Śpiące królewny uświadomiły mi, jak bardzo tęskniłem za starym, dobrym Kingiem – recenzja Spider’s Web

Recenzja/Książki 09.11.2017
Nasza ocena:
Śpiące królewny uświadomiły mi, jak bardzo tęskniłem za starym, dobrym Kingiem – recenzja Spider’s Web

Śpiące królewny uświadomiły mi, jak bardzo tęskniłem za starym, dobrym Kingiem – recenzja Spider’s Web

Śpiące królewny to wspólne dzieło króla grozy i jego syna. Stephen i Owen Kingowie wydali opasłe tomisko, które czyta się jednym tchem. Póki nie sięgnąłem po ich nową książkę, nie wiedziałem, jak bardzo brakowało mi rasowego horroru.

Stephen King, który wraz z synem Owenem dał nam w tym roku Śpiące królewny, jest jednym z najbardziej poczytnych i zarazem najbardziej płodnych współczesnych pisarzy. Dopiero po lekturze zrozumiałem, że od lat brakowało dobrego horroru w starym stylu, w którym mieszkańcy małego miasteczka mierzą się z nieznanym.

Kim są tytułowe Śpiące królewny?

Kingowie snują leniwie swoją opowieść o mieszkańcach malutkiej mieściny w Zachodniej Wirginii. Bohaterów poznajemy na chwilę, zanim kobiety na całym globie zaczynają zapadać w dziwny sen. Niezależnie od wieku, jeśli tylko odpłyną w objęcia Morfeusza, na ich twarzach wyrasta dziwna biała narośl. Biada temu, kto spróbuje ją usunąć, bo obudzone królewny wpadają w morderczy szał.

Z wirusem Aurora, który atakuje wyłącznie kobiety, mierzy się cały świat. Pomiędzy kolejnymi rozdziałami autorzy ukazują czytelnikom migawki z innych miejsc na Ziemi, które w zwięzłej formie podkreślają skalę zagrożenia, ale główna akcja powieści toczy się w jednym miasteczku o nazwie Dooling. Bezsilnie obserwujemy, jak mieszkańcy powoli sobie uświadamiają, z czym mierzy się cała ludzkość.

Jak to zwykle bywa u Kinga, bohaterowie są nie mniej interesujący od fabuły.

Czytelnika na pierwszych stronach wita bardzo długa lista dramatis personae. Z początku ich liczba przytłacza i trudno spamiętać nazwiska, ale główni bohaterowie są na tyle dobrze zarysowani, że wyróżniają się na tle jednowymiarowych statystów. Nawet jeśli imiona umykają z pamięci, profesje i kolejne podejmowane przez postacie kroki wybrzmiewają w wyobraźni.

Wśród licznych bohaterów znaleźli się między innymi: czyściciel basenów z własną firmą, dziennikarka po operacji plastycznej, temperamentny hycel, twarda pani szeryf, psychiatra z zakładu karnego dla kobiet oraz więźniarki. Nie zabrakło tajemniczej Evie, która pojawia się w Dooling w przeddzień katastrofy i zdaje się wiedzieć o niej więcej niż reszta świata.

Niektórzy z bohaterów może i są chodzącymi archetypami, ale gdy trzeba, potrafią mile zaskoczyć.

Kingowie wchodzą w psychikę bohaterów głęboko. Poznajemy kolejno motywacje, marzenia, słabości i to nie tylko przez pryzmat kolejnych podejmowanych przez nich decyzji i dialogów. Zaglądamy im wprost do środka głowy, poznajemy ich myśli. Nie zawsze jest to przyjemne doświadczenie – nie każdy z bohaterów jest pozytywny. Apokalipsa budzi najgorsze instynkty.

Nawet grupa, którą można uznać za protagonistów, mierzy się z własnymi demonami. Chociaż tragedia dotykająca cały świat na chwilę je usypia, niczym tytułowe bohaterki, to cały czas pływają gdzieś pod powierzchnią świadomości. Gotowe, by wyjść na światło dzienne i narobić zamieszania. Niewiele brakuje, by bliscy zaczęli skakać sobie do gardeł, chociaż cały świat się wali.

Śpiące królewny można interpretować na kilku poziomach.

Z wierzchu to świetnie napisany horror. Autorzy miksują znane motywy i dodają do nich coś świeżego. W gruncie rzeczy prostolinijna opowieść prowadzi czytelnika prosto do piekła, które staje się udziałem bohaterów. W wersji papierowej książka ma blisko tysiąc stron, ale się nie dłuży podczas lektury. Kilkukrotnie w nocy się przy niej niezdrowo zasiedziałem.

Stephen King nie kryje się ze swoimi poglądami politycznymi i można wyczuć ich odbicie w książce. Pod płaszczykiem opowieści z dreszczykiem, Śpiące królewny zachęcają czytelników do interpretacji i wyłapywania alegorii. Sporo z nich nie ma jednak dla obywateli starego kontynentu aż takiej mocy, jak dla mieszkańców kraju, w którym rządzi Donald Trump.

