Opowiem wam, jak poradziłem sobie ze wszystkimi nielogicznościami w Grze o tron

Felieton/Seriale 08.08.2017
Opowiem wam, jak poradziłem sobie ze wszystkimi nielogicznościami w Grze o tron

Opowiem wam, jak poradziłem sobie ze wszystkimi nielogicznościami w Grze o tron

Baldur’s Gate nie był nudną grą komputerową. Wręcz przeciwnie, moim zdaniem był najlepszą sagą w dziejach cRPG, uwielbiam go, przeszedłem wiele razy, a już lepszego finału, niż Tron Bhaala, wymarzyć sobie nie można. 

To znaczy – pewnie można, ja bym chyba jednak wolał, żeby głównym antagonistą był na przykład Cyric. Ale to już detal. Chodzi mi o to, że po pierwszych dwóch, bardzo przygodowych i fabularyzowanych częściach Baldur’s Gate, zamykający całą historię Tron Bhaala zamienił się w niemalże hack&slasha. Tam w tle latały helikoptery, napierdzielał napalm, cały czas coś się działo i… to była prawdziwa groza wojny. I bardzo dobrze, tak miało być. W końcu przeszliśmy długą drogę od pomagania pasterzom spod Beregostu, aż do walki o miejsce na tytułowym Tronie.

I podobnie jest z Grą o tron, choć jej aż tak, jak Baldur’s Gate, nie uwielbiam. Męczyłem się strasznie przy pierwszych dwóch sezonach. Niestety, nie czytałem książki, miałem tylko serial i tak… niby fajnie, ale to nie do końca to. No niby gadali, gadali, gadali, dobrze się to oglądało, ale czy to na pewno “najlepszy serial w dziejach”?

Najnowszy sezon Gry o tron jest właśnie jak Tron Bhaala.

Chociaż przyznam, że wobec słynnej serii gier komputerowych byłem zdecydowanie mniej sceptyczny. W fantastyczny sposób zaczyna konsumować sześć sezonów intryg, budowania historii, mitologii, motywacji, zaplecza. Cały czas coś się dzieje, smoki zioną ogniem, beczki wybuchają, napierdziela napalm i to jest groza wojny… OK, jeden trybut dla Jacka Braciaka na felieton wystarczy.

Oczywiście twórcom serialu nie szczędzi się krytyki. Że jak to tak, najpierw przywiązywali umiarkowaną wagę do szczegółów, a teraz bez ładu i składu jednostki poruszają się po mapie, przemierzają odległości w nieprawdopodobnym tempie, podejmują nieracjonalne decyzje o niszczeniu zasobów. Cóż – w ich uwagach jest pewna logika. Ale psuje zabawę.

Powiem Wam, tak zresztą obiecałem już w samym nagłówku, jak sobie radzę z różnymi nielogicznościami w grach, filmach lub serialach. Oczywiście bywają momenty, że nawet moja tolerancja zostaje wystawiona na ciężką próbę. Generalnie jednak ta zasada działa, może wynika ona z cech charakteru. Otóż przyjmuję banalne w formie i treści założenie, że skoro na ekranie zostało pokazane to w taki sposób… to istnieje jakieś bardzo logiczne wytłumaczenie, którego scenarzyści po prostu nie pokazali.

I już. Działa jak ręką odjął, ja nie potęguję sobie problemów z tym, czy okręty mogły być tak szybkie w świecie, w którym wskrzesza się ludzi, zombie czekają na ulubioną porę roku, a nad wszystkim krążą smoki i w rezultacie zabawa z najlepszym sezonem GoT jest wyśmienita.

A na każdy kolejny odcinek najchętniej biegałbym w poniedziałek rano do kina.

 

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (25)

28 odpowiedzi na “Opowiem wam, jak poradziłem sobie ze wszystkimi nielogicznościami w Grze o tron”

  1. Jest tylko jeden taki problem – sami twórcy wypowiedzieli sie na temat szybkiej podróży Varysa pod koniec 6 sezonu, bodajże na Twitterze – w serialu nie uwzględniają czasu tak jak w poprzednich sezonach i z tego powodu taka Arya mogla z Bliźniaków kierowac sie do Królewskiej Przystani, a w nastepnym odcinku byc w Winterfell, aby nie zanudzic nikogo podroza postaci przez kilka epizodów.

