Blade Runner 2049 z nierównego starcia z legendą wyszedł z tarczą – recenzja Spider’s Web

Recenzja/Akcja partnerska 06.10.2017
Nasza ocena:
Blade Runner 2049 z nierównego starcia z legendą wyszedł z tarczą – recenzja Spider’s Web

Blade Runner 2049 z nierównego starcia z legendą wyszedł z tarczą – recenzja Spider’s Web

Blade Runner 2049 do dnia premiery był enigmą. Zwykle kolejne części legendarnych filmów sprzed lat to skok na kasę – zwłaszcza gdy biorą się za to inni twórcy. Po seansie sequela Łowcy androidów już wiem, że w tym konkretnym przypadku filmowcy stanęli na wysokości zadania.

Poniższy tekst nie zawiera spoilerów. 

Bardzo obawiałem się filmu Blade Runner 2049. Byłem przekonany, że po raz kolejny zwiastuny zdradziły zbyt wiele. Sugerowały, że dostaniemy co najwyżej, ukryty pod płaszczykiem kontynuacji, remake pierwszej części. Szykowano nas na film nastawiony głównie na akcję, z którego uleci filozoficzne przesłanie na rzecz efektów, jak w przypadku adaptacji Ghost in the Shell.

Blade Runner 2049 po blisko 3 godzinach wgniatania mnie w kinowy fotel rozwiał te obawy, jedną po drugiej.

Trailery znowu wywiodły widzów w pole – ale tym razem w dobrej wierze. Można było z nich wywnioskować, że druga część Łowcy androidów będzie typowym blockbusterem. Pełnym strzelanin, pościgów i wybuchów, doprawionych grą świateł i kolorów niczym ze stroboskopu. Nic bardziej mylnego. To leniwie rozwijający się film, który mimo to nie pozwala oderwać oczu od ekranu.

Nie przeczę – martwiło mnie, że kontynuację arcydzieła Ridleya Scotta nakręci po latach ktoś inny. Na stołku reżysera zasiadł Denis Villeneuve, który nie ma zbyt wiele obrazów w swoim dorobku. Na szczęście scenariuszem zajął się Hampton Fancher, który napisał też pierwszą część, a partnerował mu Michael Green – był on odpowiedzialny za świetnego Logana.

Podczas oglądania nowego Łowcy androidów skojarzenie z Loganem nasunęło mi się zresztą samo. Blade Runner 2049 to nie jest kino akcji. Opowieść snuta jest powoli, a film zamiast serwować widzowi dynamiczne efekty specjalnie, skłania go do przemyśleń. Co to tak naprawdę znaczy być człowiekiem? Co definiuje wolną wolę? Czym jest miłość?

Kontynuacja czerpie to, co najlepsze z pierwowzoru, ale serwuje to we współczesnej oprawie.

Pierwszy film to opowieść o policjancie, którego zadaniem jest likwidowanie tytułowych androidów. Tym zamarzyła się niezależność. Obraz ukazał się w latach 80. Nie sposób nie traktować go jako komentarza do ówczesnych wydarzeń. Do dziś skłania do przemyśleń na temat pozycji klasy robotniczej w społeczeństwie i zyskujących coraz większą potęgę korporacji.

Blade Runner 2049 pogłębia ten motyw. Zniszczonego przez postęp cywilizacyjny świata nie udało się odbudować przed 3 dekady. Industrialne miasta od umierającej natury odgradza mur. Mieszkańcy Ziemi popełniają te same błędy. Pomimo kataklizmu i powstania androidów, władze Ziemi i jej kolonii pozwoliły kolejnej korporacji na produkowanie syntetycznych ludzi.

Pod względem wizualnym nowy Blade Runner jest fenomenalny.

