Ostatni Jedi może szczególnie przypaść do gustu środowisku LGBT

News/Film 04.09.2017
Ostatni Jedi może szczególnie przypaść do gustu środowisku LGBT

Gwiezdne wojny oswoiły nerdów z płcią piękną. Teraz mają przed sobą kolejną misję: przejść do porządku dziennego z różnymi preferencjami seksualnymi. 

Gwiezdne wojny pierwotnie były filmem aż zbyt męskim. Według niepotwierdzonych nigdy do końca informacji, wątek romantyczny pomiędzy Leią Organą a Hanem Solo był wprowadzony głównie po to, by przyciągnąć do kin damską część publiczności. Jednak dopiero najnowsze filmy, po przejęciu Lucasfilm przez Disneya, w pełni postawiły na kobiecość.

Czy to Łotr 1, czy Przebudzenie Mocy, w obu tych filmach głównymi bohaterami są kobiety. Silne, ciekawe, niestanowiące dodatku do męskich głównych ról. I – trzeba przyznać – swoje zadanie wykonały bezbłędnie. Ani Rey ani Jyn Erso nie są postaciami wprowadzonymi na siłę, a przekonującymi kreacjami, do których trudno nie czuć sympatii.

Wiele wskazuje na to, że Lucasfilm nie poprzestanie na różnorodności płci wśród gwiezdnowojennych bohaterów. Jak zauważa Screenrant, mamy mocne poszlaki na wprowadzenie postaci homoseksualnych do tego uniwersum.

Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi będzie (prawdopodobnie) pierwszą częścią sagi z biseksualną postacią.

Wskazuje na to książka Leia: Princess of Alderaan autorstwa Claudii Gray, która jest zgodna z nowym kanonem uznawanym przez Disneya. Jedną z pojawiających się w niej postaci jest Amilyn Holdo, którą w filmie Ostatni Jedi grać będzie Laura Dern. Fabuła książki umieszczona jest w czasie nieznacznie poprzedzającym wydarzenia z czwartego epizodu sagi. W jednym z jej fragmentów Holdo żartuje z Organą na temat związków międzygatunkowych. Przy czym Holdo zauważa, że zainteresowanie humanoidalnymi samcami jest „takie ograniczające”, sugerując że jest osobą biseksualną.

Jest tu wiele miejsca do nadinterpretacji, warto jednak mieć w pamięci nacisk Disneya na różnorodność płciową, etniczną i seksualną postaci w filmach przez niego produkowanych. Oraz na fakt, że J.J. Abrams – reżyser Przebudzenia Mocy – kilkukrotnie już wyrażał chęć wprowadzenia do filmów postaci ze środowiska LGBT.

Czy Rian Johnson zdecyduje się na ten krok w Ostatnim Jedi, pozostaje kwestią otwartą. Niewykluczone, że przypisujemy zbyt wielkie znaczenie do książce, będącej tylko dodatkiem do filmów. Nikt o zdrowych zmysłach nie powinien mieć żadnego problemu z homo- lub biseksualną postacią żyjącej dawno, dawno temu w odległej galaktyce.

Mam jednak dwie prośby.

Po pierwsze, w Gwiezdnych wojnach nigdy nie chodziło o seks. Homoseksualny, heteroseksualny, bez znaczenia. Siłą tych filmów jest całkowite pomijanie tematów intymnych, ograniczmy się więc do wątków romantycznych między dowolnymi płciami bez wchodzenia z kamerą do łóżka.

Po drugie, rozumiem czemu Gwiezdne wojny chcą wprowadzać nowe postacie, z którymi moglibyśmy się identyfikować. Rey i Jyn Erso z pewnością są idolkami dla wielu kobiecych fanek Gwiezdnych wojen, a Amilyn Holdo mogłaby pełnić podobną rolę dla osób ze środowiska LGBT. Z entuzjazmem popieram i z radością przyjmuję. Mam jednak nadzieję, że w niezliczonych kolejnych filmach, które zapewne powstaną, nikt nie zapomni o heteroseksualnych mężczyznach…

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (108)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...