“Opowieści o rodzinie Meyerowitz” to najlepszy film od Netfliksa – recenzja Spider’s Web

Recenzja/Film 13.10.2017
Nasza ocena:
“Opowieści o rodzinie Meyerowitz” to najlepszy film od Netfliksa – recenzja Spider’s Web

“Opowieści o rodzinie Meyerowitz” to najlepszy film od Netfliksa – recenzja Spider’s Web

A przynajmniej na razie. “Opowieści o rodzinie Meyerowitz” to znakomicie napisana opowieść o meandrach życia artystycznej rodziny Żydów i gratka dla fanów dobrego kina z mistrzowskimi kreacjami aktorskimi.

Już chyba nic mnie w życiu nie zaskoczy. Jakby mi ktoś z miesiąc temu chociaż powiedział, że Adam Sandler i Ben Stiller zagrają razem w filmie, który będzie naprawdę udanym dramatem obyczajowym, to postukałbym się w czoło. A tu proszę.

W filmie Noah Baumbacha obserwujemy losy dość specyficznej rodziny Meyerowitzów. Przypatrujemy się temu, jak potrafią (bądź nie) się ze sobą dogadywać. Widzimy ich dziwactwa, problemy i przede wszystkim piętno jakie głowa rodziny, Harold (Dustin Hoffman), wywarł na swoje dzieci, a głównie na dwóch synów Danny’ego (Adam Sandler) oraz Matthew (Ben Stiller).

Historię przyjdzie nam oglądać za pośrednictwem kilku wybranych scenek rodzajowych, w których najpierw pozajemy dynamikę relacji Danny’ego z Haroldem, a następnie przeskakujemy do wątku, w którym akcja skupia się na Matthew i jego spotkaniem z ojcem.

Całą geografię ich relacji poznajmy zarówno z opowieści, które bohaterowie filmu snują w rozmowach ze sobą, jak i z drobnych niuansów w ich zachowaniu i podczas konwersacji.

Każda z postaci jest szczegółowo nakreślona w scenariuszu i równie drobiazgowo odegrana przez aktorów. I to na aktorach właśnie spoczywa cały ciężar filmu.

To, że Dustin Hoffman jest wielkim artystą, wiemy wszyscy. Miał on wprawdzie ostatnio dość długą przerwę w graniu głównych ról, ale w filmie “Opowieści o rodzinie Meyerowitz” powraca na aktorski pułap, z jakiego pamiętamy jego role w latach 60. i 70. Harold to artysta-rzeźbiarz, który czuje się niedoceniony. Z tego powodu ma kompleksy, z którymi nie zawsze dobrze sobie radzi.

Adam Sandler to jednak w filmie Noah Baumbacha prawdziwe objawienie.

Niby ponad dekadę temu Sandler zagrał u samego Paula Thomasa Andersona w filmie “Lewy sercowy”, gdzie naprawdę znakomicie sobie poradził aktorsko, ale był to właściwie pojedynczy -nazwijmy to – wypadek przy pracy. Tymczasem rola Danny’ego w “Opowieści o rodzinie Meyerowitz”, to prawdziwy pokaz talentu, jaki Sandler najwidoczniej ukrywał przez te wszystkie lata swojej kariery.

Wprawdzie nie wyszedł na tym źle, bo udało mu się na drewnianych kreacjach w żenujących komediach zbudować dość imponującą międzynarodową karierę, ale przypadek filmu Baumbacha pokazuje, że mimo wszystko jego potencjał marnował się przez te lata.

Rola Danny’ego ma w sobie coś ze znanych wszystkim komediowych wcieleń Sandlera, tyle że jest o wiele bardziej dojrzała. Jest odegrana z nie lada wyczuciem oraz podszyta dramaturgią oraz wewnętrznym smutkiem i nieumiejętnością odnalezienia dla siebie miejsca w świecie. Genialnie obrazują to na poły komiczne sceny, gdy postać Danny’ego nie radzi sobie z zaprakowaniem samochodu i poruszaniem się po ulicy podczas jazdy samochodem.

“Opowieści o rodzinie Meyerowitz” to film pod wieloma względami “niedzisiejszy”, ale absolutnie w najlepszym tego słowa znaczeniu.

Jego faktura wizualna, sposób filmowania, jak również i tempo oraz skupienie się na aktorach zakorzenione jest mocno w dramatach obyczajowych z najlepszej ery kina, czyli w latach 70. Zresztą, jest to stały styl snucia opowieści przez reżysera Noah Baumbacha (nakręcił on wcześniej m. in. “Greenberga” czy “Frances Ha”).