Ridley Scott w Blade Runnerze z 1982 roku ożywił retro-futurystyczny świat, w którym ludzkość doprowadziła do zagłady środowiska naturalnego. Rzeczywistość jest wyprana z kolorów, a ubarwiają ją błyszczące neony, zachęcające do bezrefleksyjnej konsumpcji. Króluje hedonizm – pogoń za fikcyjnym szczęściem ze świadomością jego nieprawdziwości.

Blade Runner 2049 dla dorosłych

Łowca androidów na podstawie powieści Philipa K. Dicka zaliczany jest do gatunku neo-noir. Zachwycał, ale nie grafiką komputerową. Blade Runner 2049, chociaż nie szczędzi efektów generowanych komputerowo, które dały nam niezwykle realistyczne latające samochody, zdalnie sterowane drony i wszędobylskie hologramy, został utrzymany w tej samej stylistyce.

W fikcyjnym świecie minęło 30 lat i to widać. Los Angeles w 2049 roku nadal jest brudne i zepsute, ale jednocześnie nieco nowocześniejsze. Nie zrezygnowano jednak z elementów, które były charakterystyczne dla pierwszej części. Obok hologramów i okularów rozszerzonej rzeczywistości mamy monitory CRT i drukowane zdjęcia. Czuć, że to nie jest inna rzeczywistość.

Praca kamery buduje klimat nie mniej niż scenografie, efekty i rekwizyty.

Co chwilę wchodzimy razem z bohaterami w ciasne, ciemne uliczki i zatłoczone korytarze. Podczas seansu często ma się wręcz wrażenie klaustrofobii. Jednocześnie film zostawia sporo niedopowiedzeń. Nawet oglądając go w kinie na ogromnym ekranie, ma się często ochotę zajrzeć za skraj kadru. Pełno jest zbliżeń na twarze bohaterów. Mamy wrażenie, że coś w tle nam umyka.

blade runner 2036 nexus dawn jared leto

W innych scenach podziwiamy przepiękne, szerokie kadry ukazujące oczom widza panoramę ogromnego miasta z lotu ptaka, rozległe połacie ziemi lub oceanu. Wrażenie wyobcowania i samotności potęguje jednak to, że w takiej statycznej scenerii jedynym poruszającym się elementem jest jedno latające auto z samotnym pasażerem na pokładzie.

Blade Runner 2049 pokazuje wiele różnorodnych scenerii.

Trafiamy i na farmę na środku pustyni, i do wykończonego metalem gmachu policji w Los Angeles. Chwilę później przenosimy się do biednej chińskiej dzielnicy, do bloku mieszkalnego przypominającego slumsy i na wysypisko śmieci. Zaglądamy do ruin kasyna podczas burzy piaskowej i do pełnego przepychu, ale pustego gmachu najbogatszej korporacji świata.

Każda z lokacji ma swój unikalny charakter. Różni je kolorystyka i stopień zatłoczenia, ale w żadnej z nich nie czuć ciepła i bliskości z innymi ludźmi. Wszędzie panuje niepokój, podejrzliwość. Ludzkość w Blade Runner 2049 jest smutna i samotna – przynajmniej ta, która została na Ziemi. Film nie opuszcza naszej planety i nie pokazuje żadnej z ludzkich kolonii.

Gęsty klimat aż wycieka z ekranu.

Ogromnie pomaga tutaj dyskretnie majacząca się w tle muzyka i świetne efekty dźwiękowe. Głębokie buczenie podczas lotu kamery pomiędzy strzelistymi wieżowcami w zaciemnionym Los Angeles z 2049 roku powoduje ciarki na całej skórze. Film jest cichy i oszczędny w dźwiękach. To niespotykane w produkcjach science-fiction i niezmiernie na miejscu w tym obrazie.

Byłem pod niesamowitym wrażeniem sugestywności tego filmu. Blockbustery przyzwyczaiły nas do pędzącej na złamanie karku akcji, przy akompaniamencie świateł i hałasu. W nowym Łowcy androidów tego nie uświadczymy. Dają czas, by przemyśleć znaczenie kolejnych scen, które można interpretować na wiele sposobów. Często w przejmującej ciszy.

