Diagnoza raczej nie sprawi, że polubię seriale medyczne. To po prostu kolejny serial TVN-u

Recenzja/Seriale 06.09.2017
Nasza ocena:
Diagnoza raczej nie sprawi, że polubię seriale medyczne. To po prostu kolejny serial TVN-u

Diagnoza raczej nie sprawi, że polubię seriale medyczne. To po prostu kolejny serial TVN-u

W sumie czego można się było spodziewać? Że nagle serial o szpitalu i pacjentce, która w wyniku wypadku samochodowego dostaje amnezji, rewolucjonizuje polską telewizję? No… nie. I tak też się nie stało.

Uwaga, będą spoilery!

W najlepszym razie o Diagnozie po pierwszym odcinku można powiedzieć, że to serial niezły. Dość przyzwoity. Nawet ciekawie się zapowiada, ale jak zwykle coś poszło nie tak. Historia pozornie rozkręca się interesująco. Oto mamy młoda kobietę, Annę Nowak (Maja Ostaszewska), która po latach wraca do kraju. Nie wiemy o niej wiele, nie wiemy, jak potoczyły się jej losy, choć mamy świadomość, że bohaterka swoje przeszła. Wiemy natomiast, że Anna ma dwójkę dzieci z mężczyzną, którego nienawidzi i który – jak twierdzi – zniszczył jej życie. Wiemy także, że Anna o swoje dzieci zamierza walczyć, bo przygotowuje się do procesu. Kobieta jest aktualnie w Katowicach, ale wybiera się do Warszawy, by przygotować się wraz ze swoim adwokatem do sprawy.

Po przylocie odbiera od jednego mężczyzny teczkę z dokumentami, która ma jej pomóc wygrać walkę o dzieci. Dostarczający dokumenty ostrzega Annę przed jej przeciwnikiem, który według niego jest bardzo niebezpieczny. Kobieta rusza spod lotniska. Nadal jest na Śląsku. W jednej ze scen zauważa swoje dzieci, które bawią się na placu zabaw pod opieką niani. Trudno stwierdzić, czy to przypadek, czy celowe spotkanie. Niedługo potem wybiera się na dworzec, by złapać autokar do Warszawy. Udaje jej się rzutem na taśmę. Chwilę potem autokar zderza się z innym dużym pojazdem. Anna trafia do szpitala, na stół operacyjny. Główna bohaterka nie pamięta kim jest.

Tak mniej więcej wygląda przebieg pierwszego odcinka, nie zdradzający za wiele z fabuły. Ale kiedy już zaczniemy zwracać uwagę na szczegóły, robi się nieco mniej tajemniczo i można zauważyć pewne nieścisłości.

Już na samym początku rozbawiło mnie przedstawienie Katowic i dworca autobusowego. No, ale rozumiem, że musiało być ładnie i czysto, w końcu to TVN. Sytuacja, kiedy Anna spotyka swoje dzieci też jest dziwna, zwłaszcza biorąc pod uwagę późniejsze wydarzenia. Anna zachowuje się niepokojąco przy kobiecie, tak jakby chciała je porwać. Reakcję niani zinterpretowałam jako strach. Ot, spotyka nieznajomą kobietę, która wie coś o dzieciakach, którymi ta się opiekuje i chce nawiązać z nimi kontakt. Naturalne, że kobieta zabiera dzieci i ucieka. Ale potem, już w autokarze, Anna wysyła SMS-a do jakiejś Teresy, czy z nogą Zosi wszystko dobrze (dziewczynka upadła na placu zabaw). W ostatniej scenie pierwszego odcinka dowiadujemy się, że Teresa to ta niania, która uciekła przed Anną.

Albo to jest bez sensu i źle wytłumaczone, albo ja przysnęłam w trakcie seansu i tego nie zauważyłam. Jasne, kobiety mogły się ze sobą kontaktować i nie wiedzieć jak jedna i druga wygląda, ale… Teresa chyba by się zorientowała z przebiegu dziwnej rozmowy, że to najprawdopodobniej matka dzieci. No chyba, że ona jednak poznała Annę tylko po prostu widz miał się nie zorientować? Z drugiej strony, Teresa odpisała na SMS-a Anny, że dziewczynce nic nie jest. Poza tym w ostatniej scenie ojciec dzieci mówi niani, że ta miała mu od razu dać znać, jak tylko Anna się pojawi. Może to ma ręce i nogi, a ja się niepotrzebnie czepiam, ale jednak myśl o tych scenach nie dawała mi spokoju podczas całego seansu.

