Jason Bourne dla mniej wymagających. “American Assassin” – recenzja Spider’s Web

Recenzje/Film 15.09.2017
Nasza ocena:
Jason Bourne dla mniej wymagających. “American Assassin” – recenzja Spider’s Web

Dylan O’Brien, Taylor Kitsch i Michael Keaton przewodzą dość przeciętnemu filmowi akcji, aczkolwiek jeśli nastawicie się na solidne kino klasy B, to na “American Assassin” możecie się nawet nieźle bawić.

Bohaterem “American Assassin” jest Mitch Rapp, znany też czytelnikom książkowego pierwowzoru autorstwa pisarza Vince’a Flynna. Mitcha poznajemy, gdy spędza upojne wakacje na hiszpańskiej plaży wraz ze swoją narzeczoną. Ich sielankę przerywa jednak niespodziewany atak terrorystyczny, w którym nieznani sprawcy z zimną krwią zabijają plażowiczów. Rappowi udaje się przeżyć te tragiczne wydarzenia. Przez półtora roku bacznie studiowuje komórki terrorystyczne oraz poddaje się morderczemu rygorowi treningów, które czynią z niego mistrza w sztukach walk i posługiwaniu się bronią palną.

W pewnym momencie Mitch trafia na celownik CIA, które postanawia zwerbować go do swojej jednostki specjalnej.

Adaptacja popularnej serii książek Vince’a Flynna była tylko kwestią czasu.

Powieści te, napisane z werwą i trzymające w napięciu, idealnie nadawały się na przeniesienie na duży ekran. Udało się to niestety tylko połowicznie.

“American Assassin” dość często łapie zadyszkę, w miarę sprawnie wyreżyserowane sceny akcji przeplatane są jednak chwilami gdzie tempo wyraźnie siada. Niestety, zarówno scenariusz jak i rozpisanie postaci niewiele pomagają w tym przypadku.

Skrypt pełen jest całej masy niedorzeczności i skrótów myślowych, fabuła zdaje się być obudowana wokół paru efektownych scen pościgów i pojedynków, z tymże jest na tyle wątła i schematyczna, że oczekiwanie na owe sekwencje chwilami mocno się dłuży.

Sprawia to, że “American Assassin” zalicza się do tej niemałej grupy filmów, które na zwiastunach prezentują się o wiele lepiej i bardziej dynamicznie niż właściwy obraz.

Postaci “American Assassin” również są siedliskiem znanych nam klisz, jak nie z kina akcji, to z książkowych sensacji. Mitch Rapp to zdyscyplinowany, milczący typ, zmotywowany przez osobistą tragedię. Dylan O’Brien dwoi się i troi, i nawet nieźle prezentuje się na ekranie, ale mimo wszystko pod względem fizycznym nie bardzo pasuje mi on na typowego staroszkolnego bohatera kina akcji.

Jego trener, grany przez Michaela Keatona, Stan Hurley, to typowy twardziel, który robi wszystko, by jak najbardziej surowo podejść do swojego nowego podopiecznego. Keaton to już właściwie legenda, takie postaci to on zjada na śniadanie. Dość przekonująco wcielił się w wypranego z emocji najemnika specjalnej jednostki CIA. Reżyser dużo uwagi poświęca jego mimice, oczom – tworzy to całkiem sugestywną postać.

Główny czarny charakter, Ghost (Taylor Kitsch) to kolejny filmowy “zły”, zbuntowany były uczeń Hurleya, który chce wprowadzić chaos. Raczej nie zapisze się on w pamięci jako nadzwyczaj charakterystyczny zbir. Może na kartach książki sprawuje się dobrze, ale w wersji filmowej nie zachwyca nadmiernie.

“American Assassin” nie dostarcza nam rozrywki na takim samym poziomie jak filmy o Bondzie czy Jasonie Bournie – to zupełnie inny kaliber produkcji, właściwie pod każdym względem.

Całość jest sprawnie zrealizowana, choć nie uświadczymy tu scen, jakie zapamiętamy na długo po seansie.

Kilka solidnych, dynamicznych sekwencji, parę niezłych zwrotów akcji oraz całkiem “urokliwy” epizod rozgrywające się w… Warszawie, nie zrewanżują nierównego tempa i niezbyt przekonującego głównego bohatera. Jeśli jednak macie wielką potrzebę zobaczyć w kinie jakieś widowisko akcji, to moim zdaniem istnieje szansa, że z seansu “American Assassin” wyjdziecie nawet całkiem zadowoleni.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (2)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...