Magia ma siłę zmieniania świata – rozmawiamy z Y, magikiem i autorem kanału Magic of Y

Wywiad/YouTube 09.11.2017
Magia ma siłę zmieniania świata – rozmawiamy z Y, magikiem i autorem kanału Magic of Y

Y, autor kanału Magic of Y, to człowiek-orkiestra. Od dziesięciu lat zajmuje się magią, prowadzi kanał na YouTubie poświęcony magii, ma własny program w telewizji, firmę tworzącą ekskluzywne talie kart, a teraz wydaje jeszcze swoją książkę, “13 kroków, by stać się magicznym”. Opowiedział nam o tym, czym jest magia i że ta pozwala na dosłownie wszystko.

Joanna Tracewicz, Spider’s Web: Powiedziałeś, że przed naszą rozmową pracowałeś. Opracowujesz może jakieś nowe efekty magiczne?

Y, autor kanału Magia Y: Nie, akurat pracowałem nad strategią marketingową. Mamy trochę pracy.

To mniej magiczne?

Zdecydowanie mniej magiczne.

Chociaż z drugiej strony… magia chyba ma trochę wspólnego z technikami pijarowymi i marketingowymi?

Tak, to prawda. Ma sporo wspólnego. Dzięki temu, że znam się na magii, jestem w stanie działać w takich dziedzinach jak pijar i marketing, mimo że nie mam żadnego wykształcenia w tym kierunku. Zresztą nie tylko pijar i marketing mają związek z magią. Film, medycyna – to też są dziedziny, którymi wieki temu zajmowali się iluzjoniści. Na przykład Georges Méliès był przecież iluzjonistą.

Czyli czarujesz nie tylko podczas występów magicznych, ale także w kampaniach marketingowych?

Magia, pijar i marketing wykorzystują te same mechanizmy. Techniki sprzedażowe także. To, jak się układa choćby produkty na półkach w sklepie bazuje na tym, gdzie ludzie najchętniej patrzą. Jako magik też to wykorzystuję, tylko tu ważne jest również, na jakie elementy publika nie zwraca uwagi. To po prostu kontrola percepcji – wiem, kiedy i gdzie ludzie skupiają swój wzrok.

Oglądałam ostatnio twoje spotkanie z Pauliną Mikułą. Pokazujesz jej dwie kartki. Jedną z napisem “silna”, a drugą z napisem “słaba”. Ona skupia się na tych słowach i inaczej za każdym razem reaguje na bodziec. Trudno nie powiązać tutaj magii również z psychologią. Co – jako magik – wykorzystujesz podczas pokazów? Korzystasz z psychologii, nieuwagi i…?

Głównie z inteligencji.

Co przez to rozumiesz?

Korzystam z inteligecji widzów. Wyobraźmy sobie człowieka sprzed 5 tys. lat. Nie zna naszego świata, więc dla niego każda rzecz jest magiczna. Natomiast dla wyształconej osoby, znającej realia swoich czasów, jasne jest, że jeśli jest punkt A, to po nim musi być punkt B, a dalej jest punkt C. I żeby dla niej coś było magiczne, trzeba złamać ten schemat myślowy. Muszę wiedzieć, co w głowie danej osoby mam oszukać.

Czego jesteś w stanie dowiedzieć się o osobie, która jest twoim partnerem podczas jakiegoś efektu magicznego?

Po spędzeniu chwili z daną osobą, jestem w stanie stwierdzić np. jaki efekt magiczny bardziej jej zaimponuje. Czasem widząc reakcję na prezentację, mogę stwierdzić, czy dana osoba np. nie lubi hazardu i wiele innych rzeczy, ale to już pozostanie moją tajemnicą.

Jaka grupa odbiorców jest dla ciebie najlepszą? Ci, którzy wątpią, czy ci, którzy wierzą bezgranicznie?

Nazwałbym ją taką uśrednioną grupą. Na pewno nie taka grupa, która uważa, że mam supermoce, bo nie chodzi mi o to, aby tworzyć jakąś religię. Nie do końca interesują mnie też ludzie, którzy za wszelką cenę chcą wszystko zdemaskować, psując zabawę innym. Na szczęście, te dwie grupy stanowią mniejszość. Ważne jest dla mnie budowanie relacji z widzami, którzy chcą przeżyć coś fajnego, czasem uwierzyć, że magia istnieje.

Myślisz, że naprawdę znikoma jest grupa osób, które chcą dowiedzieć się, na czym polega dany efekt magiczny?

Tak, zdecydowanie. Zdarza się, że po pokazie podchodzą do mnie ludzie i mówią: ja wiem, jak to było zrobione. Pytam ich wtedy, czy są pełnoletni. I taki pan, na oko 40 lat, odpowiada mi wtedy: tak. Mówię mu wówczas: świetnie, w takim razie mogę ci zdradzić największą tajemnicę – magia nie istnieje, ale Św. Mikołaj tak.

(śmiech) Ja chyba jestem trochę reprezentantką tej grupy, chociaż jak sobie przypominam proste karciane sztuczki, które pokazywał mi tata czy znajomi, to pamiętam, że kiedy dowiadywałam się, jak to zostało zrobione, byłam rozczarowana. I czułam czasem, że może lepiej byłoby nie wiedzieć.

