Czekając na Hitlera. Babylon Berlin – recenzja Spider’s Web

Recenzja/Seriale 20.10.2017
Nasza ocena:
Czekając na Hitlera. Babylon Berlin – recenzja Spider’s Web

Czekając na Hitlera. Babylon Berlin – recenzja Spider’s Web

Serial reklamowany był jako największa produkcja w historii niemieckiej telewizji. Babylon Berlin przenosi widza do Berlina w 1929 roku i rozmachu nie można mu odmówić.

Jest rok 1929. Europa ledwo otrząsnęła się po I wojnie światowej, a my wiemy, że niedługo rozgorzeje kolejny paskudny konflikt. Już za chwilę Hitler dojdzie do władzy, a kryzys gospodarczy zbierze krwawe żniwo. Jednak zanim to nastąpi, Berlin bawi się, tańczy, pije, odwiedza domy publiczne i zaspokaja swoje perwersyjne żądze.

I politykuje, bo działalność publiczna i związkowa są tu bardzo ważnym składnikiem fabuły.

Historia dzieje się na kilku planach. Serial pokazuje biedotę i młodą dziewczynę, która próbuje zarobić na chleb, a przy okazji nie zatracić się w ponurym życiu najniższej klasy społecznej. Jest działacz lewicowy, który odrzuca stalinizm i popiera idee prezentowane przez Lwa Trockiego, nie trzeba dodawać, że ten ostatni jest ścigany przez radzieckie władze, a Stalin nie chce pozwolić, aby myśl swojego dawnego konkurenta penetrowała ruch komunistyczny.

W tym samym czasie obserwujemy też młodego policjanta, który przybył z Kolonii, aby złapać osoby szantażujące jego pryncypała.

Ta szeroka społeczna perspektywa przypomniała mi o wybitnym komiksie. Berlin. Miasto kamieni portretował te burzliwe czasy i nie bał się sięgać do mniej znanych wątków w historii Niemiec. Pamiętam, jak bardzo wstrząsnęło mną, gdy zauważyłem, jak wiele tematów przemilcza współczesna historia, której optyka została ukształtowana przez dramat II wojny światowej.

Po obejrzeniu dwóch pierwszych odcinków mogę powiedzieć, że wszystkie wątki zaczynają powoli się splatać, ale nie widać jeszcze jasnego kierunku, w którym zmierza fabuła. Wiemy jedynie, że za śledztwem, które prowadzi Gereon Rath (Volker Bruch), kryje się większa polityczna afera.

Po zobaczeniu pierwszego odcinka nie byłem pewien, czy Babylon Berlin nie jest kolejną produkcją, która w powierzchowny sposób wrzuca wartką akcję w historyczne ramy.

Dopiero po kolejnej godzinie spędzonej z serialem, przekonałem się, że bardzo się pomyliłem.

Bardzo szerokie spojrzenie na niemiecką społeczność tamtych czasów wcale nie musi oznaczać sukcesu. Porządna gra aktorska i wciągający scenariusz również nie przesądzają sprawy. Ale już poziom realizacji – świetnie wyglądające miasta, wspaniałe kostiumy, lokacje – robi piorunujące wrażenie.

Przypomniało mi się Zakazane Imperium, które również pięknie pokazywało dwudziestolecie międzywojenne. Wspaniałe kolory, taniec, gangsterzy i kultura, która wytworzyła się dzięki prohibicji, były bardzo mocną stroną amerykańskiej produkcji. Babylon Berlin ma jednak tę przewagę nad serialem ze Steve’em Buscemi, że nie eksploatuje wielokrotnie wykorzystanych przez Hollywood motywów, które znamy z filmów gangsterskich. Zbliżająca się katastrofa, mocno wyeksponowany brud europejskiej stolicy i widmo nadchodzącego nazizmu sprawiają, że serial wydaje się świeży i oryginalny.

Oglądając niemiecką produkcję, miałem wrażenie, jakby ktoś pokazał znany mi historyczny okres, ale rzucił na niego nowe światło.

Na szczególną uwagę zasługuje tu finał drugiego odcinka. Przedstawia on imprezę w jednym z klubów w Berlinie, ale muzyka jest tak doskonale wkomponowana w to, co widzimy na ekranie, że jeszcze teraz, gdy piszę te słowa, czuję ciarki na karku. Nie napiszę nic więcej, żeby nie psuć nikomu zabawy. Ten serial po prostu trzeba zobaczyć.

Na HBO GO możecie zobaczyć dwa odcinki pierwszego sezonu. Emisja telewizyjna rozpocznie się 6 listopada w HBO.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...