Łowca androidów nie potrzebował grafiki komputerowej, by wyglądać przepięknie

Łowca androidów nie potrzebował grafiki komputerowej, by wyglądać przepięknie

Wielu reżyserów nie wyobraża sobie dziś dobrze wyglądającego filmu bez zastosowania generowanych komputerowo dodatków. A wystarczy przecież włożyć do odtwarzacza Blu-ray płytę z Łowcą androidów, arcydziełem Ridleya Scotta.

Możliwość nakładania grafiki komputerowej na zarejestrowany materiał wideo to oczywista rewolucja w dziedzinie kinematografii. Okazuje się bowiem, że zamiast budować scenografię, czy tworzyć skomplikowane rekwizyty, można je wykreować w łatwy i tani sposób w pamięci komputera, a następnie przenieść do filmu. Dzięki temu możliwe jest nakręcenie scen, których realizacja wcześniej była… no cóż, niemożliwa.

Grafika komputerowa sama w sobie nie jest czymś złym, jak niektórzy puryści próbują udowadniać. Jej mądre, odpowiednie wykorzystanie uzupełnia i wzbogaca warstwę wizualną filmu. Niektórzy jednak poszli z nią za daleko. Idealnym przykładem są tu prequele Gwiezdnych wojen, w których George Lucas zastąpił w zasadzie wszystko wirtualnymi kreacjami, w tym część postaci. W efekcie otrzymaliśmy niewiarygodny, niespójny obraz wypełniony spłoszonymi, niemogącymi się odnaleźć w green-screenie aktorami.

Hollywood szybko się jednak uczy. Twórcy tacy jak Christopher Nolan czy Denis Villeneuve unikają grafiki komputerowej, gdzie tylko się da, bardzo się starają o prawdziwe – choć kosztowne – kostiumy, mechaniczne efekty specjalne czy scenografie. Ten ostatni ma przed sobą szczególnie trudne zadanie. Wkrótce na ekrany kin wkroczy Blade Runner 2049, sequel kultowego Łowcy androidów z 1982 roku. Filmu, który zawiera mnóstwo nierealnych scen. I który został nakręcony bez użycia komputera.

Po włożeniu płyty Blu-ray z Łowcą androidów do odtwarzacza nie odróżnicie go od nowoczesnych produkcji. A pod wieloma względami wygląda od nich nadal lepiej.

Już pierwszy kadr filmu wgniata w fotel. Zwróćcie uwagę na to, jak wygląda Los Angeles przyszłości. Dziś, do wygenerowania tak szczegółowego ujęcia z wielu kamer przy tak nietypowym oświetleniu, od razu zatrudniono by sztab grafików komputerowych. Tymczasem to, co widzicie na ekranie, to mieszanka bardzo szczegółowych miniaturowych modeli budynków, a tło zostało uzupełnione o ręcznie malowane obrazy matowe. W rzeczywistości to co widać na ekranie miało raptem… cztery metry szerokości. Wieże ziejące ogniem mają około 30 cm wysokości. Są wykonane z mosiądzu, a światła miasta to… żarówki produkowane na potrzeby domków dla lalek. Z kolei kule ognia to optyczna iluzja, sfilmowana na parkingu za studiem filmowym i nałożona w postprodukcji na film. A – choć bardzo imponujący – to jeden z najłatwiejszych kadrów w realizacji.

Łowca androidów Blade Runner 2049 efekty specjalne

Dużo trudniejsze było filmowanie wielkich billboardów miejskich. W czasach Łowcy androidów nakręcenie takiej sceny było możliwe poprzez stosowanie różnych optycznych iluzji. A więc sfilmowanie samych modeli a następnie nałożenie w odpowiednich miejscach reklam i świateł miasta. To jednak nie wyglądałoby realistycznie. Dlatego też zdecydowano się oddać kamerę w ręce bardzo precyzyjnego robota, który za każdym razem poruszał kamerą w identyczny – co do milimetra i setnej sekundy – sposób. Każdy najazd kamery filmował inne części oświetlenia. Raz z rozświetlonymi światłami miasta, kolejny raz z projekcją wideo, później z oświetlonymi kroplami deszczu i tak dalej. Dzięki temu wszystko jest odpowiednio doświetlone i wygląda cholernie realistycznie.

W efekcie wszystko to, co widać na ekranie podczas oglądania Łowcy androidów, istnieje naprawdę. Puste oczy replikantów to sztuczka polegająca na zawieszeniu na kamerach odpowiednio skupiającego światło zwierciadła. Lądujące pojazdy to albo miniaturowe modele wykorzystujące sztuczki związane z perspektywą, albo też elementami scenografii opuszczanymi mechanicznie na dźwigach. Wirtuozeria speców od efektów specjalnych połączona z doskonałą pracą kamery, piękną scenografią i pozostałymi elementami wizualnymi sprawiają, że Łowca androidów nawet dziś wygląda świeżo i ponadczasowo. Przez wielu uważany jest za niedościgniony wzór w kinematografii.

Łowca androidów Blade Runner 2049 efekty specjalne

Blade Runner 2049 przypomni widzom, co to znaczy wizualny realizm.

Denis Villeneuve, reżyser filmu Blade Runner 2049, postanowił pójść w ślady Ridleya Scotta i za pomocą rekwizytów, kostiumów, modeli i scenografii uczynić swój film jak najbardziej autentycznym wizualnie. Komputerowa scenografia i efekty specjalne były nie do uniknięcia, jednak reżyser zdecydował, że będzie ich unikał tak, jak tylko jest to możliwe. Villeneuve nazwał Blade Runnera 2049 „największym artystycznym wyzwaniem w całej jego karierze”. Dodał też, że sceny z green-screenem może policzyć na palcach jednej ręki, a grafika komputerowa – choć jak najbardziej obecna w filmie – została wykorzystana tylko wtedy, gdy nie było innej ekonomicznie odpowiedniej opcji.

Ryan Gosling, Jared Leto i Harrison Ford grający główne role w filmie nie musieli polegać wyłącznie na swojej wyobraźni, by wczuć się w swoje role. Nie będzie więc żadnych wymówek, zwłaszcza że to topowi aktorzy: ich wykony powinny być idealne. Potwierdza to Ana de Armas, która również wystąpiła w filmie. Aktorka powiedziała, że każda scena z udziałem aktorów rejestrowana była na planie ze zbudowaną scenografią, co bardzo im ułatwiło pracę.

– Jak coś leciało, to leciało. Jak coś się ruszało, jak coś padało… wszystko było prawdziwe. W ogóle nie musieliśmy nic sobie wyobrażać. Cudowne. Ktokolwiek podjął decyzję o tej formie realizacji filmu: dziękuję – opowiada.

Blade Runner 2049 ma być – z uwagi na zastosowanie mechanicznych efektów specjalnych – jednym z najdroższych filmów science-fiction w historii. Już w ten piątek przekonamy się czy Denis Villeneuve udźwignął ciążącą na nim presję i czy faktycznie wygląda tak dobrze (a ponoć i jeszcze lepiej) od pierwowzoru. Patrząc na materiały promocyjne filmu, jestem o to dziwnie spokojny. Nie zamierzam za to kryć ekscytacji, że już niedługo poznam dalsze losy Ricka Deckarda. A więc nowy rozdział jednej z najpiękniejszych, a zarazem najbardziej przerażających opowieści w historii kina.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (4)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...