Czy to pożegnanie? Remigiusz Mróz w zakończeniu Oskarżenia wiele pozostawia domysłom

Recenzje/Książki 23.10.2017
Nasza ocena:
Czy to pożegnanie? Remigiusz Mróz w zakończeniu Oskarżenia wiele pozostawia domysłom

Wszystko co dobre, ma swój kres. Wierni fani prozy Remigiusza Mroza będą musieli pogodzić się z przesłaniem tego przysłowia, gdyż Oskarżenie to najprawdopodobniej pożegnanie z postaciami, które zdążyli pokochać.

Wybuchowy duet legendarnej prawniczki, Joanny Chyłki, i Kordiana Oryńskiego był z nami przez sześć powieści. Sześć efektownych, porywających książek, z których pierwsze pięć sprzedało się łącznie w oszałamiającym nakładzie pół miliona egzemplarzy.

Czytelnicy mieli dość czasu, by pokochać protagonistów za cięte dialogi, wyzierającą z każdej sceny chemię i ogólną rozrywkę, którą dostarczały ich przygody. Ja również dałem się wciągnąć na ten rollercoaster Remigiusza Mroza, ale mimo tego, kończąc lekturę Oskarżenia, nie czułem smutku pożegnania. Raczej ulgę.

Oskarżenie to kapitalna klamra dla kapitalnej serii, ale… niezbyt udana książka.

Spośród wszystkich książek o Chyłce i Zordonie Oskarżenie muszę jednoznacznie uznać za najsłabszą. Niestety.

Zacznę od tego, że Oskarżenie wyjątkowo wolno się rozpędza. Po takim finiszu, jaki zgotowała czytelnikowi Inwigilacja, spodziewałem się znacznie mocniejszego uderzenia. Tymczasem na pierwszych stronach powieści akcja toczy się dość leniwie, dialogi jakoś się nie kleją, a rozwijająca się intryga związana z byłym opozycjonistą sprawia wrażenie wręcz wtrąconej na siłę, żeby jakoś przełamać spadek życiowej formy głównych bohaterów.

Nie będę zdradzał fabuły tym, którzy jeszcze książki nie przeczytali, ale dość powiedzieć, że opisana na okładce historia Tatuażysty to ledwie tło dla dziejących się na pierwszym planie dramatów Chyłki i Zordona. Jakby tego było mało, wszystkim zza kulis steruje znany z pierwszej części serii czarny charakter…

Wątki personalne są tym, co ratuje Oskarżenie przed byciem „po prostu kolejną książką”. Jeśli ktoś czytał poprzednie pięć części, będzie z wielkim bólem obserwował upadek Zordona i dramat Chyłki (no dobra, dobra, już więcej nie spoiluję…).

Pojawienie się znanego czytelnikom Piotra Langera i większe niż dotychczas skupienie się na głównych bohaterach to wyznacznik tego, jak dobrym finiszem dla serii jest Oskarżenie. Niestety, jako samodzielna książka… Oskarżenie po prostu się nie broni.

Główny wątek jest zagmatwany, rozwija się bardzo, bardzo powoli, a na końcu nie znajduje naturalnego ujścia – rozwiązanie zagadki wykłada czytelnikowi narrator. Bardzo mnie to rozczarowało, podobnie jak niepotrzebne wodzenie za nos czytelnika w zakończeniu, rozbitym niejako na co najmniej dwie, jeżeli nie trzy części. Zupełnie jakby Remigiusz nie mógł się zdecydować, gdzie chce zamknąć tę opowieść.

Do tego czytając poszczególne rozdziały (które szybko nabierają właściwego Mrozowi tempa), miałem wrażenie, jakby były one od siebie nieco oderwane. Nie potrafię ocenić, czy to kwestia nadmiernych przeskoków czy może opieszałości redakcyjnej, ale w moim odczuciu Oskarżenie jest opowieścią znacznie mniej koherentną od poprzednich części cyklu.

Z tego względu muszę też powiedzieć wprost, że to książka niemal wyłącznie dla tych, którzy spędzili z Chyłką i Zordonem ostatnie trzy lata. Nowi czytelnicy znacznie lepiej zrobią zaczynając od Kasacji i poznając opowieść o zołzowatej mecenas od samego początku.

Czy to na pewno koniec?

Piszę tutaj wprost, że to pożegnanie z Chyłką i Zordonem, bo osobiście tak właśnie uważam. Sądzę, że Oskarżenie to bardzo dobre zamknięcie cyklu i zupełnie naturalny koniec pewnej historii.

Wspomniane już zakończenie nie jest jednak definitywne. W jednej chwili wydaje się, że to już na pewno ostatnia kropka. W drugiej, że mimo wszystko będzie kolejna część. Ostatecznie końcówka niby sprawia wrażenie zamkniętej, ale została też napisana tak, żeby zostawić autorowi uchyloną furtkę do kontynuacji lub spin-offów. Zostaje mnóstwo miejsca na domysły i spekulacje czytelników.

Nie można więc wykluczyć, że Chyłka i Zordon jeszcze powrócą. Może nie za pół roku, a za kilka lat. Może nie w tych samych rolach, ale na pewno razem. Remigiusz nigdzie oficjalnie tego nie potwierdza, ale sądzę, że zarówno jemu jak i czytelnikom przyda się chwila wytchnienia.

A tym, którym wciąż będzie mało, zostaje cierpliwie czekać na serialową adaptację, która podobno jest już w drodze.

Być może żegnamy Chyłkę i Zordona, ale na pewno nie Remigiusza Mroza. Ten nie zwalnia.

W chwili pisania tego tekstu ledwie dwa tygodnie dzielą nas od premiery drugiej części serii W kręgach władzy, czyli Większości bezwzględnej. Znając autora, wkrótce potem zobaczymy kolejną część serii o komisarzu Forście.

Chyłka i Zordon mogli się skończyć, ale Daria Seyda i Wiktor Forst dopiero się rozkręcają. Po drodze pewnie wpadną kolejne samodzielne pozycje.

Jedno jest pewne – fani Remigiusza Mroza, pomimo zakończenia (?) cyklu o prawnikach, nie będą narzekać na brak lektur i wrażeń.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (3)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...