Bo to zwykle jest rozczarowujące. Przez jakiś czas, razem z moim menadżerem, opracowywaliśmy tzw. model poznawania magii, o którym wspominam w mojej książce. Są trzy etapy poznawania magii. Pierwszy polega na tym, że oglądasz i się zachwycasz. Drugi etap jest wtedy, kiedy celowo lub przypadkiem dowiesz się, jak coś zostało zrobione i to jest etap totalnego rozczarowania. Trzeci etap to kiedy sam zaczynasz tworzyć magię. I to jest równie fascynujące uczucie, nawet nie wiadomo, które bardziej, pokazywanie czy oglądanie. Więcej osób, co też widzę po swojej publiczności na YouTubie, jest takich, które po prostu chcą oglądać magię dla rozrywki. Jest niewielka grupa ludzi, którzy chcą się magii nauczyć, żeby pokazywać ją innym i wśród tych ostatnich jest naprawdę nikły odsetek takich widzów, którzy chcą poznać tajniki sekretów magicznych po to, żeby zniszczyć zabawę innym.

A pytasz czasem ludzi, czy chcieliby poznać prawdę o danym efekcie magicznym?

Tak, czasem na pokazach tak robię.

I jaka jest reakcja?

W większości sytuacji maksymalnie 10 proc. osób podnosi rękę, że chciałaby poznać przebieg danego efektu.

To chyba trochę jak ze spoilerem. Jednak nie chcesz, aby znajomy opowiedział ci, co się wydarzy w finale serialu, który oglądasz.

Akurat to jest bardzo dobre określenie. Kiedyś mój kolega z Wielkiej Brytanii, który również zajmje się magią, wymyślił sobie sposób walki z tzw. hecklerami, bo tak się określa tych, co chcą zepsuć zabawę innym. Zainicjował kampanię, w której przyrównywał zdradzanie tajemnicy, jaka stoi za efektami magicznymi, do serialowego spoilera.

Jak myślisz, dlaczego nie chcą wiedzieć? Tylko dlatego, że boją się zepsucia sobie zabawy?

Ludzie lubią tajemnice. A z tajemnicy jesteśmy coraz bardziej odzierani, patrząc choćby na media społecznościowe. Zwróć uwagę na sukces np. piosenarki Sii, która nie pokazywała swojej twarzy, chowając ją za grzywką. Ludzie potrzebują wielkich niewiadomych, to ich fascynuje. Podczas zbiórki crowfundingowej na wydanie specjalnej talii kart mojego autorstwa, jednym z podarunków za wpłatę była talia innych kart, które zostały wydane w dwóch edycjach – standardowej i limitowanej. Wymyśliliśmy, że można je dostać, ale nie wiedząc, jaka talia do kogo przyjdzie. W dwa dni zamówionych zostało ok. 200 egzemplarzy. Wciąż chcemy nie wiedzieć, snuć domysły. A na tym właśnie opiera się magia.

To jak z walizką z Pulp Fiction. Nie wchodząc całkiem w szczegóły, a zaglądając nieco za kulisy, jesteś w stanie jedną sztuczkę przygotować na kilka sposobów, by osiągnać ten sam efekt?

To jest właśnie jedna z najlepszych metod na to, aby publika nie była w stanie odgadnąć, na czym polega dany efekt. Są efekty, gdzie takie same rezultaty mogę osiągnąć na 20-30 sposobów.

A ile trwa tak naprawdę stworzenie takiego efektu, żeby można było go zaprezentować widzom?

Może to zająć 20 minut, ale może też zająć 4 lata. (śmiech) Nie ma jednej metody na wymyślenie efektu. Czasem przychodzi olśnienie, czasem trzeba więcej główkować.

To jaki jest zatem próg wejścia do magii? Sam magią zajmujesz się już 10 lat.

Tak naprawdę nie jest wysoki. Był kiedyś taki eksperyment, którego celem było sprawdzenie, ile czasu człowiek potrzebuje, by nauczyć się czegoś na tyle, aby inni stwierdzili, że potrafi to robić. Okazało się, że 20 godzin. I zdecydowanie iluzja będzie taką dziedziną. Ten czas wystarczy, żeby nauczyć się np. trzech prostych efektów magicznych i pokazać je znajomym, a oni powiedzą: tak, on jest iluzjonistą. Problem polega na tym, że wiedza wśród publiki jest znikoma na temat iluzji i większość nie potrafi ocenić, czy dany człowiek nauczył się tych efektów dzień wcześniej i dzisiaj nam robi pokaz, czy spędził z magią 10 ostatnich lat. Nie będę zdradzał nazwisk, ale w jednej edycji brytyjskiego talent-show był magik, który zaprezentował sztuczkę przed publiką za pomocą specjalne zakupionego gadżetu, który każdy może nabyć za 10 dol. w internecie, i zaszedł bardzo daleko.

A kiedy można stwierdzić, że ktoś zaprezentował nam dobrą iluzję?