Wcale nie oznacza to, że powieść –  w oczach czytelnika spoza Stanów Zjednoczonych – cokolwiek traci.

Historia jest na równi przerażająca, co fascynująca. Dobrze rozkłada na czynniki pierwsze nasz współczesny świat. Bohaterowie mierzą się z tymi problemami, co zwykli ludzie. Próbują odnaleźć w życiu cel w obliczu konsumpcjonizmu. Dywagują nad sensem swoich wieloletnich i wielokrotnie łatanych związków. Poszukują radości w morzu obojętności i zniechęcenia.

Rola kobiet w społeczeństwie to nie jedyny motyw, który jest tutaj eksploatowany. Dostaliśmy sporo krytyki mediów społecznościowych, mediów w ogóle, ich odbiorców oraz przerażającego zjawiska fake news. Autorzy wiarygodnie przedstawili, jak destrukcyjna może być dezinformacja w obliczu globalnej katastrofy, ale zrobili to z wyczuciem. Nie zabija to suspensu, tylko wzbogaca opowieść.

Dopiero po lekturze zrozumiałem, że właśnie takiej gorzkiej opowieści mi w ostatnich latach brakowało.

Książka ma pewne wady i wydaje mi się, że jestem w stanie zidentyfikować fragmenty pisane przez młodszego z Kingów, który nie ma jeszcze liczonego w dekadach doświadczenia. Styl w wielu miejscach różni się od tego, który znamy z poprzednich horrorów króla grozy. Pomimo to, ten niepodrabialny klimat cały czas można wyczuć. Jak zawsze powoduje to przyjemnie nieprzyjemne mrowienie na plecach.

Historia rozgrywająca się w małym miasteczku, której bohaterami są wiarygodnie przedstawieni różnorodni mieszkańcy pełni przywar, postawieni do tego w niemożliwej sytuacji, jest typem opowieści, które Stephenowi Kingowi wychodzą najlepiej. Autor ostatnio eksperymentował z różnymi gatunkami, ale pracując z synem Owenem, wreszcie wrócił na stare śmieci.

Śpiące królewny są zgrabnie napisanym horrorem, w którym czuć echa takich opowieści jak Bastion, Komórka i Pod kopułą, a po części autorzy nawiązują do Pozostawionych pióra Toma Perrotty i telewizyjnej adaptacji tego dzieła. To dobrze znane połączenie znanego z niewyobrażalnym, z domieszką rozmachu w kreowaniu na papierze żywej społeczności, starszy z Kingów opanował do perfekcji.

Teksty, które musisz przeczytać:

„Dżuma”, „Miasto ślepców” i inne książki o epidemiach bestsellerami. Popkultura wzmaga panikę czy od niej ratuje?

Koronawirus to temat, który w ostatnich tygodniach opanował światowe media. Nie powinno więc dziwić, że powszechna panika udzieliła się również osobom korzystającym z kultury. Na szczyty światowych list bestsellerów awansowały właśnie powieści o epidemii, takie jak „Dżuma” i „Miasto ślepców”. Czy to dobrze, że znów rozmawiamy o tych arcydziełach?

Felieton/Książki 10.03.2020

Dołącz do dyskusji (6)

23 odpowiedzi na “Śpiące królewny uświadomiły mi, jak bardzo tęskniłem za starym, dobrym Kingiem – recenzja Spider’s Web”

  1. zainteresowałeś mnie, lubię Kinga, potrafi stworzyć świetnie historie i bohaterów, trochę gorzej mu wychodzi z zakończeniami

    • oj z zakończeniami czasami jest dziwnie. czasami wygląda to tak, rozpisuje powieść na 1000 stron, i nagle dochodzi do wniosku, że to już czas kończyć i zamyka wszystkie wątki na kolejnych 50 stronach, a to nie wygląda dobre.

  2. Niestety, nie jest to “prawdziwie Kingowska” proza, jak chciałby tego autor tego arta. Książka jest na siłę przeciągana, nużąca, w ogóle nie straszna porównując do dotychczasowego poziomu p. Stephena. Chciał usilnie wcisnąć wstawki swego syna, co poskutkowało monstrualnym rozciągnięciem historii, która stary King zamknąłby po prostu w jednym ze swoich opowiadań do 100 stron. Horroru tam tyle co kot napłakał, za to mnóstwo zbędnych opisów kilkudziesięciu postaci i tony poprawności politycznej, która zmierzała do stwierdzenia zawartego w podsumowaniu że mężczyźni są autorami całego zła na świecie i najlepiej żeby nie istnieli, nawet chłopcy, bo oni już są źli. Złej dziewczyny nie było w książce ani jednej, według autora, podejrzewam że Owena Kinga, one są tylko dobre a dopiero jako kobiety uczą się zła od mężczyzn… Strasznie naciągany i stronniczy wniosek na podsumowanie ponad 700 stron.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...