    • Pozycja publicysty na portalu ma ten walor, że żałosny banał, który zwykły czytelnik wstydziłby się wrzucić nawet jako zdawkowy komentarz, można zaprezentować jako artykuł i napawać się złudzeniem sławy, jeśli nawet nie wierszówką ;)

        • Cóż to jest przy tym, gdy taki lord Baelish za uratowanie dupy Starkom dostaje od nich siarczyste klapsy przy każdej okazji. A przecież mógł popasać pół dnia po drodze do Winterfell albo dogadać się z Boltonem. Nasze pretensje to pikuś, co prawda wierszówka pewnie też skromna ;)

          • Naprawdę wierzysz w czyste intencje Baelisha? Jasne, że dziękuję mu się należało ale wiadomo, że on nie robi nic bezinteresowanie. Owszem mógł popasać ale co by mu to dało? On toczy każdą bitwę gdzie każdy jest wrogiem a jednocześnie sojusznikiem, Facet strasznie śliski i nie dziwię się, że Starkowie mu nie ufają. Choć koniec końców gdzieś tam z tyłu głowy mam nadzieję, że to on zdobędzie żelazny tron.

          • Przepraszam, ja wiem, że to fantastyka, ale że ludzie cokolwiek mogliby zrobić naprawdę bezinteresownie, to za wiele nawet na fantasy ;)
            Jeśli Petyr nie jest bezinteresowny, to tym bardziej należałoby uważać, by go zanadto nie urazić. Tymczasem Jon, jak i Sansa, zachowują się, jakby to im Littlefinger coś zawdzięczał. O ile w przypadku Sansy scenarzyści próbowali to uzasadnić przeżyciami w łożnicy Boltona, któremu Petyr Sansę właściwie okazyjnie opylił, to w przypadku Jona nie jest to całkiem przekonujące. W moim odczuciu Baelish to zręczny, ostrożny i cyniczny gracz, który jest zbyt słaby, by kozakować, ale dość mocny, by realizować cele. Ma fatalną opinię właśnie dlatego, że dopuszcza się zbrodni na zimno i zgodnie z planem, a nie,- jak wszyscy inni bohaterowie – w afekcie i bez sensu. Pozostali go nie cierpią, bo niejasno zdają sobie sprawę, że jest od nich o wiele inteligentniejszy i bardziej konsekwentny w działaniu, a przez to groźny. Potrafił sie zabezpieczyć tak, by nikomu nie opłacało się go zabić, ani nawet otwarcie przeciwko niemu występować, zarazem każdy chętnie skorzysta z jego pomocy. Ale muszę Cię rozczarować – tacy ludzie nigdy nie zostają królami. Są na to zbyt mądrzy :)

          • Bardzo mądrze napisałeś. Popraw mnie więc jak się mylę ale czy Bealish nie wpsominał kiedyś, ze jego celem jest
            właśnie żelazny tron? Inna sprawa, że został lordem całkiem potężnego zamku więc jak widać władza mu obojętna nie jest.

          • Zdaje się, że wspominał. Ale… czy taki przebiegły drań przyznałby się komukolwiek szczerze do swoich najskrytszych pragnień ;)

  2. Prawdę mówiąc ja nie zauważyłem nielogiczności geograficznych zanim ludzie wspomnieli o tym. Tego typu rzeczy świadczą o słabym przygotowaniu autora, który pogubił się w swojej opowieści. Tyle, że tutaj piszący scenariusz zrobili to świadomie, bo biorąc pod uwagę długość i ilość odcinków nie dałoby się tego przeprowadzić w ciekawy dla widza sposób. I za to im dziękuję. Wolę taką nieścisłość, niż podróżowanie Tyriona statkiem (bodajże w Uczcie dla wron), które jest wprawdzie logiczne, bo długie, ale podczas tej podróży nic się nie dzieje. Gadają, grają w szachy, piją wino, a autor raczy nas opisami serów w swoim uniwersum.

    • To zależy, czy opis podróży wnosi coś ważnego do opowieści. I czy oglądamy go na ekranie, czy czytamy w książce. Akurat podróż Krasnala była faktycznie nużąca – i dla niego i dla nas.

