TVN żartuje z Kevina Spaceya, a ja się zastanawiam, dlaczego pijar stacji lubi ryzyko

Felieton/TV 19.11.2017
TVN żartuje z Kevina Spaceya, a ja się zastanawiam, dlaczego pijar stacji lubi ryzyko

Ktoś chyba odpłynął w TVN-ie, przygotowując materiały promocyjne stacji. To, co ostatnio pojawiło się na kanale, trudno nazwać żartem. A co dopiero smacznym.

Zewsząd docierają do mediów oskarżenia różnych gwiazd dotyczące nadużyć seksualnych względem innych osób. Na świeczniku wciąż jest Harvey Weinstein, ale wśród znanych nazwisk, które zostały obwinione o molestowanie, znalazł się również Kevin Spacey. Stacja TVN postanowiła wykorzystać ten fakt, by zażartować w reklamie promującej ich własną ramówkę.

Wyszło, cóż, żenująco, ale żeby wszystko stało się jasne, przypomnijmy sobie tło całej tej afery, która trwa już blisko miesiąc.

Pod koniec października Anthony Rapp, znany między innymi z serialu Star Trek: Discovery, oskarżył Kevina Spaceya o niestosowne zachowanie, którego ten ostatni dopuścił się lata temu. Rapp miał być wtedy nastoletnim chłopcem, który stał się ofiarą dojrzałego mężczyzny. Spacey w publicznej wiadomości przeprosił aktora, choć – jak przyznał – nie pamiętał tej sytuacji, kiedy kładł się na młodym chłopaku. Ponadto twarz House of Cards wykorzystała ten moment do przyznania się do swojej orientacji seksualnej – a więc pociągu zarówno do kobiet, jak i do mężczyzn. Spacey napisał, że wybrał życie jako homoseksualista.

Nie pokuszę się o większy komentarz. Jasne jest dla mnie, że to wyznanie wyrządziło dużą krzywdę środowisku LGBT i odbyło się zdecydowanie w złym momencie. Ważne jest jednak, że na tym sprawy się nie zakończyły. Kolejne osoby oskarżyły aktora o niestosowne zachowanie o podłożu seksualnym. To wszystko w konsekwencji zaowocowało dwiema ważnymi decyzjami w różnym czasie.

Po pierwsze serial Netfliksa, House of Cards, firmowany m. in. przez Spaceya, zakończy się na 6. sezonie, a co więcej zawieszono zdjęcia do tej ostatniej serii. Po drugie, w filmie Wszystkie pieniądze świata Spacey – który miał być gwiazdą tytułu – nie weźmie udziału, a zastąpi go Christopher Plummer. Monolith Films, polski dystrybutor odpowiadający za tę produkcję, próbuje wymazać z pamięci pierwotny wybór aktora, nawołując do usunięcia pierwszych materiałów promocyjnych, w których udział wziął Kevin Spacey.

Sprawa wygląda na nieciekawą i ma się wrażenie, że to koniec kariery tego uzdolnionego aktora.

Stacja TVN postanowiła dolać oliwy do ognia i w ostatnich dniach opublikowała na swoich łamach ramówkę nadchodzącego tygodnia. W przyszły weekend na kanale pojawi się film Szefowie wrogowie. W jedną z ról w produkcji wcielił się Kevin Spacey. Ktoś z TVN-u uznał, że świetnym dowcipem będzie ocenzurowanie obecności aktora – a więc nałożenie mu czarnego paska na oczy, wypikanie jego nazwiska i podpisanie go jako Kevin S.

Nie wiem, jak bardzo trzeba być bezmyślnym, żeby zdecydować się na taki krok.

Żartowanie z tego, co się dzieje wokół Spaceya, jest okazaniem braku szacunku osobom, które przyznały się do bycia jego ofiarami, a także brakiem szacunku dla samego aktora. To bardzo chybione spłycanie problemu, który – jak widać zwłaszcza po ostatniej fali wydarzeń – jest obecny w Hollywood od lat. Jestem zniesmaczona. Rozumiem chęć wykorzystania sytuacji i podpięcia się pod aktualne trendy (?), ale nie czas na to i nie miejsce. Tak jak nie czas i miejsce było na coming out rzeczonego aktora.

Nie rozumiem, co TVN chciał tym osiągnąć i jakie jest właściwie stanowisko stacji w rzeczonej sprawie. To kpina z działań Monolith Films i przytyk w stronę Netfliksa? A może próba stanięcia po stronie osób, które oskarżają Spaceya o nadużycia? Twierdząca odpowiedź na żadne z tych pytań nie wydaje się trafna, bo sam pomysł trafny nie jest. To jedno z najbardziej nieprzemyślanych zagrań marketingowch polskiego medium, jakie ostatnio widziałam.

Piiiip się, TVN-ie.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (23)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...