystrybucja seriali od razu do platform cyfrowych to przecież ogromna wolność artystyczna dla twórców.

Godless udowodnił mi, że mam rację i ambitny Scott Frank wykorzystał tę wolność w cudowny sposób.

Na IMDB Godless nazwany został mini-serialem, bo ma tylko 7 odcinków. Tyle, że policzyłam czas ich trwania – to 454 minuty. Gdyby patrzeć na czas trwania byłoby to 11,3 klasycznego, około 40-minutowego odcinka. Tyle, że odcinki Godless nie mają czasowych ram. Większość z nich ma około 70 minut, niektóre mają ponad 80, a zdarzają się i takie, które mają po 41 i 50 minut. Serial zerwał ze wszystkimi schematami sztywnych czasów trwania poszczególnych odcinków i bardzo dobrze zrobiło to temu westernowi.

Ambitny, niesamowity pod względem produkcji, gry aktorskiej (ach, ten Jeff Daniels!) i realizacji, Godless wstrzela się nawet w gusta osób takich, jak ja, które nie cierpią westernowej stylistyki. Ogląda się go dobrze (no, może po pierwszym odcinku) także dlatego, że fabuła nie jest poganiana wymuszonym końcem odcinka czy obowiązkowym cliffhangerem po 40 minutach. Umówmy się – w czasach, gdy wszystkie odcinki serialu dostępne są za jednym razem, cliffhangery mają trochę mniej sensu niż kiedyś.

Godless płynie tak, jak powinna płynąć dobra historia i nie przeszkadza nawet to, że od pierwszego odcinka wiadomo, co będzie w centrum finału, bo użyto popularnego tropu, w którym syn (przybrany) zwraca się przeciwko ojcu w walce dobra ze złem.

Godless recenzja
Godless recenzja

Miewacie czasem poczucie, że finały sezonów seriali pozostawiają niedosyt, że nie do końca wykorzystało potencjał zbiegających się wątków czy wyjaśniania tajemnicy?

W Godless tego nie ma, bo na finał przeznaczono aż godzinę i dwadzieścia minut, które wykorzystano w epicki sposób, pozwalając sobie na długie, ale bardzo klimatyczne sceny oddające emocje i ciężar wydarzeń.

Scott Frank, twórca Godless, udowodnił, że reżyserzy powinni walczyć o artystyczną wolność w świecie cyfrowej dystrybucji i powinni traktować długość odcinków nie jak narzucony schemat, a narzędzie przy produkcji, takie jak stylistyka, kostiumy czy nawet dialogi.

Owszem, w telewizji by to nie przeszło, bo rozwaliłoby ramówkę i gdyby każdy serial podchodził do długości w taki sposób, seriale co tydzień nadawane byłyby w innych godzinach. W Netfliksie nie ma to jednak znaczenia. Nie mogę doczekać się, gdy inni twórcy zaadaptują to podejście.

Wyobrażacie sobie BoJacka Horsemana, Stranger Things czy Ozarka używających w bardziej kreatywny sposób tego narzędzia?

Teksty, które musisz przeczytać:

Krytycy z Rotten Tomatoes twierdzą, że „Irlandczyk” to film prawie idealny. Martin Scorsese broni współpracy z Netfliksem

„Irlandczyk” Martina Scorsese od dłuższego czasu zapowiada się jako najważniejsza filmowa produkcja Netfliksa w tym roku. Film na razie notuje bardzo udaną podróż po festiwalach, czego efektem są pierwsze recenzje krytyków. Z perspektywy średniej ocen na Rotten Tomatoes wydaje się, że mariaż Scorsese i platformy Netflix opłacił się wszystkim.

News/Film 14.10.2019

Dołącz do dyskusji (2)

65 odpowiedzi na “Godless to najlepszy serial tego roku, który zrywa z telewizyjnymi ramami”

  1. serial świetny, nawet mi nie przeszkadzała poprawność polityczna, niestety zakończenie słabe – wyglądało to tak, jakby scenarzyści rozbudowywali wątki osobiste i nagle stwierdzili, że trzeba zakończyć – niektórych wątków nie dobudowali, inne pozostały nierozwiązane, mam nadzieję, że będzie kontynuacja, a poza tym chyba pierwszy raz w życiu myślę, o jakimś serialu, że był za krótki
    http://ksiazki.audio/blog/godless

  2. Serial przyciąga, choć fabuła przewidywalna. Nie mogę jednak zrozumieć jak bandyci mogli wygrać z weteranami z czarnego regimentu, a przegrali z kobietami, które nawet nie wiedziały jak trzymać broń.
    Może chodzi o pastisz westernów, wszak kończy się typowo: szlachetny jeździec pozostawił wszystko co miał kobiecie, którą kochał, ale ona nie była dla niego i pocwałował na zachód w siną dal. Ciekawe, że ona też się zdziwiła, gdy zobaczyła go odjeżdżającego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...