Za nieco ponad pięć tygodni Clarkson, May i Hammond zaproszą nas na najbardziej widowiskowe motoryzacyjne show, jakie zna telewizja. Z pewnością rozmach pierwszego sezonu znajdzie się i w drugim. Ale czy prezenterzy wyciągnęli wnioski z krytyki?

The Grand Tour to duchowy spadkobierca kultowego Top Geara. Po tym jak Jeremy Clarkson został zwolniony z BBC – a jego koledzy solidarnie z nim odeszli – trójkę legendarnych już dziennikarzy motoryzacyjnych wziął pod swoje skrzydła Amazon. A The Grand Tour ich autorstwa stał się sztandarową produkcją Amazon Prime Video, jednym z głównych powodów by wybrać właśnie tego usługodawcę VoD.

Jaki jest The Grand Tour? Cóż, istnieją dwa rodzaje programów motoryzacyjnych. Pierwszy to ten pomocny. Należą do niego programy, które informują nas o tym, jak dobrze kupić samochód, co robić w przypadku takiej a takiej awarii, jak dobierać opony, i tak dalej. Drugi ma na celu pokazanie nam fantastycznych pojazdów, których sobie nigdy nie kupimy, a także wyścigów czy innych wydarzeń, których pewnie nigdy nam nie będzie dane zobaczyć.

The Grand Tour, tak jak i Top Gear, należy do tej drugiej kategorii. Przepiękne i najczęściej bardzo drogie auta, przecudowna realizacja podkreślająca wyjątkowy charakter prezentowanych samochodów w egzotycznych zakątkach świata, ryk silników i pasja do motoryzacji. Plus dodatkowy atut, jakim jest trzech sarkastycznych, cynicznych i bardzo dowcipnych prowadzących, którzy z czasem stali się idolami fanów ekstremalnej motoryzacji na całym świecie.

Ich nazwiska to Clarkson, May i Hammond.

The Grand Tour to, podobnie jak pierwowzór, prawdziwe show o motoryzacji. Nie dowiecie się z niego zbyt wielu praktycznych rzeczy. Trudno zresztą się tego spodziewać, skoro tematem pierwszego odcinka pierwszego sezonu były trzy superhybrydy: McLaren P1, Porsche 918 i Ferrari LaFerrari. Mogliśmy w nim oglądać, jak dziennikarze katują te maszyny zarówno na torze wyścigowym, jak i na malowniczych szosach Portugalii.

Realizacja The Grand Tour była absolutnie wzorowa. Żaden inny program motoryzacyjny nie ma tak spektakularnych i przyjemnych dla oka zdjęć co Top Gear i ta sama reguła obowiązuje w przypadku Grand Tour. Niektóre ujęcia zapierają dech w piersiach.

The Grand Tour miał też kilka problemów. Mam nadzieję, że drugi sezon je wyeliminuje.

Dziennikarze wprowadzili do The Grand Tour kilka zmian względem poprzedniego ich programu. Niestety, spora część z nich wynika z chęci rozwoju (czytaj: uniknięcia pozwu ze strony BBC). Weźmy na przykład takiego Stiga, który musiał zostać zastąpiony inną postacią. Wybrano Mike’a Skinnera, zawodowego kierowcę NASCAR, który podczas testów pojazdów co rusz rzuca sucharami na temat jego amerykańskości, krytykując wszystko inne jako socjalistyczne i komunistyczne. Śmieszy za pierwszym i drugim razem, ale za dwunastym jest już tylko żenujące.

Brak gości i wywiadów został zastąpiony ciągłym żartem o zabijaniu celebrytów tuż przed ich wejściem do studia namiotu. Ponownie, na początku jest całkiem zabawnie, ale żart powtarzany po kilkanaście razy staje się przewidywalny, nudny i prowokuje do przewinięcia dalej. Takich elementów wprowadzanych na siłę było więcej. Znacznie więcej. Właściwie to wszystkie zmiany wprowadzone, by odróżnić The Grand Tour od Top Geara i uniemożliwić proces o plagiat wyszły temu przedstawieniu na złe. Oby drugi sezon miał dużo mniej takich słabych elementów.

Drugi sezon The Grand Tour – data premiery:

Drugi sezon The Grand Tour zadebiutuje w ofercie Amazon Prime Video 8 grudnia. Jest on dostępny za darmo dla abonentów usługi Prime Video. Koszt abonamentu to 2,99 Euro przez pierwsze 6 miesięcy, a później 5,99 Euro miesięcznie. Można z niego zrezygnować w każdej chwili. Jest dostępny również i w Polsce, w tym jako aplikacja na popularne konsole do gier i telewizyjne systemy operacyjne.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (2)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...