8 miliardów dolarów i ponad 80 oryginalnych filmów – plany Netfliksa na 2018 rok prezentują się imponująco

Artykuł/TV 17.10.2017
8 miliardów dolarów i ponad 80 oryginalnych filmów – plany Netfliksa na 2018 rok prezentują się imponująco

8 miliardów dolarów i ponad 80 oryginalnych filmów – plany Netfliksa na 2018 rok prezentują się imponująco

Jeśli uważacie, że Netflix obecnie ma ciekawą ofertę serialowo-filmową, to poczekajcie do przyszłego roku.

Okazuje się, że wszystko co streamingowy gigant pokazał (i jeszcze pokaże) w bieżącym roku, to tylko przystawka. Prawdziwa filmowa ekspansja Netfliksa rozpocznie się w 2018 roku.

Szef Netfliksa, Ted Sarandos, zapowiada olbrzymią i imponującą inwestycję w produkcje filmowe w 2018 roku, na którą planuje wydać aż 8 miliardów dolarów!

Ma to dać subskrybentom aż 80 oryginalnych pełnometrażowych filmów. Będą to zarówno ambitne niskobudżetowe produkcje, jak i pełne rozmachu superprodukcje. Jeszcze w tym roku zobaczymy thriller fantasy,”Bright”, w reżyserii Davida Ayera z Willem Smithem w roli głównej, którego budżet wynosi 90 milionów dolarów. Na 2019 rok zaplanowano z kolei najnowszy film Martina Scorsese, “The Irishman”, z Robertem De Niro, Alem Pacino i Joe Pesci. Ten ma kosztować ponad 100 mln dolarów.

O ile jeszcze do niedawna jakość filmów od Netfliksa zostawiała co nieco do życzenia, przynajmniej dla mnie, tak w ostatnich miesiącach firma dała nam naprawdę znakomite produkcje.

“Gra Geralda” czy “Opowieści o rodzinie Meyerowitz” to kino na najwyższym poziomie i jedne z najlepszych filmów, jakie widziałem w tym roku. Ten drugi zresztą pokazywany był (podobnie jak inny film Netfliksa, “Okja”) podczas tegorocznego festiwalu w Cannes.

I nawet jeśli trafiam na słaby film, tak jak ostatnio np. na “Opiekunkę”, to mając w pamięci całą ofertę, jaką prezentuje Netflix, po prostu nie mam się do czego przyczepić. Już w tej chwili w streamingowej bibliotece do wyboru mamy zarówno klasykę kina jak i oryginalne filmy oraz seriale, które prezentują szeroki wachlarz gatunków i tematów. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. A jeszcze w tym roku czekają na nas m. in. dramaty, horrory (kolejna adaptacja Stephena Kinga, “1922”) czy filmy akcji (“Wheelman”). Nic tylko oglądać.

Nadal jednak nie zgadzam się z tezą Przemka Pająka, który w swoim tekście pisze, i ma rację, twierdząc, że Netfliksa nie da się zatrzymać, ale niesłusznie twierdzi, iż to początek końca ery kin.

Obstaję przy tym, że Netflix to inna kultura oglądania, trochę inny widz, inne doświadczenie. Jasne, w kinach obserwujemy spory regres, jeśli chodzi o jakość artystyczną wielu filmów jak i również ogólny spadek liczby ludzi, która w danych krajach chodzi na filmy. Ekspansja Netfliksa oznacza jednak prędzej większą konkurencję na rynku i tym samym motywację do ewolucji przemysłu filmowego, niż całkowity koniec wizyt w kinie.

W swoim ostatnim tekście Przemek stwierdza, że kino, przynajmniej to popularne, funkcjonuje w dużej mierze w modelu quasi-serialowym. Tyle że nie jest to wcale wynikiem istnienia Netfliksa, w końcu już filmy o “Harrym Potterze” od 2001 roku wychodziły praktycznie co roku. Serialowość np. MCU to też raczej wynik poetyki pierwowzorów komiksowych, w których dane historie potrafiły się ciągnąć miesiącami w niezliczonych zeszytach popularnych serii o superbohaterach. Sam wpływ seriali na kino również raczej datowałbym na erę przed-netfliksową, czyli przede wszystkim seriale HBO i AMC (“Rodzina Soprano”, “The Wire”, “Mad Men” itp.).

Netflix po prostu wpasował się w obowiązujący już trend i wykorzystał go w pełni, przy okazji stając się punktem odniesienia.

Tak na marginesie, Przemek Pająk przytacza skandal z Harveyem Weinsteinem jako “wizerunkowy problem kina”. Po pierwsze, nie jest to problem wizerunkowy tylko i wyłącznie kina. Po drugie, nie bardzo wiem, w jaki sposób miałby on sprawić, że ludzie odwrócą się od chodzenia na filmy. A po trzecie w końcu, chciałbym nadmienić, że pierwszy pełnometrażowy film Netfliksa, “Przyczajony tygrys, ukryty smok: Miecz przeznaczenia”, wyprodukowany został razem z The Weinstein Company.

