Jedno wielkie “meh”. “Emotki. Film” – recenzja Spider’s Web

Recenzje/Film 13.10.2017
Nasza ocena:
Jedno wielkie “meh”. “Emotki. Film” – recenzja Spider’s Web

Jedno wielkie “meh”. “Emotki. Film” – recenzja Spider’s Web

Jeśli miałbym opisać tę animacje jej własną “bronią”, to w przypadku “Emotki: Film” musiałbym niestety użyć poop emoji.

“Emotki. Film” zabiera nas do miasta Tekstopolis, które tętni życiem wewnątrz naszych smartfonów. W Tekstopolis mieszkają emotki, których głównym zdaniem w życiu jest wyrażanie konkretnej emocji wtedy, gdy użytkownik telefonu będzie tego potrzebować w swojej informacji tekstowej.

Bohaterem filmu jest Minka, meh emoji, który nie potrafi odnaleźć się w społeczeństwie – zamiast jednej przypisanej mu emocji, potrafi wyrazić ich bardzo dużo. Jego “wada” sprawia, że całemu urządzeniu grozi serwisowanie. Minka wraz z nowo poznanymi przyjaciółmi wyrusza w podróż do najdalszych zakątków aplikacji, by ocalić swoje miasto.

Powiedzieć, że sam pomysł na film oparty na zjawisku emotikonów jest naciągany, to dość spore nadużycie.

Bardziej bezsensowne byłoby chyba tylko zrobienie produkcji bazującej na znakach drogowych, komentarzach z Facebooka albo najgłupszych filmach z YouTube’a. Aczkolwiek nie zdziwię się, gdy i takie filmy zostaną zapowiedziane. Już chyba film o Świeżakach miałby lepsze uzasadnienie swojego bytu. Fakt, że “Emotki: Film” to produkcja do bólu naciągana widoczny jest niemalże od razu w fabule, pisanej chyba na kolanie.

Animacja od studia Sony to nic więcej jak nachalna reklama aplikacji mobilnych.

Podana najprościej jak to tylko możliwe, bez żadnej finezji czy choćby cienia wysiłku włożonego w ciekawe opowiedzenie historii.

Bohaterowie “Emotki: Film” podczas swojej wyprawy trafiają m. in. do krainy Candy Crush, podejmują taneczne wyzwanie w Just Dance, pływają z muzycznym prądem muzyki w streamingu Spotify. Słowem, oglądamy ponad godzinną kampanię promocyjną, nastawioną głównie na podbicie użytkowników popularnych aplikacji.

Nie jest to oczywiście nowa praktyka. Nie od dziś bajki dla dzieci i animacje stosują mniej bądź bardziej zręczne praktyki “zareklamowania” najmłodszym widzom zabawek, figurek i całej reszty franczyzy dotyczącej danego tytułu. Natomiast “Emotki: Film” robią to nachalnie, nawet nie próbując udawać, że ta animacja jest czymś więcej.

Fabuła (i warstwa wizualna) niebezpiecznie przypomina “W głowie się nie mieści” Pixara, i przy tym jest słabo rozpisanym zbiorem utartych klisz i nudnych schematów. Dostajemy więc kolejną historię o tym, że warto być sobą, a konformizm nie zawsze prowadzi do dobrych rezultatów.

Trudno tu mówić nawet o zmarnowaniu potencjału. Nie widzę bowiem żadnego w filmie o emotikonkach.

Jedyne co mnie ucieszyło, to zredukowanie postaci poop emoji (w oryginale głos podkłada jej sam Patrick Stewart!) do krótkiego epizodu. Cała reszta “Emotki. Film” jest absolutną, pozbawioną jakiejkolwiek kreatywności, stratą czasu.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (3)

Advertisement

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...