Kolejnym irytującym elementem jest próba przedstawienia śląskości. Tak, ludzie na Śląsku (akcja dzieje się w rybnickim szpitalu) mówią gwarą, czy jak kto woli językiem śląskim. Ale, jako że na Śląsk mam rzut beretem i przebywałam i przebywam w towarzystwie osób ze Śląska, to nie bardzo rozumiem to, jakim właściwie językiem posługują się bohaterowie Diagnozy. Rzucone co drugie zdanie “mosz” i “hasiok” brzmią raczej śmiesznie niż nadają folkloru. To naprawdę nie działa tak, że jak ktoś mówi gwarą to nagle płynnie przechodzi na czystą polszczyznę. Oczywiście, że jest to możliwe, ale raczej w środowisku pracy nie wygląda to naturalnie. I żeby było jasne, nie wszyscy ze Śląska godoją. No ale albo w jedną, albo w drugą stronę. Akcent tych, którzy mówią po śląsku, nie znika magicznie, zwłaszcza jak w pracy część ludzi posługuje się gwarą. To prędzej ci zza Brynicy w danym środowisku zaczną godoć. No, ale to tak na marginesie.

Największy zarzut mam chyba do finału.

Od początku Diagnoza próbuje widzów do siebie przekonać atmosferą tajemnicy. A tu bach, najważniejsza (no, może nie, w końcu to pierwszy odcinek) zagadka zostaje rozwiązana w ostatniej scenie pilotażowego epizodu. I to też jest jakieś dziwaczne. Okazuje się bowiem, że jeden z lekarzy z rybnickiego szpitala, który operował Annę i z nią rozmawiał… to najprawdopodobniej ojciec jej dzieci. Mężczyzna jest w związku z jedną z lekarek pracujących z nim w ośrodku.

No… to się nazywa zbieg okoliczności. Ale już pomijając ten aspekt, bo w końcu wiele seriali mogłoby usłyszeć ten zarzut, jakim cudem mężczyzna wierzy, że udawanie, iż nie zna Anny, mu się uda? Dopiero potem dowiaduje się o jej zaniku pamięci. Nie jestem pewna, czy w pierwszym odcinku jego nowa partnerka widziała Annę. Jeśli tak, to jakim cudem nie wie, kim kobieta jest? W końcu wychowuje jej dzieci. A jeśli nawet jej jeszcze nie zobaczyła, to pewnie za chwilę to się stanie.

Dużo w tym serialu nieścisłości. I szkoda, że w pewnym sensie od razu wszystko wiadomo. Choć pewnie finałowa scena ma być magnesem – widz będzie chciał dowiedzieć się, jak to wszystko się zazębi. Być może, gdyby serial odkrył za mało kart, publika by się znudziła. Ja podchodzę dość sceptycznie i właściwie nie wiem, czy sięgnę po kolejny odcinek.

Średnia ta Diagnoza. No ale w gruncie rzeczy tego się właśnie spodziewałam.

Teksty, które musisz przeczytać:

Więcej emocji, głębokie traumy i kryminalna intryga. Członkinie obsady 2. sezonu „Pod powierzchnią” TVN-u opowiedziały o nowych odcinkach

Debiutujący w zeszłym roku serial „Pod powierzchnią” dorobił się miana jednej z najpopularniejszych nowości stacji TVN w ostatnich latach. Dzięki czemu doczekał się następnego sezonu, który jednak pod wieloma względami odejdzie od formuły oryginału. Więcej na temat zmian w produkcji opowiedziały Magdalena Boczarska i inne grające w serialu aktorki.

Artykuł/Seriale 22.10.2019

Dołącz do dyskusji (11)

19 odpowiedzi na “Diagnoza raczej nie sprawi, że polubię seriale medyczne. To po prostu kolejny serial TVN-u”

  1. Inni reżyserzy, scenarzyści, aktorzy, a seriale TVN zawsze tak samo beznadziejne i na jedno kopyto. Powinni w końcu wyrzucić sabotażystę, który rozwala im stację. To musi być jedna osoba, która ma wpływ na produkcje i po kolei je niszczy. Bo nie wierzę w to, ze wszyscy twórcy sa tak samo beznadziejni.

      • Pani Joanno, proszę o ponowne uważne obejrzenie pierwszego odcinka a następnie zweryfikowanie wielu błędów, które tu Pani popełniła. Naprawdę nie przystoi Pani redaktor naczelnej” działu rozrywka…

  2. nie zgodze sie z tym że zagadka zostaje rozwiązana w ostatniej scenie. Przy pierwszym “spotkaniu” bohaterów można wysnuć taki wniosek widząc reakcje lekarza, we śnie Anny ten wniosek w 100% potwierdzić widząc mezczyzne wychodzącego z budynku. Wiec jesli chodzi o mnie ten wątek o ile miał byc niespodzianką na koniec – wypłyną dużo wcześniej.

    • No tak, już się można wcześniej domyślić, o co chodzi, ale w finałowej scenie mamy kawa na ławę, wszystko powiedziane.

  3. Bo może to był pierwszy i zarazem ostatni odcinek…? Taką mam nadzieję bo już mi bokiem wychodzą te wszystkie agaty geslerowe i temu podobne programy

    • Na szczęśćie to nie był ostatni odcinek najlepszego serialu TVN – ,,Diagnozy”. Rozumiem, że język śląski aktorów nie jest perfekcyjny, ale mi i tak ten serial bardzo się spodobał. Wiem także, że kilka tajemnic można było odkryć w pierwszym odcinku tego serialu ale po dokładnym kilku razowym obejrzeniu np. jak główna bohaterka ma na imię i nazwisko.

