Źle się dzieje w Bieszczadach. Recenzja 3. odcinka nowego sezonu Watahy

Recenzja/Seriale 23.10.2017
Nasza ocena:
Źle się dzieje w Bieszczadach. Recenzja 3. odcinka nowego sezonu Watahy

Źle się dzieje w Bieszczadach. Recenzja 3. odcinka nowego sezonu Watahy

To jeden z najważniejszych powrotów serialowych tego roku. Wataha jest klimatyczna, brutalna i wciągająca. Niestety, ma też wady.

Uwaga, poniższy materiał zawiera spoilery z drugiego i pierwszego sezonu serialu Wataha. 

Dwa pierwsze odcinki po tej długiej przerwie były jak kofeinowy strzał zaaplikowany z rana. Dawały kopa, ale organizm szybko poprosił o więcej. I dostaliśmy więcej. Od wczoraj abonenci HBO GO mogą poznać dalszą część historii o uciekinierze Rebrowie, prokurator Dobosz i innych uczestnikach bieszczadzkiego dramatu.

W trzecim odcinku Watahy nie ma miejsca na przestoje.

Fabuła płynie dość naturalnie, ale serial bombarduje nas wydarzeniami. Śledztwa nabierają tempa, w światku przestępczym toczą się walki, a Rebrow nie ustaje w wysiłkach, aby odnaleźć Martę. W tle cały czas pojawia się bardzo aktualny problem uchodźców.

Doceniam, że kwestię “obcych” pojawiających się w tej bieszczadzkiej prowincji zrealizowano w taki sposób. Tematu nie ujęto w zbyt nachalnie. Jedyne czego mi brakuje, to zarysowania charakterów postaci, które znalazły się po obu stronach tego problemu. Myślę, że serial mógłby na tym skorzystać i przy okazji uniknąć zarzutów o ideologiczne popieranie jakiejś sprawy. A przecież wiemy doskonale, że takie zarzuty muszą się pojawić, gdy tylko gdzieś zostanie wspomniany temat uchodźców.

Dowiedzieliśmy się co nieco o Adamie Grzywaczewskim. Wygląda na to, że te cztery lata, który upłynęły od czasu, gdy spalił żywcem swoich przyjaciół, oddaliły wszystkie wyrzuty sumienia. Grzywa stał się okrutny, co najwyraźniej jest bardzo przydatną cechą w jego nowym fachu. Wygląda bowiem na to, że to on kieruje znaczną częścią szmuglerskiego procederu. Duże wrażenie zrobiła na mnie bezwzględność, z jaką potraktował Cinka, gdy ten ostatni zdecydował się go wystawić.

Z niemałym smutkiem muszę zauważyć chyba najsłabszy punkt tego odcinka i – obawiam się – całego drugiego sezonu.

Osoby, którym nie podobał się pierwszy sezon Watahy, najczęściej krytykowały zakończenie poprzedniej serii. Niestety, część zarzutów jest wyjątkowo trafna. Fabuła serialu była dość zawiła, a wątków było dużo. Co prawda spięły się one dość zgrabnie w finałowym epizodzie, ale gdy Grzywa pojawił się w ostatniej scenie i wyjaśnił Rebrowowi – a także widzom – o co w tym wszystkim chodziło, byłem bardzo zawiedziony.

Twórcy zdecydowali się odsłonić wszystkie karty i zostawić widza z poczuciem niedosytu.

I oglądając drugi sezon, przypuszczam, że ta sytuacja może się powtórzyć. Jesteśmy już w połowie serii, a ja mam wrażenie, że dopiero zaczynamy poznawać poszczególne wątki. Śledztwo Igi Dobosz odkrywa coraz to nowe detale związane ze sprawą. Mam poczucie, że to dopiero początek wielkiej intrygi, a my zobaczyliśmy tylko jej zarys.

Wątek Rebrowa, Grzywy i Marty jest tego najlepszym przykładem.

Dostaliśmy informację, że bohaterów łączy coś więcej niż przelotna znajomość. Wspólna trauma, której doświadczyli w dzieciństwie może być paliwem do działań Grzywaczewskiego, ale obok tego problemu mamy jeszcze konflikt z Rebrowem, morderstwo prawdopodobnie na tle rasowym, przemyt, kreta w straży granicznej i walkę o wpływy przestępczego świata. Każda z tych historii musi wybrzmieć i myślę, że w tym galimatiasie może być trudno przedstawić głębię tego dramatycznego wydarzenia z młodości.

Pocieszeniem jest w tym przypadku gra aktorska. Bartłomiej Topa, Aleksandra Popławska i Leszek Lichota nadrabiają swoimi umiejętnościami to, czego nie udaje się pokazać w scenariuszu. Dzięki ich kreacjom możemy zobaczyć, co czują bohaterowie w tych ekstremalnych sytuacjach.

Na koniec muszę przyznać, że ostatnia scena odcinka mnie zawiodła. Dwóch przeciwników spotkało się ze sobą i ich konfrontacja powinna być najmocniejszym punktem serii. Przecież czekaliśmy na nią od momentu, gdy dowiedzieliśmy się, że Grzywa zniszczył Rebrowowi życie. Tymczasem dostajemy komiczną szarżę przez rzekę. Prosto na lufę przeciwnika. Co Wiktor chciał osiągnąć? Czy przez te kilka lat w lesie całkiem stracił kontakt z rzeczywistością? Czego się spodziewał? Zostawiam was z tymi pytaniami. Ja nie potrafię na nie odpowiedzieć.

Trzeci odcinek drugiego sezonu Watahy możecie oglądać w HBO GO.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (3)

113 odpowiedzi na “Źle się dzieje w Bieszczadach. Recenzja 3. odcinka nowego sezonu Watahy”

  1. Biegł pod lufę. Brawura i zawiść. To samo można powiedzieć, gdy ładował się pod lufę dla Dobosz. Ryzykował w obu przypadkach. Ma ojca popa więc pewnie założył kamizelkę :D, nie no żartuję i tak przeżyje, bo filmowcy zdradzili to w trailerze scenami, których jeszcze nie było…

  2. No dobra, ale dlaczego prokurator nic nie zrobiła z informacją o spotkaniu Wiśniaka z Rambo? Przecież to raczej mega ważna informacja. No chyba, żę się nie dowiedziała. To jakieś takie dla mnie nielogiczne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...