Obejrzałem Marvel’s Inhumans, żebyście wy nie musieli – recenzja Spider’s Web

Recenzje/Seriale 01.09.2017
Nasza ocena:
Obejrzałem Marvel’s Inhumans, żebyście wy nie musieli – recenzja Spider’s Web

Jestem świeżo po seansie pierwszych dwóch odcinków Inhumans. Nawet emisja na ogromnym ekranie kina IMAX nie pozwoliła ukryć oczywistych braków najnowszej telewizyjnej produkcji Marvela.

Na pierwszy rzut oka wszystko jest na swoim miejscu. Inhumans pokazuje nam kolejny zakątek prężnie rozwijającego się Marvel Cinematic Universe. Tym razem zaglądamy na księżyc, by potem przenieść się prosto na Hawaje. Ogromny budżet, kinowy ekran, nieźli aktorzy – co mogło pójść nie tak?

Główni bohaterowie Inhumans to rodzina królewska nieludzi, która do tej pory ukrywała się przed wzrokiem świata.

Marvel wprowadził zaczerpnięty wprost z komiksów motyw rasy Inhumans w serialu Agenci T.A.R.C.Z.Y. Ludzkość odkryła tajemnicę Terrigenu, a mieszkańcy planety, którzy mają specjalne geny, mogą po zetknięciu się z tym minerałem przejść transformację w istoty o niesamowitych zdolnościach.

Mniej zaznajomieni z uniwersum Marvela widzowie mogą pomylić Inhumans z X-Menami. Nic dziwnego – obie grupy wiele łączy na pierwszy rzut oka, a różni ich tylko geneza. Mutanci to kolejne ogniwo ewolucji, a Inhumans to dzieło inżynierii genetycznej. Efekt jest jednak podobny: są to istoty o nadnaturalnych zdolnościach.

Marvel rozwija mitologię Inhumans, bo sprzedał prawa do X-Menów wytwórni Fox.

Inhumans w Marvel Cinematic Universe zajęli miejsce X-Menów jako prześladowana grupa odmieńców. Agenci T.A.R.C.Z.Y. wspomnieli ten motyw, ale w serialu ABC zabrakło najważniejszych przedstawicieli tej rasy. O ich losach opowiada właśnie serial Inhumans.

W polskim tłumaczeniu Inhumans to nieludzie. Zamieszkują oni miasto Attillan ukryte na księżycu. Królestwo ma niewielką powierzchnię, a większość populacji jest wykorzystywana przez władzę niczym niewolnicy, a sensem istnienia maluczkich jest kopanie tuneli.

Władcą Inhumans jest Black Bolt.

To nic niemówiący przywódca Inhumans, którego głos kruszy skały. Drugie skrzypce gra jego żona, Medusa. Jej moc to piekielnie rude włosy, którymi może świadomie operować jak dodatkowymi kończynami. Razem rządzą społeczeństwem i na pozór to dobrzy, dostojni władcy.

Głównym antagonistą jest Maximus, czyli brat Black Bolta. W wyniku zetknięcia z kryształem Terrigenu nie zyskał żadnych mocy, a rada genetyków nie zesłała go do pracy w kopalni tylko dlatego, że jest członkiem rodziny królewskiej. Tę postać gra Iwan Rheon – demoniczny Ramsey z Gry o tron.

Wśród głównych bohaterów warto wymienić Crystal, czyli władającą ogniem młodą siostrę Medusy. Jej towarzyszem jest przerośnięty pies Lockjaw, który ma zdolność teleportacji. Oprócz tego mamy Karnaka, który umie dostrzec wszelkie słabości ludzi i otoczenia oraz Gordona – przywódcę straży z kopytami zamiast nóg.

Rodzina królewska żyje sobie w pokoju i pławi się w luksusie dzięki pracy poddanych, ale pojawia się zagrożenie.

Ludzkość bada Księżyc i łaziki NASA trafiają na ukryte miasto. Maximus jest przekonany, że wojna ras jest nieunikniona, ale Black Bolt nie chce o tym słyszeć. Woli ratować nowo przemienionych nieludzi, którzy zaczęli pojawiać się na Ziemi w wyniku działań bohaterów z Agents of S.H.I.E.L.D.