Paradoksalnie fabuła Blade Runner 2049 jest dość prostolinijna. Nie zaserwowano nam zbyt wielu twistów fabularnych, a te obecne w obrazie uważny widz będzie mógł podczas seansu przewidzieć. Nie postawiono zbyt wielu red herringów i dość szybko można zorientować się, na czym będzie polegać końcowa konfrontacja.

Nie odbiera to przyjemności z poznawania kolejnych rozdziałów tej wzruszającej, słodko-gorzkiej historii i pięknego, niejednoznacznego zakończenia.

Blade Runner 2049 dokumentuje podróż bohatera, w którego wcielił się Ryan Gosling. Harrison Ford, jako Rick Deckard, pojawia się w filmie, ale ze względu na wiek nie został postawiony w centrum wydarzeń. Dostaliśmy opowieść o kolejnym młodym policjancie, którego celem jest likwidacja zbuntowanych androidów: syntetycznie wyprodukowanych ludzi, którym wszczepiono sztuczne wspomnienia.

O fabule i motywacjach bohaterów nie mam zamiaru się rozpisywać. Chociaż jestem przekonany, że nawet znajomość historii nie popsułaby seansu, to i tak lepiej poznać ją samemu. Dość powiedzieć, że byłem pod dużym wrażeniem tego, jak poprowadzono wątek głównego bohatera. Blade Runner 2049 kilkukrotnie pozbawił mnie tchu i zaserwował emocjonalny cios prosto w serce.

Ogromna w tym zasługa aktorów.

Harrison Ford, chociaż nie gra tu pierwszych skrzypiec, przekonująco sportretował podstarzałego Deckarda. Potrafił wyrazić na swej twarzy trzy ciężkie dekady topionego w whiskey smutku. A Ryan Gosling nie bez powodu prezentuje przez większość filmu ten sam wyraz twarzy, a pod tą maską kotłują się sprzeczne emocje.

blade runner

Jared Leto jako Niander Wallace, czyli twórca kolejnej generacji androidów, nie jest stereotypowym, groteskowym czarnym charakterem. Udało się reżyserowi pokazać dostojnego złoczyńcę, który wygłasza patetyczne monologi w sterylnym środowisku, nie ocierając się o śmieszność, tak jak w przypadku retrospekcji w Alien: Covenant.

Szkoda, że Wallace i Deckard pojawili się na tak krótko. Świetnie wykreowano te postaci, a biorąc pod uwagę długość filmu, zaledwie mignęły na ekranie. Zamiast tego mnóstwo czasu dostały aż trzy silne kobiety, w które wcieliły się Robin Wright, Ana de Armas i Sylvia Hoeks. Zwłaszcza te dwie ostatnie aktorki wykonały świetną robotę.

Blade Runner 2049 ma wymiar bardzo osobisty.

Wbrew temu, co sugerowałby gatunek tego filmu, bohaterowie nie ratują świata i ludzkości przed zagładą. Ich świat umarł już lata temu. Jedyne co im pozostało, to walczyć o okruchy i śmieci. Żyją przeszłością, bo teraźniejszość jest zbyt blada, by się na niej skupiać. Koloru dodają jej tylko krzykliwe reklamy produktów, którymi już nikt nie umie się cieszyć.

Blade Runner 2049 zwiastun

Głównego bohatera poznajemy dopiero w momencie, gdy odkrywa tajemnicę sięgającą 30 lat wstecz. Śledztwo utrudnia mu kataklizm, który wymazał wszystkie cyfrowe archiwa gromadzone przez ludzi. Strzępki informacji musi obudowywać wspomnieniami ludzi, którym nie może ufać. Blade Runner 2049 cały czas każe kwestionować to, co wiemy i widzimy.

Widzowie nie mogą być niczego pewni i są w tej samej sytuacji, co bohater grany przez Goslinga.

