Nie mam ochoty pisać o Uchu Prezesa, bo nie ma o czym

Felieton/Seriale 19.10.2017
Nie mam ochoty pisać o Uchu Prezesa, bo nie ma o czym

Nie mam ochoty pisać o Uchu Prezesa, bo nie ma o czym

Przy okazji pierwszego sezonu serialu Ucho Prezesa, sam wyrywałem się do pisania o kolejnych odcinkach. Bo to zrobili dobrze, to genialne, to w sumie jeszcze lepiej. No żal nie opisać. Na własną zgubę. 

Okazało się, że teksty te śrubowały wyniki oglądalności i – z bliżej nieznanych nam powodów – były bardzo chętnie czytane. Teraz ja już o Uchu Prezesa pisać nie chcę, a mimo to, co czwartek, Asia i Konrad po prostu mi to robić każą.

A nie chcę z prozaicznej przyczyny, bo pisać nie ma o czym. Jeśli obejrzałeś odcinek serialu i nie chcesz o nim napisać na blogu, to już wiesz, że to po prostu nie był ten odcinek. Z Uchem Prezesa problem jest o tyle zauważalny, że ja już wiem, że to po prostu nie jest ten sezon.

Robertowi Górskiemu i jego paczce wciąż zdarzają się dobre żarty, gagi sytuacyjne i słodko-gorzkie spostrzeżenia. Pojawiają się fenomenalne kreacje aktorskie, jak chociażby Andrzej Seweryn w roli Jarosława Gowina. Ale serial nie bawi już tak jak kiedyś – męczy.

Ot, dzisiejszy odcinek – choć trwał minut kilkanaście, oglądałem go ponad godzinę. Pauzowałem, odrywałem się, wyprowadziłem na spacer psa, wyniosłem śmieci, zrobiłem porządek w pudłach z piwnicy, odmalowałem strych. Wszystkie te fascynujące czynności odciągały mnie dziś od Ucha Prezesa.

Już przy poprzednim odcinku, w którym powrócili świetnie zagrani Petru i Schetyna, powoli zaczynałem diagnozować problem.

Po pierwsze – serial odgrzewa żarty z poprzedniego sezonu. Ryszard Petru ze swoim pasmem pomyłek nie bawi już w kolejnym odcinku. Kiepski był też powrót fenomenalnej (za pierwszym razem) Beaty Szydło.

Najnowszy odcinek niby wprowadza dwóch bohaterów, ale robi to tak sobie. Z jednej strony jest więc Joachim Brudziński, który jest stworzony w sposób wskazujący na kompletne niezrozumienie tego, z jakiego formatu postacią mamy do czynienia. Z drugiej strony postać mało znana i sam przez dłuższą chwilę zastanawiałem się, o kogo chodzi. A był to wiceszef MSWiA, Jacek Zieliński. Wcielił się w niego wybitny, doskonały polski aktor Cezary Żak – ale naprawdę nie miał czego grać.

Mam wrażenie, że wyciągnął ze swojej roli więcej, niż wynikałoby to ze scenariusza.

I tak właśnie dryfuje sobie to Ucho Prezesa w drugim sezonie, który męczy i nudzi. Z jednej strony ma momenty, z drugiej – raczej nie przebija się już do dialogu społecznego. Rozciągnięte w czasie odcinki obfitują w mniejsze zasoby humoru, aktorzy powtarzają własne żarty z pierwszego sezonu. Nie mam przyjemności w oglądaniu, a więc nie mam też przyjemności w pisaniu.

Asiu, Konradzie… Dajcie żyć.

Teksty, które musisz przeczytać:

Rafał Trzaskowski w nowym spocie parodiuje rap Andrzeja Dudy i próbuje naśladować „Ucho Prezesa”. Wychodzi średnio

Jednym z najmocniej zapadających w pamięć momentów trwającej kampanii prezydenckiej jest z pewnością słynny rapowy utwór w wykonaniu Andrzeja Dudy. Piosenka z tajemniczymi słowami „ostry cień mgły” doczekała się od tego czasu różnych przeróbek i memów, a właśnie została też sparodiowana przez sztab wyborczy Rafała Trzaskowskiego.

News/Wideo 23.06.2020

Dołącz do dyskusji (3)

3 odpowiedzi na “Nie mam ochoty pisać o Uchu Prezesa, bo nie ma o czym”

  1. Myślę, że przesadzasz. Nie jest tak źle. Nowe odcinki są nawet lepsze od niektórych z poprzedniego sezonu. Co by nie było to serial i pewne rzeczy i schematy muszą się powtarzać.

  2. Może dobrze, że nie ma pan ochoty pisać, bo ja nie mam ochoty czytać kogoś z kim się tak mocno nie zgadzam:) Dla mnie to pierwszy sezon był mierny, a drugi jest po prostu fenomenalny! Wiem, że bardziej abstrakcyjny, ale mnie bawi! I nie trafił się jeszcze odcinek, gdzie nie śmiałem się ani razu, a w pierwszym było masę czerstwych.

    Żeby nie być gołosłownym, z pierwszego sezonu lubię tylko trzy odcinki:
    – odc 2 – “telewizja nie jest po, żeby ludzi oglądali, tylko żeby płacili abonament”
    – odc 6 – za genialny końcowy dialog “powiedz mi Mariusz, czyj są samorządy…”
    – odc 13 – histeria totalnej opozycji, która uspakaja prezesa:)

    i to w zasadzie tyle:) pozostałe odcinki były drętwe i nie zaśmiałem się ani razu

    Za to drugi sezon trzyma poziom, bo nie było jeszcze odcinka, który by mnie wynudził, każdy jest przynajmniej średni, a dwa są świetne:
    – odc 19 – jak Mariusz ogląda TV z prezesem “jutro będzie zimno, jutro będzie ciepło”
    – odc 21 – występ pani premier najlepszy ze wszystkich!

    W ogóle te dwa odcinki uważam za najlepsze w ogóle:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...