  4. A co by bylo gdyby poszkodowana celowo tworzyła pozór tego że “nie pamięta” swojego nazwiska, bo tak naprawdę nie jest się w stanie aktualnie fizycznie bronić przed znienawidzonym ex.

    Być może to tylko tymczasowa taktyka obronna przed jakąś zemstą-plan-B.

    Pewnie w przyszłym odcinku okaże się że ciężarówką jechał ktoś na zamowienie. Dojdzie też wyjaśnienie tego o co tak naprawdę było w dokumentach ofiary wypadku i na jaką konkretnie rozprawę sądową jechała.

    Ale cała reszta jest mniej więcej oczywista. W oparach losowo stosowanego godania slunskom gwarom będzie odbywać się mściwa i krwawa walka o dzieci.

    • Sprawa z ciężarówką nigdy nie zostanie wyjaśniona. Na początku, też myślałam że wszystko jest takie oczywiste, ale z odcinka na odcinek przekonałam się jak bardzo się myliłam. Dla mnie ten serial nie ma nic do zarzucenia, więc nadal będę go oglądać.

  5. No cóż. Autorka – Pani Joanna – jak widać odcinka dokładnie nie oglądała. To przykre bo jeśli o czymś piszemy w przestrzeni publicznej to moim zdaniem powinniśmy rzetelnie “odrobić lekcje”. Tutaj tego zabrakło.

    Abstrahuję od tego, czy to “dobry” serial czy też zły. Sam zauważyłem w nim wiele niedociągnięć i w sumie niski budżet. Jednakże muszę odnieść się do kilku błędów autorki, które zaważyły na całej “recenzji”:
    – “Już na samym początku rozbawiło mnie przedstawienie Katowic i dworca
    autobusowego. No, ale rozumiem, że musiało być ładnie i czysto, w końcu
    to TVN”.

    Czy autorka nie zauważyła, że główna bohaterka Anna Nowak przyjechała z Pyrzowic prosto do Rybnika a nie do Katowic? (celowo skłamała w rozmowie telefonicznej swoją Panią adwokat) Akcja z dziećmi rozgrywa się na nowym placu zabaw w Rybniku (ciekawy kompleks ze ściankami wspinaczkowymi, boiskiem do gry i kilkoma innymi atrakcjami dla dzieci i młodzieży) Skoro przyjechała do Rybnika to musiała z niego wyjechać do Warszawy więc autobus “łapie” na dworcu w… Rybniku. Tak, w Rybniku a nie w Katowicach. Jest na nim faktycznie ładnie i czysto jak pokazuje TVN (bo jest dosyć nowy).

    Nie wiem jak można nie zauważyć powyższego. Jakim cudem ofiary wypadku byłyby ratowane przez lekarzy z Rybnika a nie z Katowic? Do Warszawy z Rybnika jedzie się raczej przez Katowice (albo A1 przez Pyrzowice).

    – ” To naprawdę nie działa tak, że jak ktoś mówi gwarą to nagle płynnie
    przechodzi na czystą polszczyznę. Oczywiście, że jest to możliwe, ale
    raczej w środowisku pracy nie wygląda to naturalnie”.

    Oj da się i jest to możliwe. Zapraszam na Górny Śląsk.
    Zgadzam się jedynie, że w serialu nie wyszło to naturalnie bo aktorzy nie są ze Śląska.

    – “Nie jestem pewna, czy w pierwszym odcinku jego nowa partnerka widziała
    Annę. Jeśli tak, to jakim cudem nie wie, kim kobieta jest? W końcu
    wychowuje jej dzieci. A jeśli nawet jej jeszcze nie zobaczyła, to pewnie
    za chwilę to się stanie.”

    Gdzie miała widzieć poza szpitalem? Nie rozumiem. Wszystko wskazuje na to, że dawny partner Anny związał się z lekarką już jak Anny z nimi nie było. Dlatego jej nie zna. Proste, nie ma się czemu dziwić.

    – “Reakcję niani zinterpretowałam jako strach. Ot, spotyka nieznajomą
    kobietę, która wie coś o dzieciakach, którymi ta się opiekuje i chce
    nawiązać z nimi kontakt. Naturalne, że kobieta zabiera dzieci i ucieka.”

    Od razu widać, że niania poznała matkę dzieci, którymi się opiekowała. Świadczy o tym chociażby stanowcza prośba po tym jak się spotkały: “zostaw dzieci w spokoju, rozumiesz?!”

    – “Albo to jest bez sensu i źle wytłumaczone, albo ja przysnęłam w trakcie seansu i tego nie zauważyłam.”

    Za dużo wina albo za dużo snu w trakcie oglądania. Tylko po co potem płodzić pseudo recenzję z tyloma błędami? Tego tym bardziej ja nie rozumiem…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...