Andrzej Chyra opowiada historię wszechświata. “Photon” – recenzja Spider’s Web

Recenzje/Film 06.10.2017
Nasza ocena:
Andrzej Chyra opowiada historię wszechświata. “Photon” – recenzja Spider’s Web

Andrzej Chyra opowiada historię wszechświata. “Photon” – recenzja Spider’s Web

“Photon” to całkiem ciekawa filmowa podróż od początków istnienia wszechświata i materii, aż po odważną wizję tego, jak będzie wyglądała nasza przyszłość.

To, że taki film jak “Photon” w ogóle powstał i trafia do kin, jest samo w sobie małym cudem. Film próbuje wprawdzie być przystępną dla przeciętnego widza opowieścią, która poszerza ramy tradycyjnego dokumentu o wątek fabularny i niezwykłą warstwę fabularną, ale mimo wszystko “Photon” pozostaje obrazową formą wykładu naukowego.

Fabularnym punktem wyjścia jest rozmowa młodej dziennikarki z profesorem biologii, w którego wciela się Andrzej Chyra.

Snuje on przed nią, i zarazem przed widzami, wspaniałą opowieść o tym jak powstała materia, cząsteczki, fotony, neutrony, kwarki, potem związki chemiczne, prawa fizyki (w tym fale grawitacyjne). Następnie przechodzi do większych form – od gwiazd po planety.

Dalej opowiada o powstawaniu życia. Wraz z profesorem zgłębiamy tajniki uformowania się złożonych systemów cząsteczkowych, od komórek, łańcuchów DNA, aż do najbardziej jak dotąd rozwiniętych form.

Dla jednych brzmi to pewnie jak wielka nuda, dla innych może być to zaproszenie do fascynującej podróży. Wszystko zależy od widza i jego oczekiwań.

Pomimo tego że Chyra, oczywiście znakomicie, z energią, swadą i czasem humorem oraz wyczuwalną ironią, tłumaczy nam te wszystkie interesujące zagadnienia, trudno nie odnieść wrażenia, że jednak słuchamy wykładu. Ciekawie i atrakcyjnie prowadzonego, ale wykładu. Nie każdemu taka forma może przypaść do gustu. Ale nie można temu filmowi odmówić kapitalnej i hipnotyzującej warstwy wizualnej.

Nie każdy fragment “Photona” jest łatwy do przetrawienia. Część, opowiadającą o molekułach i tłumaczącą liczne procesy chemiczno-biologiczne, trudno jest zrozumieć . To nie jest film, podczas oglądania którego możemy dać się ponieść w pełni obrazom, gdyż wymaga on od nas maksimum skupienia, o ile chcemy zrozumieć to, co słyszmy i widzimy.

Animacje, pokazujące tworzenie się struktur cząsteczek czy wizualizacje ewolucji znanego nam wszechświata jak i życia na Ziemi, wyglądają niesamowicie.

Czasem przypominają abstrakcyjne formy rodem z galerii sztuki współczesnej. Innym razem wyglądają niczym obrazy z horroru albo baśni.

Największy problem mam z trzecim, najkrótszym aktem, który ewidentnie odchodzi od science i udaje się daleko w rejony fiction.

O ile pierwsze dwa akty oparte są na naszej wiedzy, nauce i prawom rządzącym znaną nam przestrzenią, tak ten ostatni, opowiadający o przewidywaniach dotyczących przyszłości, jest już czystą bajką. Zabawą w odgadywanie tego, jak będzie wyglądał świat za kilkaset lat. Są więc wizje wielkich miast, latające samochody. Poprzez wirtualny upload naszej świadomości pomiędzy mózgami, ludzie żyją w sferze wirtualnej i poza fizycznej. Ma to dać życie wyższej formie internetu, jaką będzie konektom.

Z czasem internet, który będziemy traktować jak powietrze, połączy się konektomem. To z kolei sprawi, że ludzkości nie będzie już potrzebna pamięć. Ciała również staną się zbędne, a długość życia ma być przedłużona do ponad 300 lat.

Jest to oczywiście ciekawe. W jakimś sensie stanowi logiczne rozwinięcie oraz ewolucję świata i technologii, ale mimo wszystko ten trzeci segment nie przypadł mi do gustu, głównie ze względu na to, że jest trochę niespójny z resztą “Photonu”.

Siłą rzeczy takie wróżenie z fusów, nawet jeśli poparte jakimiś badaniami, jest dość abstrakcyjne, szczególnie jeśli przewidujemy to, jak będzie wyglądał świat nie tyle za 50, ale za kilkaset lat (twórcy filmu pozwalają sobie na prognozy sięgające 800 lat do przodu).

“Photon” to z pewnością ciekawa alternatywa dla widzów ciekawych świata i mechanizmów nim rządzących, jak i szukających w kinowym repertuarze czegoś odmiennego i oryginalnego.

Mnie się ten film oglądało świetnie, głównie w 2/3 trwania produkcji, choć nie będę ukrywał, że w sieci, choćby na samym tylko YouTubie, można znaleźć równie fascynujące filmy. Nawet jeśli nie mają one w pełni profesjonalnych i artystycznych walorów produkcji.

W sumie “Photon” bardziej pasowałby mi jako popularnonaukowa seria, albo instalacja wideo wyświetlana w Centrum Nauki Kopernik.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (1)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...