      • Powiem szczerze, że chyba się nawet cieszę, że autor przestał pisać. Tak bym musiał przebrnąć przez te dłużyzny, aby dowiedzieć się, co się stanie na końcu, a dzięki jego lenistwu mogę obejrzeć parę odcinków serialu telewizyjnego i dowiedzieć się bez przesadnych dłużyzn co się stanie.

        O rany, nie spodziewałem się, że do tego dojdzie – wolę serial telewizyjny od książki ;-)

        • Ja też się nieco męczyłem z nużącymi opisami strojów i potraw, ale poza tym cykl czyta się dość fajnie. To nie Pratchett, oczywiście, ale ma swoje zalety.

          • tyle, że pierwsze trzy tomy były bardzo ciekawe, dopiero chyba od czwartego zaczął lać wodę

  3. Zostało 1,5 sezonu do końca filmowej wizji (mam nadzieję że książkowa będzie inna) i trzeba przyśpieszyć bo postaci sporo, wątków jeszcze więcej a w finale miejsca dla wszystkich nie starczy ;)

  4. Rzeczywiście w tym sezonie każdy przemieszcza się bardzo szybko. No ale ten sezon będzie miał tylko 7-8 odcinków, to po pierwsze. Po drugie serial w tym momencie już chyba przegonił książkę, więc scenarzyści jadą po swojemu. Po trzecie po co na siłę pokazywać jak bohater przez 2 odcinki przemierza wody lasy góry by dotrzeć do celu? Serial juz wszedł w końcowy etap, więc nie ma czasu na pierdoły.

    • Nie trzeba tego pokazywać wprost. Wystarczy wzmianka wizualna lub w dialogu “ale mnie żyć piecze, tydzień w siodle, zasłużyłem na wielki kufel ale”.

  5. Książka też miała zaburzoną linię czasu, całe tomy działy się równocześnie albo wracały o kilka miesięcy. Jako, że jest pisana z POV danego bohatera często w różnych wydarzeniach można uczestniczyć z kilku perspektyw i wybierać czyją opcję się preferuje.
    Serial zmusza nas trochę do postaci niektórych więc nie widzimy bitwy tak jak w książce a raczej z 3 osoby. Jestem ciekaw co działo się w głowie Jamiego gdy szarżował na Danerys albo w głowie Tyriona, który stał na przeciw brata, którego kocha i Bronna bądź co bądź przyjaciela.
    Uważam, że Jamie odkąd powrócił nie jest już zwykłym Lannisterem i że klęknie przed Danerys bo poprosi go brat o to. Mam nadzieję, że Viserys spróbuje spalić Johna a on pozostanie niespalony i to będzie przełom prawdziwy dla Dany. Bo Bran mu raczej nie zdąży nic powiedzieć.

    • A czy przypadkiem Jon nie poparzyl sie kiedys ratujac lorda dowodce przed zywym trupem? to by wykluczalo jego odpornosc na ogien, ktora Dany posiada. Czy moze ten motyw byl tylko w ksiazkach? Moglo mi sie pomylic x)

  6. Bardzo lubie twoje artykuly ale ten to jest najgorszy jaki napisales. Ani sie nie usmiechnalem po przeczytaniu, ani zadnej inteligentnej puenty :(

    • Była puenta “Był to wpis z mojej książki “I Ty możesz pokonać swój wewnętrzny Zespół Aspergera”, którą już od września znajdziecie w dobrych księgarniach i salonach z prasą.”, ale mi wycięli. :(

  7. “Otóż przyjmuję banalne w formie i treści założenie, że skoro na ekranie zostało pokazane to w taki sposób… to istnieje jakieś bardzo logiczne wytłumaczenie, którego scenarzyści po prostu nie pokazali”.

    Szczena mi opadła. Tak więc niechlujstwo i lenistwo scenarzystów będziemy uzasadniać tym, że na pewno istnieje jakieś sensowne, logiczne wyjaśnienie? Należy odłożyć na bok logiczne myślenie, bo psuje zabawę? Autor artykułu praktycznie przyznaje, że najlepiej wyłączyć mózg w trakcie oglądania, bo myślenie o dziurach scenariusza i braku logiki powoduje gorszy odbiór serialu. Niebywałe, w ten sposób można najgłupszy i najgorszy film/serial obronić. Artykuły na tym portalu to przeważnie jest śmiech na sali, ale ten osiągnął dno.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...