Dlaczego Archie z Riverdale jest najgorszą postacią w serialu?

Felieton/Seriale 11.10.2017
Dlaczego Archie z Riverdale jest najgorszą postacią w serialu?

Riverdale ma naprawdę wielu ciekawych bohaterów. To oni wraz ze swoimi historiami i osobowościami sprawiają, że ta opowieść jest tak emocjonująca. Na tle tej kolorowej zbieraniny najbardziej blado wypada jednak Archie. Dlaczego jest więc centralną postacią tej opowieści?

Riverdale to serial wyjątkowy. Jest świetnie napisany. Zdjęcia i muzyka są wyjątkowo dobrze wkomponowane w specyficzny klimat serii. A na dodatek cała opowieść bardzo zręcznie gra stereotypami czy kliszami i umiejętnie bawi się komiksowym oryginałem.

W centralnym punkcie serialowej opowieści umieszczony jest Archie, którego imię posłużyło do zatytułowania całej komiksowej serii, Archie Comics. To na jej podstawie powstało właśnie Riverdale.

Powiedzmy to sobie jasno: trudno jest polubić rudowłosego bohatera.

Nie skupiajmy się już na atrybutach fizycznych, bo popkultura i tak często karmi nas niedoścignionymi ideałami piękna. Warte zauważenia jest jednak to, że Archie obok wyhodowania sobie kaloryfera dzięki wylewaniu betonu przez dwa miesiące (tak było, kto oglądał serial, ten potwierdzi moje słowa), znalazł jeszcze odrobinę czasu, aby rozwinąć artystyczną duszę i odnaleźć w sobie muzyczną pasję.

Jeśliby artystyczna dusza i sportowe umiejętności wam nie wystarczyły, aby uznać Archiego za idealnego chłopca, to twórcy dorzucili jeszcze do tego szczerozłote serce. Oczywiście za tym ostatnim podąża młodzieńcza naiwność i wiara w miłość oraz szczerość innych mieszkańców Riverdale, ale to można mu wybaczyć. Wiadomo przecież, że świat jest wyjątkowo okrutny dla ludzi, którzy mają jedynie dobre intencje.

Archie jest jak książę z bajki. Z innej bajki.

Nawet kłopoty, w które wpada bohater, nie do końca dzieją się z jego winy. W romansie z nauczycielką to on jest – w świetle prawa i obyczaju – stroną poszkodowaną, a przecież trudno też obwiniać go za młodzieńczą miłość. Nawet ostatnia scena z Geralidne Grundy sugeruje nam, że to ona musiała być inicjatorką intymnych schadzek, wystarczy zauważyć to lubieżne spojrzenie, którym obdarzyła przechodzących nieopodal uczniów.

Początkowy konflikt z ojcem również nie jest winą głównego bohatera. Ojciec nie rozumie, że w synu rozwijają się muzyczne pasje. Ty, tato, rozumiesz football – mówi Archie i sugeruje, że ojciec nie ma pojęcia o muzycznych uniesieniach, którym oddaje się protagonista. Warto tu zauważyć, że sympatyczny rudzielec prawie nie popełnia błędów, a gdy to robi to wynikają one raczej z jego dobrego serca i sympatycznego usposobienia, a nie z realnych, niewybaczalnych działań. Bo potknięcia, które zdarzają się przecież bohaterowi nie są nieodwracalne, to nie jest coś, o czym nie można zapomnieć.

To wszystko sprawia, że bohater traci ludzki wymiar, na który składają się przecież błędy, pomyłki i porażki.

Jest to widoczne zwłaszcza w świecie, w którym większość bohaterów skrywa jakieś tajemnice i w którym prawie każdy ma jakieś demony, z jakimi musi sobie poradzić. Betty, która teoretycznie mogłaby być żeńskim odpowiednikiem rudowłosego bohatera, skrywa w sobie gniew. Jego pokaz widzieliśmy w pamiętnej scenie zemsty. Veronica przechodzi przemianę na samym początku serialu i stara się wyzwolić ze stereotypu egoistycznej, bogatej dziewczyny. Nie chcę wspominać już o Jugheadzie, którego transformacja może być tematem nadchodzące sezonu czy o Cheryl, która przeszła niesamowitą drogę i wiemy już dzisiaj, że jej wątek rozwinie się w kolejnym sezonie.

Jak ten Archie się tam znalazł?

Jestem przekonany, że Archie – mimo tego, że trudno polubić chodzący ideał – ma do odegrania bardzo ważną rolę. Jest ostatnim czystym elementem małomiasteczkowej układanki. Ideałem, do którego społeczność Riverdale powinna aspirować. Dopiero mając do czynienia z tym archetypem dobrego, szczerego chłopaka widać, jak bardzo zepsute jest wszystko inne. Archie to również tęsknota za sielską rzeczywistością, za zawodami miłosnymi, prawdziwą przyjaźnią i wszystkim tym, co dobrze wspomina się z młodości. Rudzielec ucieleśnia stare dobre – a we wspomnieniach nawet lepsze – czasy.

I chociaż Archie irytuje mnie niewyobrażalnie, to mam nadzieję, że się nie zmieni. Trochę jednak by mi go brakowało.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (2)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...