Cameron nie zna umiaru. Wystartowała produkcja sequeli Avatara, która będzie kosztować miliard dolarów!

Artykuł/Film 26.09.2017
Cameron nie zna umiaru. Wystartowała produkcja sequeli Avatara, która będzie kosztować miliard dolarów!

Właśnie ruszyły zdjęcia do kręconych równocześnie filmów “Avatar 2” i “Avatar 3”, czyli prawdopodobnie najmniej potrzebnych kontynuacji ostatnich dekad.

Z jednej strony nie dziwią mnie doniesiena portalu Deadline, o tym, że budżet wszystkich czterech (!) sequeli “Avatara” wynosi ok. miliard dolarów. Dzieląc to na cztery, wychodzi po ok. 250 milionów dolarów na film.

Przypominam, plan Camerona zakłada kręcenie jednocześnie “Avatara” 2 i 3, po czym rozpoczęcie niemalże od razu produkcji “Avatara” 4 i 5.

Kto jak kto, ale James Cameron znany jest z rozbuchanych budżetów i procesów produkcyjnych nie od dziś.

Jego “Titanic” przecież 20 lat temu był najdroższym filmem w historii kina i pierwszym, który przekroczył magiczną barierę 200 milionów dolarów kosztów produkcji. Z początku łapano się za głowy. Mało kto wierzył, że aż tak wielki budżet jest potrzebny do produkcji filmu o katastrofie Titanica, a jeszcze mniej ludzi wierzyło, że tak ogromna kwota będzie w stanie się zwrócić.

Jak wszyscy wiemy, zwróciła się i to z nawiązką (całkiem sporą). “Titanic” był pierwszym w historii filmem, który (nie uwzględniając inflacji) zarobił na świecie ponad miliard dolarów

Zakładając, że każdy z czterech sequeli “Avatara” będzie kosztował po 250 milionów dolarów, nie jest to aż tak ogromna różnica względem pierwszej odsłony.

Pierwszy “Avatar” kosztował bowiem 237 milionów dolarów. Widać więc, że Cameron potrafi utrzymać w ryzach swoją wyobraźnię i pomysły na tyle, by nie przekroczyć kolejnej magicznej bariery, tym razem 300 milionów dolarów, jeśli chodzi o koszty produkcji.

Warto jednak nadmienić, że wbrew pozorom, wcale nie jest pewnym, iż ta inwestycja okaże się opłacalna.

Tak, wiem, sam kilka akapitów wyżej pisałem o tym, że analogiczne wątpliwości i łapanie się za głowę miały miejsce 20 lat temu przy okazji produkcji “Titanica”. Tym jednak razem sytuacja jest trochę odmienna.

Miejmy na uwadze fakt, że wspomniany wcześniej budżet pierwszego Avatara wynoszący 237 milionów dolarów nie uwzględniał kosztów związanych z marketingiem. A ten był kolosalnych rozmiarów. Po dołączeniu go do budżetu produkcyjnego dałby nam on łączną kwotę 425 milionów dolarów jakie wytwórnia włożyła w “Avatara “z 2009 roku. Oczywiście, w kontekście tego ile pieniędzy film Camerona zarobił (gwoli przypomnienia, prawie 2 miliardy 800 milionów dolarów globalnie), suma ta okazała się bezpieczna.

Przy sequelach, i to w dodatku w aż tak sporej liczbie naraz, mam obawy (zapewne nie tylko ja) co do opłacalności całego przedsięwzięcia.

W 2009 roku “Avatar” nie miał praktycznie konkurencji. W dodatku przywrócił skutczenie modę (wcześniej panującą w latach 50. XX wieku) na 3D, które w filmie Camerona było rzeczywiście niezwykłe. Do tego dostaliśmy wspaniały świat Pandory, w którym zkochał się cały świat.

Z tego co wiemy od Foksa, Avatar 2 ma pojawić się w kinach 18 grudnia 2020 roku.

To ponad trzy lata od chwili obecnej i 11 lat od premiery pierwszej odsłony filmu Camerona. Dużo. Nawet bardzo. W popkulturze to niemalże epoka. Przez ten czas pojawiła się cała masa filmów w 3D, przy okazji format ten przestał już być wielką atrakcją i wabikiem dla tłumów.

Cameron zapowiada, że “Avatar 2” będzie kolejnym przełomem technologicznym i że m. in. nie będziemy potrzebować w ogóle okularów 3D, by oglądać film w trójwymiarze. Tylko po raz kolejny obawiam się, że walory technologiczne przesłonią reżyserowi scenariusz i angażującą historię. Jakoś dało się to przetrwać w jedynce, ale nie za bardzo to widzę pomnożone razy cztery.

Od premiery “Avatara” mogliśmy też oglądać w kinie niemałą liczbę wizualnych kopii filmu (ostatnio choćby “Valeriana i miasto tysiąca planet”). Filmy takie jak “Strażnicy Galaktyki” skutecznie pokazały jak można jeszcze lepiej opowiadać historie o kosmicznych przygodach na innych planetach. A pamiętajmy też, że na rynku ponownie pojawiły się “Gwiezdne wojny”, które tym razem tak szybko nie odejdą.

Do tego sama publiczność po tych 11 latach niekoniecznie będzie aż tak zaaferowana, by koniecznie powrócić na Pandorę i to nie raz, ale jeszcze aż cztery razy pod rząd.

“Avatara 3” zobaczymy bowiem w grudniu 2021 roku. Następnie, po trzech latach odpoczynku, część czwartą i piątą obejrzymy kolejno w 2024 i 2025 roku.

Do tego czasu zainteresowanie serią możne drastycznie spaść do poziomu, w którym ostatnie dwie odsłony przyniosą straty i których nie uda się załatać zarobkami poprzedników. Oby nie okazało się, że sequele “Avatara” powtórzą smutny los prawdziwego Titanica…

James Cameron to jeden z moich ulubionych reżyserów. To techniczny wirtuoz i prawdziwy wizjoner – jeden z nielicznych w Hollywood. Fakt, że przez najbliższą dekadę będzie totalnie wchłonięty przez świat Pandory nie napawa mnie optymizmem. O wiele chętniej zobaczyłbym jakiś jego nowy, oryginalny film.

Tymczasem zapowiada się, że nadchodzące “Avatary” będą jego jednymi z ostatnich dokonań w kinie… To już trochę rozczarowuje.

Jakby ktoś mi powiedział 20 lat temu, że po “Titanicu” Cameron nakręci tylko ledwie kilka dokumentów i ciągnącą się przez kilkanaście lat kosmiczną sagę, to za żadne skarby bym w to nie uwierzył. A jednak wszystko na to wskazuje.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (19)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...