Jared Leto zna największą tajemnicę Blade Runnera 2049, którą nigdy się nie podzieli

News/Film 12.10.2017
Jared Leto zna największą tajemnicę Blade Runnera 2049, którą nigdy się nie podzieli

Jared Leto zna największą tajemnicę Blade Runnera 2049, którą nigdy się nie podzieli

Zna ją tylko on i żaden scenarzysta nie wie tego, co myśli aktor. Leto otrzymał polecenie od reżysera filmu Blade Runner 2049, by ten sam ostatecznie rozstrzygnął, czy Deckard jest replikantem.

Uwaga! Spoilery! Nie oglądałeś filmu, nie czytaj! Jeden z jego największych atutów to jego tajemniczość, nie psuj sobie zabawy.

Niejednokrotnie argumentowałem, w tym wczoraj, że jednym z największych atutów Łowcy androidów jest jego półotwarte zakończenie. A więc domknięcie wątku głównej opowieści, a zarazem pozostawienie widza z wieloma pytaniami. Denis Villeneuve, reżyser Blade Runnera 2049, słusznie zauważa, że pytania postawione przez film są znacznie ciekawsze od potencjalnych odpowiedzi.

Osoby, które widziały już sequel Łowcy androidów wiedzą, że choć odpowiada on na kilka pytań, to nadal nie na wszystkie. Stawia też nowe. A przede wszystkim nie wyjaśnia zagadki, na temat której fani debatują od dekad: czy główny bohater to również replikant?

Dla Jareda Leto, grającego szalonego i potężnego Niandera Wallace’a, był to pewien problem. Wallace jest bardzo istotną dla filmu postacią, choć nie pojawia się na ekranie zbyt często. Jedną z najciekawszych scen z jego udziałem jest właśnie konfrontacja z Deckardem.

Jared Leto wymusił na reżyserze poznanie częściowej odpowiedzi na pytanie, czy Deckard jest replikantem.

Leto jest znany ze swojego bardzo metodycznego podejścia do odgrywanych przez siebie ról. Sam aktor – laureat Oscara – kokietuje, że nie ma innego wyboru. Twierdzi, że jest na tyle słabym aktorem, że musi w pełni stać się odgrywaną przez siebie postacią, by cały jego wykon był wiarygodny. Jak opowiada w wywiadzie dla Rotten Tomatoes, właśnie to podejście spowodowało, że miał problem z odegraniem sceny z Deckardem.

Zwrócił się więc do reżysera z pytaniem, kogo widzi w tej scenie: człowieka, czy replikanta? Wszak Wallace, postać w którą wciela się Leto, z pewnością zna odpowiedź na to pytanie, a to musi wpłynąć na to, jak prowadzone są dialogi. Villeneuve długo myślał nad odpowiedzią, aż w końcu odparł, by aktor sam podjął tę decyzję. – Wie o tym Niander Wallace i tylko on, więc to również będzie i twoja tajemnica – usłyszał. Leto zapewnił, że tę tajemnicę zabierze ze sobą do grobu.

Oczywiście, wątpliwym jest to, by scenarzyści potencjalnej kontynuacji – na którą Leto bardzo liczy, twierdząc, że „to takie moje Gwiezdne wojny” – konsultowali się z aktorem przy jej pisaniu. To jednak pokazuje błyskotliwość Villeneuve, który rozwiązał ten problem tak dobrze, jak tylko się dało, by film był jak najlepszy. Metodyczny Leto zna tę samą tajemnicę, co postać w którą się wciela, a jedyna podpowiedź dla widzów – której nikt inny nie zna, w tym twórcy filmu – znajduje się w jego grze aktorskiej.

Blade Runner 2049 ma znacznie więcej takich smaczków. Niewykluczone, że podzieli los swojego poprzednika: a więc stanie się kinową finansową klapa. Jednak dzięki starannemu podejściu do tematu cieszyć się będzie nieustającą sympatią widzów, co przełoży się na sprzedaż na DVD/Blu-ray i oglądalność w usługach VoD. Ja nadal nie mogę wyjść z podziwu…

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (17)

24 odpowiedzi na “Jared Leto zna największą tajemnicę Blade Runnera 2049, którą nigdy się nie podzieli”

  1. młodzi ludzie nie słyszeli o filmie z 1982 roku, stąd mała frekwencja, ja namówiłam syna 22 lata i synową 21 na seans w domu i bardzo chętnie pojechali, czyli wina Tuska

      • Pozbawieni emocji oraz inteligencji. Dzialajacy na podstawie zaprogramowanych algorytmow. Dlugosc zycia ograniczona ze wzgledu na potencjalna mozliwosc wytworzenia bardziej ludzkich cech psychicznych.

        Jesli Deckard jest replikantem to cala historia byla o bezdusznym syntetyku polujacym na inne bezduszne syntetyki.

        A nie jest, o czym mowil zarowno Dick jak i Scott.

        • Nie. Przecież główny bohater nowego Blade Runnera kochał (tę dziewczynę-hologram), cierpiał, czuł się zagubiony. To samo Roy z pierwszej części. Scena u Tyrella, “tears in rain” – tam nie ma emocji? Jest i to ogromnie wiele.
          I nie każdy model miał ograniczony czas życia. Rachel nie miała, Deckard (jeśli jest replikantem) też nie ma.

          • Zarowno u Dicka jak i w filmie Scotta wyraznie zaznaczono replikancka ulomnosc w stosunku do ludzi. Deckart czlowiek jest odczlowieczony i poszukuje swojego humanizmu i to powoduje ze film ma sens. Deckart replikant, powoduje ze cala historia jest pozbawiona jakiejkolwiek glebokosci czy sensu.

  2. “Uwaga! Spoilery! Nie oglądałeś filmu, nie czytaj! Jeden z jego największych atutów to jego tajemniczość, nie psuj sobie zabawy.”

    I za to Was szanuję. Nie oglądałem jeszcze filmu i dalej nie czytałem. Dzięki!

  3. Film jest ciekawy ze względu na fabułę ale to nie zmienia faktu, że, w mojej ocenie, jest przeciętny!

    Co go zdeklasowało do tej grupy? Przede wszystkim jest za dłuuuugggiiii… a akcja momentami się ciągnie i ciągnie… jak flaki z olejem. No i praktycznie brak akcji… Wszystkie bardziej dynamiczne kadry można zobaczyć w trailerach.Nasuwa się więc pytanie po co iść do kina?

    • Na sequel Blade Runnera. Jeśli poszedłeś do kina znając film z Fordem w roli głównej i oczekiwałeś pościgów, wybuchów i strzelanin, to gratulacje.
      Blade Runner nie ukazuje nam szybkiego świata, pełnego efektywnych scen i dynamicznej akcji. Taki seans to zaproszenie do dystopii, którą trzeba poczuć, rozsmakować się w niej. Bo to nie jest sci-fi opierające się na akcji, tylko bardziej film filozoficzny osadzony w innej rzeczywistości.

      • To co mówisz ma sens. Tylko, że niestety wiele scen jest przeciągniętych do bólu. Wystarczy aby były krótsze o 20% i film nabrał by tępa. Pozwoliło by to zmieścić znacznie więcej treści i bardziej rozwinąć fabułę. A tak ciągnie się jak flaki z olejem, przez co zamiast 3 przykładowych genialnych kadrów i 3 genialnych dialogów widzimy/słyszymy po jednym. I to na tyle długo, że robi się to mdłe. A wznoszenie na piedestał tego filmu i zwyczajowe przy tym wywyższanie się nad tymi którzy patrzą bardziej krytycznym okiem jest oznaką zwykłej arogancji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...