W tej książce drzemie magia, choć nie ma w niej ani słowa o czarach. Recenzujemy Labirynt Duchów

Recenzje/Książki 06.11.2017
Nasza ocena:
W tej książce drzemie magia, choć nie ma w niej ani słowa o czarach. Recenzujemy Labirynt Duchów

Cóż to była za podróż. Carlos Ruiz Zafon Labiryntem Duchów zamyka opowieść, która – jestem przekonany – zostanie zapamiętana jako jedno z najważniejszych dzieł literackich pierwszej połowy XXI wieku.

Nie mogłem się oderwać. Przewracałem kolejne kartki tego blisko 900-stronicowego tomiszcza z zapartym tchem, dając się porwać mrocznej, głębokiej ale i tajemniczej i baśniowej powieści pióra hiszpańskiego pisarza.

Labirynt Duchów jest nie tylko pięknym zwieńczeniem cyklu Cmentarz Zapomnianych Książek. To też najlepsza część tego cyklu i bodajże najlepsza powieść w dorobku autora.

Jeśli ktoś jeszcze zastanawia się, skąd wziął się fenomen zapoczątkowany przez Cień Wiatru, Labirynt Duchów ma co najmniej trzy dobre argumenty, by przekonać nieprzekonanych.

Po pierwsze – to doskonała opowieść. Do-sko-na-ła.

Labirynt Duchów pod względem fabularnym różni się od poprzednich książek. Trzy pierwsze części prezentowały nam relatywnie liniową, jednowątkową opowieść, z których każda była częścią składową jednej, większej historii. W Labiryncie Duchów każdy z tych wątków powraca, a do tego dochodzi jeszcze właściwa fabuła książki – opowieść o Alicji Gris i tajemniczym zniknięciu znanego czytelnikom ministra Vallsa.

Jakby tego było mało, na kartach jednej powieści dowiadujemy się w końcu czegoś więcej o przeszłości Fermina, o tajemniczym pisarzu Caraksie i – w końcu – poznajemy prawdę o śmierci matki Daniela Sempere.

Choć na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że taki natłok wątków tylko rozproszy czytelnika, tak Zafonowi udało się to rozpisać na tyle zręcznie, że wszystko stanowi jedną koherentną całość. Jest to o tyle niesamowite, iż Labirynt Duchów jest jednocześnie spójny jako samodzielna historia (dla tych, którzy nie czytali pozostałych książek w cyklu) jak i dla tych, którzy czekali na zwieńczenie tetralogii. Prawdziwy fabularny majstersztyk.

Po drugie – Carlos Ruiz Zafon zgrabnie balansuje między wieloma gatunkami literackimi i nie daje się zaszufladkować.

Nie da się jednoznacznie sklasyfikować Labiryntu Duchów. To świetny przykład tzw. literatury środka – już nie lekka powieść gatunkowa, ale jeszcze nie ociężała literatura piękna. Zafon napisał powieść, która w równym stopniu przypadnie do gustu krytykom i czytelnikom.

Z jednej strony mamy tu bowiem piękny język, bogate tło historyczne i wspaniały, wiarygodny klimat, a z drugiej opowieść, która trzyma w napięciu i postaci, do których łatwo się przywiązać.

Labirynt Duchów nosi znamiona mrocznego, ciężkiego kryminału, momentami niemal noir. To duszna, pełna zawiłości, doskonale skonstruowana intryga, której nie powstydziliby się mistrzowie gatunku. Jednocześnie to także poruszająca powieść obyczajowa, opowiadająca o trudnych losach rodziny Sempere i osób powiązanych z Cmentarzem Zapomnianych Książek.

Pod pewnymi względami Labirynt Duchów jest też powieścią szkatułkową. Nie chcę zdradzać zbyt wiele, aby nie psuć zabawy, jednak splecenie wątków oraz epilog pokazują wyraźnie, że cały cykl Zafona to w istocie opowieść wewnątrz opowieści. Czy może raczej opowieść o opowieści, wewnątrz której skrywają się mniejsze opowiastki. Nic dziwnego, że na Labirynt Duchów musieliśmy czekać aż pięć lat. Misterność, z jaką Zafon utkał tę historię, w pełni usprawiedliwia długi czas powstawania powieści.

Ostatnia część cyklu jest też książką, która zostawia po sobie wyraźny ślad. Nie sposób wyrzucić jej z głowy na długo po przewróceniu ostatniej strony, a przesłanie niesione przez opowieść o rodzinie Sempere daje do myślenia. Co prowadzi mnie do trzeciego argumentu:

Po trzecie – Labirynt Duchów to książka, w której drzemie magia.

Każda z powieści Carlosa Ruiza Zafona, począwszy od jego najwcześniejszych dzieł, ma w sobie baśniowość. I chociaż w Labiryncie Duchów nie pada ani słowo o czarach, to książka za sprawą swojego klimatu, wiarygodnych postaci i wszechobecnej atmosfery tajemnicy sprawia wrażenie magicznej.

W zasadzie to… cała tetralogia w istocie opowiada o swego rodzaju magii. Magii książek. Książki w powieściach Zafona to coś więcej, niż tylko papier i atrament. To bramy do innego świata. Samodzielne byty, które wybierają sobie czytelników. To lekarstwo na ból.

Jestem przekonany, że każdy zawzięty czytelnik pokiwa w tej chwili głową ze zrozumieniem. Zafon doskonale ubrał w słowa to, co czytelnicy czują każdego dnia – że książki mają w sobie czar, którego próżno szukać w innych dziełach kultury.

Labirynt Duchów nie jest jednak książką dla każdego.

Przy całym zachwycie, jaki odczuwam po lekturze ostatniej części tetralogii Zafona, muszę przyznać, że nie jest to książka dla każdego.

Na pewno nie jest to dobra propozycja dla tych, którzy szukają lektury łatwej szybkiej i przyjemnej. To potężne tomiszcze, które mimo zgrabnej konstrukcji zmusza do wysilenia zwojów mózgowych i łączenia kropek.

To też książka dla wytrwałych. Prawdę mówiąc, przez pierwsze 100-120 stron… niewiele się dzieje. Jeśli ktoś nie czytał poprzednich części, pierwsze karty Labiryntu Duchów będą nieco niezrozumiałe. Warto jednak przez nie przebrnąć, bo od około 100 do około 800 strony Labirynt Duchów to już strumień wartkiej akcji.

Mam też troszkę żal do autora, że w epilogu tak niewiele zostawił wyobraźni. Wiemy, że to definitywny koniec Cmentarza Zapomnianych Książek. Zafon na ostatnich stronach zadbał o to, aby nie pozostawić żadnego wątku niedomkiętym, tym samym ucinając jakiekolwiek nadzieje na możliwą kontynuację.

Ta książka zasługuje na ekranizację z prawdziwego zdarzenia.

Nie wiedzieć czemu, cykl jeszcze nie doczekał się filmowej ekranizacji. A powinien. Szczególnie Labirynt Duchów, bo to jedna z tych powieści, która zasługuje na wysokobudżetową adaptację z najlepszymi aktorami w roli głównej.

Nie mam wątpliwości, że kiedyś się tego doczekamy. Póki co jednak, najnowszą powieść Carlosa Ruiza Zafona, jak i cały Cmentarz Zapomnianych Książek, warto wpisać na listę pozycji obowiązkowych. I dać się porwać magii.

Dołącz do dyskusji (8)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...