Dobra iluzja jest wtedy, kiedy po pierwsze, nie chcesz poznać jej rozwiązania, a po drugie, nawet, jeśli jakoś je poznasz, to historia, która została opowiedziana ci to rekompensuje.

Efekty magiczne to zręczność, logiczne myślenie, znajomość ludzkich reakcji… A potrafisz czytać w myślach? Tego też da się nauczyć?

Tak.

To już jest czarna magia? (śmiech)

Czy ja wiem, czy czarna magia. Jeśli miałbym rozróżnić czarną magię od białej, to zwróciłbym uwagę na efekt końcowy i intencjonalność. Jeśli czytając w myślach, odczytałbym PIN do twojej karty płaniczej i poszedł wypłacić twoje pieniądze z konta, to wtedy tak – byłaby to czarna magia. (śmiech)

A żeby zniknąć w jednym miejscu i pojawić się w drugim, trzeba mieć brata bliźniaka?

(śmiech) To jest masywny spoiler, nie możesz umieścić tego pytania!

Nikt nie wie, o czym mówię! (śmiech)

Nie, nie trzeba mieć brata bliźniaka… trzeba się sklonować. (śmiech) Ale tak już na poważnie, żeby wykonać taki efekt magiczny nie trzeba mieć brata bliźniaka, w magii wszystko jest możliwe.

Powiedziałeś kiedyś w jednym z wywiadów, że jesteś “uczciwym iluzjonistą”. Na czym polega uczciwość iluzji i czym się różni iluzjonista uczciwy od nieuczciwego? Ma to jakiś związek z tą czarną i białą magią?

Iluzjonista to jest uczciwy zawód – obiecuję, że oszukuję i robię dokładnie to, co obiecałem. Tym nieuczciwym iuzjonistą mógłby być właśnie ten, kto wykorzystuje magię do złych celów. Jeżeli ktoś, oglądając mój pokaz, uważałby, że kłamię, to znaczy, że nie rozumie konwencji magii. Dlatego też staram się myśleć o języku, kiedy mówię o magii. Wolę określenie efekt magiczny, a nie sztuczka czy numer, bo numer to się komuś wykręca.

Ale pomówmy jeszcze chwilę o tym, co wydaje się niemożliwe, jak choćby czytanie w myślach. Obiecałeś, że w momencie, kiedy będziesz miał na swoim kanale na YouTubie 1 mln subskrybcji, zaprezentujesz efekt magiczny – chodzenie po wodzie. Pracujesz już nad tym?

Tak, powoli nad tym pracuję. Na razie mam dwie koncepcje. Jeszcze nie wiem, która z nich jest możliwa, ale pomysłów jest dużo. Zależy mi, żeby zrobić to w oryginalny sposób.

Masz jakiś ulubiony efekt magiczny?

Nie mam ulubionego efektu, raczej mam takie fazy, kiedy najbardziej kręci mnie jakiś typ efektów magicznych. Ale lubię prezentować magię, która udowadnia, że istnieją jakieś supermoce, które znamy np. z filmów czy seriali. Ostatnio pokazywałem magię Deanowi Cainowi, który swego czasu wcielał się w Supermana. Zaprezentowałem mu zamrażanie ognia oddechem.

Wiele razy pokazywałeś taki efekt magiczny, że różnym ludziom zamieniasz rachunek na banknot stuzłotowy. Założę się, że to ulubiona iluzja wszystkich osób, biorących udział w pokazie. To też twoja inwestycja w magię?

Tak, zdecydowanie. Nie tylko w moją magię, ale w postrzeganie magii w ogóle.

A jakby wszyscy na pokazie chcieli wziąć udział w tym efekcie, to dalej by się to opłacało?

(śmiech) Z tym efektem jest tak, że on naprawdę pozwala uwierzyć w istnienie magii. Zdarzają się ludzie, którzy potem pytają mnie, czy mają mi oddać pieniądze. Odpowiadam im: zatrzymaj to, ja po prostu tak mam. Albo: weź to i zaproś swoją żonę do kina lub zatrzymaj tę stuzłotówkę na dowód, że magia naprawdę istnieje, nie musisz jej wydawać.

A są ludzie, którzy po prostu nie lubią magii?

Myślę, że nie ma takich ludzi. Raczej są tacy, którzy jeszcze nie wiedzą, że lubią magię. Tak jak Kuba Wojewódzki, który za każdym razem podkreśla, że nie lubi iluzjonistów, bo być może spotkał za wielu takich, którzy nie byli dobrymi magikami.

Co ciebie w tej magii najbardziej fascynuje?

W magii najfajniejsza jest różnorodność. Ona dotyka różnych dziedzin. Jak się jest iluzjonistą, to się jest nim 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu. Magia to sposób na życie, zresztą ona też zmieniła moje życie. Dała mi np. pewność siebie. Ale może zmienić życie innych. Udowodniono, że dzieci, którym przed zabiegiem stomatologicznym pokaże się jakiś efekt magiczny, są bardziej skore do współpracy. Magia jest też używana w terapii dla ludzi z porażeniem mózgowym przy próbie powrotu do rozwoju motoryki małej. Magia ma po prostu siłę zmieniania świata.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (4)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...