Miłość w czasie wojny. “Zgoda” – recenzja Spider’s Web

Recenzja/Film 13.10.2017
Nasza ocena:
Miłość w czasie wojny. “Zgoda” – recenzja Spider’s Web

Miłość w czasie wojny. “Zgoda” – recenzja Spider’s Web

Film “Zgoda” w reżyserii Macieja Sobieszczańskiego to klasyczny melodramat w niezwykle szorstkiej oprawie rzeczywistości obozowej u schyłku II wojny światowej.

Akcja filmu rozgrywa się w 1945 roku, w momencie zakończenia II wojny światowej. Miejscem akcji są Świetochłowice na Śląsku, gdzie służby bezpieczeństwa organizują obóz pracy dla Polaków i Niemców. Obóz, zwany Zgoda, stanowi miejsce, w którym UB, pod pretekstem zemsty na zdrajcach Polski, dokonuje czystek pośród przeciwników politycznych.

Jako ochotnik do pracy w Zgodzie zgłasza się Franek (Julian Świeżewski). Szybko okazuje się, że jego decyzja o pracy w obozie nie jest bezinteresowna. Chłopak chce w ten sposób uratować przetrzymywaną w Zgodzie dziewczynę, w której się kocha, Annę (Zofia Wichłacz).  Ale w obozie znajduje również swojego przyjaciela sprzed wojny, Erwina (Jakub Gierszał), w którym z kolei kocha się Ania…

Mamy tu więc do czynienia z podręcznikowym przykładem romansu, tudzież melodramatu, który jest dość nieprzyjemny w ogólnym obyciu. Ukazana w nim surowa i straszliwa rzeczywistość obozu jest bardzo sugestywna i odhumanizowana. Umieszczenie pośrodku tego nieludzkiego horroru historii miłosnej stanowi dość interesujące połączenie.

Pozornie może się wydawać, że te dwa motywy kompletnie do siebie nie pasują. Oglądając film, często odczuwa się dysonans poznawczy. Choć z drugiej strony, ten dysonans spełnia też swoje zadanie, a jest nim pokazanie kontrastu pomiędzy pięknym i czystym uczuciem, jakie łączy Erwina i Annę, a tymi wszystkimi okropnościami, których bohaterowie doświadczają.

Reżyser, Maciej Sobieszczański, dość konsekwentnie opowiada tę historię określonymi środkami.

“Zgoda” formalnie przypomina film dokumentalny. Dominują ujęcia z oddali, praktycznie nie ma tu zbliżeń, więcej jest panoram, pełnych planów, ujęć z ręki bądź kamery umieszczonej za plecami bohaterów.

Odnoszę wrażenie, że film za bardzo skupia się na obiektywnym pokazaniu straszliwych warunków odczłowieczenia w ubeckim obozie pracy tuż po zakończeniu II wojny światowej, natomiast nie daje widzowi szansy na nawiązanie więzi z bohaterami. Postaci pojawiające się w “Zgodzie” niewiele mówią, właściwie to bardziej reagują na rzeczywistość wokół nich. Obserwujemy co najwyżej ich reakcje, mimikę. Buduje to wielki dystans pomiędzy bohaterami “Zgody” a odbiorcami tej historii.  Przez to film Sobieszczańskiego stracił możliwość odciśnięcia większego piętna na widzu. Pozostaje co najwyżej sprawnym formalnie ćwiczeniem reżyserskim i ascetyczną lekcją ponurego rozdziału historii Polski.

Oglądając “Zgodę”, miałem wrażenie, że nie jest to film, a bardziej reportaż, potworne zapiski ze straszliwych czasów. Trochę zabrakło mi w nim emocji.

Rozumiem, że zapewne była to świadoma konwencja reżysera, który chciał nam pokazać historię genezy zła i udowodnić, że w określonych warunkach w każdym z nas mogą wykiełkować najbardziej mroczne instynkty. Ale mimo wszystko, idąc do kina, oczekuję, że obejrzę film i angażującą mnie opowieść. Niestety, “Zgoda” pozostaje jedynie wizualnym świadectwem historii. Może niektórym widzom to wystarcza, ale ja wyszedłem z seansu z poczuciem niedosytu.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...