Blade Runner 2049 nie jest filmem idealnym, ale niewiele mu do tego brakuje. Niektóre wątki nie doczekały się należytego rozwinięcia, a bohaterom drugoplanowym zabrakło głębi, chociaż film był niezwykle długi – seans bez reklam to aż 163 minuty. Nie zamieniłbym jednak tych przeciągniętych scen budujących klimat na ujęcia nadające głębi tym mniej znaczącym bohaterom.

Jeśli miałbym wskazać słabsze punkty filmu, to przyczepiłbym się do zbyt dużej ilości flashbacków. Blade Runner 2049 momentami traktuje widza protekcjonalnie i wprost mówi to, czego lepiej byłoby się domyśleć samodzielnie. Jestem w stanie się jednak z tym pogodzić. Chociaż zwroty fabularne są nadmiernie podkreślane, to wiele kwestii pozostawiono do interpretacji.

To największy sukces Blade Runner 2049. Chociaż obraz jest kontynuacją kultowego filmu z lat 80. ubiegłego wieku, to tak jak swój wielki poprzednik zostaje w głowie widza na długo po wyjściu z kina. Do późnych godzin nocnych rozmyślałem nad tym obrazem i nadal nie poukładałem sobie wszystkiego w głowie. Z pewnością obejrzę ten film ponownie.

Czytaj więcej o Blade Runner 2049:

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (30)

107 odpowiedzi na “Blade Runner 2049 z nierównego starcia z legendą wyszedł z tarczą – recenzja Spider’s Web”

  1. Dla mnie bomba, zreszta uwielbiam tego rezysera ale obawiam się że jak pójdą np miłoścy Strazników Galaktyki lub czegoś w tym klimacie to sie zdziwią ;-)

  2. “Na stołku reżysera zasiadł Denis Villeneuve, który nie ma zbyt wiele obrazów w swoim dorobku.”

    Może i nie ma, ale są to małe arcydzieła i – bez przesady – nie jest taki nieznany.

    “W innych scenach podziwiamy przepiękne, szerokie kadry ukazujące oczom widza panoramę ogromnego miasta z lotu ptaka (…) w takiej statycznej scenerii jedynym poruszającym się elementem jest jedno latające auto z samotnym pasażerem na pokładzie.”

    Takie ujęcia – a zwłaszcza te symetryczne – mają swoją nazwę. “Kubrickowskie”.

  3. Piotr, dziękuję za recenzję i napis na początku: “Poniższy tekst nie zawiera spoilerów. ”

    To dla mnie ważne żeby przed seansem nie popsuć sobie przyjemności z oglądania :-))

  4. wlasnie wrocilam z kina .. I moge powiedziec tak – wizualnie ten film jest piekny, muzycznie arcydzielo… ale niestety albo jednak – nie wytrzymuje oczekiwan – Blade Runner to bylo arydzielo .. a Blade Runner 2049 to dobry film … tylko, albo az ;-(

      • sprobuje uzasadnic – Blade Runner 2049 – Android – ktory jest lowca androidow i z zasady imituje emocjonalnosc ludzka. Wiec ewidentnie i w brutalnym skrocie – siadlo mu oprogramowanie. Marzenia androidow i kreowaniu zycia juz byly pokazane w innych filmie ( Alien Covenant).patrzac na ten film – zastanawialam sie nad biblia Si-Fi – prawa robotow – Isaac Asimov ( I nie tylko). Nie bylo w tej wersji Blade Runner tej mistycznej zagadki.., kto jest czlowiekiem a kto nie , kto jest bardziej czlowiekiem?? Wszystko wiadomo i to jest smutne. Taka bardzo gotowa do przelkniecia papka rodem z Hollywood. Oczywiscie – przepiekny wizualnie film.