Maximus się buntuje i przejmuje władzę w królestwie. Black Bolt i jego dwór trafiają na Ziemię. Prosto na Hawaje. Z niewyjaśnionych powodów grupa zostaje rozdzielona, a każdy samodzielnie musi przystosować się do nowej sytuacji, w której tracą wszystkie przywileje.

Jeśli miałbym znaleźć coś, co ratuje Inhumans, to wskazałbym na kreację Black Bolta. Postać z założenia jest niema, bo jak tylko się odezwie, to zabija i niszczy wszystko, co znajduje się przed nią. Prowadzi to do kilku komicznych sytuacji, a Black Bolt trafia… do ludzkiego aresztu.

Problem w tym, że trudno kibicować tym bohaterom.

Społeczeństwo Inhumans oparte o system kast przypomina… faszystowskie Niemcy. Nie przesadzam! Rodzinę królewską wspiera rada genetyczna. Przemiana z użyciem Terrigenu to loteria. Mieszkańcy Attillan muszą ją przejść, a od jej wyniku zależą ich dalsze losy.

Jeśli nowy nieczłowiek będzie miał specjalne zdolności, to stanie się istotnym członkiem społeczeństwa. Czekają go bogactwo, splendor i szczęście. Jeśli ktoś ma gorsze geny, to niestety – trafia do kopalni, gdzie w ciemnościach musi drążyć tunele.

W jaki sposób widzowie mają kibicować rodzinie królewskiej, która wprowadziła taki system polityczny?

Wystarczyło zrobić z Maximusa głównego bohatera. Nadać mu cech ludzkich, a nie kartonowego, stereotypowego złoczyńcy – a nawet trochę wymodelować go na antybohatera niczym Lokiego. Zrobienie z rodziny królewskiej antagonistów mogłoby sprawić, że Inhumans byłby powiewem świeżości w Marvel Cinematic Universe.

Zamiast tego dostaliśmy zbiór hollywoodzkich klisz, które nudzą od lat. Montaż jest niespójny, scenariusz dziurawy i pomiędzy wydarzeniami często brakuje związku przyczynowo-skutkowego. Jakby na to nie patrzeć, to nowy serial Marvela jest ogromnym rozczarowaniem.

Ciekaw jestem, czy i jak Inhumans połączy się fabularnie z Agentami T.A.R.C.Z.Y.

Inhumans cierpi na wiele problemów. Drewniane dialogi i marnej jakości kostiumy psują immersję. Trudno zanurzyć się w tym serialu. Emisja na ekranie kin IMAX unaocznia, że Inhumans to zupełnie inna liga niż filmy z cyklu Avengers. W tym przypadku seans w kinie nie przyniósł produkcji nic dobrego.

Wspomnienie Agentów T.A.R.C.Z.Y daje mi jednak nadzieję na to, że Inhumans jeszcze się poprawi. To nie byłby pierwszy serial, którego poziom wzrósł z czasem. Z drugiej strony debiut Agents of S.H.I.E.L.D. mimo wszystkich bolączek tej produkcji, był o poziom lepszy.

Po raz pierwszy mam wrażenie w przypadku MCU, że ktoś powinien wyciągnąć wtyczkę na początkowym etapie projektu.

Tak się nie stało i siłą rozpędu do widzów trafił ten potworek. Najwyraźniej zainwestowano w wyprodukowanie i kampanię reklamową Inhumans za dużo pieniędzy, by anulować projekt, nawet jeśli trakcie prac okazało się, że ten pomysł nie zdaje egzaminu w zderzeniu z rzeczywistością.

Patrząc jednak na napisy początkowe, można się tego spodziewać, skoro przy scenariuszu Inhumans pracował scenarzysta Iron Fist. Scott Buck może jednak świętować pewien sukces. Jego poprzedni serial wyprodukowany dla Netfliksa nie jest już najsłabszym ogniwem MCU.

To miano należy teraz do Inhumans i mam ogromną nadzieję, że tak już pozostanie, a Marvel, zamiast grzebać w mule i szukać drugiego dna, powinien się od tegoż dna odbić i już nigdy nie dać się wciągnąć tak głęboko – czego sobie i wam serdecznie życzę.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (11)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...