Warto też zwrócić uwagę na fakt, że Netflix cały czas operuje na potężnym długu (ok. 20 miliardów dolarów).

Osobiście bardzo podoba mi się ich podejście do inwestowania w nowy kontent. Jest ono oparte na założeniu, że w końcu te wszystkie filmy i seriale zaczną przynosić zyski. Inwestorzy, póki co, są cierpliwi, ale perspektywa zarobku oddala się z każdym kolejnym rokiem, kiedy to Netflix coraz bardziej powiększa swoje wydatki. Jest to więc – przynajmniej na razie – dość “wirtualna” działalność i trochę niepewny model biznesowy. Może się zdarzyć, że Netfliksowi przyjdzie podzielić los pamiętnego Napstera czy MySpace i zwyczajnie nie wytrzyma próby czasu, choć obecnie rozwija się niezwykle dynamicznie.

Nie do końca też wyobrażam sobie w jaki sposób Netflix miałby pogrzebać kino.

Czy gdyby taki “Blade Runner 2049” miał premierę w streamingu, to obejrzałoby go więcej ludzi? Zresztą, to nie jest film, który powinno się oglądać na telefonie/tablecie czy nawet dużym telewizorze. A nie każdy z nas posiada w domu dobry projektor i przestrzeń by z niego skorzystać.

Poza tym, skierowanie się streamingowych gigantów, takich jak Amazon, w stronę dystrybucji kinowej pokazuje, że Netflix czy Hulu widzą potencjał w wielkim formacie, który nadal dostarcza unikalnego doświadczenia przeniesienia do świata filmu.

A tak zupełnie prywatnie, nie wiem czy chciałbym, aby – przy całej mojej sympatii do Netfliksa – streaming stał się dominującym standardem oglądania filmów. Choćby tylko przez to, że ogranicza interakcje z ludźmi i stanowi kolejny powód, by nie wychodzić z domu. A do kina trzeba się wybrać. I nikt mnie nie przekona, że ten wielki ekran wcale nie ma znaczenia.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (6)

19 odpowiedzi na “8 miliardów dolarów i ponad 80 oryginalnych filmów – plany Netfliksa na 2018 rok prezentują się imponująco”

  1. Dla mnie perspektywa oglądania filmu w zatłoczonym kinie jest przerażająca, a nie zachęcająca. Zdecydowanie wolę oglądać filmy czy seriale sam lub z żoną na kanapie przed telewizorem, przy lampce wina, niż w tłumie przeżuwających i mlaskających troglodytów :D Oczywiście, w kinie są też ambitniejsze produkcje, ale przy nich maleje przewaga dużego ekranu i dźwięku surround, która jest tak widoczna przy efektownych megaprodukcjach, na które z kolei wybierają się chętnie wspomniani troglodyci ;)

    • Ja też lubię oglądać filmy w domu, ale dla mnie kino to nie przytłaczająca obecność mlaskaczy, tylko pewna luksusowa (bo droga) odmiana. A to że nie ma zbytnio ambitnych produkcji, to przykre ale prawdziwe i niestety tak samo w kinach jak i na Netflixie. Z tego drugiego mam zamiar zrezygnować bo NIC tam nie ma ciekawego, sam chłam.

  2. “…nie zgadzam się z tezą Przemka Pająka, który w swoim tekście pisze, i ma rację, twierdząc, że Netfliksa nie da się zatrzymać, ale niesłusznie twierdzi, iż to …”

    łoo, panie!

  3. “Warto też zwrócić uwagę na fakt, że Netflix cały czas operuje na
    potężnym długu (ok. 20 miliardów dolarów).”
    No właśnie, ciekawe kiedy zaczną zarabiać albo czy w ogóle zaczną.

  4. Powiedzmy sobie szczerze… kina same się wykończą. Chcesz iść na seans o powiedzmy 16:00 to spokojnie można przyjść o 16:30 Często ponad 30 minut reklam. A to tylko wierzchołek góry lodowej

  5. Magia kina prysła już dawno a “dobiła” ją technologia. Od kiedy można sobie pozwolić na zakup tv np. 65″ z kinem domowym, to Netflix po prostu jest bezkonkurencyjny. Oszczędnośc pieniędzy (wyjście do kina to spory wydatek, dla wielu osób dodatkowo koszt dojazdu), brak reklam, brak zapachu popcornu i odgłosu ślimtających ludzi. Ja już dawno zrezygnowałem z chodzenia do kina, wolę poczekać na emisje w C+ czy HBO a jak mam ochotę na wyjście z żoną, to wolę teatr.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...