        • Pierwsze 2 zdania Twojego komentarza to próba skwitowania całego filmu w tak krótki sposób. Tyle że jeśli jest to słuszny zarzut, to powinnaś wziąć też pod uwagę to, że określa w ten sam sposób film pierwszy. Mam wrażenie, że nie rozumiesz czym są androidy w tym świecie.

          Jeżeli Alien Convenant coś obrazował, to bardziej moje niespełnione marzenia i oczekiwania wobec Ridleya Scotta. W każdym razie – było to coś innego niż to, co zobaczyliśmy w 2049.

          Możesz rozjaśnić o co Ci chodzi pisząc, że zastanawiałaś się nad Asimovem oglądając ten film? Trochę to napisałaś jakby miało być mistyczną zagadką.

          Wiesz po tej części, czy Deckard był androidem? Czyli, czy znasz odpowiedź na jedno z największych pytań zadawanych po pierwszej części? Wszystkiego jednak nie wiadomo. I kto był w tym filmie bardziej człowiekiem? Hmm… Nie było już człowieka w tym filmie.

          • Na dodatek wspaniale został ograny temat Deckarda. Scenarzyści, doskonale zdając sobie sprawę z kontrowersji, jakie wywołuje jego tajemnica (jest? nie jest?), dolali jeszcze oliwy do ognia, wprost kwestionując jego motywację w związku z Rachael.

    • Co Pani wie, Pani w nogach spi. Film dorownuje Lowcy Androidow z 1982 roku, ktory wciaz jest arcydzielem, a nie byl. Muzyka troche na sile. Wiadomo Vangelis to Vangelis , tu Hans Zimmer posilkuje sie nutami Vangelisa, zeby nakreslic nastroj filmu, za to mu chwala. Zdjecia i ogolnie cala plastyka filmu – bez dwoch zdan. Sama historia smutna, ale bardzo dobra. Tears in the rain – znowu poleciala lezka na sam koniec filmu.

      • maciej mucha – ja komentuje film i mam WLASNA opinia o filmie. Nie komentuje w zaden sposob ludzi ktorzy nie zgadzaja sie z moim komentarzem. Uwazam ze takie uwagi sa nie na miejscu i swiadcza o probie zdyskredytowania ludzi ktorzy mysla inaczej. dla mnie nie bylo “tears in rain” raczej ulga ze wychodze z kina.

  5. “Denis Villeneuve, który nie ma zbyt wiele obrazów w swoim dorobku.”
    No dobra, może nie ma na koncie wielu tytułów, ale za to jakie! Praktycznie każdy z jego filmów został doceniony, a część doczekała się nawet statusu kultowych. Incendies (1 nominacja do Oscara), Prisoners (1 nominacja do Oscara), Enemy, Sicario (3 nominacje do Oscara), Arrival (8 nominacji, z czego 1 zdobyty) – dzięki takim pozycjom Villeneuve jest obecnie uważany z jednego z najciekawszych reżyserów w Hollywood. Akurat jego pojawienie się w fotelu reżysera BR2049 sprawiło, że zacząłem z optymizmem wyczekiwać tej kontynuacji. I znowu się nie zawiodłem. Facet ma odwagę robić zachwycająco wyglądające filmy dla inteligentnego widza, co w dzisiejszych czasach jest rzadką umiejętnością

    • Może i jest reżyserem z Hollywood ale jednocześnie jest bardzo “niehollywoodzki”. I w tym cały problem, przy tak wysokim budżecie BR2049 nikt nie powinien się spodziewać sukcesu. Arrival sukces odniósł, ale raczej nikt nie oczekiwał w nim konkurencji dla Star Wars na przykład. Przy Bladerunnerze, po obejrzeniu trailera i choćby spojrzeniu na plakat nie jest to takie oczywiste i stąd reakcje widowni, która dała się nabrać i uznała go “nudny syf”.

  6. przy red herringach straciłam cierpliwość. Jestem anglistą, kumam, ale po co ta nowomowa? I po co spolszczać jeśli i tak większość nie ogarnie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...