W “Opowieści o rodzinie Meyerowitz” można odnaleźć co nieco motywów z filmów Woody’ego Allena, trochę z Roberta Altmana. Całość opiera się na dialogach, które napisane są z werwą, humorem i idealnie oddają dynamikę relacji między bohaterami. Reżyser zderza ich ponadtko z prozaicznymi sytuacjami, które nadają ich wadom i zaletom jeszcze większego humanizmu i empatii ze strony widza.

Mamy tu więc do czynienia z – jak na razie – najlepszym filmem wyprodukowanym przez Netfliksa.

“Opowieści o rodzinie Meyerowitz” to smakowity kąsek dla miłośników naprawdę dobrego kina. Jeszcze kilka lat temu nie przypuszczałbym, że Netflix będzie w stanie robić filmy na najwyższym poziomie artystycznym, tym bardziej, że – nie oszukujmy się – “Opowieści o rodzinie Meyerowitz” nie jest komercyjnym pewniakiem.

No i do tego wszystkiego streamingowy gigant wycisnął z talentu Adama Sandlera wszystkie najlepsze soki i kto wie, czy nie skończy się to dla niego nawet nominacją do Oscara! Netfliksie, więcej takich filmów poproszę.

Teksty, które musisz przeczytać:

Tęsknicie za Transformersami sprzed ery Michaela Baya? Serial „Transfomers: Wojna o Cybertron” to idealne lekarstwo na fatalne filmy

Seria „Transformers” przeżyła w trakcie swojej historii liczne wzloty i upadki. Doskonały serial animowany o 1. generacji zabawek, kultowe „Beast Wars” czy udany spin-off o Bumblebee stoją po jednej stronie, a filmy Michaela Baya i liczne nijakie animacje z ostatniej dekady po drugiej. Gdzie na tej skali znajdziemy „Transformers: Wojna o Cybertron”?

Recenzja/Seriale 04.08.2020

Dołącz do dyskusji (10)

19 odpowiedzi na ““Opowieści o rodzinie Meyerowitz” to najlepszy film od Netfliksa – recenzja Spider’s Web”

  1. A właściwie dlaczego “od Netflixa” a nie “najlepszy film Netflixa”? Brzmi trochę jakby chodziło o jakiegoś pana Netfliksa z USA. Pytam, żeby nie błądzić.

  2. Zaczalem ogladac wczoraj wieczorem i obydwoje z malzonka zasnelismy okolo trzydziestej minuty. Film jest maksymalnie przegadany, sceny maja zero dynamiki a jedyna interesujaca strona tego filmu jest faktycznie niezla obsada, ktora wychodzi ze skory, zeby zrobic z tego cos ciekawego.
    Podobny efekt moznaby uzyskac odpalajac kamere u cioci Zosi na urodzinach.

    • Obejrzałem z wielką przyjemnością, śwetnie zagrane, oparte na niuansach. Odświeżające starą prawdę, że ludzie kochając się, ranią się. Bez wielkich słów, patosu. Każdy gada o sobie. Dobre dialogi. Plus Nowy Jork w tle. Inteligentne kino.
      Śpijcie zdrowo.
      PS Proszę nagrać kawałek u cioci Zosi, nie kpię, może będzie z tego kawałek niezłego niezależnego dokumentu.

  3. Żeby Adam Sandler dostał nominację do Oscara to film musiałby mieć dystrybucję w kinach, a sami pisaliście w artykule kilka miesięcy temu, że między Netflixem a dystrybutorami kinowymi i wielkimi wytwórniami toczy się wojenka.

      • Brzmi super bo platforma pod względem filmowym ciągle się rozwija. Czasami naprawdę pojawiają się wielkie nazwiska po jednej i drugiej stronie kamery, a stąd droga do nominacji już nie daleka. Swoją drogą odnoszę subiektywne wrażenie, że Netflix daje dość dużą swobodę twórcom. Jest tam sporo miejsca na ambitne projekty.

  4. Lubię czytać spidersweb, głównie ze względu na informacje technologiczne. Topowe miejsce w sieci jeśli chodzi o ten temat. Ale… Ze smutkiem muszę stwierdzić, że gdy czytam treści typu recenzje dzieł kultury to czasami aż oczy bolą. Często, tak jak w tym wypadku zupełnie nietrafione. Nie udało mi się dokończyć oglądania tego filmu, ale wiem że w ciągu pierwszej godziny nie ma ani jednego momentu który by mnie poruszył w jakikolwiek sposób. Niżej oceniam jedynie treści z bezprawnika. Ale za sam spidersweb wielki props.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...